Robinson w Bolechowie

Seria: Archipelagi [W.A.B.]
Wydawnictwo: W.A.B.
7,4 (40 ocen i 12 opinii) Zobacz oceny
10
7
9
8
8
9
7
2
6
8
5
3
4
0
3
0
2
2
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788328046306
liczba stron
384
język
polski
dodał
Zicocu

Nowa powieść Macieja Płazy, nominowanego do Nagrody Literackiej „Nike” 2016 za książkę pod tytułem „Skoruń”. Robinson w Bolechowie opowiada rodzinną historię rozpoczynającą się tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej. Bolechowski hrabia, właściciel pałacu i kolekcji dzieł sztuki, skrzętnie ukrywa bezcenne skarby, by nie dostały się w ręce okupanta. Kiedy hrabia zginie z rąk hitlerowca,...

Nowa powieść Macieja Płazy, nominowanego do Nagrody Literackiej „Nike” 2016 za książkę pod tytułem „Skoruń”.

Robinson w Bolechowie opowiada rodzinną historię rozpoczynającą się tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej. Bolechowski hrabia, właściciel pałacu i kolekcji dzieł sztuki, skrzętnie ukrywa bezcenne skarby, by nie dostały się w ręce okupanta. Kiedy hrabia zginie z rąk hitlerowca, strażnikiem kolekcji zostaje pałacowy ogrodnik…
Główny bohater Robert, ceniony malarz, wraca do Bolechowa po kilku latach nieobecności. Na miejscu wspomina bolechowskie perypetie, które zagadkowo go pociągają, i próbuje odkryć największą tajemnicę swojego życia. Na tle posępnego świata wojennej i powojennej grozy i tułaczki stopniowo odsłania się historia dwu rodzin: Roberta oraz miejscowego kamieniarza o niejasnej przeszłości.
Proza Macieja Płazy opowiedziana jest zmysłowym, bogatym i sugestywnym językiem, pełna niezwykłych postaci, prowincjonalnych zdarzeń i obrazów. Na scenie, której centrum stanowi bolechowski pałac, rozgrywają się nieproste historie, z motywem miłości, zdrady, śmierci i lęku.

 

źródło opisu: Materiały wydawcy

źródło okładki: Internet

pokaż więcej

Brak materiałów.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
Zicocu książek: 1611

Skąd wziąć artystę?

Wydany przed dwoma laty „Skoruń” był nie lada wydarzeniem. Maciej Płaza, znany do tej pory jako tłumacz i naukowiec związany z literaturą, zdobył za swój debiutancki zbiór opowiadań Nagrodę Gdynia oraz Nagrodę Kościelskich, był także nominowany do Nike. Czy jego pierwsza powieść ma szansę powtórzyć te sukcesy?

Pierwszy kontakt z „Robinsonem w Bolechowie” może niektórych czytelników zaskoczyć, bo od samego początku widać, że Płaza to jeden z ostatnich, co tak pióro wodzi: język powieści bardzo daleki jest od – ukochanej zarówno przez wielu autorów, jak i dużą grupę odbiorców – przezroczystości. Tam gdzie poradniki każą frazę rozcieńczać, nagle się ona zagęszcza, a gdy zgodnie z prawidłami kreatywnego pisania (wynikającymi z absolutnego zakazu zmuszania czytelnika do intelektualnego wysiłku) powinien wystąpić podsumowujący kilka ostatnich wydarzeń dialog, Płaza co najwyżej zaczyna nowy długi akapit. Czy to zbyt wiele kombinowania? Czy to przerost formy nad treścią? W żadnym wypadku, do tego jeszcze bardzo daleko. To po prostu styl, który stylem rzeczywiście można nazwać; zestawianie słów w sposób nieoczywisty i wynikający z przyjętej estetyki oraz założeń światotwórczych, przekaz jasny i klarowny, wzbogacony jeszcze – a nie tylko ozdobiony – o walory artystyczne. „Robinson w Bolechowie” napisany został bardzo dobrze, co, paradoksalnie, może zniechęcić odbiorców nadmiernie przyzwyczajonych do automatycznego przewracania monotonnie zapisanych stron.

Płaza wcale wgryzienia się w...

Wydany przed dwoma laty „Skoruń” był nie lada wydarzeniem. Maciej Płaza, znany do tej pory jako tłumacz i naukowiec związany z literaturą, zdobył za swój debiutancki zbiór opowiadań Nagrodę Gdynia oraz Nagrodę Kościelskich, był także nominowany do Nike. Czy jego pierwsza powieść ma szansę powtórzyć te sukcesy?

