Bitwa o Atlantyk. Jak alianci wygrali II wojnę światową

Tłumaczenie: Michał Ronikier
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
6,33 (9 ocen i 4 opinie) Zobacz oceny
10
0
9
0
8
2
7
2
6
3
5
1
4
1
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Battle of the Atlantic: How the Allies Won the War
data wydania
ISBN
9788308063316
liczba stron
528
kategoria
historia
język
polski
dodała
Ag2S

Najważniejsza kampania morska w dziejach ludzkości, kluczowa bitwa drugiej wojny światowej, opowieść o heroicznej walce na morzu i pytanie o wielki strategiczny błąd, który mógł zaważyć na losach kontynentu, w tym – naszej ojczyzny. Najnowsza historia bitwy o Atlantyk, pióra znanego fanom BBC i polskim czytelnikom Jonathana Dimbleby, autora bestsellerów, to zaskakująca dynamizmem i ukazana z...

Najważniejsza kampania morska w dziejach ludzkości, kluczowa bitwa drugiej wojny światowej, opowieść o heroicznej walce na morzu i pytanie o wielki strategiczny błąd, który mógł zaważyć na losach kontynentu, w tym – naszej ojczyzny. Najnowsza historia bitwy o Atlantyk, pióra znanego fanom BBC i polskim czytelnikom Jonathana Dimbleby, autora bestsellerów, to zaskakująca dynamizmem i ukazana z wielu perspektyw historia najbardziej pasjonującego dla współczesnych czytelników rozdziału wojen morskich.

Niesamowicie barwnie napisany bilans jednej z kluczowych kampanii drugiej wojny światowej, sporządzony przez mistrza — Max Hastings
Ostra, trzymająca w napięciu, jedyna w swoim rodzaju opowieść — „The Independent”
Bezmiar opisanego nieszczęścia, liczba eksplozji i tragedii, a także opisy losów poszczególnych postaci czynią z tej książki doskonały materiał na hollywoodzki film katastroficzny — „Kirkus Reviews”

Wielkie floty aliantów, brytyjska i amerykańska, a nade wszystko sławne niemieckie wilki morskie, U-Booty, które nieomal nie doprowadziły do zwycięstwa III Rzeszy. Ale nie jest to jedyny wątek książki – wokół bitwy o Atlantyk toczyło się wszak wiele działań o przełomowym znaczeniu i intrygującym obliczu.

 

źródło opisu: http://www.wydawnictwoliterackie.pl/ksiazka/4273/B...(?)

źródło okładki: http://www.wydawnictwoliterackie.pl/ksiazka/4273/B...»

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 45
Josi1968 | 2017-07-10
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, Historia
Przeczytana: 09 lipca 2017

