Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Obserwator

Tłumaczenie: Jacek Żuławnik
Wydawnictwo: Burda Książki
6,98 (101 ocen i 37 opinii) Zobacz oceny
10
6
9
12
8
20
7
25
6
22
5
10
4
4
3
1
2
0
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Troll
data wydania
ISBN
9788380532649
liczba stron
350
język
polski
dodał
L_Settembrini

Młoda dziennikarka Sophie Fortune znika w tajemniczych okolicznościach. Policja bardzo szybko rezygnuje z poszukiwań. Dziewczyna miała za sobą próby samobójcze, a tym razem zostawiła wiadomość: TO SIĘ MUSI SKOŃCZYĆ. DZIŚ JUŻ KONIEC. Zrozpaczony ojciec dziewczyny – choć przed laty, pochłonięty pracą w Dubaju, stracił kontakt z córką – nie chce uwierzyć w jej samobójstwo. Na własną rękę...

Młoda dziennikarka Sophie Fortune znika w tajemniczych okolicznościach. Policja bardzo szybko rezygnuje z poszukiwań. Dziewczyna miała za sobą próby samobójcze, a tym razem zostawiła wiadomość: TO SIĘ MUSI SKOŃCZYĆ. DZIŚ JUŻ KONIEC. Zrozpaczony ojciec dziewczyny – choć przed laty, pochłonięty pracą w Dubaju, stracił kontakt z córką – nie chce uwierzyć w jej samobójstwo. Na własną rękę rozpoczyna śledztwo i szybko odkrywa kilka niepokojących faktów. Zanim Sophie zniknęła, przygotowywała dziennikarską prowokację dla brukowca, w którym pracowała. W tym samym czasie dziewczyna była wielokrotnie atakowana na swoim blogu przez osobę podpisaną jako Starry Ubado. Ktoś składał na nią donosy i nasyłał policję. Została napadnięta na ulicy przez tajemniczego napastnika. Cały czas żyła w strachu przed bezwzględnym internetowym trollem, który wiedział o niej o wiele za dużo. A to dopiero początek koszmaru, jaki ktoś dla niej przygotował. Ten thriller przeraża! Od tej pory kilka razy zastanowisz się, nim wrzucisz do sieci zdjęcie lub wpis.

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1007
malena | 2017-09-25
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 24 września 2017

"(Nie) Wielka gra"

Chyba mam przesyt thrillerami, które nimi nie są i czas zrobić sobie od nich przerwę. Mam wrażenie, że czytam ciągle to samo, a jedną książkę od drugiej różnią jedynie niuanse. Widać, że autorzy zrzynają z siebie na potęgę. Prawdopodobnie odgórnie zakładają, że skoro wypaliło u innych, to sprawdzi się też i u nich. To oczywiście nie przestępstwo. Wtórny nie zawsze równa się zły, choć ostatnio mam wrażenie, że jednak się równa. "Obserwator" to moim zdaniem nieudana próba wykorzystania pomysłów z trylogii Larssona, próba stworzenia mrocznego, negatywnego wcielenia Lisbeth Salander, w męskim wydaniu, odwrócenia ról, poprzestawiania bohaterów na planszy powieściowej. To, co jednak u szwedzkiego pisarza było naturalne, przekonująco umotywowane, wiarygodne, u Thorne'a jest płytkie, płaskie, niedopracowane. Ma się wrażenie, że autor liczy na czytelniczą wyrozumiałość. Niestety, ale u mnie jej nie znajdzie, zwłaszcza że zdarza się to ostanio zbyt często. Nie ma zmiłuj. Przyjrzyjmy się zatem bliżej wszelkim brakom, których nie sposób pominąć milczeniem.

O wszechpotędze, wszechwiedzy, ponadprzeciętnej inteligencji i ponadprzeciętnych umiejętnościach tytułowego obserwatora (zwanego w thrillerze trollem, hejterem o znaczącym pseudonimie Starry Ubado), a także jego mrocznej i bolesnej przeszłości dowiadujemy się pokątnie, na marginesie, głównie za sprawą rzucanych ogólników. Co gorsza, trudno czasem zweryfikować, czy jego niemal nadludzkie zdolności, to tylko jego zasługa, czy hipnotyczna, zbiorowa głupota przedstawicieli różnego typu instytucji, którzy najpierw uwzięli się na biedną, mdląco-słodką, naiwną dziewczynę, a potem na jej ojca (bohaterowie poboczni, niezależnie od wykonywanego zawodu i tego, co się z tym zawodem wiąże, zdają się opierać swe działania na dość mglistych przesłankach). Innymi słowy, Thorne bez mrugnięcia okiem nagina rzeczywistość do potrzeb powieściowych, naruszając tym samym wszelkie zasady prawdopodobieństwa (nie chcę zarzucać mu ignorancji, choć takie przypuszczenie wydaje się w tym przypadku uzasadnione).
"Po macoszemu" autor traktuje też ofiarę , tj. Sophie, taką trochę uproszczoną wersję Bridget Jones. Jej żałosne wpisy na blogu mogłyby zainteresować naprawdę, ale to naprawdę zdesperowanego hejtera, który jakimś niepojętym cudem, by do nich zajrzał, zatem krzyczące tłustym drukiem zdania z okładki książki w stylu: "ten thriller przeraża! Od tej pory kilka razy zastanowisz się, nim wrzucisz do sieci zdjęcie lub wpis" - wydają się bardzo, ale to bardzo przesadne (na marginesie dodam, że warto czasem zapoznać się z treścią książki, zanim się cokolwiek na jej temat napisze). Rozumiem, że w ten sposób chce się podnieść sprzedaż i przyciągnąć czytelnika (w końcu cyberprzemoc to nadal gorący temat), ale - jak to się mówi - reklama ta wprowadza w błąd. A więc rozprawmy się w tym miejscu z tym sloganem, uchylając rąbka tajemnicy powieściowej: nie, to nie jest książka o cyberprzemocy, gdyż ofiary cyberprzestępcy nie były przypadkowe, więc doszukiwanie się na siłę głębszego przesłania wydaje się całkowicie bezsensowe, o czym czytelnicy sami się mogą przekonać.

No dobrze. Przejdźmy do narracji. Thorne i tu porywa się z motyką na słońce i próbuje połączyć przeszłe wydarzenia z teraźniejszymi poprzez dwutorową narrację. Nie jest to dobre rozwiązanie. Twórczość Sophie (jej wpisy na blogu, w pamiętniku, listy do ojca) wypadają bardzo nieudolnie i obnażają warsztatowe "umiejętności" samego autora. Podskórnie czujemy, że słowa dziewiętnastoletniej (tak wynika z dat podanych w książce, z treści wynikałoby, że jest znacznie starsza) Sophie - no a jakże - świeżo upieczonej dziennikarki (wprawdzie brukowca, ale jednak) trącą sztucznością i są wymuszone. Trochę lepiej wypada trzecioosobowa narracja, w której autor opisuje ze skwapliwością wszelkie posunięcia Fortune'a, ojca Sophie. To właśnie on jest jedynym światełkiem w tym tunelu, który na tle pozostałych bohaterów prezentuje się całkiem nieźle. Nie można nie zauważyć i nie docenić autorskiego wysiłku, by stworzyć przekonywającą postać. Udaje się mu nawet doprowadzić do przemiany wewnętrznej bohatera, a przy okazji skontrastować przepaść, jaka dzieli bogaczy od biedoty. Niewiarygodne! (nie, nie ironizuję, no może trochę. ;)) W końcu autor - i tu skupienie, bo to stanowi jądro tej książki, a nie cyberprzemoc - porusza ważkie zagadnienia takie jak: pracoholizm, ślepą pogoń za pieniądzem, niedojrzałość i chłód emocjonalny, brak odpowiedzialności za drugiego człowieka, nieumiejętność w nawiązaniu bliższych z nim relacji, grzechy licznych zaniedbań, zaniechań, prób porozumienia etc. Powinnam zatem poczuć ukontentowanie, ale nie czuję, a przynajmniej nie tak, jak można by się spodziewać. I na tym polu Thorne ponosi porażkę i ta porażka wynika z niezdecydowania. Ma się wrażenie, jakby sam autor do końca nie wiedział, w jakim gatunku pozostać. Powieść społeczno-obyczajowa? Thriller? Thriller psychologiczny? Jak można się spodziewać, wybiera najgorsze rozwiązanie. Próbuje zrobić: i jedno, i drugie, i trzecie. Takie usilne scalanie powoduje, że jego wspomniany powyżej wysiłek zostaje zaprzepaszczony, a cała konstrukcja fabularna trzeszczy w szwach, by w końcowych partiach ulec całkowitej dewastacji, dewastacji, której nie ratują udane opisy miejsc, stworzenie odpowiedniego klimatu powieściowego, stopniowe rozbudzanie czytelniczej ciekawości (w tym miejscu muszę wspomnieć, że moja ciekawość ulotniła się dość szybko, zwłaszcza gdy autor odkrył przede mną swój końcowy zamysł).

Spodziewałam się bardziej dopracowanego, dopieszczonego, ale przyziemnego thrillera, który - ze względu na moje niegasnące zainteresowanie internetową przestępczością - poruszałby tę problematykę. Moje oczekiwania podążały w tym kierunku. Thorne zaserwował nam jednak coś zgoła innego. Wyszło, jak wyszło. Niespecjalnie. Trochę tak, jak z książkami Remigiusza Mroza. Przeczytać można, ale tylko w przypadku czytelniczej posuchy (o ile taka posucha przy masowych, taśmowych produkcjach książek jest w ogóle możliwa).

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Księga morza, czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku

Przeczytałam. Bardzo mi się podobała. Ale nadal nie jestem w stanie opowiedzieć o czym jest ta książka. ;)

zgłoś błąd zgłoś błąd