Pierwszy kontakt z „Robinsonem w Bolechowie” może niektórych czytelników zaskoczyć, bo od samego początku widać, że Płaza to jeden z ostatnich, co tak pióro wodzi: język powieści bardzo daleki jest od – ukochanej zarówno przez wielu autorów, jak i dużą grupę odbiorców – przezroczystości. Tam gdzie poradniki każą frazę rozcieńczać, nagle się ona zagęszcza, a gdy zgodnie z prawidłami kreatywnego pisania (wynikającymi z absolutnego zakazu zmuszania czytelnika do intelektualnego wysiłku) powinien wystąpić podsumowujący kilka ostatnich wydarzeń dialog, Płaza co najwyżej zaczyna nowy długi akapit. Czy to zbyt wiele kombinowania? Czy to przerost formy nad treścią? W żadnym wypadku, do tego jeszcze bardzo daleko. To po prostu styl, który stylem rzeczywiście można nazwać; zestawianie słów w sposób nieoczywisty i wynikający z przyjętej estetyki oraz założeń światotwórczych, przekaz jasny i klarowny, wzbogacony jeszcze – a nie tylko ozdobiony – o walory artystyczne. „Robinson w Bolechowie” napisany został bardzo dobrze, co, paradoksalnie, może zniechęcić odbiorców nadmiernie przyzwyczajonych do automatycznego przewracania monotonnie zapisanych stron.

Płaza wcale wgryzienia się w powieść nie ułatwia, bo jej początek to istny kalejdoskop: co rozdział zmienia się narrator, czas akcji na kilka chwil niemożebnie przyspiesza, żeby nagle jedna ze scen mogła rozciągnąć się w nieskończoność. Wszystko to jednak dosyć szybko zostaje wygaszone, a poszczególne wątki-dopływy skupiają się w jeden centralny strumień, który w dodatku płynie potem jasno wytyczonym – na usta ciśnie się: klasycznym, choć to pojęcie w odniesieniu do rzeki wydaje się nieco chybione – korytem; jasno wytyczonym, czyli zgodnym z prawidłami następstwa czasowego i logicznego. Zdarza się Płazie bawić z chronologią, zwykle w przypadku oczywistych retrospekcji, nieco rzadziej wybiera gry subtelniejsze (choć trzeba przyznać, że wyrwana poza ramy czasowe scena z udziałem Julii i Roberta to prawdziwy majstersztyk, który robi oszałamiające wrażenie; jedna z najlepszych scen w polskiej prozie ostatnich lat), ale w gruncie rzeczy trzyma się tradycyjnej formy.

O tym jednak, czy przerasta ona treść – a takie zarzuty wobec „Robinsona w Bolechowie” można usłyszeć – nie decyduje tylko owa forma; przecież coś ją musi wypełniać. Nie uważam jednak, żeby Maciej Płaza miał się czego wstydzić. Akcja zaplanowana została bardzo dobrze, choć nie wybitnie: ciekawy kontekst historyczny pozostaje tylko kontekstem, który otacza klasyczny raczej bildungsroman. Autor modyfikuje jego schematy wykorzystując powołanie głównego bohatera, wybitnego malarza, ale używa tego łomu przy wyważaniu fabularnych furtek i igraniu z językiem – refleksja nad ogólnie pojętym losem artysty nie należy raczej do najważniejszych tematów „Robinsona w Bolechowie”. Można czepiać się kilku fabularnych kiksów (najpoważniejszym z całą pewnością jest wyświechtane zaginięcie Roberta), można mieć pretensje, że Płaza zdecydowanie lepiej radzi sobie z tą częścią akcji, która osadzona została w Bolechowie, a z Poznania, wzorem protagonisty, szybko ucieka, że niektóre wątki zbyt pospiesznie domyka. Wszystko to jednak szczegóły, bo historia jako całość broni się bez trudu – przyciąga intymnym magnetyzmem i kilkukrotnie naprawdę zaskakuje, mimo iż elementy typowe dla literatury kryminalnej i sensacyjnej pojawiają się w niej sporadycznie.

„Robinson w Bolechowie” to najlepsza polska powieść, jaką przeczytałem w ostatnim czasie. Maciej Płaza udowadnia tym samym, że wszystkie zaszczyty, który spotkały go przy okazji „Skorunia” nie były przypadkiem, a rodzima literatura wzbogaciła się o kolejnego wartego śledzenia pisarza.

