5,91 (11 ocen i 9 opinii) Zobacz oceny
10
1
9
0
8
0
7
1
6
7
5
1
4
0
3
0
2
0
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
liczba stron
120
słowa kluczowe
nowela, horror ekstremalny
kategoria
horror
język
polski
dodała
romy

Jowita jest młodą ćpunką. Jej życiem rządzą nieustanne imprezy i narkotyki. Gdy przedawkowuje kolejny raz, jej chłopak Maciek postanawia odciąć ją od wpływu zgubnego nałogu oraz niewłaściwych znajomych i zabrać ją na łono natury, z dala od wszystkiego. Chce przeprowadzić na dziewczynie prywatny detoks i nadać jej życiu sens… W samotnej leśniczówce w lesie odkrywają siebie na nowo…dopóki ktoś...

Jowita jest młodą ćpunką. Jej życiem rządzą nieustanne imprezy i narkotyki. Gdy przedawkowuje kolejny raz, jej chłopak Maciek postanawia odciąć ją od wpływu zgubnego nałogu oraz niewłaściwych znajomych i zabrać ją na łono natury, z dala od wszystkiego. Chce przeprowadzić na dziewczynie prywatny detoks i nadać jej życiu sens… W samotnej leśniczówce w lesie odkrywają siebie na nowo…dopóki ktoś nie zdecyduje się brutalnie przerwać ich wymarzonej idylli…Przy koszmarze, który ich czeka, uzależnienie od narkotyków wydaje się niewinną igraszką…rozpoczyna się gra o życie.

 

źródło opisu: http://www.domhorroru.usermd.net/glowna/35-tomasz-...(?)

źródło okładki: http://www.domhorroru.usermd.net/glowna/35-tomasz-...»

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 253
Dawid | 2018-11-18
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 23 września 2018

http://czysciecmorrisona.blogspot.com/2018/11/folk-czyli-cpuny-bieszczady-krew-smrod.html

http://pl-pl.facebook.com/czysciecmorrisona/

W temacie poczynionych recenzji, które dotyczą przeczytanych przeze mnie pozycji, jestem w tak czarnej dupie i tak głębokich jej otchłaniach, że w mroczniejszych zakamarkach być się już nie da. Mam przez to mega wyrzuty sumienia. Wobec Autorów książek, którzy pewnie czasem na reckę czekają. Wobec osób które odwiedzają bloga i wypatrują kolejnych wypocin. I wobec samego siebie. Że po prostu daję strasznie dupala. Ale poważnie, czasu mam ostatnimi czasu tak mega niewiele, że sam nie wiem kiedy zlatują mi te dni.

No ale już przechodzę do rzeczy. W sensie do mięsa. Co w przypadku recenzji tego tytułu będzie bardzo adekwatnym określeniem. Bo mięso jest w znacznym stopniu tematem wiodącym.

Powiem szczerze, że zastanawiam się jak w subtelny i delikatny sposób rozpocząć ten wpis. Ot tak, żeby nikogo nie zniesmaczyć. Żeby to był tylko taki aperitif. Taka przystawka przed rozwinięciem. Taki delikatny wstęp niczym smyrnięcie fają motyla. I może zacznę od czegoś na co natrafiłem kiedyś w necie. Był to konkretnie artykuł dotyczący jakiegoś gwałtu (miało być delikatne preludium, taaa…). Nawet nie pamiętam jakiego miejsca dotyczył ale chyba Włoch. Z resztą jest to zupełnie nieistotne. Ale clue całej wypowiedzi był komentarz jakiegoś typa, który wspomniał, że zamiast jechać do Włoch to lepiej udać się w Bieszczady bo tam nie gwałcą. Że tak zapytam... A "Folk" toś ty czytoł? Bo jeśli nie, to parafrazując klasyka "Don't fuck Sherlock".

Na warsztat wjeżdża "Folk" autorstwa Tomasza Czarnego i Marcina Piotrowskiego!

Od razu na wstępnie wspomnę, że czytanie „Folku” jest ryzykowne jak skakanie z tysiąca metrów z plecakiem pełnym cegieł. Poważka! Totalnie nic nie jest Was w stanie przygotować na to co przeczytacie. Ani żadna recenzja. Żadna rozmowa z kimkolwiek kto przeczytał tytuł. Żadne opisy. Nic. Najlepiej przekonacie się sami. Autorzy nie pojechali po bandzie. Oni ją skasowali i zmiażdżyli, przeżuli i wyrzucili na śmietnik. Tu nie ma już co przekraczać bo po prostu wszystkie bariery zostały zmiecione.

Przede wszystkim na dzień dobry wita nas przeklimatyczna okładka. Niby zgrana, niby motyw oklepany ale jest przecudna w swojej prostocie. I w sumie tajemniczości. Ja widziałem tam klimat jak z Teksańskiej Masakry. I faken, dużo w sumie fabularnie się nie rozjechałem… Tym bardziej, że wrzeszczy na mnie ostrzeżenie „18+”.

