Utwory wybrane w przekładzie Antoniego Libery. Eseje, proza, wiersze

Tłumaczenie: Antoni Libera
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
8,67 (6 ocen i 2 opinie) Zobacz oceny
10
2
9
1
8
2
7
1
6
0
5
0
4
0
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788306034073
liczba stron
560
język
polski
dodał
Zicocu

Wydanie pierwsze w tej edycji. Obszerną prezentację mistrza dwudziestowiecznego dramatu i niepokojącego prozaika – w przekładach i z komentarzem Antoniego Libery – dzielimy na dwie części. W tomie drugim gromadzimy eseje, nowele, powieść „Molloy”, fragmenty prozatorskie, wiersze

 

źródło opisu: opis od wydawcy

źródło okładki: https://www.piw.pl/zapowiedzi/

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Oficjalna recenzja
Zicocu książek: 1641

Włóczęga po krainie bezsensu

Samuel Beckett. Cóż, dzisiejsza popularność jego literatury z całą pewnością nie dorównuje niegdysiejszej – a przecież była obłędna, swego czasu każdy pisarz wciskał jego nazwisko na listę inspiracji... lub antywzorów. Nagroda Nobla, którą został uhonorowany pod koniec lat 60., stanowiła tylko formalność (zakrzyknęli wespół w zespół Nabokov z Borgesem), bo spowodowany przez tego irlandzkiego Francuza (lub odwrotnie) ferment intelektualny trudno z czymkolwiek porównać. Dzisiaj tego klasyka, przynajmniej w Polsce, czyta tylko wąskie grono intelektualistów (i paru sfrustrowanych studentów polonistyki), ale wśród nich z pewnością znalazło się kilku, u których porządne wydanie jego prozy wywołało gęsią skórkę.

Jaki jest Beckett, każdy – spośród tych kilku intelektualistów – widzi. Prawdopodobnie najsłynniejszym jego dziełem jest sztuka „Czekając na Godota”, ale pod względem tematyki i treści dramaty oraz epika są bliźniętami jednojajowymi. Chodzi Beckettowi o jedno: mianowicie bezsens. Punktem wyjścia może być, choć nie musi, absurd; jeśli autor od niego nie zaczyna, to z całą pewnością poprowadzi narrację tak, aby doń dotrzeć. Aby jednak zbyt mocno sprawy nie komplikować, pisarz często zaczyna od przedstawienia czytelnikowi swojego ukochanego bohatera – włóczęgi, biedaka, obdartusa, człowieka w pół drogi do bezdomności: nawet jeśli w prologu ma dom, to przy okazji zawiązania akcji zapewne dostanie kopa, który wyrzuci go za próg. Beckett zabiera czytelnika na spacer wraz z...

Samuel Beckett. Cóż, dzisiejsza popularność jego literatury z całą pewnością nie dorównuje niegdysiejszej – a przecież była obłędna, swego czasu każdy pisarz wciskał jego nazwisko na listę inspiracji... lub antywzorów. Nagroda Nobla, którą został uhonorowany pod koniec lat 60., stanowiła tylko formalność (zakrzyknęli wespół w zespół Nabokov z Borgesem), bo spowodowany przez tego irlandzkiego Francuza (lub odwrotnie) ferment intelektualny trudno z czymkolwiek porównać. Dzisiaj tego klasyka, przynajmniej w Polsce, czyta tylko wąskie grono intelektualistów (i paru sfrustrowanych studentów polonistyki), ale wśród nich z pewnością znalazło się kilku, u których porządne wydanie jego prozy wywołało gęsią skórkę.

Jaki jest Beckett, każdy – spośród tych kilku intelektualistów – widzi. Prawdopodobnie najsłynniejszym jego dziełem jest sztuka „Czekając na Godota”, ale pod względem tematyki i treści dramaty oraz epika są bliźniętami jednojajowymi. Chodzi Beckettowi o jedno: mianowicie bezsens. Punktem wyjścia może być, choć nie musi, absurd; jeśli autor od niego nie zaczyna, to z całą pewnością poprowadzi narrację tak, aby doń dotrzeć. Aby jednak zbyt mocno sprawy nie komplikować, pisarz często zaczyna od przedstawienia czytelnikowi swojego ukochanego bohatera – włóczęgi, biedaka, obdartusa, człowieka w pół drogi do bezdomności: nawet jeśli w prologu ma dom, to przy okazji zawiązania akcji zapewne dostanie kopa, który wyrzuci go za próg. Beckett zabiera czytelnika na spacer wraz z takim niezbyt świeżym protagonistą, pokazuje mroczne zakamarki miasta i wiejskie okolice, żeby dojść do tego prostego wniosku, że całe to łażenie nie ma absolutnie żadnego sensu. Tak samo jak nie mają go codzienne chodzenie do pracy, życie rodzinne, próby zmieniania swojej marnej egzystencji i walka o zachowanie jej w dotychczasowym kształcie. Wszystko to, przywołując genialną scenę z jednego z tekstów, przekładanie kamieni z kieszeni do kieszeni. Można próbować to usystematyzować, można twierdzić, że to ta godna szacunku treść, której przez lata się szukało, ale rozczarowanie przyjdzie prędzej czy później – a kamienie będzie można po prostu wyrzucić. A więc porażka? Nie, raczej odrzucenie złudzeń.

