Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Rynek w Smyrnie

Seria: ...archipelagi...
Wydawnictwo: W.A.B.
6,36 (340 ocen i 33 opinie) Zobacz oceny
10
6
9
20
8
37
7
98
6
96
5
55
4
14
3
10
2
1
1
3
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
978-83-7414-307-3
liczba stron
241
język
polski
dodała
jusola

"Rynek w Smyrnie" Jacka Dehnela, autora znakomitej "Lali", to zbiór sześciu opowiadań z lat 1999–2002, poruszających i przewrotnych, z których wyłania się obraz świata zaczarowanego, utkanego ze szczegółów pozornie nieistotnych – drobnych gestów, zapachów, smaków i barw. Wszystko zaczyna się tu zwyczajnie – wakacje we Włoszech, jazda warszawskim autobusem, oczarowanie marmurową rzeźbą... Ale...

"Rynek w Smyrnie" Jacka Dehnela, autora znakomitej "Lali", to zbiór sześciu opowiadań z lat 1999–2002, poruszających i przewrotnych, z których wyłania się obraz świata zaczarowanego, utkanego ze szczegółów pozornie nieistotnych – drobnych gestów, zapachów, smaków i barw.

Wszystko zaczyna się tu zwyczajnie – wakacje we Włoszech, jazda warszawskim autobusem, oczarowanie marmurową rzeźbą... Ale potem spod powierzchni wyzierają niezwykłość i magia albo toczący rzeczywistość rozkład, fakty odsłaniają swoje prawdziwe znaczenie, a wydarzenia przybierają obrót zupełnie niespodziewany. Młodzi kochankowie wkraczają niebacznie w strefę skażoną epidemią samotności, niedoszły ksiądz, malujący ściany burdelu w psychodeliczne kwiaty i ptaki, zostaje kochankiem wszystkich pracujących tam prostytutek, a wśród pozostawionych przez zmarłą ciotkę rzeczy odnajduje się zamknięty w tekturowym pudełku koniec świata...

W stonowanych, swobodnie płynących narracjach Dehnel opowiada historie dowcipne i zajmujące, liryzm splata z ironią, z drobiazgów wydobywa piękno i głębię. Rynek w Smyrnie to hołd złożony młodości, a zarazem książka o przeznaczeniu, które lubi przypominać o sobie w najmniej oczekiwanych momentach.

 

źródło opisu: W.A.B., 2007

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 294
Aśka | 2013-06-26
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 06 stycznia 2013

Nic w Dehnelu nie denerwuje mnie tak, jak to, że on tak dobrze pisze. Skończyłam właśnie czytać Rynek w Smyrnie, zbiór opowiadań datowanych na lata 1999-2002, czyli, proszę to sobie zobrazować, wyżej wymieniony był chłopięciem raptem dziewiętnastoletnim, kiedy pierwsze z nich powstawały. Zresztą „czytać” to złe słowo. Raczej skończyłam się zaczytywać. Zaczytywać głównie a autobusie, skupiając na sobie co czas jakiś podejrzliwe, a chwilami wręcz zgorszone spojrzenia współpasażerów. W końcu mamy zimę, smog wciąż się utrzymuje, w autobusie panuje nieznośny ścisk i kto to widział się w komunikacji miejskiej tak zaśmiewać, a już szczególnie w pojedynkę. Mea culpa, ostatnie opowiadanie czytałam już w domu. A ostatnim opowiadaniem jest Filc, czyli, mówiąc cokolwiek enigmatycznie, opowieść o ciotkach, która tu i ówdzie pobrzmiewa jak swego rodzaju preludium do Lali. Rozgrzewka ta ma 67 stron, które błyskawicznie umykają pod palcami, jedna za drugą, nim się człowiek zdąży obejrzeć. Zresztą po prawdzie to oglądać się nie ma kiedy, bo gadanina jest wartka i nie znosi wtrąceń. Więcej, wtajemnicza czytelnika w rodzinne sekrety i zaciąga do zakurzonych zakamarków, pełnych bibelotów, srebrnych łyżeczek i niezliczonych wersji testamentu cioci Jasi. A na najwyższej półce leży karton z końcem świata. Sami Państwo rozumieją, że to nie są okoliczności sprzyjające sprawdzaniu, ile do końca, nie mówiąc już o odkładaniu książki na bok. Przed rozpoczęciem lektury rozsądnie będzie więc zaopatrzyć się w kubek herbaty i odwiedzić łazienkę.

Poza tym jak on mówi o Włoszech, to mi się cni. Chociaż po prawdzie, to żeby mi się cniło za Wenecją, wystarczy wyliczanka: Santa Maria delle Salute, San Polo, Akademia, Murano, gondola. Dwa słowa więcej i popłyną łzy. W tym roku to już muszę tam wrócić koniecznie, choćby i tylko na dwa-trzy dni. Wystarczą mi lody tiramisu z tej małej lodziarni przy Hotelu Pantalon, która zimą zamienia się w pizzerię i której właściciel nauczył mnie słówka „cucchiaino” w jednym z moich pierwszych weneckich tygodni. I kawałek margherity z Campo dei Frari, gdzie panowie flirtują z wszystkimi bez wyjątku klientkami i mogą się pochwalić piękną polszczyzną: „cześć”, „jak się masz”, „ciężka robota”. I opalanie na Zattere z książką w ręce. I spritz na Campo, z aperolem i oliwką. I szwedzki stół u Remera.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Spalony

Nie wiem czy nie lepsza od "Kowala". Bardzo dobra książka o piłce i problemach bohatera z alkoholem. Zdecydowanie warto.

zgłoś błąd zgłoś błąd