Książka wartościowa, ale tylko dla tych, którzy po raz pierwszy sięgają po opracowanie o bitwie o Atlantyk, albo też dla tych, którzy znają już inne książki na ten temat. Warto ją skonfrontować zwłaszcza z ujęciem "amerykańskim" - np. z "Hitlera wojną U-Bootów" Blaira. Dimbleby pisze w sposób porywający. Książkę chłonie się jak dobrą powieść sensacyjną, ale jest skażona "brytyjskim" spojrzeniem na to, co działo się na Atlantyku. W efekcie autor uważa kampanię (a nie bitwę) na wodach tego oceanu za decydującą o losach II wojny światowej. A przecież nawet w szczytowym okresie swych sukcesów u-booty zatapiały raptem kilka procent transportów, jakie płynęły z Ameryki Północnej do Wielkiej Brytanii. Nie była to więc ani bitwa, ani tym bardziej decydującą. Ale bez takiej retoryki kto chciałby czytać kolejną pozycję o zmaganiach na Atlantyku?
A czytać pomimo wszystko warto, bo jest w tej książce wiele smakowitych historii. Jednak dla mnie i tak nie równoważą one - niestety - błędów w przekładzie. Poziom jest po prostu dramatyczny, ale też trudno się dziwić, bo Wydawnictwo Literackie nie zatrudniło nawet merytorysty do konsultacji. W efekcie u-booty to raz "okręty podwodne", ale częściej "łodzie podwodne" - określenie, które dziś nie jest już nawet błędem, lecz wyrazem ignorancji własnej i arogancji wobec czytelników. Podobnie jak częste w pierwszej połowie książki określanie jednostek marynarki wojennej "statkami" a nie "okrętami". Z kolei Focke-Wulf "Condor" jest raz nawet "myśliwcem" - kurczę, samolot z sześcioma silnikami!!! A ewidentnie chodziło o "Condora" polującego na konwój, a nie o myśliwiec. Z kolei amerykański "Hellcat" jest za autorem określany jako "Martlet" - ale ta nazwa jest oczywista tylko dla Brytyjczyków. Większość czytelników z innych krajów kojarzy go jednak jako Grummana F6F Hellcat - samolot, który wygrał wojnę na Pacyfiku. A co z takimi kwiatami, jak określenie Malty jako wyspy odległej od Gibraltaru o 220 mil, po czym w następnym zdaniu okazuje się, że był to jedyny punkt oporu aliantów pomiędzy Gibraltarem (1000 mil na zachód) a Aleksandrią (1000 mil na wschód). O co tu chodziło, wie chyba tylko tłumacz.
Opinię piszę na komórce w Chorwacji, stąd pewne literówki, za które przepraszam - postaram się je jutro poprawić. A książkę przeczytałem w sumie z przyjemnością, której nie zepsuły momenty irytacji. Nie polecam jej jednak dla tych, którzy nie znają innych opracowań i nie zamierzają do nich sięgnąć, bo dostaną jednostronny i trochę wypaczony obraz zmagań na Atlantyku. Fakt, że będzie to obraz miejscami porywający dramaturgią i plastycznością opisu morskich tragedii, jednak odległy od faktów...Książka wartościowa, ale tylko dla tych, którzy po raz pierwszy sięgają po opracowanie o bitwie o Atlantyk, albo też dla tych, którzy znają już inne książki na ten temat. Warto ją skonfrontować zwłaszcza z ujęciem "amerykańskim" - np. z "Hitlera wojną U-Bootów" Blaira. Dimbleby pisze w sposób porywający. Książkę chłonie się jak dobrą powieść sensacyjną, ale jest skażona "brytyjskim" spojrzeniem na to, co działo się na Atlantyku. W efekcie autor uważa kampanię (a nie bitwę) na wodach tego oceanu za decydującą o losach II wojny światowej. A przecież nawet w szczytowym okresie swych sukcesów u-booty zatapiały raptem kilka procent transportów, jakie płynęły z Ameryki Północnej do Wielkiej Brytanii. Nie była to więc ani bitwa, ani tym bardziej decydującą. Ale bez takiej retoryki kto chciałby czytać kolejną pozycję o zmaganiach na Atlantyku?
A czytać pomimo wszystko warto, bo jest w tej książce wiele smakowitych historii. Jednak dla mnie i tak nie równoważą one - niestety - błędów w przekładzie. Poziom jest po prostu dramatyczny, ale też trudno się dziwić, bo Wydawnictwo Literackie nie zatrudniło nawet merytorysty do konsultacji. W efekcie u-booty to raz "okręty podwodne", ale częściej "łodzie podwodne" - określenie, które dziś nie jest już nawet błędem, lecz wyrazem ignorancji własnej i arogancji wobec czytelników. Podobnie jak częste w pierwszej połowie książki określanie jednostek marynarki wojennej "statkami" a nie "okrętami". Z kolei Focke-Wulf "Condor" jest raz nawet "myśliwcem" - kurczę, samolot z sześcioma silnikami!!! A ewidentnie chodziło o "Condora" polującego na konwój, a nie o myśliwiec. Z kolei amerykański "Hellcat" jest za autorem określany jako "Martlet" - ale ta nazwa jest oczywista tylko dla Brytyjczyków. Większość czytelników z innych krajów kojarzy go jednak jako Grummana F6F Hellcat - samolot, który wygrał wojnę na Pacyfiku. A co z takimi kwiatami, jak określenie Malty jako wyspy odległej od Gibraltaru o 220 mil, po czym w następnym zdaniu okazuje się, że był to jedyny punkt oporu aliantów pomiędzy Gibraltarem (1000 mil na zachód) a Aleksandrią (1000 mil na wschód). O co tu chodziło, wie chyba tylko tłumacz.
Opinię piszę na komórce w Chorwacji, stąd pewne literówki, za które przepraszam - postaram się je jutro poprawić. A książkę przeczytałem w sumie z przyjemnością, której nie zepsuły momenty irytacji. Nie polecam jej jednak dla tych, którzy nie znają innych opracowań i nie zamierzają do nich sięgnąć, bo dostaną jednostronny i trochę wypaczony obraz zmagań na Atlantyku. Fakt, że będzie to obraz miejscami porywający dramaturgią i plastycznością opisu morskich tragedii, jednak odległy od faktów...

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Towarzysz

Bardzo mi przykro, że tak nisko oceniam tę książkę. Poleciła mi ją znajoma z nadzieją, że przypadnie mi do gustu. Niestety tak się nie stało. Po pierw...

zgłoś błąd zgłoś błąd