6,85 (183 ocen i 32 opinie) Zobacz oceny
10
5
9
13
8
34
7
68
6
38
5
17
4
4
3
2
2
1
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Sex Lives of Cannibals. Adrift in the Equatorial Pacific
data wydania
ISBN
9788328036161
liczba stron
320
język
polski
dodała
Ag2S

Według CNN to jedna z najdowcipniejszych książek podróżniczych, jakie kiedykolwiek powstały! Tropikalny raj, gdzie delfiny igrają w lagunach, słońce malowniczo zachodzi nad oceanem, mieszkańcy to sympatyczni luzacy, a nieskażona przyroda zachwyca bujnością? Tak – choć niezupełnie. Kiedy J. Maarten Troost i jego dziewczyna Sylvia ruszali w podróż na Tarawę – główny atol wyspiarskiego kraju...

Według CNN to jedna z najdowcipniejszych książek podróżniczych, jakie kiedykolwiek powstały!

Tropikalny raj, gdzie delfiny igrają w lagunach, słońce malowniczo zachodzi nad oceanem, mieszkańcy to sympatyczni luzacy, a nieskażona przyroda zachwyca bujnością? Tak – choć niezupełnie.

Kiedy J. Maarten Troost i jego dziewczyna Sylvia ruszali w podróż na Tarawę – główny atol wyspiarskiego kraju Kiribati – nie bardzo wiedzieli, czego się spodziewać. Ale na pewno nie oczekiwali gęstości zaludnienia większej niż w Hongkongu, przeterminowanej żywności prosto z Australii oraz ministerialnych konkursów pieśni i tańca. Nie mówiąc już o suszach, widmie chińskiej inwazji, Macarenie rozbrzmiewającej z każdego głośnika i o zupełnym braku kawy… Jednak, mimo wszystko, czy warto wracać do cywilizacji?

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Oficjalna recenzja
Silverq21 książek: 581

Wyspa jak wulkan gorąca

Wszyscy znamy magiczne określenie – a może rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady? Czasy się zmieniają, obiekty problemów ewoluują, ale niech rzuci kamieniem ten, kto choć raz nie przytoczył go, gdy ciężar egzystencji stał się wprost nie do wytrzymania. Wydaje mi się, że wszędzie na świecie istnieje jakiś podobny slogan, który uosabia tęsknotę za tym, by teleportować się do innego życia. Jednak naprawdę ciekawie dzieje się wtedy, gdy ktoś podejmuję rękawice tego wyzwania.

Jegomość, do którego będę pił w tej recenzji zwie się J. Maarten Troost. Określając go pokrótce, można by rzec, że to lekkoduch poszukujący siebie. Bywał na wojażach tu i ówdzie, łapał się bardziej i mniej dorywczych prac, ale nigdzie szczególnie nie zagrzał miejsca. Za to narobił sobie cokolwiek pokaźnych długów i znalazł się praktycznie pod ścianą. Jego wybawieniem miała się okazać oferta pracy dla dziewczyny/wkrótce żony Sylvii, która miała ich oboje wyrwać hen daleko na kresy dobrze znanych map.

Jak mniemam powiem Kiribati, wy powiecie – że co? – potem zarzucę Tarawa, a w odpowiedzi uzyskam - jaka trawa/tratwa? Nie zdziwi mnie to kompletnie. Każdemu kto kojarzy powyższe nazwy, winszuje niezbicie, reszcie postaram się pokrótce to wyjaśnić. Najprościej rzecz ujmując Kiribati jak prawi popularna internetowa encyklopedia, to państwo wyspiarskie na Oceanie Spokojnym w którego skład wchodzą 33 wyspy koralowe. Tarawa jest jedną z nich.

Wybaczcie te przydługą ekspozycję, ale już ruszamy z impetem. Zapewne...

Wszyscy znamy magiczne określenie – a może rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady? Czasy się zmieniają, obiekty problemów ewoluują, ale niech rzuci kamieniem ten, kto choć raz nie przytoczył go, gdy ciężar egzystencji stał się wprost nie do wytrzymania. Wydaje mi się, że wszędzie na świecie istnieje jakiś podobny slogan, który uosabia tęsknotę za tym, by teleportować się do innego życia. Jednak naprawdę ciekawie dzieje się wtedy, gdy ktoś podejmuję rękawice tego wyzwania.

