Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

No Game No Life light novel: tom 5

Tłumaczenie: Michał Sałatkiewicz
Cykl: No Game No Life (light novel) (tom 5) | Seria: No Game No Life (light novel)
Wydawnictwo: Waneko
8,08 (13 ocen i 2 opinie) Zobacz oceny
10
2
9
3
8
4
7
2
6
2
5
0
4
0
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
ノーゲーム・ノーライフ (Nōgēmu Nōraifu)
data wydania
ISBN
9788390960619
liczba stron
239
słowa kluczowe
light novel, fantasy
język
polski
dodał
Ryuu

Disboard. W świecie w którym, wszelkie konflikty rozwiązywane są przy pomocy rozmaitych gier, pochodzące z Ziemi rodzeństwo genialnych graczy zasiada na tronie imanitów. Chwilowo przerywają toczony przeciwko dhampirom i syrenom pojedynek, by określić strategię, która pozwoli odnieść im zwycięstwo w walce o prawdziwą miłość.W tym celu udają się do ojczyzny flugeli, podniebnego miasta Avant...

Disboard. W świecie w którym, wszelkie konflikty rozwiązywane są przy pomocy rozmaitych gier, pochodzące z Ziemi rodzeństwo genialnych graczy zasiada na tronie imanitów. Chwilowo przerywają toczony przeciwko dhampirom i syrenom pojedynek, by określić strategię, która pozwoli odnieść im zwycięstwo w walce o prawdziwą miłość.W tym celu udają się do ojczyzny flugeli, podniebnego miasta Avant Heim!
Jak potoczy się ich spotkanie z zagubionymi, upartymi przedstawicielami morderczej rasy plasującej się na szóstym miejscu rankingu Exceed? Czy rodzeństwo zdobędzie władzę nad morzami i przestworzami? Czy ich plan podbicia trzech nacji naraz ma jakiekolwiek szanse powodzenia?
„Najpierw chełpisz się, że jesteś koksem, a potem nagle stwierdzasz, że gra jest pełna błędów? Spróbuj trochę skromniej, przyznaj, że jesteś cieniasem!”
Piąty tom No Game No Life pełen emocjonujących potyczek, zabierze Was do popularnego świata fantasy wypełnionego po brzegi kłamstwami, oszustwami i intrygami!

 

źródło opisu: http://waneko.pl/nasze-mangi/?manga_id=143&tom_id=5

źródło okładki: http://waneko.pl/nasze-mangi/?manga_id=143&tom_id=5

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 88
Akari | 2017-04-06
Na półkach: Przeczytane, Novelki
Przeczytana: 06 kwietnia 2017

