Jeszcze jeden oddech

Tłumaczenie: Łukasz Małecki
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
7,76 (1889 ocen i 271 opinii) Zobacz oceny
10
256
9
300
8
537
7
492
6
198
5
67
4
22
3
12
2
3
1
2
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
When Breathe Becomes Air
data wydania
ISBN
9788308063682
liczba stron
234
język
polski
dodała
Ag2S

Historia, która poruszyła serca milionów czytelników. Międzynarodowy fenomen wydawniczy, 42 kraje. 61 tygodni na liście bestsellerów „New York Timesa”. Paul Kalanithi był jednym z najzdolniejszych amerykańskich neurochirurgów i ogromnym miłośnikiem poezji. W wieku 36 lat, po blisko 10-letniej pracy w charakterze neurochirurga i pod koniec wyczerpującej rezydentury, w momencie gdy Paulem...

Historia, która poruszyła serca milionów czytelników.
Międzynarodowy fenomen wydawniczy,
42 kraje. 61 tygodni na liście bestsellerów „New York Timesa”.

Paul Kalanithi był jednym z najzdolniejszych amerykańskich neurochirurgów i ogromnym miłośnikiem poezji. W wieku 36 lat, po blisko 10-letniej pracy w charakterze neurochirurga i pod koniec wyczerpującej rezydentury, w momencie gdy Paulem zaczęły interesować się najważniejsze instytuty badawcze i najbardziej prestiżowe kliniki, młody lekarz usłyszał diagnozę IV stadium raka płuc.

W jednej chwili Paul zmienia się z lekarza ratującego życie w pacjenta, który sam podejmuje walkę z chorobą. I zaczyna pisać. Wytrwale, strona po stronie, niezależnie od trudności, jakie przynosiła postępująca choroba.

„Jeszcze jeden oddech” to szczera, wzruszająca historia wybitnego lekarza, który stanął twarzą w twarz ze śmiercią. Zapis determinacji i świadectwo walki.

Paul Kalanithi zmarł w marcu 2015 roku, niemal do ostatniej chwili pracując nad tekstem. Ta niedokończona książka doskonale oddaje ulotność naszego życia.

 

źródło opisu: http://www.wydawnictwoliterackie.pl/ksiazka/4376/J...(?)

źródło okładki: http://www.wydawnictwoliterackie.pl/ksiazka/4376/J...»

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1116

"Niewyśniony amerykański sen"


Oczekiwania wobec tej książki miałam duże. Zawsze mam wobec tego typu książek. Czasem trafiam lepiej, czasem gorzej. Nigdy jednak nie żałuję, że po nie sięgam. Masochizm? Katharsis? Próba uchwycenia nieuchwytnego? Zrozumienia niezrozumianego? Nie wiem. Wiem jednak, że trafiłam na pozycję, która nie do końca spełniła moje oczekiwania. To nie "Grząskie piaski" Henninga Mankella. To nie "Nic nie zdarza się przypadkiem" czy też "Koniec jest moim początkiem" Tizziano Terzaniego.

