Śmierć Komandora. Pojawia się idea

Tłumaczenie: Anna Zielińska-Elliott
Cykl: Śmierć Komandora (tom 1)
Wydawnictwo: Muza
7,67 (109 ocen i 24 opinie) Zobacz oceny
10
8
9
18
8
37
7
31
6
8
5
5
4
2
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
騎士団長殺し Kishidanchō goroshi/ Killing Commendatore
data wydania
ISBN
9788328710467
liczba stron
480
język
polski
dodała
Róża_Bzowa

W Hong Kongu została uznana za nieprzyzwoitą, ocenzurowana i zakazana dla czytelników poniżej 18 roku życia. W Japonii w środowisku skrajnej prawicy wywołała oskarżenia wobec Harukiego Murakamiego o zdradę narodową, choć jednocześnie została okrzyknięta jednym z największych dokonań tego pisarza. „Śmierć Komandora” to obszerna dwutomowa powieść, na którą fani Murakamiego czekali aż pięć...

W Hong Kongu została uznana za nieprzyzwoitą, ocenzurowana i zakazana dla czytelników poniżej 18 roku życia. W Japonii w środowisku skrajnej prawicy wywołała oskarżenia wobec Harukiego Murakamiego o zdradę narodową, choć jednocześnie została okrzyknięta jednym z największych dokonań tego pisarza. „Śmierć Komandora” to obszerna dwutomowa powieść, na którą fani Murakamiego czekali aż pięć lat.

Żona malarza w średnim wieku porzuca go – z dnia na dzień. Podobnie, z dnia na dzień, on sam podejmuje decyzję, by wyprowadzić się z domu. Rezygnuje ze zleceń, wsiada w samochód i przez parę miesięcy włóczy się po północno-wschodniej części wyspy Honsiu. Gdy zmęczony tułaczką wraca do Tokio i prosi przyjaciela o nocleg, ten ma mu do zaoferowania coś znacznie lepszego: opuszczony dom w górach należący do jego ojca, sławnego malarza. W nowym, inspirującym otoczeniu bohater zamierza wieść spokojne życie poświęcone twórczości – korzysta z pracowni mistrza, zaczyna prowadzić lekcje malarstwa w pobliskiej Odawarze i wdaje się w niewiele znaczące romanse. Dom ten dla bohatera powieści stanie się epicentrum przemiany i szczególnej formy odrodzenia – i w sztuce, i w życiu. Pierwszym epizodem tej przemiany będzie odnalezienie na strychu nieznanego obrazu starego mistrza: niemal wiernego odtworzenia sceny zabójstwa Komandora z „Don Giovanniego”.

Od momentu tego odkrycia realistyczna narracja zaczyna się stopniowo przeplatać z surrealistycznymi wątkami, a fabułę zaludniają niezwykłe postaci, które uosabiają symbole, idee i metafory. Murakami z lekkością kreśli niezwykłe wizerunki swoich bohaterów, subtelne podważając granicę między marzeniem i rzeczywistością.

 

źródło opisu: Muza, 2018

źródło okładki: https://muza.com.pl/proza-obca/3076-smierc-komando...»

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Oficjalna recenzja
Zicocu książek: 1640

Wstrzykiwanie niezwykłości

Pisarze, drodzy Państwo, są różni. Proszę powstrzymać okrzyki oburzenia i niezgody wywołane tym epokowym odkryciem, już tłumaczę. Zdarzają się tacy, co piszą z doskoku, łapiąc za pióro w przerwie między wizytą w biurze a kilkoma zbawiennymi chwilami snu. Zdarzają się tacy, co poświęcili się artystycznej pracy całkowicie, ale publikują rzadko (żeby nie być gołosłownym, a w dodatku udowodnić, że bieżące wydarzenia nie są mi obce, rzucę nazwisko: Myśliwski). Zdarzają się w końcu tacy, którzy regularnie serwują czytelnikom kolejne dzieła, próbując prześcignąć tempem broń maszynową. I choć Haruki Murakami z pewnością nie dorównuje w tej kwestii nieskończenie płodnemu Philipowi K. Dickowi, to śmiało można go zaliczyć do tej ostatniej kategorii. Dlatego też wielu fanów zapewne niepokoiło jego milczenie po „Bezbarwnym Tsukuru Tazakim i latach jego pielgrzymstwa”. Cóż, mogą odetchnąć z ulgą, bo nadeszła „Śmierć Komandora”.

