Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Dziennik 1954

Wydawnictwo: MG
7,61 (541 ocen i 43 opinie) Zobacz oceny
10
51
9
89
8
149
7
160
6
54
5
31
4
1
3
2
2
1
1
3
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
978-83-61297-05-5
liczba stron
368
język
polski
dodała
jusola

Inne wydania

Nie przypadkiem w tytule tej książki znalazła się data jej powstania. Stało się tak przede wszystkim dlatego, że Dziennik 1954 jest kroniką określonego czasu, i to czasu jak na dziennik wyjątkowo krótkiego: nie jednego roku nawet, lecz zaledwie jednego kwartału, okresu od 1 stycznia do 2 kwietnia 1954. Stało się tak też dlatego, że w postaci książki dziennik Tyrmanda ukazał się po raz pierwszy...

Nie przypadkiem w tytule tej książki znalazła się data jej powstania. Stało się tak przede wszystkim dlatego, że Dziennik 1954 jest kroniką określonego czasu, i to czasu jak na dziennik wyjątkowo krótkiego: nie jednego roku nawet, lecz zaledwie jednego kwartału, okresu od 1 stycznia do 2 kwietnia 1954. Stało się tak też dlatego, że w postaci książki dziennik Tyrmanda ukazał się po raz pierwszy po ćwierćwieczu od napisania, w roku 1980 i autor pragnął zaznaczyć ten dystans. Stało się tak wreszcie chyba dlatego, że rok 1954 był w biografii i twórczości Tyrmanda rokiem przełomowym.

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1851
Marta | 2012-11-15
Na półkach: Przeczytane, 2012
Przeczytana: 14 listopada 2012

„Dziennik 1954” przedstawia kronikę trzech pierwszych miesięcy (od 1 stycznia do 2 kwietnia) 1954 roku. Jego treść stanowią prywatne przemyślenia diabelnie inteligentnego człowieka, pisarza, kobieciarza i buntownika na temat komunizmu i aktualnej sytuacji społecznej i kulturalnej w kraju.
Trzydziestoczteroletni wówczas autor ma się za człowieka mądrego i dojrzałego, który pierwszą młodość ma już za sobą. W związku z rozpoczynającym się nowym rokiem postanawia pisać dziennik, który ma być świadectwem jego życia i epoki, z którą jest związany. W swoich zapiskach skupia się głównie na krytyce państwa komunistycznego (momentami bywa to nawet nużące) i jego wpływu na życie obywateli. Nie brak tu także pikantnych opisów jego związków z kobietami, przemyśleń dotyczących literatury i filmu, krytycznych i nieraz bezlitosnych opisów znanych mu ludzi.
Mimo upływu prawie sześćdziesięciu lat wiele zarzutów Tyrmanda odnośnie państwa jest wciąż aktualnych. Mimo teoretycznej wolności, którą mamy, podstawowe kwestie nie uległy zmianie. „Zasłyszany strzęp rozmowy: W tym zdaniu mieści się cała sytuacja społeczno-gospodarcza narodu. Proszę pomyśleć: jakie sprężenie sił wytwórczych osiągają ekonomiczni włodarze tego kraju przez fakt, ze z jednej pensji pracowniczej nikt nie jest w stanie wyżyć. Że trzeba pracować w godzinach poza pracą, aby jako tako związać koniec z końcem.” Brzmi znajomo?
Największą zaletą „Dziennika” jest fakt, że z jego kart wylania się obraz Tyrmanda - człowieka. Powojennego inteligenta, rebelianta, artysty. Ale także kobieciarza i lalusia. Leopold nadąża za aktualnymi trendami i przywiązuje ogromną uwagę do stroju. Chodzi na „ciuchy” i jak lew walczy o najmodniejsze ubrania. Przy tym wszystkim jest hipochondrykiem (ależ się nad sobą trzęsie i dopatruje się w sobie początków „groźnej choroby mentalnej”) pedantem, perfekcjonistą i trochę cwaniaczkiem. Jego nieprzyzwoita pewność siebie aż bije z każdej strony. Świetnie orientuje się w salonowych ploteczkach. W notatkach daje świadectwo wspaniałej przyjaźnie ze Zbigniewem Herbertem i Stefanem Kisielewskim. Czasami jego zachowanie bywa gówniarskie. Jego sposobem na okradanie państwa socjalistycznego jest zostawiane całą noc włączonego światła w toalecie, aby zwiększać zużycie energii. A czyni to z taką powagą i przebiegłością, że dla mnie było to wręcz śmieszne. Ale śmiech i rozbawienie często towarzyszą lekturze „Dziennika 1954”. Są to zdecydowanie mocne strony tej pozycji. Momentami byłam również oburzona i zdegustowana. Tyrmand pozuje na dobrego katolika, który biega do kościółka i modli się ze łzami w oczach. Jednak nie gorszą go wszelakie zdrady małżeńskie i bez mrugnięcia okiem pomaga koledze zorganizować pieniądze na skrobankę dla jego kochanki, bo: „Co robić, trzeba im jakoś pomóc.”
Jego przemyślenie dotyczące związku z osiemnastoletnią Krysią momentami przypominają wpisy do pamiętnika rozchwianej emocjonalnie trzynastolatki. Spotyka się z nią, zachwyca jej urodą, twierdzi, że ja kocha oraz jest za nią odpowiedzialny. I oczywiście z uciechą korzysta z fizycznych wdzięków dziewczyny. Z drugiej jednak strony wie, że ich związek nie ma przyszłości. Leopold marzy o rodzinie, jednak jest przekonany, że: „Do udanego małżeństwa potrzebne są dwie rzeczy: chęć wspólnego pójścia do łóżka co wieczór i chęć wspólnego dzielenia trosk przez cały dzień”, a tego nie da mu osiemnastoletnia smarkula. Przy okazji zdradza ją na każdym kroku i nie widzi w nim nic złego. Podejście Tyrmanda do kobiet jest wręcz skandaliczne. Ale powiedzmy sobie szczerze one same wskakują mu do łóżka.
I ja również uległam urokowi Leopolda Tyrmanda. Było to moje pierwsze spotkanie z jego twórczością, ale już wiem, że przeczytam wszystko, co wyszło spod jego pióra. Chociaż autor w dzienniku zachował pozory szczerości, to jednak cały czas mam wrażenie, że mimo wszystko pisał pod publikę. Przecież doskonale zdawał sobie sprawę ze swojego ogromnego talentu. Musiał wiedzieć, że prędzej czy później jego twórczość ukaże się drukiem. Dlatego też wszystkie jego zapewnienia o prawdzie i pisaniu tylko do szuflady uważam za zwykłą kokieterię. Chociaż przymiotnik „zwykły” w żaden sposób nie pasuje do autora.
Polecam!

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Zapisane w wodzie

Miasteczko Beckford jest piękne, czasem zapierające dech w piersi, lecz pełne zagadek z przeszłości. Przez jego środek przepływa rzeka, która skrywa...

zgłoś błąd zgłoś błąd