Na tropach zabójcy

Wydawnictwo: Śląsk
5,33 (3 ocen i 1 opinia) Zobacz oceny
10
0
9
0
8
0
7
1
6
1
5
0
4
0
3
1
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Na tropach zabójcy
data wydania
liczba stron
296
słowa kluczowe
Wampir, Marchwicki
język
polski
dodał
apolinary

Fabularyzowany dokument o pościgu za Wampirem z Zagłębia

 

źródło okładki: https://tezeusz.pl/25024,wielgolawski-tadeusz-na-tropach-zabojcy.html

Brak materiałów.
książek: 758
apolinary | 2017-08-17
Przeczytana: 06 sierpnia 2017

Mój Boże, jak ocenić tę książkę?
Może tak: 98% to trzymający w napięciu thriller, zaś 2% to rozczarowanie, czyt.: zakończenie.
Ale od początku: Książka to fabularyzowany dokument o pościgu za Wampirem z Zagłębia na przełomie lat 60-tych i 70-tych ubiegłego wieku. Przy czym przez "fabularyzowany dokument" nie mam na myśli W-11. Wręcz przeciwnie, jest to kawał rzetelnej, dokumentalnej roboty. Materiał, przez który przedrzeć musiał się autor (który, nawiasem mówiąc, nie napisał żadnej innej pozycji), a z którego wydestylował książkę jest ogromny: tony papieru, kilometry taśm magnetofonowych. Pracę tę widać: dostajemy drobiazgowy opis każdego ataku mordercy, zgodny ze stanem faktycznym.
Mimo tego jednak, że jest to de facto dokument, nie ma mowy o nudzie. Książka napisana jest potoczystym, przyswajalnym jak woda językiem. Mimo, że jest to dokument, a może właśnie dzięki temu, oraz mimo, że większość czytelników zna opisywaną historię (choćby dzięki ubiegłorocznemu filmowi traktującemu o tamtych wydarzeniach - "Jestem mordercą" Macieja Pieprzycy) i jej zakończenie, zatem, mimo to - książka trzyma w napięciu niczym najlepszy kryminał.
Przy okazji, Wampir, tak jak Adolf Hitler, który cudem wychodził żywy z licznych zamachów na swoje życie, musiał mieć swojego diabła stróża. Były bowiem momenty, kiedy morderca był na wyciągnięcie ręki, tak, że właściwie wystarczyło rękę tę wyciągnąć i go schwytać. Zawsze jednak jakiś szyderczy łut szczęścia-nieszczęścia lub czyjś moment zawahania pozwalał Wampirowi umknąć.
Książkę zatem czyta się oblewając się potem z emocji aż do zakończenia, które... No właśnie.
Doświadczenie lektury niniejszej pozycji można porównać do następującej sytuacji: mecz piłki nożnej, zawodnik biegnie przez całą długość boiska, niebywałymi zwodami omija kolejnych przeciwników, cały stadion szaleje, zawodnik wbiega na pole karne rywali, publika wstrzymuje oddech i... zawodnik potyka się o własne nogi i upada twarzą na murawę. I spadają mu spodnie. I dostaje czerwoną kartkę. I jest spalony.
Niestety, autor, któremu ufaliśmy przez ponad 400 stron, który tak pieczołowicie, z iście niemiecką drobiazgowością gromadził fakty, poszlaki, dowody, alibi itp., autor więc - zdradza nasze zaufanie. Okazuje się oszustem.
Przez blisko 400 stron autor gromadzi dowody, poszlaki, prowadzi spis rzeczy skradzionych ofiarom, wydaje się więc, że w finale dowody te zostaną wykorzystane do konfrontacji ze schwytanym mordercą. Nic z tych rzeczy. W zakończeniu dostajemy krótką informację o schwytaniu podejrzanego, po czym stajemy wobec krótkiego, ale jakże wymownego słowa "koniec". I to wszystko.
Aż chciałoby się zaśpiewać: to jest już koniec, nie ma już nic, jesteśmy wolni (no, nie wszyscy, Marchwicki jednak siedział), możemy iść.
Autor więc każe mi wierzyć na słowo honoru, że Marchwicki był winien. Każdy, kto oglądał wzmiankowany już film "Jestem mordercą", ten wie, że jednak istnieją wątpliwości.
Polecam jednak książkę jako, jednocześnie, poradnik jak pisać i jak nie pisać fabularyzowanego dokumentu.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Całe lato bez Facebooka

Po tylu pozytywnych opiniach zdecydowałem się zapoznać z tą pozycją. Niestety bardzo mnie ona rozczarowała. Zawsze daję powieści szansę na rozwinię...

zgłoś błąd zgłoś błąd