W stronę Swanna

Tłumaczenie: Krystyna Rodowska
Cykl: W poszukiwaniu straconego czasu (tom 1)
Wydawnictwo: Officyna
7,82 (1579 ocen i 162 opinie) Zobacz oceny
10
344
9
323
8
275
7
308
6
164
5
81
4
33
3
29
2
10
1
12
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
À la recherche du temps perdu
data wydania
ISBN
9788362409792
liczba stron
480
kategoria
literatura piękna
język
polski
dodał
officyna

„W stronę Swanna” (Du côté de chez Swann) – pierwsza, ukończona powieść Marcela Prousta, ukazała się we Francji tuż przed wybuchem pierwszej wojny światowej, zaś jej przekład na język polski – dwa lata przed wybuchem drugiej. Autorem tłumaczenia był Tadeusz Boy-Żeleński, niekwestionowany autorytet w dziedzinie przekładów literatury francuskiej. Dla co najmniej dwóch lub trzech pokoleń...

„W stronę Swanna” (Du côté de chez Swann) – pierwsza, ukończona powieść Marcela Prousta, ukazała się we Francji tuż przed wybuchem pierwszej wojny światowej, zaś jej przekład na język polski – dwa lata przed wybuchem drugiej. Autorem tłumaczenia był Tadeusz Boy-Żeleński, niekwestionowany autorytet w dziedzinie przekładów literatury francuskiej. Dla co najmniej dwóch lub trzech pokoleń czytelników polskich nieznających języka oryginału był przez wiele lat, aż do dzisiaj, jedynym i niezastąpionym mediatorem, wprowadzającym ich w świat niepowtarzalnej prozy Prousta, którą tłumacz chciał przerobić w polszczyźnie na „normalną” w zapisie powieść. Tymczasem „W stronę Swanna” i cały siedmiotomowy cykl „W poszukiwaniu utraconego czasu”, zwany „powieścią”, należy do gatunku utworów prozatorskich, żywiących się różnymi językami: eseju i poezji, filozofii i krytyki społecznej, bezlitosnej analizy ludzkich charakterów i religii Piękna, zaszyfrowanego w malarstwie, literaturze i muzyce.

Czy lektura Prousta – jednego z największych pisarzy XX wieku – może przekazać nam dzisiaj coś ważnego? W czasach zdominowanych przez konsumpcjonizm, zorientowanych na karierę, stawiających na operatywność w działaniu, zżeranych przez podziały ideologiczne i polityczną nowomowę?

Otóż w najbardziej ponurych czasach – stalinowskiego terroru – w obozie dla polskich oficerów w Griazowcu, malarz i pisarz Józef Czapski wygłaszał dla swych współbraci w poniewierce wygłaszane po francusku prelekcje o Prouście, cytując im z pamięci fragmenty Poszukiwania. Zatytułował je: „Proust przeciwko poniżeniu”. Chciał wzmocnić w swych towarzyszach ducha oporu i utrzymać ich – wbrew wszystkiemu – w formie intelektualnej. Pamięć o koncertach na salonach przeciwko więziennej pryczy!

Na zasadzie kontrastu z dookolną rzeczywistością, ten wielowymiarowy francuski pisarz uczy także i nas dostrzegać walor cierpliwości, spowolnienie w działaniu na rzecz uważności w patrzeniu, ukazuje jak delektować się zmysłową stroną świata i jak odczytywać jego znaki, zapisane w naturze i w sztuce.

Dlaczego nowy przekład? Każde pokolenie odbiorców wielkiej literatury ma prawo do odczytywania, interpretowania jej na nowo. Dzieło wybitnego pisarza ma prawo uzyskać drugie, i kolejne życie.

Krystyna Rodowska

 

źródło opisu: www.officyna.com.pl

źródło okładki: materiały wydawcy

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (162)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 384
pietrych | 2019-08-12
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 11 sierpnia 2019

Ta książką jest poetycko piękna w momentach mówiących o "niczym" i nudna gdy opowiada historie ckliwych romansów.

książek: 1303

No i cóż. Bywają takie książki, które co jakiś czas mrugają znacząco, że może już nastał ich czas, są takie, które wracają przez całe lata i zostawiają bilet wizytowy z podpisem "niebawem". Warto na nie poczekać, bo kiedy nastaje ich moment...
Nie pamiętam, kiedy ostatni raz książka w taki sposób ugodziła mnie prosto w serce, kiedy jakaś proza przy każdym zdaniu zostawiała mnie z prawie bolesnym zachwytem nad swoim pięknem; takim pięknem, które wymyka się definicji poza tym, że w jakimś sensie dotyka absolutu, że nigdy się nie zestarzeje, że zawsze będzie czystym pięknem.