Jegomość, do którego będę pił w tej recenzji zwie się J. Maarten Troost. Określając go pokrótce, można by rzec, że to lekkoduch poszukujący siebie. Bywał na wojażach tu i ówdzie, łapał się bardziej i mniej dorywczych prac, ale nigdzie szczególnie nie zagrzał miejsca. Za to narobił sobie cokolwiek pokaźnych długów i znalazł się praktycznie pod ścianą. Jego wybawieniem miała się okazać oferta pracy dla dziewczyny/wkrótce żony Sylvii, która miała ich oboje wyrwać hen daleko na kresy dobrze znanych map.

Jak mniemam powiem Kiribati, wy powiecie – że co? – potem zarzucę Tarawa, a w odpowiedzi uzyskam - jaka trawa/tratwa? Nie zdziwi mnie to kompletnie. Każdemu kto kojarzy powyższe nazwy, winszuje niezbicie, reszcie postaram się pokrótce to wyjaśnić. Najprościej rzecz ujmując Kiribati jak prawi popularna internetowa encyklopedia, to państwo wyspiarskie na Oceanie Spokojnym w którego skład wchodzą 33 wyspy koralowe. Tarawa jest jedną z nich.

Wybaczcie te przydługą ekspozycję, ale już ruszamy z impetem. Zapewne wyobrażając sobie wysepkę na Pacyfiku widzicie wspaniałą, nasyconą błękitem wodę. Zniewalające zachody słońca i jedyny w swoim rodzaju tropikalny klimat. Nie zamierzam pozbawiać nikogo tych wizualizacji, bo owszem, ocean jest przepiękny, słońce robi wrażenie, a temperatura poniżej pewnej skali nie schodzi. Sęk w tym, że to tylko część prawdy.

Wszystko ładnie pięknie, ale główny bohater wraz z małżonką szybko przekonuje się, że ten raj na ziemi ma swoje paranoje i problemy. Samo pożywienie w którym świeże owoce i warzywa to luksus potrafi dać w kość. Dodajmy do tego masę chorób, nieznośnych owadów, defekacji do wielkiej wody i problemy z pozbywaniem się odpadów, a obrazek jak z pocztówki znacząco się wyciera. Nie wspominając o tym, że to początek wyliczanki kłopotów.

Nic tylko siąść i płakać, prawda? No niekoniecznie, mamy dwie strony medalu i nieocenionego autora, który sprawia, że te wszelkie uprzejmości i przeciwności losu łączą się w soczystą i nierozerwalną całość. Głównie opowiada on o swojej wyspiarskiej codzienności, choć czasem pokusi się o historyczny rys, który przybliża odkrycie wyspy i jej dzieje na przełomie lat. Najważniejsze, choć oczywiście istotne, jest nie to o czym Maarten pisze, ale jak to robi.

Wierzcie mi, czyni to znakomicie. Całość poddaje w lekki i wysoce uzależniający sposób. Czytając trudno pozbyć się wrażenia, że siedzi tuż obok i z butelką czegoś chłodniejszego w dłoni opowiada swoje dzieje z pobytu na końcu świata. Do tego jest niesłychanie zabawny. Jego humor jest uniwersalny, chwilami pythonowski, innym razem kpiarski, czasem zaś uroczo-ironiczny. Zresztą wystarczy spojrzeć na sam tytuł, by dostać namiastkę tego z czym mamy do czynienia.

„Życie seksualne kanibali” absolutnie mnie uwiodło. I tak, wiem, jak dziwacznie to brzmi, ale jakże mógłbym zaprzeczać prawdzie? Ta książka jest jak wyjazd na wakacje z najzabawniejszym przewodnikiem na pokładzie. Nawet jeśli warunki wycieczki kuleją, ten wodzirej potrafi zamienić wszystko w złoto. Z autorem jest podobnie, tylko że nie musi ubarwiać rzeczywistości. Wystarczy, że mistrzowsko oddaje realia i doprawia je jedyną w swoim rodzaju humorystyczną perspektywą. To wystarczy z naddatkiem na wypasiony wypoczynek, po którym powrót do rzeczywistości będzie smutną koniecznością.

