Krew Aczoli. Dziesięć lat po zapomnianej wojnie na północy Ugandy

Wydawnictwo: Bernardinum
7,43 (7 ocen i 3 opinie) Zobacz oceny
10
2
9
0
8
1
7
2
6
1
5
0
4
1
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788378239222
liczba stron
320
słowa kluczowe
Afryka, Uganda, Ludobójstwo,
język
polski
dodał
Kristofher

Wstrząsające wspomnienia świadków i uczestników jednej z najbardziej przerażających wojen w kraju określanym Perłą Afryki. Autor ukazuje, jak dziesięć lat po koszmarze wygląda życie na północy Ugandy naznaczonej rebelią rozpętaną przez Josepha Kony’ego w imię... Dziesięciu Przykazań? Książka zdradza, co myślą Ugandyjczycy o trzydziestu latach rządów prezydenta Yoweri Museveniego. Stanowi zapis...

Wstrząsające wspomnienia świadków i uczestników jednej z najbardziej przerażających wojen w kraju określanym Perłą Afryki. Autor ukazuje, jak dziesięć lat po koszmarze wygląda życie na północy Ugandy naznaczonej rebelią rozpętaną przez Josepha Kony’ego w imię... Dziesięciu Przykazań? Książka zdradza, co myślą Ugandyjczycy o trzydziestu latach rządów prezydenta Yoweri Museveniego. Stanowi zapis tego, co mówią ludzie poznawani w drodze – ofiary Bożej Armii Oporu i wojsk rządowych.

 

źródło opisu: http://ksiegarnia.bernardinum.com.pl/pl/p/Krew-Acz...(?)

źródło okładki: http://ksiegarnia.bernardinum.com.pl/pl/p/Krew-Acz...»

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1119
malena | 2017-08-19
Przeczytana: 18 sierpnia 2017

"Uganda u podstaw"

Na początku zacznę od zdementowania pewnych informacji, które mogą wprowadzać czytelników w błąd. Podtytuł tego reportażu sugeruje, że wojna w Ugandzie została w jakiś sposób zapomniana. Nie wiem, co doprowadziło autora do takiego wniosku. Temu stwierdzeniu przeczą liczne (w tym też polskie) publikacje. No ale może w ten sposób Krzysztof Błażyca dopingował się w swojej pracy, próbował nadać jej większe znaczenie. W końcu odkrywanie zapomnianego, porzuconego tematu lepiej brzmi, nieprawdaż? Nie znajdziemy też w tej książce "wstrząsających wspomnień świadków i uczestników jednej z najbardziej przerażających wojen w kraju", jak sugerowała notka. "Wstrząsające" to niezbyt trafne słowo. Rozmówcy Błażycy dość lakonicznie opisują wydarzenia wojenne. Trudno powiedzieć, czy wina leży po stronie przypadkowości w doborze rozmówców, czasu, który upłynął od tamtych wydarzeń, "przepracowania" traumy, czy też przeciwnie, wyparcia jej ze świadomości. Brakuje tu też swoistego uporządkowania tematycznego, umiejętności w nakierowaniu czy też pokierowaniu rozmową, które pozwoliłyby czytelnikowi uchwycić sens zamieszczenia tych wspomnień. Jeśli mam być szczera to bardziej interesowało mnie to, czego nie powiedzieli niż powiedzieli. Nie udało się Błażycy tak przeprowadzić tych rozmów, by stworzyć swój, unikalny reportaż, reportaż, który nie stanowiłby jedynie cienia "Nocnych wędrowców" Wojciecha Jagielskiego. Niektóre wątki (czasem interesujące, co trzeba przyznać), które rozmówcy poruszają są: albo potraktowane w sposób pobieżny, albo porzucone (m.in. ocena trzydziestoletnich rządów Yowieriego Museveniego, udział armii w zbrodniach wojennych, aktach ludobójczych, w usilnym utrzymywaniu narodu w permanentnej wojnie; prawdziwym powodzie działania armii rządowej w Republice Demokratycznej Konga, Sudanie Południowym, Republice Środkoafrykańskiej; najazdy plemienia Karimodżong na ziemie Aczolich etc., etc.). A przecież podtytuł sugerowałby, że będzie to czas podsumowań, rozliczenia się z przeszłością, wyciągania wniosków na przyszłość...

Błażyca wiele uwagi w swoim reportażu poświęca wierzeniom Aczoli, ich synkretyzmowi z chrześcijaństwem. To akurat przydatne informacje i skłamałabym, gdybym napisała, że nieciekawe (chyba ten temat poruszał też Dariusz Rosiak w swojej książce "Żar. Oddech Afryki"). Autor "Krwi Aczoli" upatruje w nich, a szczególnie w obrzędzie mato oput, szansy na powszechny, społeczny, swoisty katharsis. W tej skomplikowanej wojnie trudno dokonać jednoznacznego podziału na winnych i niewinnych. Przykład sądzonego w Hadze Dominica Ongwena zdaje się potwierdzać tę tezę. Większość członków, a potem także i przywódców Armii Bożego Oporu (LRA), to dzieci przymusowo wcielone w jej szeregi, poddane swoistej indoktrynacji, doświadczające bestialstwa i zmuszane do niego. Zachodnie pojmowanie sprawiedliwości nijak się ma do przypadku Ugandy. Zdaniem Błażycy okaleczeni obywatele dwudziestoletniej wojny nie dążą do takiej sprawiedliwości, z której nic dobrego nie wynika, więcej: jest to sprzeczne z ich obrzędem mato oput. Wprawdzie prawo amnestyjne daje, przynajmniej teoretycznie, szansę powrotu do społeczeństwa, ale - zdaniem Błażycy - warto byłoby przeprowadzać to nadal w sposób duchowy (obrzęd pojednania, oczyszczenia i przebaczenia mato oput dotyczy jedynie ludu Aczoli). To pokojowe rozliczenia z bolesną przeszłością. Możliwe, że w tym przypadku najlepsze, jakie można przeprowadzić, by nie przelewać w przyszłości krwi. Za dużo ten kraj jej już przelał.

Sama wojna została świetnie udokumentowana w licznych zagranicznych, ale i też polskich reportażach. Rozumiem, że trzeba było ponownie ją przybliżyć, zwłaszcza czytelnikom, którzy stykają się z tymi wydarzeniami po raz pierwszy, bo i pewnie tacy też są. Na podstawie tych szczątkowych, chaotycznie i dość niechętnie udzielanych informacji, przy wsparciu zagranicznych publikacji - Błażyca całkiem zgrabnie (pomijając fakt, że używanie anglojęzycznych skrótów nie ułatwia orientacji, choć na początku książki zapobiegliwie zamieszczono słownik) odtwarza historię Ugandy. Część faktograficzna zdaje się być najmocniejszą stroną tego reportażu, choć - jak już wspomniałam - zaburzają ją niekiedy relacje pośrednich i bezpośrednich świadków. Zresztą nie oszukujmy się, to nie jest prosta historia i jej przekazanie też wymaga od autora pewnej zręczności. Pamiętam jeszcze swoje zagubienie, gdy lata temu zgłębiałam kulisy tej wojny. Myślę, że "Krew Aczoli" pod tym względem nadaje się do rozpoczęcia przygody czytelniczej (taki reportaż dla początkujących). Osoby, które czytały "Nocnych wędrowców" Jagielskiego, "Żar. Oddech Afryki" Rosiaka, "Dzieci-żołnierze. Kalami idzie na wojnę" Giuseppe Carrisiego mogą poczuć: z jednej strony - rozczarowanie, z drugiej - pozycja ta pomoże im w usystematyzowaniu wiedzy, odświeży pamięć, zachęci do dalszych badań.

Warto odnotować, że książka ta jest ładnie wydana, opatrzona licznymi fotografiami. Osobiście nie przykładam do tego zbyt wielkiej wagi, choć oczywiście miło jest mieć w rękach tak wydany egzemplarz. Dodatkowy plus (łączenie przyjemnego z pożytecznym): kupując te książkę, wspieramy budowę studni na północy Ugandy. Już samo to jest jakąś rekomendacją. ;)

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Dwór skrzydeł i zguby

Feyra wróciła do Dworu Wiosny. Zrobiła to na potrzeby pozyskania wszystkich ważnych informacji dotyczących dalszych planów Tamlina i króla Hybernii. N...

zgłoś błąd zgłoś błąd