Miarą klasy tej pięknej opowieści jest to, że w zasadzie nie ma fabuły, ale nie da się przestać jej czytać. Ja otworzyłam ją tylko na chwileczkę, żeby sprawdzić, czy to już jest ten moment.
Czterysta stron później nie mam wątpliwości, że osiem tomów to może być za mało.

książek: 3437
Monika Stocka | 2019-08-01
Na półkach: Ulubione, Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 01 sierpnia 2019

Po około 100 stronach zrezygnowałam z porównywania do Boya i do Prousta, bo zorientowałam się, że siedzę i rozkręcam bombę, która w ten sposób już nigdy nie wybuchnie a ja wiem, że nie po to trzymam w ją ręku, żeby rozkminiać śrubki.
I od tego momentu, przyznaję z ręką na sercu, czułam momentami przyspieszone bicie serca i nie jest to żadna hiperbola, parafraza czy eufemizm. To jest fakt.
Nie ośmielę się analizować lektury, już tyle o niej napisano, że wydam się śmieszna. Powiem tylko, że czytając po raz trzeci bodajże (ale po raz pierwszy w nowym tłumaczeniu) czułam, że Proust napisał tą książkę dla mnie, o mnie, z wnętrza mnie. Ile tam było moich przeżyć (moich własnych!), moich wzruszeń, moich drzwi i dziurek od klucza, na które patrzę na świat. I tyle jeśli chodzi o prywatę (choć to i tak za dużo).
A tak oficjalnie, nie ma drugiego takiego Geniusza, który na wskroś przenika poprzez człowieka, poprzez ludzi, ukazując (jakże trafnie i precyzyjnie) ich słabości (ach głupi Swann!...

książek: 275
coltazar | 2019-07-04
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 04 lipca 2019

Według Arystotelesa człowiek dąży do szczęścia, szuka go. Z perspektywy tej książki odkrywamy, że wbrew jednak narzucającej się siłą przyzwyczajenia właściwości tego poszukiwania, dążenie to nie jest skierowane ku przyszłości i z rzadka sięga po teraźniejszość. Przyszłość bowiem jako jeszcze niegotowa, w małym stopniu od nas zależna, żadnych gwarancji, rękojmi, czy nawet dużego prawdopodobieństwa nie daje na odnalezienie szczęścia. Jest wyłącznie dyskursywny nawykiem, ucieczką w marzenia. Teraźniejszość jako pole działania poszukiwaczy tym bardziej zawodzi. Jest ona tak mało uchwytna, tak nieprawdopodobnie nieobecna, tak uzależniona od przyszłości i w tym sensie tak mętna, że niemożliwa do spełnienia. Tylko pewnie istniejąca przeszłość daje nam tą szanse. Tym bardziej, że pamięć służy pomocą. Usuwa złe okoliczności, konfabuluje, uzupełnia optymistycznie i dodaje cudze historie jako nasze własne. Przy czym nie jest koniecznym nawet by jakieś szczęśliwe chwile przytaczać w umyśle....

książek: 1545
Kapitan Human | 2019-06-27
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2019
Przeczytana: 27 kwietnia 2019

A więc Proust naprawdę uwodzi codzienną narracją magdalenek, filiżanek i zaiste niespodziewanych romansów rzeczywistości z dziecięcą pamięcią!

książek: 1020
Piotr Prachnio | 2019-04-05
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 05 kwietnia 2019

Przekład inny od Boyowskiego i - w moim przekonaniu - słabszy literacko po prostu. Otrzymujemy Prousta skolokwializowanego, konsekwentnie zakorzenionego w polszczyźnie współczesnej.
Język przekładu - jeśli spojrzeć z perspektywy poprzedniego tłumaczenia - przypomina pacjenta po szeregu zabiegów chirurgicznych. Weźmy choćby dwa pierwsze zdania z tomu:

1. Przez długi czas kładłem się spać wcześnie. Niekiedy, zaledwie zgasiłem świecę, oczy zamykały mi się tak szybko, że nie zdążyłem powiedzieć sobie: „Zasypiam”. (przekład nowy)

2. Przez długi czas kładłem się spać wcześnie. Niekiedy, ledwiem zgasił świecę, oczy zamykały mi się tak pręd­ko, że nie zdążyłem powiedzieć sobie: „Zasypiam." (Boyowski)

Zaledwie czy ledwiem? Szybko czy prędko? Krótko: ''szybko'' i nie ''zaledwie'', ale całkiem zdecydowanie, nowe tłumaczenie zjeżdża z językowych pięter aż na sam parter polszczyzny. Całością tak leci - nie tylko fragmentami.