Paul Kalinithi napisał książkę przede wszystkim dla swej córki i dla innych. W tej kolejności. Pisał ją, gdy był już bardzo chory. To oczywiście usprawiedliwia niedoskonałość tej książki (użyłam słowa "niedoskonałość" z premedytacją, gdyż sam - jak podkreśla na jej kartach - zawsze dążył do perfekcji). Ponadto podkreśla jej wyjątkowość. Ostatnie słowo autora. Swoisty łabędzi śpiew. Trochę to blokuje czytelnikowi możliwość oceny tej książki. Bo jak można ocenić cudze życie? Jak można skupiać się na wszelkich niedoskonałościach warsztatu pisarskiego, mając wiedzę (posłowie jego żony), że autor był chory, gdy ją pisał; więcej: był umierający, a pisanie wiązało się z ogromnym, może nawet nadludzkim wysiłkiem. Wszystko to prawda. Nie zapominajmy jednak, że wolą Paula było, by książka ta została wydana (co też się i stało). W mejlu do przyjaciela napisał: "Jeśli chodzi o raka płuc, to nie ma w nim nic egzotycznego. Jest wystarczająco tragiczny, a zarazem łatwo go sobie wyobrazić. Dzięki temu czytelnik może wejść w moje buty, pochodzić w nich chwile i stwierdzić: <<A więc tak to wygląda z tej perspektywy... Ale prędzej czy później wskoczę z powrotem we własne obuwie>>. Wydaje mi się, że właśnie o taki efekt mi chodzi. Nie chcę robić ze śmierci sensacji ani nawoływać do korzystania z życia, póki je mamy, ale raczej wysłać przekaz: Oto, co leży na końcu tej drogi". Za zgodą autora przymierzyłam te buty. Zresztą we własnej przeszłości miałam szczęście, a zarazem nieszczęście im się z bliska przyglądać... Inny rozmiar, inny wygląd, w innym czasie i miejscu. Ta sama choroba...

Pierwsza część tej książki to typowy "american dream". Obsesja na punkcie edukacji. Początkowa fascynacja literaturą, biologią, doprowadziła go w końcu do neurologii i neurochirurgii. Paul neurochirurg, Paul - naukowiec. Ścieżka ta okupiona była tytaniczną pracą, do której zaś pchała go ogromna ambicja i pasja. Chciał być najlepszy, najlepszy w tym, co robił. Chciał znaleźć odpowiedź na pytanie, czy życie ludzkie ma jakąś wartość. Zawód pozwalał mu rozpatrywać te zagadnienia w praktyce. Był poniekąd panem życia i śmierci. Rozdawał nadzieję i ją zabierał. Operował lub odradzał operację. Miał świadomość odpowiedzialności, jaka na nim ciążyła. Dopuszczał też margines błędów w podejmowaniu decyzji czy też przy stole operacyjnym. Podawał przykłady medyczne, z którymi w swoim życiu musiał się zmierzyć. Poznajemy Paula jako lekarza; w typowej relacji: lekarz - pacjent. Wprawdzie podejmował wysiłek, by być nie tylko neurochirurgiem, ale też i psychiatrą, psychologiem, zwłaszcza dla rodzin śmiertelnie chorych pacjentów. Gdzieś za tym wszystkim kryła się typowo ludzka chęć zdobycia sławy, pieniędzy, posiadania pięknego domu, rodziny. W tej kolejności. Odliczał dni do końca morderczej rezydentury, by móc wieść szczęśliwe, niczym niezmącone życie. Praca i nauka, bądź nauka i praca stanowiły treść jego egzystencji. Czuł się jak biegacz, który musi włożyć jeszcze trochę wysiłku, bo meta jest tuż-tuż; kapitan statku, który widzi nieodległy ląd. Jeszcze tylko kilka miesięcy i sen się miał spełnić. Niestety. Ze snu obudziła go diagnoza. Rak płuc z rozległymi przerzutami. Wizja śmierci, która była tak bliska (przez pośrednią z nią styczność), a zarazem tak odległa, stała się nie naukowym rozważaniem, ale doświadczeniem. Poznajemy Paula jako pacjenta. Ale czy na pewno? Wydaje mi się, że znów poznajemy lekarza, który śmiertelnie zachorował. Wątki, w których widzimy człowieka są zbyt słabo zaznaczone, fragmentaryczne, niedokończone, często porzucane, a szkoda, bo zapowiadały się niezwykle ciekawie. Wizja nieuchronnej śmierci zmusiła go do przewartościowania swego życia. . Paul musiał zmierzyć się z koniecznością ponownego odkrycia swej tożsamości. Początek końca czy koniec początku? Pietrzące się pytania i wątpliwości: ile czasu mu pozostało? Co zrobić z czasem, który mu pozostał? Odnaleźć się w życiu domatora (przyspieszyć decyzję o posiadaniu potomstwa)? Wrócić do pracy? A jeśli wrócić, to do jakiej? Lekarza? Pisarza? Jak żyć, gdy nie ma nadziei na przyszłość? Odnaleźć się w teraźniejszości?

Dobra reakcja organizmu na zastosowane leczenie pozwoliła Paulowi powrócić do pracy i dokończyć rezydenturę. Ponadto wraz z żoną zdecydował się na powiększenie rodziny. Autor "Jeszcze jednego oddechu" wrócił do punktu, z którego brutalnie wyrwała go choroba. Nie można go za to nie podziwiać. I podziwiam, choć wewnętrznie czuję pewien opór przed tym podziwem. Ucieczka w pracę? Praca jako samookreślenie? Gdzie w tym wszystkim miejsce dla Paula-człowieka, Paula - męża i ojca? Gdzie miejsce na typową ludzką słabość? Przecież to niemożliwe. A może autokreacja? W chorobie? Wątpię. Mam coraz więcej pytań i coraz więcej wątpliwości. I poczucie, że jednak nie mam prawa go oceniać. Przyjmuję - choć niechętnie - że taki po prostu był. Takim siebie widział lub chciał widzieć. A może takim się chciał swojej córce i nam czytelnikom zaprezentować. Walczył do końca, choć raczej wolałby pewnie, by myślano, że do końca próbował nadać wartość swemu życiu. Nawet wówczas, gdy choroba powróciła z ogromną siłą i zabrała mu możliwość wykonywania swojej ukochanej pracy. Paul zmuszony był szukać ratunku w literaturze i w rodzicielstwie. Czytał i pisał do samego końca. Pozostawił swej córce piękne przesłanie. Wiedział, że nie zapamięta go, a raczej będzie pamiętała pamięcią innych bliskich mu osób. Czy taka książka ją usatysfakcjonuje? Pewnie tak. W końcu to będą słowa jej ojca. Wydaje mi się jednak, że jej mama skutecznie uzupełni obraz, co już częściowo zrobiła w posłowiu. Jako czytelnik, ale też i córka zmarłego na nowotwór ojca, chciałabym zobaczyć tego drugiego Paula; Paula z opowieści jego żony... Może jednak byłoby to zbyt obnażające, zbyt intymne... Zbyt bolesne. Mimo tego, wolałabym przeczytać jej książkę.

Medycyna w USA... Podejście do pacjenta, dostęp do lekarzy, do najnowszych metod leczenia. Walka do samego końca. 16 lat temu mój ojciec umierał na nowotwór płuc. Wykryty w czwartym stadium (wcześniejsze RTG nic nie wykazywały), nieoperacyjny, odporny na chemioterapię, z przerzutami do węzłów chłonnych. Onkolog zaproponował mu wówczas radioterapię, by było mu "lepiej umierać". Pół roku życia od zdiagnozowania. Pół roku najgorszych, a zarazem najlepszych dni w moim życiu. Takich, o których pisze żona Paula. Pozbawionych jednak tego medycznego komfortu, tj. tlenu do domu, morfiny na życzenie etc. Przepaść. Podobnie, jednak do Paula, w dniu śmierci mój ojciec nie chciał, by podawano mu tlen... Podobnie odchodził. Inny człowiek, inny czas, inne miejsce. Tyle różnic i tyle samo podobieństw. Dlatego nie żałuję, że przeczytałam tę książkę. Dla mnie ma ona osobisty i bardzo bolesny wydźwięk. Nie do końca spełniła moje oczekiwania (jedynie zakończenie vel przesłanie do córki i posłowie żony).

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Morderstwo w Boże Narodzenie

Najlepsza książka Agaty Christie jaką do tej pory przeczytałem. Nieszczególnie skomplikowana, bardzo mocno nakreślone postacie, wiadomo kto jest kim,...

zgłoś błąd zgłoś błąd