Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Cztery róże dla Lucienne

Tłumaczenie: Tomasz Matkowski
Wydawnictwo: QES Agency
7,56 (923 ocen i 61 opinii) Zobacz oceny
10
68
9
158
8
249
7
275
6
113
5
48
4
6
3
5
2
0
1
1
Darmowe dodatki Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Quatre roses pour Lucienne
data wydania
ISBN
978-83-925957-1-7
liczba stron
135
język
polski
dodała
rebel-rebel

To tylko kilka z czterdziestu trzech opowiadań składających się na tomik "Cztery róże dla Lucienne". Zbiorek ten trudno opisać, ze względu na różnorodność opowiadań i trudności w ich sklasyfikowaniu. Najkrótsze opowiadania ("Na podbój człowieka", "Zagadki historyczne") zawierają tylko jedno zdanie, pozostałe - od kilku zdań do kilku stron. Wszystkie lekkie, dowcipne z zaskakującą puentą....

To tylko kilka z czterdziestu trzech opowiadań składających się na tomik "Cztery róże dla Lucienne". Zbiorek ten trudno opisać, ze względu na różnorodność opowiadań i trudności w ich sklasyfikowaniu.

Najkrótsze opowiadania ("Na podbój człowieka", "Zagadki historyczne") zawierają tylko jedno zdanie, pozostałe - od kilku zdań do kilku stron. Wszystkie lekkie, dowcipne z zaskakującą puentą. Większość uroczo makabryczna - niektóre w całości, jak "Sznycel górski", "Lekcja nad przepaścią" czy "Wróżka inna niż wszystkie", inne jedynie w finale.

Ze względu na długość i lekką formę opowiadań książka idealnie nadaje się dla tych wszystkich zapracowanych, którzy nie mają zbyt dużo czasu na czytanie - przerwa śniadaniowa w pracy, przerwa między zajęciami w szkole, czy dojazd środkami komunikacji miejskiej do pracy/szkoły wystarczą na przeczytanie kilku opowiadań.

 

pokaż więcej

książek: 393
Paideia | 2010-12-17
Przeczytana: 16 grudnia 2010

Od dawna wiadomym jest, że Roland Topor to mój ulubiony "tekściarz". Nie wiem, czy można nazwać go pisarzem, ponieważ wielkich i obszernych form nie miał w zwyczaju tworzyć, a i z zawodu był raczej grafikiem i scenografem. Jednak opowiadania, które stworzył, niezmiennie zadziwiają mnie i doprowadzają do łez - ze śmiechu oczywiście!

Każdy, kto choć raz zetknął się z twórczością Topora, mógł poznać jego sposób na podbicie serca czytelnika lub reakcję wręcz odwrotną. Czarny humor, krwawe sceny, cięty język, lecz wszystko to opisane tak pięknie, zwyczajnie, po ludzku, że człowiek czyta, czyta, czyta i zaczyna wierzyć w to, że pracodawca zabiega o względy swego poddanego tylko po to, by na końcu zabrać mu.. kończynę. I to dosłownie zabrać. Czytelnik wie, że są to surrealistyczne historie wyssane z palca, lecz mimowolnie śledzi akcję z napięciem i ciekawością po to, by poczuć zupełnie zaskoczenie finałem opowiadania. Żeby nie rzucać słów na wiatr, przybliżę pierwszą (i moim zdaniem najlepszą) przygodę tego zbiorku - "Sznycel górski"

Trzech kolegów uwięzionych na górskim szlaku. Znikąd pomocy. Na dodatek jeden z nich, Phil, odmroził sobie nogę. Mijają kolejne godziny, a oni nadal tkwią w miejscu. Zaczynają odczuwać głód, postanawiają więc zatrzymać się na skalnej półce, rozpalić ognisko i przemyśleć swoją nieciekawą sytuację. Dwudniowy odpoczynek nie nakarmił ich ani trochę, więc w akcie desperacji jeden z dwójki zdrowych kolegów, Henryk, wpadł na świetny pomysł i podszepnął go Jurkowi. Ten początkowo protestował, lecz ostatecznie nie mieli innego wyboru. A więc Henryk zajrzał pod koc śpiącego przy ognisku Phila i... wyciął kilka plasterków mięsa z odmrożonej nogi kumpla. Gdy nieszczęśnik obudził się i zobaczył ogrom poniesionych strat, zaczął szaleć z wściekłości. Jednak argumenty kolegów przemówiły do niego, przyłączył się nawet do uczty. Noga przez kilka dni dostarczała im pożywienie . Niestety nadszedł smutny dzień, w którym skonsumowali ją w całości. Kilka dni postu zmusiło pełnosprawnych kompanów do sprawdzenia przydatności drugiej nogi Phila. Ten jednak zapewniał ich, że ostatnia dolna kończyna jest w pełni sprawna. Henryk i Jurek nie dali za wygraną i co wieczór sprawdzali (niby przypadkiem) poziom wrażliwości nogi Phila. Pewnej nocy nie wytrzymali i postanowili zobaczyć, jak się "sprawa" ma. I ku wielkiemu zdziwieniu odkryli rzecz okrutną, niedorzeczną i absolutnie egoistyczną: "Z drugiej nogi zostały już tylko resztki. Ten świntuch Phil zeżarł ją po kryjomu!"*

Pewnie uznacie mnie za osobę niespełna rozumu, ale uśmiałam się przy tym opowiadaniu strasznie. I to siedząc w autobusie. Puenta rozbroiła mnie zupełnie. Napisana została tak, jakby chodziło o cukierki zbierane skrupulatnie przez dłuższy okres czasu, które ktoś zjadł po kryjomu nie dzieląc się z nikim. Wiem, że większości osób nie bawią takie zabawy słowem i sposobem budowania całego opowiadania. Ja niezmiennie bawię się przy tych "tworach" wybornie!

Zachęcam do sięgnięcia po którykolwiek zbiór opowiadań Rolanda Topora. W tym, który opisuję, znajdują się 43 historie - niektóre zawierają dwa zdania, inne mieszczą się na kilkunastu stronach. Oczywiście nie wszystkie opowiadania czytałam z zapartym tchem, nie wszystkie też powaliły mnie na kolana, ale większość z nich zaliczam do bardzo udanych i godnych polecenia.

* R. Topor, "Cztery róże dla Lucienne", tłum. T. Matkowski, wyd.WL 1985, s.10

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Przerwany rejs

Książka oparta na autentycznych wydarzeniach, opisanych przez uczestniczkę zdarzeń. Tytułowy przerwany rejs był dla głównych bohaterów - pary niemieck...

zgłoś błąd zgłoś błąd