Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Tysiąc drzewek pomarańczowych

Tłumaczenie: Mariusz Ferek
Seria: Salamandra
Wydawnictwo: Rebis
6,31 (258 ocen i 23 opinie) Zobacz oceny
10
6
9
24
8
24
7
78
6
48
5
41
4
14
3
20
2
1
1
2
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Thousand orange trees
data wydania
ISBN
8371205120
liczba stron
340
kategoria
Literatura piękna
język
polski

Inne wydania

Niezwykłe połączenie rzeczywistości i magii. Hiszpania. Piękna Francisca de Luarca, córka hodowcy jedwabników marzy o pięknym życiu. Francja. Maria Luiza de Bourbon tańczy na dworze Króla Słońce w pantofelkach z hiszpańskiego jedwabiu i wdycha zapach kwitnących drzewek pomarańczowych. Urodziły się tego samego dnia i ich drogi biegną blisko siebie. Obie staną się ofiarami przeznaczenia w...

Niezwykłe połączenie rzeczywistości i magii.
Hiszpania. Piękna Francisca de Luarca, córka hodowcy jedwabników marzy o pięknym życiu. Francja. Maria Luiza de Bourbon tańczy na dworze Króla Słońce w pantofelkach z hiszpańskiego jedwabiu i wdycha zapach kwitnących drzewek pomarańczowych. Urodziły się tego samego dnia i ich drogi biegną blisko siebie. Obie staną się ofiarami przeznaczenia w świecie naznaczonym piętnem inkwizycji. W tej urzekającej książce historia splata się z baśnią, tworząc zapierającą dech w piersiach, magiczną opowieść.

 

źródło opisu: http://www.rebis.com.pl/

źródło okładki: http://www.rebis.com.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1072
Alina | 2010-09-28
Na półkach: Posiadam, Przeczytane
Przeczytana: 23 września 2010

Czasem wydaje mi się, że historię najlepiej poznaję poprzez powieści, których akcja umieszczona jest w przeszłości i dotyczą osób, które istniały w tamtych czasach. Kathryn Harrison udowodniła mi, że to nie zawsze jest dobry sposób.

"Tysiąc drzewek pomarańczowych" opowiada o wydarzeniach, które działy się w okresie panowania Króla Słońce, Ludwika XIV. Sama autorka przyznaje, że potraktowała wydarzenia historyczne (a w zasadzie okruchy tych wydarzeń, które przetrwały do czasów obecnych) dość swobodnie i nagięła fakty. Właśnie to sprawia, że opowieści nie można wierzyć pod żadnym pozorem, tylko ją poczuć.

Książka ta jest niczym baśń, gdzie występuje magia. Jednak ta jest czysta, powstała z miłości i cierpienia. Naznaczona piętnem inkwizycji, ścigana przez nią.

Marie Louise (pozostanę przy francuskim odpowiedniku imion królowej, mimo iż po przybyciu do Hiszpanii zostały one zmienione na wersję hiszpańską - Maria Luisa) i Francisca urodziły się dokładnie tego samego dnia. Czy te dwie dziewczyny, które chciały być szczęśliwe, wiedziały, jak potoczą się ich losy? Czy mogły się tego chociażby spodziewać?

Tak naprawdę niewiele je łączyło. Francisca była córką hodowcy jedwabników - Marie Louise nosiła jedwabne suknie; obie kochały swoje matki najbardziej na świecie; urodziły się tego samego dnia; matka tej pierwszej była mamką męża królowej; obie przeszły przez życie, będąc nieszczęśliwe. I umarły mniej więcej w tym samym czasie. Cóż więc skłoniło autorkę, by napisać historię, która dotyczyła ich obu? Zastanawiałam się nad tym przez całą lekturę. I właśnie wtedy popatrzyłam na tylną część okładki - przecież to takie oczywiste. Tak subtelne. Łączyło je właśnie to, że nie łączyło ich prawie nic. A i tak obie żyły w cierpieniu.

W przypadku tej powieści nie można mówić o chronologii. Narratorem jest Francisca. Opowiada o wydarzeniach tak, jakby sobie o nich w danych momentach przypominała. Łączy mgliste związki ze sobą, nie przejmując się tym, co kiedy się zdarzyło. Czasem wydaje się, jakbyśmy uczestniczyli w jej śnie. Poznajemy duchy, które wyglądają nieśmiało zza kart powieści tylko po to, by nam pokazać, że tam są, że czuwają nad pogmatwanymi uczuciami bohaterki. O niczym nie możemy wiedzieć na pewno. Ale jednak rośnie w nas przekonanie, że to ma sens.

Bo ta historia jest baśnią. Brutalną. Francisca zostaje pozbawiona swojej miłości. Marie Louise nigdy jej nie doświadcza. W obydwu rozbłyskuje iskra szaleństwa. Ale jedynie Francisca pozwala jej zamienić się w ogień. Marie Louise ją tłumi, topi w laudanum, by nie czuć, a może właśnie dlatego, by czuć.

Po raz kolejny możemy się przekonać, że życie w pałacu jest cięższe niż życie w ubogiej chacie. I po raz kolejny możemy się upewnić, że miłość nie zawsze zwycięża wszystko. Kathryn Harrison przedstawia to w niesamowity sposób. Od którego ciężko się oderwać.

Bo w chwilach bólu co nam pozostaje? Powrót do ogrodu, gdzie można tańczyć wśród drzewek pomarańczowych. Jedyna chwila, która jest naprawdę szczęśliwa i dla której czasem warto żyć.

Czy muszę mówić, że polecam? To chyba aż nazbyt oczywiste.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Dziecko w czasie

gdyby to była pierwsza książka mcewana, którą przeczytałam, pomyślałabym że naprawdę nie potrafi pisać. dzięki bogu tak nie było. cóż za okropne tłum...

zgłoś błąd zgłoś błąd