Valis

Tłumaczenie: Lech Jęczmyk
Cykl: Trylogia Valisa (tom 1) | Seria: Salamandra
Wydawnictwo: Rebis
7,81 (193 ocen i 9 opinii) Zobacz oceny
10
21
9
61
8
20
7
63
6
13
5
11
4
2
3
2
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Valis
data wydania
ISBN
8373017275
liczba stron
256
słowa kluczowe
powieść, fantasy, valis
język
polski
dodała
PaniKa

Na początku było oślepiające światło. Oświecenie, za którym stoi VALIS, sprawia, że bohater zaczyna inaczej postrzegać świat. Czy to, co zwiemy rzeczywistością, jest rzeczywiste? Czy Bóg istnieje, a jeśli tak, dlaczego istnieje też zło? Czy ktoś nami kieruje, czy jesteśmy suwerennymi bytami? Szukanie odpowiedzi na te pytania to obowiązek każdego człowieka. Valis jest pokłosiem przeżyć Dicka z...

Na początku było oślepiające światło. Oświecenie, za którym stoi VALIS, sprawia, że bohater zaczyna inaczej postrzegać świat. Czy to, co zwiemy rzeczywistością, jest rzeczywiste? Czy Bóg istnieje, a jeśli tak, dlaczego istnieje też zło? Czy ktoś nami kieruje, czy jesteśmy suwerennymi bytami? Szukanie odpowiedzi na te pytania to obowiązek każdego człowieka. Valis jest pokłosiem przeżyć Dicka z 1974 roku, według jednych oświecenia, innych - załamania.

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 2201
Wojciech Gołębiewski | 2015-01-14
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 14 stycznia 2015

Valis to podobno: Rozległy Czynny Żywy System Informatyczny czyli np sam autor, który z kolei tłumaczy postać główniego bohatera: /22/
„Koniolub Grubas to ja, piszę to w trzeciej osobie, żeby uzyskać niezbędny dystans”.
Z przedmowy Lecha Jęczmyka /tłumacza/ dowiaduję się, że niejaka Ursula le Guin /ur.1929/, autorka bardzo miernych książek sci-fi, uważa, że Dick zwariował. Nie sądzę, raczej kontynuuje swoją grę z czytelnikiem z „Ubika”. Miesza groch z kapustą, by czytelnik dostał kociokwiku, zawrotów głowy, omamów, ogólnie stanu postnarkotykowego, posthalucynogennego bez spożywania jakichkolwiek używek. Metoda polega na nadmiarze informacji bardziej lub mniej istotnych, najczęściej cząstkowych, ale na pewno świetnie dobranych, a następnie manipulowanych, by pozbawić czytelnika zdolności racjonalnej oceny tego szokującego zestawu jednostkowych prawd. Przy tym wszystkim jest rozbrajająco szczery, gdy stwierdza, że /48/..
„...istotą świata jest informacja..”
No to, oprócz mianowania jego na Dostojewskiego sci-fi, zasłużył też na tytuł Goebbelsa sci-fi. Odnoszę wrażenie, że on stara się „pogrążyć w entropii” nie swojego bohatera, a czytelnika. Przypominam, że entropia jest miarą stopnia nieuporządkowania układu. Równocześnie sam wciska czytelnikowi kit, że jest wariatem, bo to jest zasłona dymna, skoro: /45/
„Chorzy umysłowo nie stosują zasady brzytwy Ockhama.. ..Oni ulatują w barok..”
Przecież to jawne samousprawiedliwianie swojego snucia często sprzecznych poglądów, czyli legitymizowanie gadania wszystkiego, co ślina na język przyniesie. Bardzo sprytne!!! A wszystko pod superatrakcyjnym płaszczykiem „poszukiwania Boga”.
Proszę mnie nie posądzać o jakieś negatywne uczucia do Dicka, bo jest wręcz odwrotnie: czytam drugą /po „Ubiku”/ jego książkę i jestem wstrząśnięty, jak i zachwycony, i właśnie w celu lepszej percepcji usiłowuję go „zdemaskować”.
Doceniam dopracowaną formę, sprytną konwencję „dwoistości” bohatera, ale nie mogę też nie zauważyć wciskania na siłę swoich „fiszek”. Jak wiemy, ostatnie książki Dick pisał w niebywałym tempie i usiłował umieścić w nich jak najwięcej swoich ciekawostek odnotowywanych przez lata w notatniku. Teraz przerzuca notatnik, znajduje coś ciekawego i bach! Ładuje do książki, dopisując ad hoc argumentację uzasadniającą obecność notki akurat w tym miejscu. Ja nic nie mam przeciw temu, po prostu odczuwam sztuczność konstrukcji. To „upychanie” prowadzi do wielkich trudności czytelnika w podążaniu za autorem, który np na połowie 83 strony „załatwia” Heraklita, Kanta, Junga, Spinozę, buddystów, teofanię, noos, deus absconditus i in. Ile czasu musiałbym poświęcić, by wyrobić w sobie uzasadniony pogląd na beztrosko rzucone tam przez autora słowa? Zmuszony jestem do rezygnacji z głębszej analizy, bo przy takim epatowaniu ilością zagadnień, życia /i chęci/ by mnie nie starczyło na zgłębienie poruszanej tematyki.
Sam dla siebie prowadzę od lat „Mój Pod Ręcznik”, gdzie umieszczam wyczytane ciekawostki, i bez żadnego mojego intelektualnego udziału, powstała, sama z siebie, arcyciekawa lektura. Widzę analogię do notatek Dicka, wciśniętych w książkę.
Na koniec wypada odnieść się do pytania ukrytego w przedmowie: wariat czy hochsztapler ? Moim zdaniem: ani wariat, ani hochsztapler, a po prostu jeszcze jeden inteligentny facet z jajami, który nigdy nie nudził się sam z sobą, bo miał /i umiał/ o czym myśleć. Jednocześnie ostrzegam, że przedstawione poglądy filozoficzne, teologiczne etc Dick uprościł i potraktował wedle własnych potrzeb, wybiórczo, przeto nie są dla ich twórców w pełni reprezentatywne.
Acha, mnie - wychowanemu w kulturze chrześcijańskiej spodobał się wywód: /146/
„..Jeżeli Logos jest racjonalny i Logos równa się Bogu, to Bóg musi być racjonalny. Dlatego właśnie stwierdzenie Czwartej Ewangelii o identyczności Logosu jest tak ważne: Kai theos en ho logos, czyli „i Bogiem było słowo”......”.
A czy Logos = Zebra = Valis odpowiedzcie sobie sami.
PS Z opinii „Darka” na „lubimy czytac”/którą podzielam/: „..I choć można go przyrównać do filozoficzno-teologicznego bełkotu, jest pozycją niezwykle silnie oddziałującą na czytelnika...”.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Ślepowidzenie

Chyba za dużo oczekiwałem od tej książki. Komplementowana za pomysł, wykonanie i naukową podbudowę, dodatkowo wspartą obszerną bibliografią, stawiana...

zgłoś błąd zgłoś błąd