Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Na pastwę aniołów

Tłumaczenie: Mirosław P. Jabłoński
Seria: Salamandra
Wydawnictwo: Rebis
6,95 (956 ocen i 45 opinii) Zobacz oceny
10
51
9
114
8
125
7
345
6
166
5
111
4
16
3
23
2
3
1
2
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
From the Teeth of Angels
data wydania
ISBN
8371209900
liczba stron
252
słowa kluczowe
sny, śmierć, eschatologia
język
polski
dodała
Honda

Inne wydania

Ian McGann spotyka we śnie śmierć, która obiecuje odpowiedzieć na każde jego pytanie, jednak za niezrozumienie jej odpowiedzi zapłaci życiem. Gwiazda filmowa, Arlen Ford, ucieka ze zgiełku Hollywood, rezygnując z kariery, domu, wspaniałego stylu życia i wyjeżdża do Europy. Tam poznaje mężczyznę swojego życia. Śmiertelnie chory Wyatt Leonard odkrywa nagle, że posiadł zdolność wskrzeszania...

Ian McGann spotyka we śnie śmierć, która obiecuje odpowiedzieć na każde jego pytanie, jednak za niezrozumienie jej odpowiedzi zapłaci życiem. Gwiazda filmowa, Arlen Ford, ucieka ze zgiełku Hollywood, rezygnując z kariery, domu, wspaniałego stylu życia i wyjeżdża do Europy. Tam poznaje mężczyznę swojego życia. Śmiertelnie chory Wyatt Leonard odkrywa nagle, że posiadł zdolność wskrzeszania zmarłych. Losy tych trojga ludzi splatają się w niezwykły sposób...

 

źródło opisu: Rebis 2004

źródło okładki: zdjęcie autorskie

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 194
ototto | 2013-09-02
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2013
Przeczytana: 15 sierpnia 2013

Najchętniej oceniłbym książkę w dwóch kategoriach, przy czym ta druga ocena jest w stu procentach subiektywna.

Ian McGann solidnie obrywa od Śmierci jeszcze za życia i to od niego wszystko się zaczyna. Wyatt Leonard jest śmiertelnie chory, więc umie się ze Śmiercią dogadać, co czyni go kimś wyjątkowym. Arlen Ford, znajoma Wyatta z branży telewizyjnej, po prostu chyba miała pecha i Śmierć się nad nią trochę pastwi - rozkochuje, niszczy psychikę i odchodzi.
Choć w obliczu takich historii zabrzmi to dziwnie, jest to wspaniała książka o ludziach i ich problemach, tych zupełnie przyziemnych i tych całkiem poważnych. Śmierć (małe ś), także dzieci; przyjaźń i zobowiązania z nią związane; sława, załamanie kariery, wypalenie zawodowe. Wojna jako zjawisko, jej niesprawiedliwość i okrucieństwo. To bardzo ciekawe, złożone i wiecznie otwarte tematy, a za ich umiejętną analizę i porównywanie różnych punktów widzenia należy się Autorowi ogromny plus.
Minus (jeszcze w tej bardziej obiektywnej kategorii), choć może wiąże się z tłumaczeniem powieści, jest za to, co kłuje mnie zawsze w oczy: każdy z bohaterów mówi po pierwsze: tak samo, po drugie: tak samo kwieciście (wielokrotne zdania podrzędnie złożone, wiecie co mam na myśli), tak samo długie są ich monologi. Cenię u Autorów umiejętność tworzenia indywidualnych postaci, których odróżnia sposób bycia i wysławiania się.
A teraz subiektywnie: Jonathan Caroll stawia na przeciwnych szalach życie i śmierć, a właściwie: Śmierć (duże Ś). Są to do pewnego stopnia przeciwstawne kwestie, ale całkowicie sprzeczne z moim przekonaniem jest utożsamianie ze sobą Śmierci i Zła. Śmierć (małe ś) to zjawisko, koniec życia i tyle. Niechaj nawet zjawisku towarzyszy ktoś pod postacią obojętnego, niezbyt wesołego żniwiarza (pozdrowienia dla sir Pratchetta). Tymczasem Śmierć w książce pastwi się nad ludźmi, odbiera im to, co kochają, niszczy życie, zdrowie, przyjaźnie i przyjaciół, czerpiąc z tego zimną satysfakcję. Posuwa się do zabicia bliskiego pewnej osoby, by ją zranić, a to tylko dlatego, że jej nie lubi. Niektórych jednak lubi - tych zabija szybko i bez komplikacji. Fajnie, co?
Ujmuję tej bardzo dobrej książce o wadze ludzkich zgryzot jedną gwiazdkę, bo niemal przy każdej stronie, na której znów przypominano o Śmierci (nie: śmierci), coś się we mnie gotowało i szykowało do kłótni z Carollem. Jeśli o to mu chodziło, to brawo - naprawdę zaniepokoił i zmusił do myślenia, niemniej odebrał sporo satysfakcji z lektury o rzeczach, które dla mnie są ważniejsze niż okrucieństwo wyimaginowanej, nikczemnej istoty.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Portret młodej wenecjanki

Zakup w "Taniej Książce" w Białogórze.Przeczytałem w trybie wakacyjnym,ale chyba dużo nie straciłem.Może jest to poradnik?

zgłoś błąd zgłoś błąd