Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Bóg rzeczy małych

Tłumaczenie: Tomasz Bieroń
Seria: Kameleon
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
7,12 (620 ocen i 71 opinii) Zobacz oceny
10
51
9
109
8
99
7
168
6
90
5
52
4
18
3
22
2
6
1
5
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The God of small things
data wydania
ISBN
8371503946
liczba stron
320
słowa kluczowe
Indie, dziecko
kategoria
Literatura piękna
język
polski
dodała
sQra

Debiutancka książka młodej pisarki Arundhati Roy opowiada o zagmatwanych i dramatycznych losach bliźniąt: Esthy i Rahel. Dorosła już Rahel przywołuje obrazy przeszłości, wciąż pełne jednak smaków i zapachów; wspomina jak ich matka, Ammu, rozbita po nieudanym małżeństwie, wróciła do rodzinnego domu w Ajemenem, małym miasteczku na zachodzie Indii, do domu, w którym mieszkali babka bliźniąt,...

Debiutancka książka młodej pisarki Arundhati Roy opowiada o zagmatwanych i dramatycznych losach bliźniąt: Esthy i Rahel. Dorosła już Rahel przywołuje obrazy przeszłości, wciąż pełne jednak smaków i zapachów; wspomina jak ich matka, Ammu, rozbita po nieudanym małżeństwie, wróciła do rodzinnego domu w Ajemenem, małym miasteczku na zachodzie Indii, do domu, w którym mieszkali babka bliźniąt, przewrażliwiona ciotka i brat Chacko. Przez pryzmat odkrytej tajemnicy historia minionych lat rysuje stracone przez brutalną ingerencję dorosłych, pełne obaw i rozpaczy dzieciństwo, i jego wpływ na późniejsze życie bliźniąt.

 

źródło opisu: Okładka

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 752
Cyfranek | 2013-04-29
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, Indie
Przeczytana: 29 kwietnia 2013

„Bóg rzeczy małych” Arudhati Roy stanowił dla mnie nie lada wyzwanie. Dla zobrazowania moich zmagań mógłbym w zasadzie powiedzieć tyle, że książka zaczyna się właściwie gdzieś w okolicy strony 270, a całość liczy w sumie stron 378. W tymże momencie miałem wrażenie, że coś się stało z autorką. Coś jakby: „O jejku, już czas oddać tekst do wydawnictwa a ja biedna w lesie! Nie pora na wyszukany styl, miotanie się bohaterów w czasie i ględzenie o niczym. Czas się zabrać do roboty i skończyć, co się zaczęło...”. A szkoda, bo mogła to być niezła powieść. Niestety autorka dała się ponieść, jak to określają na okładce, „kunsztownej narracji”. Ja się w niej niestety zupełnie zagubiłem i aż do strony 270 miałem wrażenie raczej zasysania w bagno niż zagłębiania się w treść.

Fabuła nie jest zbyt skomplikowana, za to narracja jest skomplikowana aż zanadto. Do indyjskiego miasteczka w Kerali przyjeżdża wraz z córką była żona jednego z mieszkańców starego domu starej chrześcijańskiej rodziny. Od samego początku wiemy, że ten przyjazd skończy się wielką rodzinną tragedią (więc pisząc to nie zdradzam bynajmniej zakończenia). Już po kilku stronach wstępu padają słowa o pogrzebie, trumience i rodzicielskiej rozpaczy. Nad całością opowieści unosi się śmierć i czytelnikowi raz po raz się o tym przypomina. Jednak wyjaśnienie wydarzeń, które doprowadziły do tak smutnego początku i końca znajdują się dopiero na końcu książki. I to nie jest złe. Zajmują jednak raptem kilka akapitów, czytelnik może mieć więc wrażenie, że wielkie oczekiwanie zakończone zostaje krótkim „a to było tak”.

Trudno było mi jednak dobrnąć do końca. Autorka wystawiła mnie na ciężką próbę. Gubiłem się w opisach, czasach i miejscach. Oto próbka tego, o czym piszę: „Sophie Mol, w dzwonach, ukapeluszniona i Od Początku Kochana, opuściła Spektakl, aby sprawdzić, co robi Rahel, za studnią. Lecz Spektakl udał się za nią. Szedł, kiedy ona szła, zatrzymywał się, kiedy ona się zatrzymywała. Posyłał jej pełne uczucia uśmiechy. Koću Maria opuściła tacę z ciastem, aby nie zasłaniała jej wielbiącego uśmiechu, kiedy Sophie kucnęła w przystudziennej mazi (żółte spody dzwonów teraz mokre i ubłocone).”

W książce jest kilka bardzo ciekawych, z wyczuciem opisanych realiów życia w chrześcijańsko-hinduistycznej społeczności, gdzie mieszają się reguły życia biednych i bogatych, dotykalnych i niedotykalnych a hinduizm czy chrześcijaństwo stoją jakby z boku pierwotnych, prastarych i fundamentalnych praw rządzących opisywaną społecznością. Na przykład taki opis: „Pappaći nie wpuszczał parawanów do domu. Nikt ich nie wpuszczał. Nie wolno im było dotykać niczego, z czym mogliby mieć kontakt dotykalni. Kastowi hindusi i kastowi chrześcijanie. Mammaći powiedziała Escie i Rahel, że pamięta z dzieciństwa czasy, kiedy parawanowie mieli obowiązek oddalać się tyłem i ścierać miotłą ślady swych stóp, aby bramini czy chrześcijanie syryjscy nie skalali się, następując na nie.” I dla takich nielicznych perełek mogę tę powieść polecić tym, którzy mają duże pokłady cierpliwości lub zamiłowanie do „kunsztownej narracji” i nie boją się zagubienia w opisach i swobodnych przeskokach w czasie.

P.S.
W większości książek jest jakiś element powtarzający się raz za razem. W kryminałach jest to zazwyczaj coś w rodzaju „wyciągnął papierosa ze zmiętej paczki i zapalił z widocznym zadowoleniem”, w książkach o amerykańskich wojskowych może to być "i pokazał mu środkowy palec". U Arudhati Roy są to wymioty, które pojawiają się przeciętnie częściej niż raz na rozdział (rozdziałów jest w sumie 21). Czyżby „Delhi belly”?

Ilustrowana wersja recenzji na: http://cyfranek.booklikes.com

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Rudolf

Wybitny język i polszczyzna, kontekst i historia oraz fabuła wyśmienicie poprowadzone...- cały Marian - GENIALNE

zgłoś błąd zgłoś błąd