Patryk Rzemyszkiewicz

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (437)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 1075
Ania | 2017-10-12
Na półkach: Przeczytane, 2017
Przeczytana: 12 października 2017

To mogła być naprawdę fajna książka. Niestety ma jedną wadę. Jest nią autor, który natrętnie obnosi się ze swoim poczuciem humoru, dowcipem i podejściem do świata. Na jego tle giną ciekawostki, smaczki i zwyczaje z wyspy z drugiego końca świata. Doczytałam trochę na siłę.

książek: 179
Kasia | 2018-02-20
Przeczytana: 20 lutego 2018

Mam wrażenie, że wpada mi w ręce coraz więcej książek które niekoniecznie chcę poznać czytelniczo.
I poznaję, bardzo zadowolona z efektów naszego zbliżenia. "Życie..." przyszło do mnie samo, na nogach koleżanki.
Zabawna, wesoła książka podróżnicza o tym jak nasze cywilizowane życie różni się od życia naszych współziomków na dalekiej wyspie. Pomysły i przygody dzięki którym dni nie były nawet przez chwilę monotonne. Brak piwa może spowodować katastrofę, robaki w uchu, brak wody pitnej( poważny problem), sfory dzikich psów i pampersy na rafie.
Polecam
Bardzo ciekawa książka podróżnicza. Bardzo wesoła.

książek: 3684
żabot | 2017-12-21
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 21 grudnia 2017

Dziękuje Patrykowi Rzemyszkiewiczowi, autorowi oficjalnej recenzji książki w LC, za powinszowanie mi wiedzy ;-) Rozumiem, że poziom wiedzy Polaków generalnie leci na łeb, na szyję, ale bez przesady. Można nie znać nazwy państewka Kiribati, ale nazwa Tarawa już mówi znacznie więcej, jeśli ktoś choć odrobinę interesował się zmaganiami wojennymi na obszarze Pacyfiku. A takich wcale nie jest tak mało. Ale dość osobistych dywagacji. Przejdźmy do rzeczy.
W książce o kanibalach praktycznie nic nie ma, poza niewielką wzmianką o dość dawnej historii wysp, na których leży Kiribati. O seksie również mniej więcej tyle samo. Tak więc chyba autor tytułem poleciał chcąc przykuć uwagę potencjalnych czytelników. Jeśli ktoś oczekuje więc pikantnych szczegółów z życia mieszkańców wysp, srogo się zawiedzie. O czym generalnie jest książka, mówi wystarczająco blurb i inne recenzje, więc nie będę się powtarzał. Początek irytuje i rozczarowuje trochę chaotycznością treści. No, chyba że autor chce pokazać...

książek: 266
zetbasia | 2017-09-22
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 22 września 2017

Dwa lata spędzone na końcu świata, zmieniają mentalność zwykłego młodego człowieka. Czy powrót do cywilizacji jest tym czego pragnie?
To nie jest przewodnik turystyczny po rajskiej wyspie, ale opis trudów i niedogodności codziennego życia na niej.

książek: 39286
Muminka | 2017-11-16
Na półkach: Przeczytane, 2017
Przeczytana: 10 listopada 2017

Maarten Troost to potomek Czeszki, więc żywo interesował się przemianami w awnym bloku wschodnim. To tez typowy obieżyświat, specjalizujący się w problematyce Europy wschodniej, zaś jego dziewczyna Sylwia- Europy Zachodniej i sprawach rolnictwa, ekologii. Okazało się, że firmy windykacyjne zamierzały uprzykrzyć im zycie. Maarten bywał i na Kubie, i robił inne rzeczy, byle tylko odroczyć starania o pracę. status bezrobotnego niezbyt go uwierał, bo "próznowanie jest, wg mnie , stanowczo niedoceniane". próbował swoich sił w dziennikarstwie, a rzutka Sylwia dostawałą intratne propozycje a to Sarajewo, a to Hanoi. W końcu załąpała się na pracą dla Fundacji na Rzecz Południowego Pacyfiku w Kiribati. To archipelag tak egzotycznych wysp, że część opracowań czy źródeł wiedzy po prostu o nim nie wspomina.
Miało być sielsko, rajsko, bez cywilizacyjnych zobyczy. Zapakował niewłaściwe ubrania, nie miał wiele pojęcia o tamtejszym życiu. Wyspa odcięta od cywilizacji i początki znajomości z...

książek: 466
Greg Blackbird | 2018-06-14
Na półkach: Przeczytane

W filmie "Superprodukcja" postać grana przez Janusza Rewińskiego przekonuje że film musi mieć w tytule nazwę którejś z lektur szkolnych żeby do kin poszły szkoły i zrobiły frekwencję. Ta książka też jest taka. Kanibali ani seksu w niej nie ma ale mimo wszystko i tak warto ją przeczytać.
Autor pokazuje plusy i wiele minusów życia na rajskim atolu na Pacyfiku. Pokazuje życie tubylców i jego bardzo niski standard. Pokazuje czy można być szczęśliwym bez komputerów, telefonów, emaili i pokazuje czego naprawdę potrzeba do życia. A na dodatek sporo osobliwego, często wisielczego humoru, który chyba w takim miejscu jest po prostu niezbędny.

książek: 604
Justyna | 2018-05-27
Na półkach: Przeczytane, Audiobook
Przeczytana: 19 maja 2018

Rewelacyjny reportaż! Już dawno przy żadnym się tak nie uśmiałam. Dwójka młodych Amerykanów spędza dwa lata na jednej z małych wysepek na Pacyfiku. Są jak Robinson Crusoe i Piętaszek. Całkowicie odcięci od cywilizacji, żywiący się tylko rybami i nadpsutymi konserwami każdego niemal dnia walczą o przetrwanie. Jednak autor opisuje ich zmagania z tak ogromną dawką humoru, że jest to niemal nie do uwierzenia.

książek: 1796
Efemeryda | 2017-10-30
Przeczytana: 30 października 2017

Byłam tak ok. 8 lat po autorze na tym rajskim atolu. Też w pracy i też olbrzymi "szok kulturowy" przeżyłam. Całkowicie naiwne wyobrażenia o rajskim atolu przeszły mi w ciągu tygodnia. Żałuję, że nie znałam książki zanim dałam się skusić roztaczanym przede mną wizjom oceanicznego raju z małym zaludnieniem i świetnymi warunkami do uprawiania sportów wodnych. Podziwiam autora, że przedstawiając swój punkt widzenia zdobył się na obiektywizm, przymrużenie oka i humor, co prawda cierpki i momentami sardoniczny, ale jednak humor.

książek: 344
Nina | 2017-08-17
Przeczytana: 17 sierpnia 2017

Niewątpliwą zaletą książki jest dostarczenie wiedzy, że istnieje kraj zwany Kiribati, że jest to koniec świata, choć, wbrew przypuszczeniom, gęsto zaludniony, że upał panuje tam niemiłosierny, ludzie i zwierzęta żyją rytmem zupełnie innym niż w krajach znanych przedtem autorowi i jego dziewczynie Sylvii, że widoki na Tarawie i innych wyspach atolu są urzekające, kolor nieba i Pacyfiku ma intensywność, przy której dziela Picassa z okresu niebieskiego wydają się szarobure, że do rekinów w wodzie i szczurów oraz innych stworzeń, uznawanych w naszej cywilizacji za dokuczliwe i roznoszące choroby na lądzie, można się przyzwyczaić, że można żyć bez prądu, czystej wody itd. itp.

Maarten i Sylvia spędzili na Tarawie dwa lata, ona wysłana tam przez organizację pozarządową, on jako osoba towarzysząca, obserwator, człowiek szukający swojego miejsca na ziemi. Przewodnik po krainie Kiribati, zagubionej gdzieś na równikowym Oceanie Spokojnym (angielski podtytuł książki: Adrift in the Equatorial...

książek: 618
Intruder | 2018-04-10
Na półkach: Audiobook, Przeczytane
Przeczytana: 10 kwietnia 2018

7/10 - dobra. Przepełniony sarkastycznymi uwagami i specyficznym typem humoru zapis dwuletniej podróży autora (stanowiącego doczepkę do narzeczonej wypełniającej szlachetną misję polepszania życia, a może nawet zdrowia tubylców) po koralowym atolu w egzotycznie brzmiącym Państwie - Kiribati. Bardziej odpowiednim tytułem byłoby co prawda coś w stylu: "Hipisa na Pacyfik ucieczka" albo "Jak przestałem się martwić i pokochałem ciężkie życie lesera", no ale niech będzie - marketing rządzi się swoimi prawami, zresztą należy pamiętać, że autor przez dwa lata jednak nie zarabiał, długi nie topniały, a zachęcający tytuł przyciągnie paru naiwniaków więcej ;) I choć nie uświadczymy tu ani pół seksu, ani choćby ćwierci kanibali, to jednak warto przeczytać dla samego doświadczenia i rozprawy z życiem w wymarzonych tropikalnych rajach, często wydojonych do imentu i zniszczonych pośrednio lub bezpośrednio przez zachodnich Panów dobroczyńców

zobacz kolejne z 427 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
więcej książek tego autora
zgłoś błąd zgłoś błąd