Bartosz Szczyżański

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
    Obecnie jeszcze nie ma dyskusji powiązanych z tą książką.
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (266)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 746
reptar | 2018-01-24
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

„Tłumacz przeszczekał to na niemiecki” – już za to jedno zdanie gotówem przyznać komplet gwiazdek...

Trafiłem w prasie na recenzję, z której wynikało, że nie będzie łatwo, ale będzie warto. Jeszcze asekuracyjnie podziabałem sobie wzrokiem kilka przypadkowych akapitów w egzemplarzu przed zakupem, żeby sprawdzić, czy podołam, czy nie okażę się tym adresatem, którego kurier pomylił z innym, i już się spod jej uroku nie wyzwoliłem. Powieść hipnotyzuje i pożera.

Hipnotyzuje przepięknym językiem niechybnie muszącym przepalać bezpieczniki w każdej czerwono podkreślającej autokorekcie. Pożera zdaniami rojnymi od manewrów i przyzdanek, dialogami ukrytymi przed kartkującymi, wyjętymi z tła celowaną, chwytliwą interpunkcją, kędzierzami opisów szczodrze i lisio szrafowanych emocjami.

Są takie obrazki, autostereogramy, które dają się obejrzeć tylko tym, którzy przepatrzą się przez stronicę, nakłonią swoje oczy do czegoś, do czego te nie nawykły, umiejętnie. Nie widzisz, nie widzisz, i...

książek: 6520
allison | 2018-02-09
Przeczytana: 08 lutego 2018

"Robinson w Bolechowie" to na pewno powieść oryginalna, nietuzinkowa, wymagająca od czytelnika skupienia i zaangażowania, ale odwdzięczająca się gamą emocji i intrygującą treścią.
Ta ostatnia odznacza się różnymi niedopowiedzeniami, tajemnicami sprzed lat, które - niczym rozsypane puzzle - trzeba powoli poskładać w całość. Nie da się tego zrobić szybko, mimo iż chciałoby się wiedzieć jak najwięcej o bohaterach.

Czytelnik po prostu musi uzbroić się w cierpliwość, umieć połączyć pozornie odległe wątki, co nie zawsze jest łatwe, gdyż akcja nie płynie linearnie, a autor dodatkowo komplikuje odbiór, wprowadzając różnych narratorów.
Przyznam, że początkowo nieco mnie to irytowało, zwłaszcza, że zamiast konkretnych imion najczęściej mamy najpierw po prostu zaimki. To rola odbiorcy, by wejść w rolę proponowaną przez autora i włączyć się do jego gry.
Udało mi się to dopiero po przeczytaniu około 80 stron, ale nie żałuję wysiłku, gdyż lektura "Robinsona w Bolechowie" była dla...

książek: 852
adb | 2018-06-17
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 17 czerwca 2018

Wydany w 2016 "Skoruń" wzbudzał zachwyt i nie pozostawiał wątpliwości co do klasy pisarza, choć była to pierwsza książka Macieja Płazy. Druga - "Robinson w Bolechowie" tę klasę potwierdza.

Akcja "Robinsona ..." jest rozpięta pomiędzy Bolechowem a Poznaniem, ale przeważa Bolechów - wieś podzielona na trzy strefy: wieś gospodarską, pegeer i górujący nad nimi hrabiowski pałac. Historia rozpoczyna się przed wybuchem II wojny światowej i zostaje doprowadzona do współczesności. Obejmuje więc szmat czasu i ukazuje przemiany społeczne, które siłą rzeczy w tak długim okresie czasu muszą mieć miejsce. [...]
Po wojnie pałac zostaje przekształcony w muzeum, a miejsce nieżyjącego już hrabiego zajmuje kustosz, przejmując nie tylko ocalałe zbiory i część prywatnych rzeczy hrabiego, ale i jego pozycję.