Ulga błyskawicznie przemieni się w spokojne ukontentowanie, bo najnowszą książkę Japończyka z poprzednimi łączy znacznie więcej niż tylko jego nazwisko. Początek najklasyczniejszy z klasycznych, iście murakamiowski: cichy, spokojny, całkowicie zwyczajny mężczyzna w wyniku bardzo prozaicznych zmian zostaje zmuszony do rozsmakowania się we własnym towarzystwie, co – ze względu na jego usposobienie – jakoś szczególnie mu nie przeszkadza. Murakami w swoim stylu opisuje jego codzienność, pochylając się od czasu do czasu nad zmianami zachodzącymi w otaczającej...

Pisarze, drodzy Państwo, są różni. Proszę powstrzymać okrzyki oburzenia i niezgody wywołane tym epokowym odkryciem, już tłumaczę. Zdarzają się tacy, co piszą z doskoku, łapiąc za pióro w przerwie między wizytą w biurze a kilkoma zbawiennymi chwilami snu. Zdarzają się tacy, co poświęcili się artystycznej pracy całkowicie, ale publikują rzadko (żeby nie być gołosłownym, a w dodatku udowodnić, że bieżące wydarzenia nie są mi obce, rzucę nazwisko: Myśliwski). Zdarzają się w końcu tacy, którzy regularnie serwują czytelnikom kolejne dzieła, próbując prześcignąć tempem broń maszynową. I choć Haruki Murakami z pewnością nie dorównuje w tej kwestii nieskończenie płodnemu Philipowi K. Dickowi, to śmiało można go zaliczyć do tej ostatniej kategorii. Dlatego też wielu fanów zapewne niepokoiło jego milczenie po „Bezbarwnym Tsukuru Tazakim i latach jego pielgrzymstwa”. Cóż, mogą odetchnąć z ulgą, bo nadeszła „Śmierć Komandora”.

Ulga błyskawicznie przemieni się w spokojne ukontentowanie, bo najnowszą książkę Japończyka z poprzednimi łączy znacznie więcej niż tylko jego nazwisko. Początek najklasyczniejszy z klasycznych, iście murakamiowski: cichy, spokojny, całkowicie zwyczajny mężczyzna w wyniku bardzo prozaicznych zmian zostaje zmuszony do rozsmakowania się we własnym towarzystwie, co – ze względu na jego usposobienie – jakoś szczególnie mu nie przeszkadza. Murakami w swoim stylu opisuje jego codzienność, pochylając się od czasu do czasu nad zmianami zachodzącymi w otaczającej protagonistę bogatej przyrodzie, i bez skrępowania zagląda do jego sypialni. Co dalej? Dalej następuje kulminacyjny punkt powieści według Japończyka – wstrzykiwanie niezwykłości.

Elementy fantastyczne są oczywiście bardzo stonowane i naruszają osnowę rzeczywistości w minimalnym stopniu. Stopniu tak małym, tak nieznacznym, że tradycyjne chwyty narracyjne literatury realistycznej mające za zadanie napędzać fabułę, wszystkie te zbiegi okoliczności i nagłe zwroty akcji, wydają się ingerować w logiczną spójność świata wręcz brutalnie, znacznie poważniej niż zwierzę przemawiające ludzkim głosem czy ożywające postaci z obrazów. Dzięki temu specyficznemu deformowaniu jawy z pęsetą w ręku i gumowych rękawiczkach Murakami tworzy kompozycję delikatną, ulotną, wręcz efemeryczną. Jeśli ten Nobel, którego bukmacherzy wróżą mu od tylu lat, ciałem się stanie, to mam nadzieję i chcę wierzyć w to, że otrzyma go przede wszystkim za tę do perfekcji opanowaną umiejętność, ten rzeczywiście niepowtarzalny talent: takie wplatanie elementów nadnaturalnych w narrację, że wydaje się bardziej autentyczna niż te teoretycznie „prawdziwsze” czy „poważniejsze”.