Przed państwem piąty tom No game no life, który jest bezpośrednią kontynuacją tomu czwartego. Wreszcie doczekamy się rozwiązania gry syreniej królowej. Dowiemy się, czego tak naprawdę oczekiwała. Dowiemy się również czy Sora wie, czym jest miłość i czy kiedykolwiek się dowie. Także poznamy pewne fragmenty z przeszłości flugielek i odwiedzimy niezwykle egzotyczne Event Heim. Nie można też zapomnieć o odkrytych możliwościach i małym sekreciku naszej uroczej Plum.
Nasza dzielna grupa zostaje rozbita na pomniejsze. Steph wraz z Izuną zostają w Elkii, aby szukać wzmianek o grze syreniej królowej, Sora Shiro Jibril oraz Plum wyruszają do królestwa flugieli, czyli Avant Heim a Miko przepada w zapomnienie. Dla przypomnienia zaznaczam, że Ino został więźniem syren. Muszę się przyznać, że strasznie napaliłam się na miasto usytuowana na szczycie wielkiego fantazma i poznanie towarzyszek Jibril. Jest ona bardzo zagadkową postacią, przez co intrygującą. No i ją uwielbiam. Ten jej głód wiedzy, słodki niewinny uśmieszek pomieszany z okrutną potęgą umiejącą zrównać całe miasta. Jak pisałam, napaliłam się na ten tom, a Kamiya nie zawiódł mnie. Zapewnił solidną porcję ciekawostek o flugielkach. Poznaliśmy przeszłość ich, motywacje, jakimi się kierowały, a także osobną historię samej Jibril. Oczywiście to jest No game no life, bez gry się nie obejdzie, więc rodzeństwo będzie musiało zmierzyć się z flugielkami w niby prostej rodem z podstawówki grze, ale jednak warunki będą zgoła inne. Kamiya jak zawsze miło nas zaskoczy rozwiązaniem potyczki i rozumowaniem głównych bohaterów.
Cały tom skupia się na flugielkach, przez co kwestia syreniej królowej trochę odlatuje na dalszy plan. Można poczuć leciutki zawód, że tak nagle i lekko z wierzby odkrywają jak wygrać w jej grze. Rozwiązania poszukiwały dwie znacząco oddalone od siebie grupy, a doszły do niemal podobnych wniosków jednocześnie. Jedna grupa znajduje baśń, którą zainspirowała się królowa, a druga rozszyfrowuje zapiski z poprzednich prób ukończenia gry. Potem nagle scena przeskakuje do jej snu, przez co akcja troszeczkę traci na płynności. Przydałby się jakiś akapit albo dwa powiązania między nimi. Aczkolwiek mogę zapewnić, że rozwiązanie gry jest zaskakujące. Spodziewałam się, że pójdzie to trochę w innym kierunku. Chociaż w pewnym momencie zaświeciła mi się lampka, że mogłoby to być coś takiego, ale nie przypuszczałam, że to będzie aż tak bardzo takie.
Czuję się w obowiązku do zwrócenia uwagę na pewną rzecz. Nie dotyczy to tylko tego tomu, ale wszystkich poprzednich i jestem przekonana, że przyszłych także. Są osoby, których może uderzyć wszechwiedza rodzeństwa, ich umiejętności i możliwości umysłu. Shiro nadal będzie zdolna obliczyć algorytm poruszania się NPC-tów jak miło miejsce to w tomie trzecim. Mnie to osobiście nie razi, ale wiem, że są osoby, które będą miały problem ze zdzierżeniem czegoś takiego, stąd poczułam się w obowiązku (trochę późno, bo to w końcu już piąty tom) poinformować.
Przejdźmy może teraz do kwestii technicznej. Uwielbiam tę różową okładkę pod obwolutą. A ta bardzo przypadła mi do gustu. Zapewne z powodu braku biuściastych panien w negliżu. To zdecydowany plus. Ma dość intrygujący motyw marionetek, który ciągnie się przez cały tom i jest dość interesująco ukazany. Będąc przy sprawie rysunków, nie można zapomnieć o tych czarnobiałych umieszczanych w teście. I za to chciałabym niezmiernie pochwalić pana Kamiyę! Pomijając jedną kolorową z Jibril w rozdzierającym stroju i jedną czarnobiałą przedstawiającą Fi, gdzie w epicentrum jest jej biust to reszta nie zawiera ecchi. Aż byłam bardzo pozytywnie zdziwiona. Dostaliśmy serię uroczych, niekiedy bardzo rysunków z nawet kilkoma w mroczniejszych klimatach. Co prawda na sam wstęp zostaliśmy uraczeni osobnikiem, który rozróżniał innych na podstawie wielkości biustu. I właśnie w tym rozdziale mam znaczącą uwagę do autora. O ile rozumiem wkładanie w usta postaci taki pogląd, to już jest to nieodpowiednie, kiedy narrator robi to samo. Naprawdę dziwnie się czytało „powiedziała płaska dziewczyna”. Także wątki erotycznych podtekstów nie biły mocno po oczach, jak to bywało w poprzednich tomach. Oprócz początku z dziwnym panem i niewielkiego epizodu podczas rywalizacji z flugielkami nie było nic. Do tego stopnia mnie to zaskoczyło, że będąc na sto którejś stronie, pomyślałam, że to aż niepokojące. Jednak wówczas wywołałam wilka z lasu w postaci wspomnianej sceny ze skrzydlatymi dziewczynami. Chciałabym powiedzieć, że to koniec zarzutów do Kamiyi, jednak jest jeszcze jeden. Nagła zmiana narracji na pierwszoosobową podczas przebywania we śnie królowej. To było takie nieoczekiwane, czemu towarzysz jeszcze przeskok czasowy i akcji, że trochę dekoncentrowało. Przez kilka minut sprawdzałam, czy ja sama czegoś nie zgubiłam, nie pominęłam, czy mam na pewno niewadliwy egzemplarz.
Więcej uwag technicznych nie mam. Waneko w kwestii tłumaczenia postarało się. Nigdy nie byłam jakoś wybitna z gramatyki, interpunkcji i tej całej reszty, więc ciężko mi powiedzieć czy na pewno nie ma żadnych błędów. Osobiście znalazłam tylko jedną literówkę.
Czas na podsumowanie. Piąty tom No game no life polecam, mnie osobiście bardzo wciągnął i przypadł do gustu. Z pewnością to zasługa Jibril i mniejszej ilości ecchi niż zwykle. Oczywiście zachęcam fanów do kontynuowania przygody genialnego rodzeństwa, nie zawiedziecie się na tym tomie. A osoby, które śledzą dalszy rozwój wydarzeń i rozważają zainteresowanie się tytułem, odsyłam do pierwszego tomu. Nie sądzę, aby osoba lubiąca anime, mangę, nowelki i wszelakiej maści gry, zawiodła się. No game no life jest przyjemną historią, przenoszącą nas w fantastyczny inny świat. Nie nudzi, miejscami bawi, intryguje, a do tego ma urocze pouczające typowo japońskie motywy. Słynne „ganbatte”. Daj z siebie wszystko i idź do przodu.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Ćwiek

Opinie czytelników


O książce:
Kwiat pustyni. Z namiotu Nomadów do Nowego Jorku

Książkę doskonale się czyta, ale porównując z adaptacją filmową muszę zaznaczyć, że zasadniczo się różni w ważnych kwestiach. (Różni się tutaj wiek, w...

zgłoś błąd zgłoś błąd