Co do fabuły – no też nie jest wysublimowana jak pocałunek francuskiej lafiryndy czy irlandzkiego żula. Rozpoczęcie to temat szukający tylko pretekstu, aby w jak najszybszy sposób wygonić bohaterów na zadupia zadupi i zacząć ich tam poddawać rozmaitej maści rozkoszy.
I tym sposobem poznajemy młodą narkomankę (choć bardziej należałoby określić ją ćpunką) – Jowitę, oraz jej chłopaka, byłego narkomana który wyszedł już z nałogu – Maćka. Po kolejnym już odlocie Jowity, kiedy to znajduje się na skraju śmierci, Maciek postanawia uratować ją w sposób ostateczny. Podejmuje radykalny krok o zabraniu ukochanej siłą w Bieszczady. Z dala od cywilizacji, od dealerów, od komputerów, sklepów, telefonów i innych cudów techniki. Natomiast blisko przyrody, odgłosów natury i wyciszenia. Wydetokszenia się (jest w ogóle taki zwrot?!). Jednak kilka rozdziałów później okazuje się, że plan Marcina i Jowity może się nie udać. A stać za jego niepowodzeniem będą mieszkańcy okolicznych rubieży.
I jeżeli początkowe kilka rozdziałów, przynajmniej w teorii nie przynosi niczego ciekawego, to później tęskni się za spokojem i beztroską początkowych kilkunastu stron.
Autorzy mieli chyba tylko i wyłącznie jedno założenie. Zaszokować czytelnika. No i powiedzieć, że to się udało to nie powiedzieć nic.
Wygląda to trochę tak jakby chęcią do powstania "Folku" był fakt stworzenia kilku zdań wstępu aby później móc bez żadnych granic pławić się w fantazjach wszelkich tortur. Naprawdę wszelkich. Tych które są w Waszych głowach i tych, które do głowy w życiu by Wam nie przyszły.

Tytuł zawiera największe zwyrolstwa, popieprzeństwa i chore akcje jakie dane mi było w życiu przeczytać! Nie żartuję i mówię jak najbardziej poważnie!
Ilość flaków, krwi, fekaliów, seksu, zwyrolstw, zbezeceństwa wszelkiej maści, chorych odklejek jest niepoliczalna!
Ciekaw jestem jak wygląda proces twórczy takiego tytułu. Czy najpierw tworzy się checklistę, gdzie pisze się podpunkty z najbardziej „objechanymi” akcjami jakie mają zawrzeć się na stronach książki, a później wplata się je w fabułę? Czy leci się spontanicznie i tworzy wszystko na szybko tak jak podpowiada głowa? Bo serio, wiele z tych kwestii jest tak odklejonych, że chciałbym być biernym słuchaczem dialogów pomiędzy Tomkiem i Marcinem kiedy wymieniali się pomysłami dotyczącymi fabuły czy akcji jakie będą miały miejsce.

- bo wiesz, ja sobie tak myślałem, że on weźmie tego kija i…
- no super pomysł tylko, że ten kij to będzie taki ponadziewany gwoździami! Wiesz, jak maczuga jakaś! Ale i tak najpierw zamoczy go w tej wrzącej smole, a później…
- o, skąd Ty bierzesz takie fantastyczne pomysły?! I jak oni znajdą wtedy tamte zwłoki to ugotują…
- tak, tak! Kisiel ugotują!
- tylko, że ona będzie ten kisiel ze smoły jadła, dobra?! Mogę tak napisać, że to był kisiel o smaku smoły?!
- no dobra, ale o jakim smaku będzie w takim razie budyń?
- a pamiętasz tamtego Andrzeja co jego wątek był w trzynastym rozdziale…?
- noooo… Ty to masz łeb!

Serio, chciałbym móc przysłuchiwać się tym rozmowom siedząc w wygodnym fotelu umieszczonym w rogu pomieszczenia i sączyć whisky. Sądzę, że mogłoby to być doznanie graniczące z uczestnictwem na koncercie Elvisa. A ja naprawdę bardzo lubię Elvisa.

Choć jeśli tak pomyślę sobie na spokojnie to zabrakło mi tylko jednej kwestii (no może dwóch) aby, aby książka była jeszcze bardziej chora. Choć zarówno jedna i druga została tak jakby delikatnie napoczęta;). Ale jeśli którykolwiek z Autorów miałby ochotę dowiedzieć się co mam na myśli to śmiało piszcie;).

Mam poczucie, że chłopaki podczas pisania mieli mega, mega, mega ubaw i zabawę. I to cholernie czuć. A każdy miłośnik „Ludzi z bagien” Edka Lee, trylogii „Poza sezonem” Ketchuma czy filmowych „Wzgórza mają oczy”, „Teksańskiej masakry” czy „Drogi bez powrotu” posika się (albo nie tylko) z radości. Całość wywraca flaki jak sajgonki smażone na oleju spuszczonym z żuka. Naprawdę, tak jak mówiłem już na początku – tytuł zawiera najbardziej obrzydliwe i odjechane akcje jakie czytałem ever! Kilka akcji było tak wykręconych, że musiałem walnąć łbem o ścianę bo mój gar przestawał to wytrzymywać.
Powiem Wam, że ja nie miałbym za wała odwagi aby taki tytuł podpisać swoim nazwiskiem;).

Medianę według moich skomplikowanych wyliczeń całkowo–procentowych, gdzie należy wspomnieć iż z uwzględnieniem promilowych wskaźników, które podzieliłem przez liczbę PI, która zaokrąglona została do przyspieszenia okołoziemskiego, wyliczam na sześć! Nawet z plusem! Ale w dziesięciostopniowej skali;). Ja bawiłem się zacnie. Pomimo, że wytrzepało mnie jak menela na delirze.

Podsumowując:

Wartość literacka - minus miliard
Ubaw - plus dziesięć miliardów

Moja ocena: 6/10

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Powiedz, że zostaniesz

Dno i dwa metry mułu. Nie da się tego czytać. Dotarłam do str. 100 i dalej w to brnąć nie zamierzam. To nawet nie jest lektura dla niewymagających. W...

zgłoś błąd zgłoś błąd