Sztuka odgrywa w powieści niebagatelną rolę. [...] Główny bohater jest malarzem, wychowanym przez dziadka kustosza i matkę, także zajmującą się sztuką. Z perspektywy Roberta pokazywany jest...

książek: 355
Marek Krzystek | 2018-06-01
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 31 maja 2018

Płaza wpisuje się w nurt, który nazwałem na mój własny użytek, kolorytowym, oznaczającym w skrócie operowaniem piórem jak pędzlem, co niekoniecznie musi wiązać się z opowieścią o malarstwie, choć tak to właśnie często bywa. Pisarz słowami maluje barwy, umykające chwile, codzienność, ale też odczucia i namiętności, nurt chyba zaczął się od Faulknera i Prousta, w każdym razie taki styl wymaga dużo skupienia i cierpliwości od czytelnika, a można sobie wyobrazić jakiego talentu wymaga od pisarza, gdy słowami odwzorowuje się wielokształtność, rozmaitość i różnokolorowość świata. A w Robinsonie w Bełchatowie obserwujemy, jak powstaje obraz, z początku są to niezdarne szkice, jakiś zarys, rysunki nie powiązane ze sobą, jakby malarz ćwiczył rękę, jeszcze nie był pewien, jeszcze nie wiedział jakie tło, gdzie i po co umieścić postacie, kto jest głównym modelem, Łucja, Urszula, Franciszek a może Julia? Ale w pewnej chwili malarz kładzie pierwszą kreskę na płótnie, już wie kogo portretuje, kto...

książek: 769
Patrycja | 2017-12-15
Na półkach: Przeczytane

Jak napisać recenzję „Robinsona w Bolechowie” nie popadając w czołobitność wobec autora, którego książki obie stawiam od dziś na „półce chwały” obok Myśliwskiego, Schulza, Reymonta, Choromańskiego tak, żeby nie zaprezentować się jako bezkrytyczna psychofanka Autora, którego kometa właśnie rozbłysła i zapierdala przez firnament siejąc przestrach wśród krytyki, która nie za bardzo chyba wie jak Płazę ugryźć, jaką łatkę mu doczepić, czy kicz to czy wielka literatura?
Od czego rozpocząć peany pochwalne w książce, w której tak wiele rzeczy mnie zachwyciło, wręcz zaimponowało?
Może na dobry początek podziękuję Autorowi, że zaufał czytelnikom. Już dawno nie czułam się tak doceniona przez żadnego polskiego autora: mnogość nawiązań do literatury, sztuk wizualnych sprawia mi niemałą frajdę, zmusza do poszukiwań czego nie wiem albo mgliście pamiętam. Dużo z tej książki zaczerpnęłam – od poznania malarstwa nieznanego mi dotąd bliżej Andrewa Wyetha po powrót do Schulza, którego wiele lat...

książek: 1256
Kayunia | 2018-01-14
Na półkach: 2018, Przeczytane
Przeczytana: 12 stycznia 2018

Bolechów - wieś z pałacem i bogactwem dzieł sztuki, które hrabia wraz z ogrodnikiem, przezornie ukryli przed hitlerowcami. Dzięki temu, po wojnie, ochronione przedmioty stały się eksponatami muzealnymi, a syn ogrodnika - kustoszem. Tak zaczyna się opowieść o tym miejscu, pokazana oczami Roberta - znanego i docenionego malarza, wnuka kustosza Stefana. Opowieść o rodzinie kustosza, której losy Pisarz splótł z życiem kamieniarza Franciszka i pociągnął aż do czasów, gdy Polska wstąpiła do UE. Z racji rozpiętości czasowej, Autor pokazał też transformację Bolechowa - zarówno samego muzeum, jak i wsi, od czasów powojennych, poprzez kwitnący PGR i jego schyłek.
Nie jest to typowa powieść wpisująca się w tzw. nurt wiejski, bo pojawia się też, dość istotny, wątek poznański, w którym to mieście Robert studiował, a przez chwilę, akcja,że tak powiem, przenosi się na pustynię w Ameryce Północnej. Klimat historii owiany jest tajemnicą, głównie związaną z faktem, że Robert nie wie, kto jest...

książek: 2506
Kasiek m | 2018-02-26
Na półkach: 2018, Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 26 lutego 2018

Ostatnio bacznie zwracam uwagę na nowości polskich autorów. Z każdym dniem przekonuję się, że warto dać szansę polskim autorom, ich książki to nie bez bestsellery. Moją uwagę zwrócił tytuł Robinson w Bolechowie. Tematyka książki została opisana dosyć enigmatycznie, właściwie nie wiedziałam czego mam się spodziewać. Autor jest znany na polskim rynku, ja nie słyszałam o tym nazwisku, a przynajmniej nie zanotowałam w pamięci tego nazwiska. Zawsze jest czas by to nadrobić. Zwłaszcza, że debiutował zbiorem opowiadam, a to akurat nie jest mój ulubiony gatunek, sięgam po opowiadania rzadko. Czy będę chciała to nadrobić.