Ta wartość prozy Japończyka jest dla mnie szczególnie ważna, bo w innych kwestiach – dotyczy to także pierwszego tomu „Śmierci Komandora” – jest ona po prostu porządna; nie genialna, nie błyskotliwa, nie olśniewająca, a solidna, zaplanowana z rzemieślniczą sprawnością. Kilku bohaterów szarpanych przez wielkie tęsknoty, kilka tajemnic z przeszłości, kilka tajemnic teraźniejszych, które domagają się rozwiązania nie z tego względu, że są szczególnie ciekawe, a dlatego, iż powieściowy świat ma być pełną i zamkniętą całością; Murakami nie próbuje ukrywać literackości swojej najnowszej powieści, nie chowa się za maską mimetyzmu, tylko rzuca karty na stół i wyraźnie mówi, że moment wielkich wyjaśnień nadejdzie. „Śmierć Komandora. Pojawia się idea” z całą pewnością czyta się przyjemnie, a z bohaterem nie sposób się nie zżyć, ale przebłysku geniuszu w niej nie ma.

Najnowsza powieść Harukiego Murakamiego nie podbiła mojego serca, ale też się tego nie spodziewałem, bo zadeklarowanym fanem jego prozy nigdy nie byłem – choć ją cenię. Po raz kolejny udało mu się wykreować niesamowity, pochłaniający i niezwykle spójny świat, po raz kolejny osadził w nim sprawnie opowiedzianą historię, po raz kolejny stworzył bardzo sympatycznego bohatera. Trochę tych po-razów-kolejnych za dużo (szczególnie że jeden z nich mógłby dotyczyć frazy – tej, jak zwykle, zdarza się osiągać wysokie rejestry podniosłości, która przemienia się niekiedy w kicz typowy dla pewnego brazylijskiego pisarza), trochę za mało nowych pomysłów i wiary w czytelnika; wiary, że ten będzie gotów zmierzyć się z czymś innym, czymś rewolucyjnym. Czy więc żałuję czasu poświęconego „Pojawia się idea”? Nie, to wciąż dobra powieść. A mam ciche, wręcz silne przeczucie, że „Metafora się zmienia” będzie zdecydowanie mocniejsze pod względem wyrazu, mniej stonowane i intensywniejsze.

Bartosz Szczyżański

pokaż więcej

Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (682)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 779
romeo | 2018-10-22
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 22 października 2018

Po co portret Mężczyźnie Bez Twarzy?

By w nim zabłądzić jak w labiryncie. Haruki Murakami to wyborny tkacz labiryntów. Literacki iluzjonista snujący zwiewne wizje na pograniczu jawy i snu. Dość długo czekałem na jego nową powieść, a w międzyczasie na rynek rzucono wydane w jednym tomie dwie jego wczesne powieści
Słuchaj pieśni wiatru/Flipper roku 1973 oraz tom opowiadań Mężczyźni bez kobiet, i to były dwie
jego najsłabsze książki. Tych dwóch pierwszych powieści Murakami sam przez wiele lat nie pozwalał wznawiać, uznając, że jako pisarz naprawdę zaczął się od Przygody z owcą w 1983 r. Ostatecznie jednak wznowiono i wydano je i u nas, co zapewne było spowodowane chęcią zarobienia przez wydawcę jak i oczekiwaniami fanów pragnących poznać wszystko co wyszło spod pióra ulubionego autora. Przypomina się stare powiedzenie o kwitach z pralni.

Ale Murakami powrócił w wielkim stylu z subtelną, pełną znaczeń i symboli powieścią, która nie zaskakuje i zaskakuje jednocześnie. Z jednej bowiem...

książek: 1004
Aneta | 2018-11-05
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

"Prawda to myślowy obraz, a myślowy obraz to wszak prawda(...). Ludzie próbują szukać dróg zrozumienia innymi metodami, ale to tak jak czerpanie wody przetakiem. Niepodobna tego robić.(...). Czerpanie wody czymś pełnym dziur jest niemożliwe".
Wszyscy, którzy znają styl opowieści Murakamiego będą zachwyceni, bo jak go nie lubić, kiedy rozkłada na czynniki pierwsze każdy zachwyt. W "Pojawia się idea" stawia właśnie ten zachwyt na pierwszym miejscu i ta idea naprawdę się pojawia, z najgłębszej czarnej dziury wychodzi.
Jak dla mnie malarstwo nie jest czymś do końca zrozumiałym, a "Śmierć Komandora" t.1 w sposób unikatowy i subtelny przybliżył mi czym owo jest, jak powstaje i nad czym warto się pochylić. Niemniej jednak dopiero przy końcu, gdy pojawia się Kafka oraz fragment dużego cytatu z "Buntu w Treblince" zaczynam rozumieć do czego może zdążać dalszy ciąg powieści. No i wątek historyczny nabiera tła. Nie sposób pomyśleć co będzie dalej bo wątki zaczynają nakładać się na siebie...

książek: 430
żartowałam | 2018-10-02
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 02 października 2018

To zaskakujące, ale nie wiedziałam, że tęskniłam za Harukim Murakamim. Nie wiedziałam, dopóki nie pojawiły się pierwsze głosy informujące o premierze jego nowej książki. Wtedy powoli zaczęłam odczuwać brak jego stylu, magii, odrealnienia. Po przeczytaniu pierwszych trzydziestu stron byłam już w pełni świadoma faktu, że bardzo tęskniłam. Czytając ostatnie trzydzieści – wiedziałam, że już tęsknię za kolejnym tomem „Śmierci Komandora”.
Mimo że w „Śmierci Komandora” Murakami nadal jest magiczny, tajemniczy i momentami zupełnie nierealny wydaje mi się, że właśnie ta książka byłaby idealnym początkiem przygody z pisarstwem tego autora. Jest bardziej przystępna, jednocześnie nie tracąc charakterystycznych elementów stylu, który momentami jest całkowicie odklejony od rzeczywistości.
Przy okazji jest to idealna książka jesienna bo z biegiem fabuły w górach, w których zamieszkuje główny bohater powoli robi się chłodniej i zaczynają opadać pierwsze liście.
Tęsknię i chcę już wiedzieć, co...

książek: 263
mpw | 2018-10-09
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 06 października 2018

Mówią, że pop-literat z Murakamiego. Że niejapoński. Zeuropeizowany, zamerykanizowany. Może. Ale podarował mi wiele godzin oderwania od rzeczywistości już wielokrotnie. Płynięcia w inności, niedopowiedzeniach i dziwaczności. „Śmierć Komandora” nie do końca wpisuje się w mój ulubiony klimacik z „Kafki nad morzem” czy „Kroniki ptaka nakręcacza”. Jest bliżej rzeczywistości, choć prolog intryguje i obiecuje... Oryginalna, charakterystyczna atmosfera pojawia się powoli, niesie ją dźwięk tradycyjnych japońskich dzwonków… Później odjeżdża coraz bardziej. Malarstwo (fikcyjne) i Muzyka (Mozart, Strauss) tworzą tło. Główny, bezimienny bohater porusza się w ich rytmie. Tajemnica wisi między literami. Między portretami. Czeka się na nią. Pojawia się Komandor i Mumia… No Murakami. Prostota, jasność języka, charakterystyczne bezpretensjonalne rozmowy bohaterów🧡 ...no mam słabość wielgachną do tego Pana🧡 Można przeczytać libretto Don Giovanniego – taka wskazóweczka.

książek: 823
magda_reads | 2018-10-07
Przeczytana: 06 października 2018

Sporo czasu minęło odkąd ostatnio miałam przyjemność zanurzyć się w świecie wykreowanym przez Haruki Murakamiego. Niewątpliwie słowo "przyjemność" to odpowiednie nazwanie moich odczuć, bo tom 1 ŚMIERĆ KOMANDORA. POJAWIA SIĘ IDEA należy do książek, które chłonie się w oka mgnieniu.

Odkąd pamiętam Murakami to autor sięgający po proste i surowe formy wyrazu. Zbytecznie nie upiększa, nie odmalowywuje jakiś słownych obrazów, a z drugiej strony w tym nieskomplikowaniu sięga do elementów fantastyki. To niesłychane, żeby w dramatyczno-obyczajowej książce o 36letnim malarzu-portreciście, którego niespodziewanie zostawiła żona, pojawiły się motywy zaczerpnięte z ALICJI W KRAINIE CZARÓW, II wojny światowej, czy nawet japońskich horrorów. Sam Murakami nazwał swoją książkę "dziwną" i ciężko się z nim nie zgodzić.
Podobnie jak w przypadku wcześniejszej trylogii autora, która mnie zachwyciła, czyli 1Q84, wszystko spowite jest dusznym klimatem tajemnicy, oczekiwania i czegoś nienazwanego, co w...

książek: 755
Melocotón | 2018-10-29
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 29 października 2018

Murakami wciąż pozostaje mistrzem nazywania i opisywania uczuć nienazywalnych i nieopisywalnych. Ale książka jest ogólnie dość nudna i nie polecam zaczynać swojej przygody z tym pisarzem od tej opowieści. Przynajmniej ja nie lubię tej części jego twórczości, gdzie pochłania go absurd. Nie widzę nic ciekawego w wymyślaniu stworów lub zdarzeń nadprzyrodzonych, kiedy spokojnie można byłoby się bez nich obejść. Po takich książkach wydaje mi się zawsze, że autor powinien mniej korzystać z używek, ponieważ mu nie służą.

książek: 1459
buka_z_fejsbuka | 2018-10-28
Na półkach: 2018, Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 28 października 2018

Nie mogę doczekać się drugiego tomu. :) Lepiej nie czytać tej książki w krótkich fragmentach, bo łatwo się pogubić.

książek: 1370
BuchBuch | 2018-10-16
Na półkach: Przeczytane

Czarowny świat Murakamiego wciąga od pierwszej strony.
Choć początek opowieści jest banalny i mocno wyeksploatowany (zdradzony mąż), to w ujęciu autora zaczyna on pulsować energią i tajemnicą.
Mąż - uznany w Tokio malarz - portrecista wyjeżdża z miasta, by przyswoić sobie nową rzeczywistość oraz odzyskać psychiczny spokój i znaleźć nowy plan na życie.
Kupuje stary samochód, przez długie tygodnie podróżuje przez wyspę Honsiu, aż w końcu, dzięki uprzejmości przyjaciela ze studiów zamieszkuje w górskim domu znanego malarza, pana Amady - ojca rzeczonego przyjaciela.
Odizolowany od świata artysta stopniowo odzyskuje spokój ducha.
Nie potrafi jednak wrócić do malowania. Nie chce już tworzyć portretów, jednak nie potrafi się przemóc, by malować cokolwiek innego.
Pewnego dnia otrzymuje jednak propozycję, niezwykle kuszącą finansowo, związaną z nowym portretem.
Nie potrafiąc oprzeć się sumie, jaka pada przy zleceniu, podejmuje się wyzwania i decyduje jeszcze raz stworzyć portret.
I tym...

książek: 443
Tina Pohorylle | 2018-11-19
Na półkach: Przeczytane

Haruki Murakami towarzyszy mi już od kilku lat. Z przyjemnością wspominam chwile, gdy po raz pierwszy sięgałam po jego książki. Nadeszła dość długa przerwa, teraz już skończona.

Autor znowu mnie zaskakuje. Przyznam, że doskonale umiem rozpoznać jego styl pisania, jest tak charakterystyczny. Jednocześnie, Murakami zagląda w specyficzne rejony. Pierwszy tom “Śmierci Komandora” okazał się być bardzo wciągającą niespodzianką, którą, mam nadzieję, kontynuować. Fabuła wypełniona nieokreślonym napięciem. Co przyniesie? Czekam na efekty.

książek: 1253
MoznaPrzeczytac | 2018-10-02
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 02 października 2018

„Śmierć Komandora” nie jest debiutem Murakamiego, ale to pierwsza jego książka po nieco dłuższej przerwie. Pięć lat musieli czekać fani pisarza na jego nowe dzieło. Książka wywołała duży oddźwięk. W Hong Kongu została ocenzurowana i zakazana dla czytelników poniżej osiemnastego roku życia. W Japonii niektóre środowiska prawicowe oskarżyły jej autora o zdradę narodową.

Pełna recenzja książki na stronie:
http://moznaprzeczytac.pl/smierc-komandora-tom-1-pojawia-sie-idea-haruki-murakami/

zobacz kolejne z 672 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
Uber po raz pierwszy dostarczy książki. I to w Polsce!

Już 11 października Uber po raz pierwszy na świecie dostarczy książki. W aplikacji Uber Eats będzie można zamówić najnowszą powieść Harukiego Murakamiego. Książka będzie dostępna w aplikacji przed wprowadzeniem jej do oficjalnej sprzedaży w księgarniach i będzie kosztowała symboliczną złotówkę.

 


więcej
Jesienne zapowiedzi wydawnicze

Jesień rozgościła się na dobre - w kalendarzu i za oknem. Krakowskie Targi Książki za pasem - najwyższy więc czas sprawdzić jakie tytuły przygotowały wybrane wydawnictwa. Wśród naszych propozycji odnajdą się zarówno miłośnicy prozy artystycznej, jak i tej rozrywkowej. Czytelnicy poezji i biografii także znajdą coś dla siebie! Nie zabraknie głośnych nazwisk, jak i debiutantów.


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd