Dwór skrzydeł i zguby

Tłumaczenie: Jakub Radzimiński
Cykl: Dwór cierni i róż (tom 3)
Wydawnictwo: Uroboros
8,55 (2316 ocen i 277 opinii) Zobacz oceny
10
774
9
606
8
442
7
287
6
128
5
34
4
16
3
17
2
4
1
8
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
A Court of Wings and Ruin
data wydania
ISBN
9788328021747
liczba stron
848
język
polski
dodała
raven

Długo oczekiwana trzecia część bestsellerowego cyklu Sarah J. Maas Feyra powraca do Dworu Wiosny, zdeterminowana by zdobyć informacje o działaniach Tamlina oraz potężnego, złowrogiego króla Hybernii, który grozi, że rozgromi cały Prythian. Jednak by to osiągnąć, musi najpierw rozegrać śmiercionośną, przewrotną grę… Jeden poślizg może zniszczyć nie tylko Feyrę, ale też cały jej świat. W obliczu...

Długo oczekiwana trzecia część bestsellerowego cyklu Sarah J. Maas
Feyra powraca do Dworu Wiosny, zdeterminowana by zdobyć informacje o działaniach Tamlina oraz potężnego, złowrogiego króla Hybernii, który grozi, że rozgromi cały Prythian. Jednak by to osiągnąć, musi najpierw rozegrać śmiercionośną, przewrotną grę… Jeden poślizg może zniszczyć nie tylko Feyrę, ale też cały jej świat.
W obliczu wojny, która ogarnia wszystkich, Feyra znów musi decydować, komu może ufać i szukać sojuszników w najmniej oczekiwanych miejscach. Niebawem dwie armie zetrą się w krwawej, nierównej walce o władzę.

 

źródło opisu: http://www.gwfoksal.pl/

źródło okładki: http://www.gwfoksal.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 339
LaurieJanuary | 2018-04-01
Na półkach: Posiadam, Przeczytane