Te teksty (nowele i powieść) tworzą pierwszą kategorię ujętych w drugim tomie „Utworów zebranych” prac. Na drugą składają się krótkie formy zdominowane przez abstrakcję. Beckett zmienia nieco założenia, włóczędzy znikają z pierwszego planu (cóż, z tła właściwie też, po prostu nie ma dla nich miejsca), a budulcem świata staje się język. To za jego sprawą z pustki wyłaniają się kolejne przedmioty – ożywione i nie – które składają się na jeden z niepokojących obrazów. Najciekawszy, lecz zarazem najbardziej tragiczny powstaje w „Wyludniaczu”: kilkaset ciał zostaje zamkniętych w ogromnej klatce, a całą swoją energię trwonią na poszukiwanie wyjścia, którego nie ma. Brzmi to może banalnie, ale w tym właśnie tekście Beckett udowadnia, że osiągnął maestrię w maksymalnie ostrym ukazywaniu bezsensu i tak konsekwentnym rozbieraniu treści, iż ta zapada się pod własnym ciężarem i zamienia w pustkę.

Osobną kategorią tworzą oczywiście, ze względu na różnicę gatunkową, eseje. Warto docenić je przede wszystkim za erudycję, bo młody Irlandczyk (lub Francuz, w zależności od preferencji) w świecie literatury poruszał się bez większych problemów, o czym świadczy choćby ogromnych rozmiarów medytacja nad „W poszukiwaniu straconego czasu” Marcela Prousta. Widać jednak wyraźnie, że Beckett eseistą nigdy nie był, a sięgnął po tę niezwykle wymagającą formę z sąsiedniego pola literatury artystycznej – wpuszcza do swoich tekstów zbyt wiele chaosu, za lekko trzyma pióro, nie pozbywa się wszystkich zbędnych słów. Podobne odczucia budzą wiersze autora: bywają interesujące, ale łatwo stwierdzić, że to nie jego piaskownica i nie jego zabawki.

Cóż, „Utwory wybrane w przekładzie Antoniego Libery” (warto przywołać nazwisko tłumacza, który musiał wykonać pracę tytaniczną) zapewne nie przywrócą Samuelowi Beckettowi niegdysiejszej sławy, ale dla tych, którzy po tom sięgną, będą doświadczeniem niezwykłym. Miłośnicy dwudziestowiecznej literatury z pewnością już to zrobili, wszyscy inni powinni dobrze sprawę przemyśleć, bo taka okazja do spotkania z klasyką szybko się nie trafi.

Bartosz Szczyżański

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (83)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 585
Grot | 2018-03-10
Na półkach: Przeczytane

E – S – E – J – E

Drugi tom obszernej edycji twórczości Samuela Becketta otwierają eseje: o Dante, Vico, Bruno, Joyce, a przede wszystkim najdłuższy o Prouście, gdzie analizowane są wybrane zagadnienia z cyklu powieściowego „W poszukiwaniu straconego czasu” (cierpienie, upływ czasu). Całość świadczy o dużej erudycji dwudziestokilkuletniego wówczas Becketta w literaturze światowej.


C – Z – T – E – R – Y N – O – W – E – L - E

PIERWSZA MIŁOŚĆ
Pewien młodzieniec, miłośnik cmętarzy poznaje przypadkiem dziewczynę, do której czuje co najwyżej obojętność, a raczej wzgardę.

WYPĘDZONY
Pewien młokos, gdy narobił w majty, miał zwyczaj chodzić tak obesrany aż do wieczora... Chyba nie dziwne, że świntucha wypędzili z domu?

ŚRODEK USPOKAJAJĄCY
Staruszek wałęsający się po okolicy bezczynnie.

KONIEC
Mężczyzna nie mogący sobie znaleźć miejsca, wypędzony włóczęga.



P – O – W – I – E – Ś – C – I

MOLLOY
Typowy i jeden z najbardziej znanych utworów Becketta, świetnie odzwierciedlający...

książek: 24
zbirone | 2018-01-18
Na półkach: Przeczytane

Wreszcie solidne wydanie prozy Becketta! Przyjemność sprawia porównywanie z innymi tłumaczeniami, ale tu na szczęście jest wiele nowel w jednym zgrabnym tomie. Mam do tego autora ambiwalentny stosunek, jedne rzeczy mnie zachwycają (Pierwsza miłość, Molly, Koniec) inne nieomal irytują (Wypędzony, Środek uspokajający). Z utęsknieniem czekam dnia aż jakieś wydawnictwo wyda równie zasobny zbiór tekstów (subiektywnie) znacznie lepszych pisarzy XX w. jak Thomas Bernhard i Ferdinand Celine. Symptomatyczne, że Cioran nazywając siebie przyjacielem Becketta w tym samym wywiadzie stwierdził, że nie było mu dane poznać żadnego wielkiego pisarza.

książek: 794
Mateusz | 2018-12-15
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 15 grudnia 2018
książek: 1641
Zicocu | 2018-04-28
Na półkach: 2018, Przeczytane, Posiadam, Czytnik
Przeczytana: 22 czerwca 2018
książek: 770
DeDe | 2017-12-12
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 17 kwietnia 2018
książek: 0
| 2017-10-15
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 15 października 2017
książek: 27
BartoszDołotko | 2018-11-14
Na półkach: Chcę przeczytać
książek: 415
mleczny_gołowąs | 2018-11-02
książek: 722
pleciuch | 2018-10-12
Na półkach: Posiadam, Chcę przeczytać
książek: 487
qcdorota | 2018-09-21
Na półkach: Chcę przeczytać
zobacz kolejne z 73 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
Inne książki autora
więcej książek tego autora
zgłoś błąd zgłoś błąd