Śmierć Komandora. Pojawia się idea

Tłumaczenie: Anna Zielińska-Elliott
Cykl: Śmierć Komandora (tom 1)
Wydawnictwo: Muza
7,72 (179 ocen i 38 opinii) Zobacz oceny
10
14
9
29
8
63
7
48
6
16
5
8
4
1
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
騎士団長殺し Kishidanchō goroshi/ Killing Commendatore
data wydania
ISBN
9788328710467
liczba stron
480
język
polski
dodała
Róża_Bzowa

W Hong Kongu została uznana za nieprzyzwoitą, ocenzurowana i zakazana dla czytelników poniżej 18 roku życia. W Japonii w środowisku skrajnej prawicy wywołała oskarżenia wobec Harukiego Murakamiego o zdradę narodową, choć jednocześnie została okrzyknięta jednym z największych dokonań tego pisarza. „Śmierć Komandora” to obszerna dwutomowa powieść, na którą fani Murakamiego czekali aż pięć...

W Hong Kongu została uznana za nieprzyzwoitą, ocenzurowana i zakazana dla czytelników poniżej 18 roku życia. W Japonii w środowisku skrajnej prawicy wywołała oskarżenia wobec Harukiego Murakamiego o zdradę narodową, choć jednocześnie została okrzyknięta jednym z największych dokonań tego pisarza. „Śmierć Komandora” to obszerna dwutomowa powieść, na którą fani Murakamiego czekali aż pięć lat.

Żona malarza w średnim wieku porzuca go – z dnia na dzień. Podobnie, z dnia na dzień, on sam podejmuje decyzję, by wyprowadzić się z domu. Rezygnuje ze zleceń, wsiada w samochód i przez parę miesięcy włóczy się po północno-wschodniej części wyspy Honsiu. Gdy zmęczony tułaczką wraca do Tokio i prosi przyjaciela o nocleg, ten ma mu do zaoferowania coś znacznie lepszego: opuszczony dom w górach należący do jego ojca, sławnego malarza. W nowym, inspirującym otoczeniu bohater zamierza wieść spokojne życie poświęcone twórczości – korzysta z pracowni mistrza, zaczyna prowadzić lekcje malarstwa w pobliskiej Odawarze i wdaje się w niewiele znaczące romanse. Dom ten dla bohatera powieści stanie się epicentrum przemiany i szczególnej formy odrodzenia – i w sztuce, i w życiu. Pierwszym epizodem tej przemiany będzie odnalezienie na strychu nieznanego obrazu starego mistrza: niemal wiernego odtworzenia sceny zabójstwa Komandora z „Don Giovanniego”.

Od momentu tego odkrycia realistyczna narracja zaczyna się stopniowo przeplatać z surrealistycznymi wątkami, a fabułę zaludniają niezwykłe postaci, które uosabiają symbole, idee i metafory. Murakami z lekkością kreśli niezwykłe wizerunki swoich bohaterów, subtelne podważając granicę między marzeniem i rzeczywistością.

 

źródło opisu: Muza, 2018

źródło okładki: https://muza.com.pl/proza-obca/3076-smierc-komando...»

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Oficjalna recenzja
Zicocu książek: 1641

Wstrzykiwanie niezwykłości

Pisarze, drodzy Państwo, są różni. Proszę powstrzymać okrzyki oburzenia i niezgody wywołane tym epokowym odkryciem, już tłumaczę. Zdarzają się tacy, co piszą z doskoku, łapiąc za pióro w przerwie między wizytą w biurze a kilkoma zbawiennymi chwilami snu. Zdarzają się tacy, co poświęcili się artystycznej pracy całkowicie, ale publikują rzadko (żeby nie być gołosłownym, a w dodatku udowodnić, że bieżące wydarzenia nie są mi obce, rzucę nazwisko: Myśliwski). Zdarzają się w końcu tacy, którzy regularnie serwują czytelnikom kolejne dzieła, próbując prześcignąć tempem broń maszynową. I choć Haruki Murakami z pewnością nie dorównuje w tej kwestii nieskończenie płodnemu Philipowi K. Dickowi, to śmiało można go zaliczyć do tej ostatniej kategorii. Dlatego też wielu fanów zapewne niepokoiło jego milczenie po „Bezbarwnym Tsukuru Tazakim i latach jego pielgrzymstwa”. Cóż, mogą odetchnąć z ulgą, bo nadeszła „Śmierć Komandora”.