Tytuł: nad nim były kontrowersje od początku. Pisał o tym więcej...

książek: 240
Dominik | 2019-03-31
Przeczytana: 31 marca 2019

Chapeau bas, Monsieur Proust! I choć czytałem, to miałem wrażenie, że byłem w galerii sztuki pełnej obrazów; obrazów, które jednak nie powstały z pociągnięć pędzla, a dzięki zestawieniu pieczołowicie dobranych słów.

Autor - w całym swym procesie obserwacji - objął niemalże wszystkie możliwe do zarejestrowania przez ludzkie zmysły zjawiska i przelał je na płótno - tak, na płótno, a nie na papier. Odcień postarał się im nadać poprzez własną interpretację i dogłębną analizę. Z dużym powodzeniem.

książek: 807
Na półkach: Przeczytane

Na początek chwila szczerości. Tak, nie czytałem do tej pory Prousta. Czy to ze strachu, że odbiję się od ściany niezrozumienia fenomenu, czy może dlatego że po tej lekturze nic lepszego w literaturze już mnie nie czeka. Oczywiście istotna była też sprawa trudności i objętości utworu. Odkładałem ją na później, bo zawsze był zły czas na siedmiotomowe dzieło. Ta optyka zmieniła się nieco rok temu. Wtedy to przeczytałem artykuł o sponsorowanych przez samego autora opiniach na temat „W stronę Swanna”. Proust instruował swego redaktora Louisa Bruna z oficyny Grasset, ażeby wszelkie pochwały, które na swój temat przygotował, przepisać na maszynie. Miało to w zamierzeniu zataić pochodzenie słów. Z artykułu dowiadujemy się także, że pisarz zapłacił 300 franków za publikację w „Le Figaro” i 660 franków za artykuł w „Journal des débats”, trzeba przyznać, całkiem sporo. Niby nic wielkiego, a jednak tak właśnie w mojej głowie zaczęły ewoluować pierwsze wątpliwości, które rozwiać mogła jedynie...

książek: 2123
goskrzys | 2019-03-22
Na półkach: Przeczytane, 1860-1914
Przeczytana: 22 marca 2019

Zawsze, gdy sięgam po klasykę literatury, mam lekkie obawy. Bo czy książka uznana za „wielką”, kultową i tak dalej, może się nie podobać? I jak to świadczy o mnie, jako o czytelniku? Może po prostu intelektualnie do niej nie dorosłam? Cóż dopiero mówić o legendzie takiej, jak „W poszukiwaniu straconego czasu”, do której już się wiele lat temu przymierzałam, a której jednak wówczas nie podołałam.

Jest to książka, co by nie powiedzieć, specyficzna. I może się współczesnemu czytelnikowi nie podobać. Przyzwyczajeni jesteśmy do szybkiej akcji, pełnej intryg, zwrotów, do tego, że kolejne rozdziały pochłaniamy zaciekawieni, co się stanie z głównym bohaterem. Opisy – przyrody, otoczenia itp., gdy są dłuższe niż kilka linijek, zwykle omijamy, albo czytamy jedynie pobieżnie, byle dotrzeć do głębi treści, byle pchnąć akcję do przodu. Czy może być więc dziwne, że książka, w której podstawowym założeniem jest rozgrzebywanie wspomnień z dzieciństwa, wieloakapitowe refleksje nad smakiem jakiejś...

książek: 2380
Rodion_Raskolnikow | 2019-03-19
Na półkach: Przeczytane, Ulubione
Przeczytana: 19 marca 2019

Chapeau bas, Pani Rodowska!

Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Zapisując się na newsletter zgadzasz się na otrzymywanie informacji z serwisu Lubimyczytac.pl w tym informacji handlowych, oraz informacji dopasowanych do twoich zainteresowań i preferencji. Twój adres email będziemy przetwarzać w celu kierowania do Ciebie treści marketingowych w formie newslettera. Więcej informacji w Polityce Prywatności.
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
5 pytań do czytelnika – Justyna Święs

W Plebiscycie Książka Roku 2018 głosują wszyscy, którzy lubią czytać. Namówiliśmy zaprzyjaźnionych znanych czytelników, by odpowiedzieli na kilka pytań i podzielili się z nami refleksjami na temat ulubionych książek. Dziś odpowiada wokalistka i współtwórczyni zespołu The Dumplings – Justyna Święs.


więcej
Kto dostanie Nagrodę za Twórczość Translatorską?

Poznaliśmy tłumaczy nominowanych do Nagrody Prezydenta Miasta Gdańska za Twórczość Translatorską im. Tadeusza Boya-Żeleńskiego. Dzięki ich pracy na polskim rynku książki ukazały się przekłady z języka angielskiego, niemieckiego, francuskiego i węgierskiego. Podczas festiwalu „Odnalezione w tłumaczeniu” zostanie również wręczona nagroda za całokształt twórczości – trafi do Małgorzaty Łukasiewicz.


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd