7 (8 ocen i 3 opinie) Zobacz oceny
10
1
9
0
8
2
7
0
6
5
5
0
4
0
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Justice League vs. Suicide Squad
data wydania
ISBN
9788328134041
liczba stron
288
kategoria
komiksy
język
polski
dodał
nightwing

Pierwszy crossover na dużą skalę w kolekcji DC Odrodzenie – spotkanie Ligi Sprawiedliwości i Suicide Squad! Członkowie Ligi Sprawiedliwości są najpotężniejszymi superbohaterami na Ziemi, a działający na zlecenie służb państwowych Suicide Squad składa się z byłych bandytów. Kierowany przez Amandę Waller Oddział Samobójców atakuje z ukrycia i w tajemnicy. W końcu jednak na jego trop wpada...

Pierwszy crossover na dużą skalę w kolekcji DC Odrodzenie – spotkanie Ligi Sprawiedliwości i Suicide Squad!
Członkowie Ligi Sprawiedliwości są najpotężniejszymi superbohaterami na Ziemi, a działający na zlecenie służb państwowych Suicide Squad składa się z byłych bandytów. Kierowany przez Amandę Waller Oddział Samobójców atakuje z ukrycia i w tajemnicy. W końcu jednak na jego trop wpada Batman. Razem z innymi członkami Ligi Sprawiedliwości nie zamierza tolerować istnienia grupy działającej poza prawem.
Podczas gdy bohaterowie i byli przestępcy ze sobą walczą, mistrz zbrodni Maxwell Lord tworzy armię najgroźniejszych złoczyńców z uniwersum DC. Jego podkomendni są zdolni pokonać obie rywalizujące drużyny...
Album jest wspólnym dziełem wielu twórców. Scenariusz napisali uznani autorzy – Joshua Williamson, Tim Seeley, Rob Williams i Si Spurrier, a wśród rysowników znaleźli się tak znani graficy jak Jason Fabok, Tony S. Daniel, Jesus Merino, Fernando Pasarin, Robson Rocha, Howard Porter, Scot Eaton, Riley Rossmo, Christian Duce, Giuseppe Cafaro.

 

źródło opisu: http://fantastyczneswiaty.pl

źródło okładki: http://fantastyczneswiaty.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 233
karpatkadobra | 2018-06-20
Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 20 czerwca 2018

W 2011 roku w samym sercu, niczym jądrze decyzyjnym wydawnictwa "DC Comics" doszło do wiekopomnej chwili, ważnego konkretnego ustalenia – specyficznego postanowienia tych, co tworzą rzeczywistość historii obrazkowych, tych, co w tej kwestii mają prawo pierwszorzędnego wyboru. Otóż postanowiono wydać serię komiksową "Flashpoint: Punkt krytyczny", która w Uniwersum DC zrobiłaby, i tak się rzeczywiście później stało, nie lada porządek, oczyszczając go z nadmiernej ilości równoległych, alternatywnych światów, a co za tym idzie połączeń i powiązań pomiędzy danymi postaciami a ich ,,odpowiednikami”, czy koneksjami tych ,,odpowiedników” z jeszcze dziwniejszymi istotami. Scenarzyści, rysownicy, koloryści, ale i fani wręcz pragnęli, by na to zbyt rozległe, jakby było odpowiednikiem naszego rozszerzającego się Wszechświata Uniwersum, spłynęła ,,wyższa siła”, która wszystko to w nim uporządkuje. Na owy rezultat - wynik chęci, które przeszły w czyn, długo nie trzeba było czekać. Po zakończeniu powyższej nietuzinkowej serii, w "DC" powstała jedna macierzysta Ziemia, gdzie los wielu bohaterów został pisany od nowa. Tą ,,Ziemię”, czy też wydarzenia opisane w odświeżonym cyklu komiksów i mające na niej miejsce nazwano "The New 52"; w Polsce nazwę tą zastąpiono określeniem "Nowe DC Comics", mimo iż można było jej nie spolszczać i zostawić w oryginalnym brzmieniu.

I tak, po scaleniu 52 rzeczywistości w jedną konkretną macierz, na której będą tworzyły się przyszłe wydarzenia, odradzały stare i powstawały nowe postacie i miejsca całego Uniwersum DC, nastał upragniony porządek. Rozpoczął się nowy etap w dziejach tego potężnego wydawnictwa; jednakże pojawienie się w nim jednego wspólnego świata nie skasowało ostatecznie jego ,,alternatywnych” wersji. Konwergencja – dość istotne, a przez wielu czytelników komiksu mało znane wydarzenie – w którym to ziemscy herosi, niektórzy z nich z punktu na osi czasu przed „Flashpointem”, walczyli z Brainiaciem, uratowała tę pamięć o multiświatach. Dopiero niedawno polscy czytelnicy, zapoznający się z komiksami od DC w naszym ojczystym języku, głównie dzięki wydawnictwu "Egmont", mogli doświadczyć reperkusji owego dość odważnego przedsięwzięcia rozpoczętego w 2011 roku, będącego niczym dotknięcie palcem Boga chaotycznej przestrzeni i zapełnienie jej uporządkowanym Uniwersum. Na chwilę obecną bezpośrednim łącznikiem do "Nowego DC Comics" jest seria "DC Odrodzenie", gdzie w na rynku polskim obejmuje ona kilkadziesiąt pozycji, przy czym wciąż dumnie się rozrasta. Może się to wydać z lekka zaburzone, zgoła wyjęte z wora pełnego dziwactw i odmienne, ale do jej filii należy mini-event "Droga do Odrodzenia", która spełnia funkcje pomostu między jednym wspólnym Wszechświatem DC a "DC Odrodzeniem".

Nie sposób wymienić najlepszych, najbardziej odwzorowanych co do swych pierwowzorów, pojedynczych historii obrazkowych i większych eventów z teoretycznie ,,świeżego” i ,,uporządkowanego” "DC Odrodzenia". Na ocenę tego projektu poczekajmy dobre kilka lat, a najlepiej skonfrontujmy ku temu tych komiksomaniaków, którzy czytali pojedyncze numery i wydania zbiorcze od Uniwersum DC przed ,"Flashpointem" i jego skutkami z 2011r., z zaczynającymi swą przygodę z komiksem miłośnikami popkultury superbohaterskiej, gdzie finałem tej konfrontacji byłaby ocena projektu. „Nowe DC Comics” w tym jego „DC Odrodzenie” będą zatem, jak wino, które im dłużej dojrzewa, tym bardziej zyskuje na wartości. Pewnie za wiele lat i mi przyjdzie w końcu wykazać się znajomością wydarzeń, wątków i smaczków fabularnych odświeżonego, głównego komiksowego świata od DC. Dlatego też, by móc kiedyś poddać takie Uniwersum ocenie, oraz by mieć również świadomość, że żyło się w czasach tuż obok tego, jak ono jako "Nowe DC Comics", z każdą kolejną historią obrazkową rozrastało się coraz bardziej, stając się gigantycznym organizmem trwającym w świadomości miłośników opowieści obrazkowych z wątkami superbohaterskimi, sci-fi i fantasy w tle, postanowiłem, by kolekcjonować, a przede wszystkim aby zgłębiać ten komiksowy Wszechświat, skrupulatnie czytając i analizując nieco bardziej niż dotychczas poszczególne zgodne wybranym przeze mnie stylem wydania z "DC Odrodzenie". Nie sięgnąwszy po żadną pozycję kontynuującą zmagania bohaterów w zaczętych seriach, wybrałem więc Crossover, którego w ogóle nie spodziewałem się tu ujrzeć, i to w tak świetnej aranżacji graficznej i scenopisarskiej. Tym komiksem, który zyskuje miano ,,Crossoveru”, czyli w tym przypadku umieszczenie naprzeciw siebie dwóch dużych grup postaci od DC Comics w jednym numerze, jest "Liga Sprawiedliwości kontra Suicide Squad" – starcie tworzących jedno eklektyczne tło, odmiennych w stosunku do wykorzystania własnych umiejętności wynikających z posiadania nadludzkich mocy, mających inne charaktery, grup postaci. Sama idea wykreowania, a gdzie tam dopiero mowa o jej realizacji, na dwuwymiarowych, komiksowych planszach, tak epickiej batalii - stanięcia twarzą w twarz drużyny mężnych, prawych, przykładnych herosów z antybohaterami, wykolejeńcami z "Legionu Samobójców", jest nadnaturalnym, odważnym posunięciem w jądrze decyzyjnym DC Comics.

Niniejsza, niezwykle krzepka, dynamiczna i lekko stonowana w swym epilogu historia obrazkowa rozpoczyna się od chwili, gdy do tajnego, nieoficjalnego więzienia Rządu Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej: "Belle Reve" trafia Killer Frost - ,,wiedźma energetyczna”, obdarzona niezwykłymi mocami pobierania energii życiowej z ciał ludzi do podtrzymywania jej niezwykle kosztownego metabolizmu, dającego Killer Frost możliwość zamrażania i tworzenia konstruktów z kryształków lodu. Jak się można domyśleć po miejscu, do którego trafia Frost , w momencie odprowadzania jej przez strażników do swojej celi, zaczyna mijać inne cele, w których w dość charakterystyczny dla poszczególnych postaci sposób, poznaje przebywających tam nietuzinkowych, pozbawionych wszystkich ,,klepek świata” członków "Legionu Samobójców". Lecz oprócz owego "Legionu", w odpowiednim czasie pojawia się i ona, Amanda Waller, zawsze gotowa, zawsze na miejscu i zawsze wierna, by bronić suwerenności i wolności Stanów Zjednoczonych, nawet, gdyby miało się poświęcić ku temu niewinne ludzkie życia.

Pierwsza misja, którą dowodzi kierująca nowo powołanym oddziałem "Legionu", jedna z najważniejszych osób w Departamencie Bezpieczeństwa Krajowego USA, wspomniana wyżej Waller odbywa się na „Badhnisi” - wyspie, na której fanatyczna organizacja dowodząca przez równie skrajnego łotra Apexa ma zamiar uruchomić generator, który może zniszczyć nie tylko wyspę, ale i wpłynąć na życie w USA i na innych kontynentach. I tu się robi ciekawie, gdyż te wydarzenia można określić jako prolog do tego, co najważniejsze: starcia "Ligii Sprawiedliwości" z "Suicide Squad" i pozostałych związanych z tym ważnych i epizodycznych wątków, które okazały się równie istotne, co główny ciąg fabularny: poznanie historii tracącego dość wcześnie swojego ojca, Maxwella Lorda, któremu nieustępliwość, bycie jak posąg nie do zdarcia starała się wpoić mu matka, którego początki znajomości z Waller nie były dość ,,ciepłe”; bądź, co zaskakujące nieco rozszerzony, porażający i dramatyczny wątek A. Waller, której barki gniecie ciężkie brzemię pracy, obowiązku i wierności do Stanów Zjednoczonych przedłożonych nad własną rodzinę, nad trójkę dzieci, które ma, oraz nad nieżyjących męża i dwójkę dzieci. Władza deprawuje, lecz w przypadku szefowej "Suicide Squad" deprawuje jeszcze bardziej. Amanda zabrnęła tak daleko; w bagnie powiązań, układów i politycznego establishmentu ugrzęzła tak głęboko, że z tego nie ma powrotu do prywatnego życia. Jak w tej kwestii potoczą się jej przyszłe losy? Otóż tego nie wiadomo, a taka strona Waller i jej cały wachlarz postawy ukazany w tym komiksie mogą się podobać i budzić ku niej jakiś płomyczek respektu.

"Ligę Sprawiedliwości" jako drużynę poznajemy po prologu, we właściwej podzielonej na 6 części narracji, i to, jakby nie było ze strony Batmana. Mroczny Rycerz, jak to on ma na pieńku z surową, posępną i władczą Amandą Waller. Wayne postanawia poprowadzić swój zespół, w którym co ciekawe znajduje się dwóch "Green Lanternów": Jessica Cruz i Simon Baz, wprost do "Badhnisi" - wyspy, na której swoje sprawy, przez "Legion Samobójców" załatwia lubiąca wykorzystywać słabości jednostek, szefowa: Waller. Gdy Liga się tam zjawia dochodzi do starcia członków Ligii z Legionem. Pod względem rysunkowym, sama potyczka wygląda jak mityczna batalia, epicko naniesione graficznie starcie, które wypełnia całe dwie strony komiksu. W międzyczasie poznajemy Maxwella Lorda, który uwalnia pierwszy oddział "Suicide Squad", w którym znalazły się bardzo potężne, potrafiące manipulować energią i formami materii na różnym poziomie, postacie: Lobo, Johnny Sorrow, Szmaragdowa Cesarzowa, Doctor Polaris i inni. Początkowo Maxwell chciał wykorzystać wyrzutków Waller, by wraz z nimi mógł się na niej zemścić. Dalej, wraz z rozwojej fabuły komiksu dochodzi do świetnie zaaranżowanych i rozplanowanych przez scenarzystów i rysowników pojedynków; do ,,czystych”, komiksowych starć. Kto by pomyślał, że Liga Batmana połączy siły z Legionem Waller, by próbować powstrzymać Maxwella Lorda, od którego ostatecznie odchodzi m.in. Lobo, gdyż ten sięga po mający niszczycielską moc diament i zamienia się w abstrakcyjny byt zwany "Eclipso" – karmiącą się mrocznymi żądzami czujących istot, siłę.
Tak się jednak stało, że mrok w tym komiksie, na szczęście, nie przemówił. Energia, barwa, styl i przekaz rysunku; dobrze stonowany, mimo patosu charakter komiksu; umiejętnie rozmieszczone i rozpisane postacie, gdzie np. członkowie "Suicide Squad" byli tak świetni w odbiorze, jak świetni być powinni w filmie z 2016 roku.

Nic tylko doświadczać tej historii po tysiąckroć. "Liga Sprawiedliwości kontra Suicide Squad" to jeden z najlepszych Crossoverów od DC ostatnich lat. Oby więcej takich eventów!

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Pornoland. Jak skradziono naszą seksualność

Straszny badziew bez rzetelnego podejścia, a jedynie feministyczny bełkot. Sorki, ale argumenty autorki kompletnie do mnie nie trafiły. Gdzie tu jest...

zgłoś błąd zgłoś błąd