Ulga błyskawicznie przemieni się w spokojne ukontentowanie, bo najnowszą książkę Japończyka z poprzednimi łączy znacznie więcej niż tylko jego nazwisko. Początek najklasyczniejszy z klasycznych, iście murakamiowski: cichy, spokojny, całkowicie zwyczajny mężczyzna w wyniku bardzo prozaicznych zmian zostaje zmuszony do rozsmakowania się we własnym towarzystwie, co – ze względu na jego usposobienie – jakoś szczególnie mu nie przeszkadza. Murakami w swoim stylu opisuje jego codzienność, pochylając się od czasu do czasu nad zmianami zachodzącymi w otaczającej...

Pisarze, drodzy Państwo, są różni. Proszę powstrzymać okrzyki oburzenia i niezgody wywołane tym epokowym odkryciem, już tłumaczę. Zdarzają się tacy, co piszą z doskoku, łapiąc za pióro w przerwie między wizytą w biurze a kilkoma zbawiennymi chwilami snu. Zdarzają się tacy, co poświęcili się artystycznej pracy całkowicie, ale publikują rzadko (żeby nie być gołosłownym, a w dodatku udowodnić, że bieżące wydarzenia nie są mi obce, rzucę nazwisko: Myśliwski). Zdarzają się w końcu tacy, którzy regularnie serwują czytelnikom kolejne dzieła, próbując prześcignąć tempem broń maszynową. I choć Haruki Murakami z pewnością nie dorównuje w tej kwestii nieskończenie płodnemu Philipowi K. Dickowi, to śmiało można go zaliczyć do tej ostatniej kategorii. Dlatego też wielu fanów zapewne niepokoiło jego milczenie po „Bezbarwnym Tsukuru Tazakim i latach jego pielgrzymstwa”. Cóż, mogą odetchnąć z ulgą, bo nadeszła „Śmierć Komandora”.

Ulga błyskawicznie przemieni się w spokojne ukontentowanie, bo najnowszą książkę Japończyka z poprzednimi łączy znacznie więcej niż tylko jego nazwisko. Początek najklasyczniejszy z klasycznych, iście murakamiowski: cichy, spokojny, całkowicie zwyczajny mężczyzna w wyniku bardzo prozaicznych zmian zostaje zmuszony do rozsmakowania się we własnym towarzystwie, co – ze względu na jego usposobienie – jakoś szczególnie mu nie przeszkadza. Murakami w swoim stylu opisuje jego codzienność, pochylając się od czasu do czasu nad zmianami zachodzącymi w otaczającej protagonistę bogatej przyrodzie, i bez skrępowania zagląda do jego sypialni. Co dalej? Dalej następuje kulminacyjny punkt powieści według Japończyka – wstrzykiwanie niezwykłości.

Elementy fantastyczne są oczywiście bardzo stonowane i naruszają osnowę rzeczywistości w minimalnym stopniu. Stopniu tak małym, tak nieznacznym, że tradycyjne chwyty narracyjne literatury realistycznej mające za zadanie napędzać fabułę, wszystkie te zbiegi okoliczności i nagłe zwroty akcji, wydają się ingerować w logiczną spójność świata wręcz brutalnie, znacznie poważniej niż zwierzę przemawiające ludzkim głosem czy ożywające postaci z obrazów. Dzięki temu specyficznemu deformowaniu jawy z pęsetą w ręku i gumowych rękawiczkach Murakami tworzy kompozycję delikatną, ulotną, wręcz efemeryczną. Jeśli ten Nobel, którego bukmacherzy wróżą mu od tylu lat, ciałem się stanie, to mam nadzieję i chcę wierzyć w to, że otrzyma go przede wszystkim za tę do perfekcji opanowaną umiejętność, ten rzeczywiście niepowtarzalny talent: takie wplatanie elementów nadnaturalnych w narrację, że wydaje się bardziej autentyczna niż te teoretycznie „prawdziwsze” czy „poważniejsze”.

Ta wartość prozy Japończyka jest dla mnie szczególnie ważna, bo w innych kwestiach – dotyczy to także pierwszego tomu „Śmierci Komandora” – jest ona po prostu porządna; nie genialna, nie błyskotliwa, nie olśniewająca, a solidna, zaplanowana z rzemieślniczą sprawnością. Kilku bohaterów szarpanych przez wielkie tęsknoty, kilka tajemnic z przeszłości, kilka tajemnic teraźniejszych, które domagają się rozwiązania nie z tego względu, że są szczególnie ciekawe, a dlatego, iż powieściowy świat ma być pełną i zamkniętą całością; Murakami nie próbuje ukrywać literackości swojej najnowszej powieści, nie chowa się za maską mimetyzmu, tylko rzuca karty na stół i wyraźnie mówi, że moment wielkich wyjaśnień nadejdzie. „Śmierć Komandora. Pojawia się idea” z całą pewnością czyta się przyjemnie, a z bohaterem nie sposób się nie zżyć, ale przebłysku geniuszu w niej nie ma.

Najnowsza powieść Harukiego Murakamiego nie podbiła mojego serca, ale też się tego nie spodziewałem, bo zadeklarowanym fanem jego prozy nigdy nie byłem – choć ją cenię. Po raz kolejny udało mu się wykreować niesamowity, pochłaniający i niezwykle spójny świat, po raz kolejny osadził w nim sprawnie opowiedzianą historię, po raz kolejny stworzył bardzo sympatycznego bohatera. Trochę tych po-razów-kolejnych za dużo (szczególnie że jeden z nich mógłby dotyczyć frazy – tej, jak zwykle, zdarza się osiągać wysokie rejestry podniosłości, która przemienia się niekiedy w kicz typowy dla pewnego brazylijskiego pisarza), trochę za mało nowych pomysłów i wiary w czytelnika; wiary, że ten będzie gotów zmierzyć się z czymś innym, czymś rewolucyjnym. Czy więc żałuję czasu poświęconego „Pojawia się idea”? Nie, to wciąż dobra powieść. A mam ciche, wręcz silne przeczucie, że „Metafora się zmienia” będzie zdecydowanie mocniejsze pod względem wyrazu, mniej stonowane i intensywniejsze.

Bartosz Szczyżański

pokaż więcej

Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (839)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 791
romeo | 2018-10-22
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 22 października 2018

Po co portret Mężczyźnie Bez Twarzy?

By w nim zabłądzić jak w labiryncie. Haruki Murakami to wyborny tkacz labiryntów. Literacki iluzjonista snujący zwiewne wizje na pograniczu jawy i snu. Dość długo czekałem na jego nową powieść, a w międzyczasie na rynek rzucono wydane w jednym tomie dwie jego wczesne powieści
Słuchaj pieśni wiatru/Flipper roku 1973 oraz tom opowiadań Mężczyźni bez kobiet, i to były dwie
jego najsłabsze książki. Tych dwóch pierwszych powieści Murakami sam przez wiele lat nie pozwalał wznawiać, uznając, że jako pisarz naprawdę zaczął się od Przygody z owcą w 1983 r. Ostatecznie jednak wznowiono i wydano je i u nas, co zapewne było spowodowane chęcią zarobienia przez wydawcę jak i oczekiwaniami fanów pragnących poznać wszystko co wyszło spod pióra ulubionego autora. Przypomina się stare powiedzenie o kwitach z pralni.

Ale Murakami powrócił w wielkim stylu z subtelną, pełną znaczeń i symboli powieścią, która nie zaskakuje i zaskakuje jednocześnie. Z jednej bowiem...

książek: 201
Ludwikczyta | 2018-11-21
Na półkach: Przeczytane

W odstępie kilku tygodni przeczytałem dwie książki, których bohaterami są malarze, ostatnio Śmierć Kondora - Murakamiego, chyba we wrześniu, Najszczęśliwszą - Czornyja.
Jakże inne gatunki, a jak dobitnie pokazują, że malarze to materiał doskonały na bohatera powieści. Emocje, które nimi targają, snute wizje, zmysły i przemyślenia!
I choć w Śmierci Kondora brakowało mi Murakamiego w Murakamim była to bardzo dobra książka. Autor ukazując niepokój i przeżycia bohatera czyni to w dobitny, plastyczny sposób. Porzucenie, samotność, wędrówka by stworzyć ostatni (a może tak naprawdę pierwszy) portret, klimat Japonii (może nieco zbyt słabo nakreślony - a może ja pragnąłem więcej i więcej!), tajemniczy mecenas... To wszystko tworzy fantastyczny, niemal baśniowy klimat.
mam tylko jeden, prosty apel: więcej książek o malarzach proszę!

książek: 1080
Aneta | 2018-11-05
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

"Prawda to myślowy obraz, a myślowy obraz to wszak prawda(...). Ludzie próbują szukać dróg zrozumienia innymi metodami, ale to tak jak czerpanie wody przetakiem. Niepodobna tego robić.(...). Czerpanie wody czymś pełnym dziur jest niemożliwe".
Wszyscy, którzy znają styl opowieści Murakamiego będą zachwyceni, bo jak go nie lubić, kiedy rozkłada na czynniki pierwsze każdy zachwyt. W "Pojawia się idea" stawia właśnie ten zachwyt na pierwszym miejscu i ta idea naprawdę się pojawia, z najgłębszej czarnej dziury wychodzi.
Jak dla mnie malarstwo nie jest czymś do końca zrozumiałym, a "Śmierć Komandora" t.1 w sposób unikatowy i subtelny przybliżył mi czym owo jest, jak powstaje i nad czym warto się pochylić. Niemniej jednak dopiero przy końcu, gdy pojawia się Kafka oraz fragment dużego cytatu z "Buntu w Treblince" zaczynam rozumieć do czego może zdążać dalszy ciąg powieści. No i wątek historyczny nabiera tła. Nie sposób pomyśleć co będzie dalej bo wątki zaczynają nakładać się na siebie...

książek: 1181
Izabela Pycio | 2018-11-22
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 22 listopada 2018

"Szedłem sobie zwyczajnie pewną drogą, ale ta droga nagle zniknęła. Czuję się, jakbym brnął przed siebie w przestrzeni, w której nic nie ma, nie znając kierunku, nie czując nic pod stopami."

Zanim spostrzegłam się pierwszy tom skończył się, a była to fascynująca przygoda czytelnicza, niezwykła podróż w książkowy świat, ale też wędrówka śladami własnej duszy i doświadczeń życiowych. Każdy rozdział stanowił jakby miniaturę wątku powieści, rzucenie kilkunastu ciekawych, refleksyjnych i istotnych myśli, które czytelnik po swojemu odkrywa i interpretuje, nawiązując do zdarzeń z życia, spotkań z ludźmi, czy tropów dokonywanych przemyśleń. Niesamowite jak pióro autora dotyka w piękny, delikatny, acz wyraźny, sposób aspektów i barw ludzkich losów, obejmujących różne etapy istnienia i świadomości. Wielka moc sugestywności, dojrzałości, umiejętności zachowania równowagi, spójności i wielu perspektyw, a przy tym niewymuszone i zegarmistrzowsko wyważone wplatanie elementów nadnaturalnej...

książek: 1111
Sebastian Woźniak | 2018-12-07
Na półkach: Przeczytane, E-booki
Przeczytana: 07 grudnia 2018

Nie zaskoczył mnie. W zasadzie to było jego takie the best of czyli wszystko to co najlepsze we wcześniejszych książkach. I sny, i historie wojenne i studnia (w tym wypadku dół). Zabrakło tylko kota ale była za to sowa.

książek: 431
żartowałam | 2018-10-02
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 02 października 2018

To zaskakujące, ale nie wiedziałam, że tęskniłam za Harukim Murakamim. Nie wiedziałam, dopóki nie pojawiły się pierwsze głosy informujące o premierze jego nowej książki. Wtedy powoli zaczęłam odczuwać brak jego stylu, magii, odrealnienia. Po przeczytaniu pierwszych trzydziestu stron byłam już w pełni świadoma faktu, że bardzo tęskniłam. Czytając ostatnie trzydzieści – wiedziałam, że już tęsknię za kolejnym tomem „Śmierci Komandora”.
Mimo że w „Śmierci Komandora” Murakami nadal jest magiczny, tajemniczy i momentami zupełnie nierealny wydaje mi się, że właśnie ta książka byłaby idealnym początkiem przygody z pisarstwem tego autora. Jest bardziej przystępna, jednocześnie nie tracąc charakterystycznych elementów stylu, który momentami jest całkowicie odklejony od rzeczywistości.
Przy okazji jest to idealna książka jesienna bo z biegiem fabuły w górach, w których zamieszkuje główny bohater powoli robi się chłodniej i zaczynają opadać pierwsze liście.
Tęsknię i chcę już wiedzieć, co...

książek: 267
mpw | 2018-10-09
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 06 października 2018

Mówią, że pop-literat z Murakamiego. Że niejapoński. Zeuropeizowany, zamerykanizowany. Może. Ale podarował mi wiele godzin oderwania od rzeczywistości już wielokrotnie. Płynięcia w inności, niedopowiedzeniach i dziwaczności. „Śmierć Komandora” nie do końca wpisuje się w mój ulubiony klimacik z „Kafki nad morzem” czy „Kroniki ptaka nakręcacza”. Jest bliżej rzeczywistości, choć prolog intryguje i obiecuje... Oryginalna, charakterystyczna atmosfera pojawia się powoli, niesie ją dźwięk tradycyjnych japońskich dzwonków… Później odjeżdża coraz bardziej. Malarstwo (fikcyjne) i Muzyka (Mozart, Strauss) tworzą tło. Główny, bezimienny bohater porusza się w ich rytmie. Tajemnica wisi między literami. Między portretami. Czeka się na nią. Pojawia się Komandor i Mumia… No Murakami. Prostota, jasność języka, charakterystyczne bezpretensjonalne rozmowy bohaterów🧡 ...no mam słabość wielgachną do tego Pana🧡 Można przeczytać libretto Don Giovanniego – taka wskazóweczka.

książek: 987
keskese | 2018-11-30
Na półkach: 2018, Przeczytane
Przeczytana: 30 listopada 2018

Niestety, ale tylko dobra. Mało Murakamiego w Murakamim, rozwlekła w złych miejscach i lakoniczna w równie nieodpowiednich. Opis kobiet i relacji z nimi typowy dla tego pisarza, tu jednak jeszcze bardziej zminimalizowany - eksperyment? - i sprowadzony do prostego aktu cielesnego. Najbardziej tajemnicza postać (bez spoilerów!) oraz jej powiązania rodzinne - te dwa elementy mające stanowić oś książki wyszły mało tajemniczo i w sumie doczytałam, bo nie lubię pozostawiać książek niczym sierot, ale nie jest to poziom "Kronik ptaka nakręcacza" czy "Norwegian wood". A szkoda, bo tęskniłam za charakterystycznym dla tego pisarza oniryzmem; być może druga część podciągnie notę. Na pewno spotkała się z innym odbiorem kulturowym w kraju pisarza, dla czytelnika z Polski nie będzie jednak niczym skandalizującym. Jako polska czytelniczka, mogę dać plusa za nawiązanie do tradycji m.in. starobuddyjskich.

książek: 396
Krystyna | 2018-12-03
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 03 grudnia 2018

Ta powieść jest w wystarczającym stopniu charakterystyczna dla Murakamiego, by zadowoliła/zachwyciła jego fanów, jak i wystarczająco INNA, by nie zarzucać autorowi powielania wątków.
Są w niej elementy wspólne wszystkim jego powieściom: bohaterzy to zwykli, przeciętni ludzie, ani zbyt mądrzy, ani przystojni, ani utalentowani... Pracują, gotują, uprawiają seks.
Nie można powiedzieć, że mężczyzna w powieściach Murakamiego jest typowym Japończykiem. Kultura japońska jest patriarchalna, więc mężczyzna zajmujący się domem, by kobieta mogła się realizować zawodowo, nie jest typowym zjawiskiem. Jednak w powieściach Murakamiego (chyba) większość mężczyzn w najlepszym wypadku ma taką pracę, że to oni przejmują obowiązki domowe.
Większości niezbyt wiedzie się w sprawach sercowych, często w ogóle sobie nie radzą w relacjach z ludźmi.
U Murakamiego trudno oddzielić realne od surrealistycznego. Można prowadzić rozmowy z kotem, można windą wjechać do innego świata...
Ta powieść pod wieloma...

książek: 969
Nemeni | 2018-11-12
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: listopad 2018

Jestem smutna, poruszona i zaskoczona, bo chyba przestały na mnie działać magiczne u Murakamiego chwile, kiedy istnienie miesza się z nieistnieniem, a rzeczywistość i nierzeczywistość "Śmierci komandora" nie doszły we mnie do porozumienia. Dla mnie ta długo wyczekiwana powieść jest sporym rozczarowaniem...

zobacz kolejne z 829 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
The Literary Review Bad Sex in Fiction Award zdominowana przez panów

The Literary Review Bad Sex in Fiction Award to przyznawana od 1993 roku antynagroda za najgorsze przedstawienie aktu seksualnego w powieści. W tym roku nagroda została całkowicie zdominowana przez mężczyzn. Zdobył ją James Frey, a wśród nominowanych znalazł się nawet Haruki Murakami.


więcej
Uber po raz pierwszy dostarczy książki. I to w Polsce!

Już 11 października Uber po raz pierwszy na świecie dostarczy książki. W aplikacji Uber Eats będzie można zamówić najnowszą powieść Harukiego Murakamiego. Książka będzie dostępna w aplikacji przed wprowadzeniem jej do oficjalnej sprzedaży w księgarniach i będzie kosztowała symboliczną złotówkę.

 


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd