Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Dziennik 1954

Wydawnictwo: MG
7,61 (542 ocen i 43 opinie) Zobacz oceny
10
51
9
89
8
149
7
161
6
54
5
31
4
1
3
2
2
1
1
3
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
978-83-61297-05-5
liczba stron
368
język
polski
dodała
jusola

Inne wydania

Nie przypadkiem w tytule tej książki znalazła się data jej powstania. Stało się tak przede wszystkim dlatego, że Dziennik 1954 jest kroniką określonego czasu, i to czasu jak na dziennik wyjątkowo krótkiego: nie jednego roku nawet, lecz zaledwie jednego kwartału, okresu od 1 stycznia do 2 kwietnia 1954. Stało się tak też dlatego, że w postaci książki dziennik Tyrmanda ukazał się po raz pierwszy...

Nie przypadkiem w tytule tej książki znalazła się data jej powstania. Stało się tak przede wszystkim dlatego, że Dziennik 1954 jest kroniką określonego czasu, i to czasu jak na dziennik wyjątkowo krótkiego: nie jednego roku nawet, lecz zaledwie jednego kwartału, okresu od 1 stycznia do 2 kwietnia 1954. Stało się tak też dlatego, że w postaci książki dziennik Tyrmanda ukazał się po raz pierwszy po ćwierćwieczu od napisania, w roku 1980 i autor pragnął zaznaczyć ten dystans. Stało się tak wreszcie chyba dlatego, że rok 1954 był w biografii i twórczości Tyrmanda rokiem przełomowym.

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 0
| 2012-08-17
Przeczytana: 17 sierpnia 2012

Dawno, dawno temu, za siedmioma rzekami, za siedmioma lasami, istniało Państwo, w którym symbolem wolności były kolorowe skarpetki w paski. Krainą tą władał niepodzielnie, wielki, wszechwiedzący, nieomylny władca – Widmo, który ingerował we wszystkie dziedziny życia obywateli, mówiąc im nie tylko co mają przywdziewać na nogi, ale także; w co wierzyć, jak budować, jak uprawiać rolę, jaką pisać literaturę, jaką muzykę komponować – słowem znał się na wszystkim i kazał wykonywać wszystko wedle swej woli. Wszelkie wykroczenie poza utarty schemat, poza wyznaczoną ściśle linię, traktował jak przestępstwo, i karał bardzo surowo i bezwzględnie każdego kto ośmielił się mu sprzeciwić. Pomimo olbrzymiej władzy nie mógł jednak zapanować nad jednym - wolnymi i niezależnymi duszami poddanych, którzy swoje zdanie wyrażali nie zawsze wprost, z obawy przed represjami, ale po cichu, w ukryciu tworzyli dzieła zgodne z ich prywatnymi poglądami na świat. Jednym z nich był mieszkający w stolicy kraju literat; człowiek swobodny, autonomiczny, samodzielny, bardzo lubiący nosić kolorowe skarpetki w paski, trochę bon vivant, trochę bywalec salonów, trochę kobieciarz. Spisał on swoje wspomnienia i refleksje, by dać świadectwo tym ciekawym, acz niewątpliwie trudnym czasom. Tak powstał ten wyjątkowy dziennik,... i wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że autor nie jest dla mnie tak do końca wiarygodny, wyczuwam tu jakieś fałszywe nuty i pewne zakłamanie. Dlaczego? - jeśli ktoś pisze, że jest katolikiem i biega do kościoła, ot tak, w każdym wolnym momencie aby się pomodlić, a za kilkadziesiąt stron przyznaje, iż pożyczył znajomemu pieniądze na skrobankę dla kochanki, to nie ma mocnych, coś mi się tu nie zgadza, i pytam gdzie chrześcijańskie sumienie tego Pana? I co jest prawdą? Poza tym, Tyrmand bywa wręcz momentami śmieszny w tej swojej martyrologicznej walce z komunizmem; co robi żeby narazić państwo socjalistyczne na straty?, ha!...nie wyłącza na noc światła w toalecie, żeby zużycie energii było większe – no, przepraszam ale to naprawdę brzmi trochę naiwnie. Stanowczo za dużo tu samozachwytu i puszenia się, nie służy to „Dziennikowi”, czasami bije z niego infantylizm, egzaltacja i pompatyczność. A już zupełnie załamało mnie użycie przez autora określenia - „pyszne ramiona”, w tym momencie już do końca zgłupiałam i nie wiedziałam czy ja czytam Tyrmanda czy Mniszkównę?

Prawdę powiedziawszy mam mieszane uczucia, z jednej strony jakiś obraz epoki minionej to jest, napisany z dużym polotem, finezją i lekkością - fakt, ale jak dla mnie Tyrmand trochę przeholował w tej swojej „ułańskiej fantazji” - tedy nie napiszę, że książkę trzeba przeczytać koniecznie, ale raczej wedle uznania.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Kształt twojego głosu #3

WYSTARCZY DUŻO MIŁOŚCI I ODROBINA MASOCHIZMU Chociaż słowa te jeden z bohaterów mangi wypowiada w kontekście kontaktów z uroczymi kotkami, kiedy cier...

zgłoś błąd zgłoś błąd