http://zniewolone-trescia.blogspot.com

Ostatni tom serii czy trylogii zawsze jest pełny akcji i rozwiązań decydujących o losach bohaterów, których pokochaliśmy bądź znienawidziliśmy na przestrzeni kolejnych stron. Nie inaczej jest z „Dworem Skrzydeł i Zguby”, ostatnim tomem o Feyrze, która pewnego zimowego dnia zabiła wilka będącego członkiem dworu księcia fae, Tamlina. Wiele rzeczy od tamtego czasu się zmieniło, przybyło postaci, które ewoluowały w trakcie opowieści, a sama fabuła przestała być tylko słodko-gorzką historyjką odgrzewającą schemat „Pięknej i bestii”.
To jednak z kilku książek, na które w tym roku czekałam tak niecierpliwie, jak tylko można. Nie mogę powiedzieć, że jest najlepsza, jednak na tle pozostałych tomów „Dworu...” wybija się naprawdę mocno. Sarah J. Maas wie, jak wieńczyć swoje dzieła, by zrobić to z odpowiednim przytupem. Prawie do samego końca nie miałam pewności, jak się to skończy, kto przeżyje, a kto umrze.
Pewnie będę w mniejszości, ale z trzech części, na które podzielona jest ta powieść, najbardziej podobała mi się pierwsza. Większość pewnie zapyta: „Dlaczego? Przecież to była głupia zemsta Feyry”. Właśnie dlatego. Owszem, przykro mi z powodu mieszkańców Dworu Wiosny, jednak nie potrafię odmówić Feyrze prawa odwetu. Zresztą Tamlin sobie na to zasłużył. Naprawdę był tak naiwny, sądząc, że ochroni swych poddanych po tym, jak oddał się w ręce króla Hybernii? Żałuję, naprawdę żałuję, że Tamlin okazał się takim gnojkiem i nie jest mi go żal. Nie ratuje go nawet końcówka, choć przyznaję, że nie spodziewałam się, że zachowa się tak odpowiedzialnie.
Za to chyba poprawiłam swoje zdanie o Lucienie, który tak mnie zawód w poprzednim tomie. Nie jestem zresztą pewna, co o nim sądzić. Z jednej strony sprawa z Elainą, z drugiej jego wdzięczność wobec Tamlina. Ciężko mi jednoznacznie określić, w które jego wcielenie wierzę. Na początku bardziej z nim sympatyzowałam, teraz już potrzebuję chyba więcej argumentów, żeby wrócić do tamtych emocji.
Cieszę się też, że Dwór Snów dostał więcej czasu antenowego pomimo narracji Feyry. Martwiłam się o Kasjana i Azriela, odkąd skończyłam poprzedni tom. Miło było ich znów zobaczyć całych i zdrowych. Zresztą o Mor i Amrenie mogę powiedzieć to samo. O ile poprzednio nie potrafiłam wybrać, które z nich jest najbliższe memu sercu, to teraz już z całą pewnością wskazuję na Azriela. Ujął mnie swoją postawą wobec Elainy – kibicuję im – ale też pokazał nieco więcej pazurków, kiedy uczył Feyrę latać. Z Dworu Snów chyba tylko Kasjan nie pokazał niczego nowego, może nie licząc brawury, ale to akurat zbyt chwalebne nie było.
Zresztą „Dwór Skrzydeł i Zguby” przedstawia nam całe spektrum nowych postaci, które wcześniej poznaliśmy jedynie z opowieści, bądź były na tyle mało znaczące, że pewnie jak ja wielu czytelników się nimi nie zainteresowało. Nie przekonałam się do Juriana, na myśl o Beronie, Erisie i reszcie rodziny Luciena krzywię się, ale już pozostali książęta zyskali przynajmniej cień mojej sympatii. Jednak moje serce podbiła Viviane, żona księcia Zimy, Kalliasa. Raz, że mam słabość do jej imienia, dwa, jest naprawdę sympatyczną postacią, której chciałabym przeczytać coś więcej. Nie mogę też nie wspomnieć o siostrach Feyry, które również odegrały niebagatelną rolę w tej historii, a każda z nich przekonała mnie do siebie w pewnym momencie. Słowne potyczki pomiędzy Nestą a Kasjanem zostaną długo w mojej pamięci razem z uśmiechem, które wywołały.
Dwoje głównych bohaterów zostawiłam sobie na koniec. Czy mogę tak nazwać Rhysa? Myślę, że tak, bo było go na tyle dużo, że trudno o nim choć na chwilę zapomnieć. O ile lubię Feyrę, choć potrafi być impulsywna i irytująca, to do Rhysa nie mogę się przekonać, a nawet powiem, że szczerze go nie znoszę. Nie chodzi tu o jego charakter, natrętne narażanie własnego życia czy wieczne uszczypliwości wobec ukochanej. Nie znoszę tego, co ten facet ze mną robi. W jednej chwili doprowadza mnie do wybuchu śmiechu, by potem wycisnąć łzy. Możecie mnie za to ubiczować, ale Rhys nigdy nie znajdzie się na mojej liście ulubionych bohaterów.
Czy w tej powieści nie jest przypadkiem za dużo Feyry i Rhysa? Trudno, żeby nie było, skoro narratorką opowieści jest Feyra. A że to papużki-nierozłączki i świata poza sobą nie widzą... Nie jestem przeciwniczką jednego, wiodącego prym wątku, ale wiele rzeczy w „Dworze Skrzydeł i Zguby” aż się prosi o więcej miejsca. Ograniczenie się do narracji pierwszoosobowej jednej tylko postaci – dwa rozdziały Rhysa to nawet nie jest jeden procent – może być tu poważną wadą, dla mnie to też pewien dyskomfort.
Nie jestem usatysfakcjonowana, wiele wątków zostało uciętych w miejscu pozostawiającym pytania o dalszy ciąg. Jednak sama powieść jest świetnym zwieńczeniem trylogii. Nie zostałam zawiedziona, nie ma tu przedramatyzowania, postacie wciąż się rozwijają, pojawiają się nowi gracze, na których warto zwrócić uwagę. Jeśli wyjdzie jakaś dodatkowa historia z tego uniwersum – a słyszałam coś o nowelce – chętnie po nią sięgnę.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Story of Bad Boys

Pierwsze kilka rozdziałów trochę przegadane, ale później czytało się świetnie. Bardzo polubiłam główną bohaterkę, z przyjemnością można się z nią iden...

zgłoś błąd zgłoś błąd