Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Lot nad kukułczym gniazdem

Tłumaczenie: Tomasz Mirkowicz
Seria: Klasyka Współczesna
Wydawnictwo: Da Capo
8,17 (9595 ocen i 509 opinii) Zobacz oceny
10
1 458
9
2 937
8
2 323
7
2 054
6
485
5
243
4
40
3
40
2
4
1
11
Darmowe dodatki Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
One Flew Over the Cuckoo's Nest
data wydania
ISBN
83-86611-15-4
liczba stron
347
język
polski
dodała
Ewa

Inne wydania

McMurphy, szuler, dziwkarz i zabijaka, udaje wariata, żeby się wykpić od odsiadywania wyroku. Pobyt w szpitalu psychiatrycznym jawi mu się jako dobry żart do chwili, kiedy się dowiaduje, że nie odzyska wolności, dopóki nie uznają go za "wyleczonego". Decyzja należy do Wielkiej Oddziałowej, z pozoru uosobienia słodyczy i dobroci, w rzeczywistości sadystki znęcającej się nad pacjentami....

McMurphy, szuler, dziwkarz i zabijaka, udaje wariata, żeby się wykpić od odsiadywania wyroku. Pobyt w szpitalu psychiatrycznym jawi mu się jako dobry żart do chwili, kiedy się dowiaduje, że nie odzyska wolności, dopóki nie uznają go za "wyleczonego". Decyzja należy do Wielkiej Oddziałowej, z pozoru uosobienia słodyczy i dobroci, w rzeczywistości sadystki znęcającej się nad pacjentami. McMurphy, który dotąd buntował przeciwko niej chorych, nagle zaczyna rozumieć, że musi ukorzyć się przed nią, jeśli chce opuścić szpital. Ale czy gotów jest dać się pokonać bezdusznemu Kombinatowi, który złamał tyle istnień ludzkich?

 

źródło opisu: Da Capo. 1994

pokaż więcej

książek: 1133
Cwihr | 2013-01-12
Przeczytana: 01 listopada 2012

„(...) dopasowywałem tylko zachowanie do wyglądu, robiłem to, czego po mnie oczekiwali. Ale chyba nigdy nie byłem sobą. Jak to się udaje McMurphy’emu ?” Powiedzenie głosi, że z kim przystajesz, takim się stajesz. Ludzie w zależności od otoczenia społecznego noszą różne maski, skrywają swoje prawdziwe ja lub wstydzą się zrobić coś zgodnie z wewnętrznym głosem. Ulegają innym i robią coś absolutnie wbrew przekonaniom, często obawiając się niekorzyści, jeśli postąpiliby zgodnie ze sobą... Nieodzownym ludzkim błędem jest też ocenianie przez pierwsze wrażenie na podstawie wyglądu człowieka – jakże krzywdzące może się okazać i mylące. Doceniam indywidualistów, którzy nie płyną razem z przeciętnym nurtem, nie boją się okazać siebie i swoich poglądów, nie są ograniczeni przez schematy i ważniejsze dla nich jest samopoczucie jednostek w społeczeństwie. W dość podobny sposób doceniałam bohatera powieści „Lot nad kukułczym gniazdem” autorstwa Kena Kesseya – McMurphy’ego.

Ken Kessey to nieżyjący już pisarz amerykański, „Lot nad kukułczym gniazdem” to jego pierwsza powieść z roku 1962. Dzięki notce w wydaniu od Wydawnictwa Albatros dowiedziałam się, że Kessey pracował jako sanitariusz w szpitalu psychiatrycznym w ramach udziału w programie badań nad środkami psychomimetycznymi i właśnie w tym okresie powstała wymieniona powieść.

Świat przedstawiony w powieści to szpital psychiatryczny, przypominający małe zamknięte państwo. Z ramienia Kombinatu, rządzącego światem zewnętrznym, sprawuje w nim władzę Wielka Oddziałowa – siostra Ratched. Wśród bezradnych poddanych wyróżnia się Okresowych, Chroników, Chodzących, Wózkarzy i Rośliny, a jej sługi to czarni sanitariusze. Wyróżniający się i wyróżniony z Chroników-Chodzących to Indianin udający głuchoniemego. Zwany jest Wodzem, opanowują go nie raz, nie dwa mistyczne wizje – wtedy w jego oczach szpital to potężna machina funkcjonująca dzięki tajemniczym odgłosom w ścianach, makabrycznemu podziemiu, a Wielka Oddziałowa posiada nawet dar zwalniania oraz przyspieszania czasu. Gdy coś nie idzie po jej myśli, funkcjonowanie nienagannej dziennej rutyny zostaje zakłócone, zmienia się w monstrum. Wódz jest początkowo niemym świadkiem oraz narratorem całej opowieści. Jednak nawet on, będący umieszczony tam od lat, nie spodziewałby się raptownego pojawienia pacjenta, którego celem będzie zadać śmiertelny cios temu całemu misternemu systemowi – będzie to Randal Patrick McMurphy.

McMurphy to awanturnik i zadziorny facet, nie stroniący od alkoholu, kobiet lekkich obyczajów oraz bijatyk. Celowo trafił do zakładu psychiatrycznego, aby uniknąć odsiadywania kary w więzieniu. Nie chce i nie potrafi podporządkować się rygorom, których się nie spodziewał i uważa je za głęboko niesprawiedliwe. Jednocześnie postanawia zabawić się kosztem Wielkiej Oddziałowej, odnieść korzyść zarówno dla siebie jak i nowych towarzyszy codzienności. Diabeł tkwi w szczegółach – to siostra Ratched decyduje o wypuszczeniu na wolność Randala. Czy Randal dalej będzie kontynuował swoje nieznośne dla niej zaczepki, stosował liczne prowokacje, by jednocześnie pogłębiać jej nieprzychylne nastawienie do niego?

Mimo, że McMurphy to pospolity przestępca, w powieści nie da się go nie darzyć sympatią i gorąco kibicować w zmaganiach z Wielką Oddziałową. Cała powieść opiera się na małej wojnie tych dwóch postaci, złożonej z licznych bitew. Kto wygrał ich więcej i komu łut szczęścia pozwolił wygrać wojnę? Paradoksalnie dwójka wrogów od pierwszego spotkania to para manipulatorów. McMurphy usiłuje dotrzeć nawet do najbardziej wybrakowanych umysłów pacjentów, podjudza ich do działania przeciwko siostrze i przełożonym. Przez liczne zakłady przypominające bukmacherstwo z zewnętrznego świata daje im poczucie zabawy i ryzyka, a sam zarabia pieniądze ich kosztem. Trudno ocenić jego postępowanie pod kątem etycznym, jego intencje nie są do końca wyjaśnione. Randal mimo wszystko zyskuje wsparcie bezbronnych pacjentów szpitala, wprowadza w ich szarą i nieszczęśliwą egzystencję powoli dawkowaną radość. Udowadnia, jak niewiele trzeba, aby na nieszczęśliwych i nawet na nie do końca świadomych tego co się dzieje twarzach pojawił się uśmiech. Jest dla nich nadzieją na lepsze dni, mentalną podporą i autorytetem, mimo faktu, że jest przestępcą. Oczywiście nie pasuje to Wielkiej Oddziałowej – czuje się zagrożona, nie jest już jedyną panią na włościach. Na (nie)szczęście jest przebiegła, lecz czy jest lepszą manipulatorką od Randala? I do czego będzie zdolna się posunąć, aby na oddziale zapanowały stare rygorystyczne zasady?

Bohaterów powieści znamy z obserwacji narratora. Kessey w narrację Wodza wplótł perfekcyjną charakterystykę postaci. Nie brakuje szczegółowych obserwacji mimiki i gestykulacji, która przecież wpływa na odbiór wypowiedzi. Dzięki nim łatwiej wyobrazić sobie poszczególne sceny i bohaterów, a przez wizje przenieść się na chwilę w surrealistyczny świat, aby z hukiem wraz z bohaterem powrócić znów do ponurej rzeczywistości. Pacjenci szpitala wyróżniają się swoimi przypadłościami, niektórzy jak Harding mogliby sobie poradzić w świecie z prawdziwego zdarzenia. Czemu jednak pozostają w szpitalu? Nie mogło mnie opuścić wrażenie, że bycie zniewolonym nonsensownie może mieć też swoje plusy – nie trzeba się o nic martwić. Nie mogłam się pogodzić z tym, że ci mężczyźni mimo swoich bolączek wolą należeć do grupy rządzonych, zdecydowali się zrezygnować z wolnej woli na rzecz pozbycia się niepokoju. Postać Wodza jest najbardziej intrygująca – czytelnik od początku powieści niewiele dowiaduje się o nim, a przez obecność wizji też nie do końca wiemy, co stało się naprawdę, a co było urojone. Co dolega Wodzowi? Jego język jest nieskomplikowany, naturalny i przystępny - przekazuje nietrudne prawdy życiowe, lecz istotne z punktu widzenia człowieka skazanego na rygorystyczną rutynę. Postać Wodza snuje dużo domniemań, pierwszorzędnie czytało mi się powieść z punktu widzenia osoby, która nie może się odezwać, aby się nie zdradzić, a jednocześnie jest pilnym sprawozdawcą i słuchaczem. Lecz właściwie czemu Wódz postanowił nabrać wody w usta? Okazuje się, że przyczyna ukryta jest w innych ludziach. Ludziach z przeszłości.

Powieść ma słodko-gorzki wydźwięk, wywołuje wzruszenie i uśmiech na twarzy i niesie przesłanie, że nie wolno dać się sparaliżować strachowi przed życiem, obowiązkami i ludźmi większymi od nas – w takim znaczeniu, o jakim myślał Wódz. Nawet, jeżeli jesteśmy mniejsi, nie powinniśmy się poddawać i wątpić w nasz potencjał – przecież możemy urosnąć. Pozostaje tylko obejrzeć ekranizację z główną rolą Jacka Nicholsona jako Randala, aby dopełnić wrażeń. Swoją recenzję chciałabym zakończyć trafnym cytatem: „Bo wie, że trzeba się śmiać, ze wszystkiego co boli, aby zachować równowagę i nie dać się zwariować”.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Potęga teraźniejszości

Dzisiaj się poddałam. Może i jest to napisane mądrymi słowami i w ogóle sprawia wrażenie mądrej książki, ale strasznie ciężko się to czyta. Czytam to...

zgłoś błąd zgłoś błąd