Przenosimy się w czasy okupacji, poznajemy bolechowskiego hrabiego i śledzimy jego losy wobec wojennej zawieruchy. Hrabia pracowicie chowa przed okupantem dzieła sztuki powierzając sekret jednej osobie. Po latach do Bolechowa, do zupełnie innego świata, świata bez hrabiów i bez szlachty wraca Robert wzięty malarz. Poznajemy całą mozaikę różnych historii, różnych czasów,...

książek: 990
Saszen | 2018-02-28
Na półkach: 2018, Przeczytane
Przeczytana: 28 lutego 2018

Cieszę się, że ta książka powstała. Maciej Płaza udoskonalił jeszcze swój piękny, dopracowany język. Frazy płyną potoczyście i zgrabnie, rzeczy, o których Płaza pisze, po prostu się widzi, smakuje i czuje na skórze. Trudno tu uciec od porównań do modernistów - faktycznie, Płaza posługuje się dwudziestopierwszowieczną polszczyzną w taki sposób, w jaki moderniści bawili się nią sto dwadzieścia lat temu.
"Robinson w Bolechowie" płynie przez polską historię i wyrasta korzeniami z II wojny światowej (bo też do tych czasów, dwa pokolenia wstecz, sięga chłopska, prowincjonalna pamięć), ale próżno szukać tu wielkich tez dotyczących dziejów. Najważniejsze w tej książce jest przywiązanie człowieka do miejsca i zniewolenie, jakie to miejsce narzuca. Wyzwolenia się z małego świata zajmuje bohaterowi kilka dekad życia, a cena, jaką przychodzi zapłacić, być może jest za wysoka.
To powieść nieoczywista, niełatwa w interpretacji, wymagająca wysiłku. Ale warto ją przeczytać, choćby dlatego, że w...

książek: 193
Pawello | 2018-01-24
Na półkach: Przeczytane

Przez sentymentt do autora nie dałem niższej noty ;) A poważnie: książka jest nierówna. O ile pierwsza połowa zasługuje na wyższą o dwie gwiazdki ocenę, o tyle druga część jest pitu pitoleniem. Co musicie wiedzieć przed lekturą? Wbrew opisowi nie spodziewajcie się kryminału, tym bardziej retro. Nie jest to również nic związane z grozą - wiadomo, autor odruchowo budzi podobne myśli! Cóż więc to jest za zwierz? W zasadzie powieść obyczajowa a w praktyce strumień świadomości autora. Wylewa się opis. I opis. I jeszcze raz opis. Bez akcji i dialogów :D
Jak widać - nie ma lekko.
Osobiście skłaniam się do wersji, że w połowie jest to przerost formy nad treścią a początek był zachęcający. Sposób narracji, sam sposób podawania historii - wręcz pływanie w niej, wszystko kojarzyło mi się z Mackiewiczem. Józefem oczywiście. Wielka szkoda, że wątek hrabiowski nie został sensownie zagospodarowany. Nawet w stronę kryminału.
Oby to był eksperyment jeno a nie forma.

książek: 846
kawa | 2018-03-16
Na półkach: Przeczytane

Chyba jestem w mniejszości. Ale trudno. Nie dałam rady. Dwie gwiazdki za język, bardzo plastyczny. I to tyle moich zachwytów. Nie mogłam się połapać w całej tej historii, jak z kapelusza pojawiają się osoby, nie umiałam ich w ogóle wpasować w całość. Na razie na nie.

zobacz kolejne z 256 
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
Angelus 2018 – lista zakwalifikowanych książek

Ogłoszono listę 51 książek zakwalifikowanych do tegorocznego konkursu. Literacka Nagroda Europy Środkowej ANGELUS – najważniejsza nagroda w dziedzinie twórczości prozatorskiej tłumaczonej na język polski – stanowi bezpośrednie nawiązanie do wielowiekowych tradycji Wrocławia jako miasta spotkań i dialogu.


więcej
Nosimy w sobie głęboką pamięć miejsca

Z Maciejem Płazą, autorem Robinsona w Bolechowie i Skorunia, o wpływie przeszłości na teraźniejszość, zainteresowaniach prowincją i patrzeniu na świat oczami malarza rozmawia Zofia Karaszewska.


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd