Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Wykluczeni

Wydawnictwo: Wielka Litera
7,65 (308 ocen i 43 opinie) Zobacz oceny
10
29
9
49
8
108
7
75
6
25
5
14
4
1
3
1
2
2
1
4
Edytuj książkę
szczegółowe informacje

Nieważne gdzie mieszkasz, jeśli jesteś niechcianym gościem na Ziemi. Książka Artura Domosławskiego to zbiorowy portret ludzi bez głosu i reprezentacji. Przegranych, poniewieranych i wydziedziczonych. W Kolumbii milicyjne szwadrony śmierci mordują niewinnych młodych mężczyzn z dzielnic biedy, aby podnieść statystyki „wojny z terrorem” i otrzymać premie finansowe. W Brazylii drobni sklepikarze...

Nieważne gdzie mieszkasz, jeśli jesteś niechcianym gościem na Ziemi.
Książka Artura Domosławskiego to zbiorowy portret ludzi bez głosu i reprezentacji. Przegranych, poniewieranych i wydziedziczonych.
W Kolumbii milicyjne szwadrony śmierci mordują niewinnych młodych mężczyzn z dzielnic biedy, aby podnieść statystyki „wojny z terrorem” i otrzymać premie finansowe.
W Brazylii drobni sklepikarze zrzucają się na odstrzelenie „mętów” – bezdomnych dzieci, śpiących na schodach świątyni.
Na Okupowanych Terytoriach Palestyńskich wojsko utrudnia rdzennym mieszkańcom dostęp do wody i zakazuje gromadzenia deszczówki.
W dalekiej Mjanmie dokonuje się ciche ludobójstwo na ludzie Rohingja, o którym większość ludzi Zachodu nawet nie słyszała...
Notes Artura Domosławskiego wypełniał się przez lata historiami przemocy i wykluczenia. Razem z nim odwiedzamy miejsca odległe od siebie o tysiące kilometrów: Kolumbię, Brazylię, Meksyk, Palestynę, Egipt, Sudan Południowy, Kenię i Myanmar, za każdym razem poznając nowy sposób, w jaki – będąc człowiekiem w XXI wieku – można cierpieć i zadawać ból. Te historie – ułożone jedna przy drugiej – łączy, mimo pozornych różnic, intymna nić. Nieważne w jakim języku mówisz, jeśli jesteś „nagim życiem” w rękach tych, którzy mają władzę, możesz zginąć, zniknąć, zostać zepchniętym do roli “podczłowieka”. Globalizacja I homogenizacja objęła nie tylko rynki finasowe, ale też biedę, rozpacz I śmierć.
W lekturze tej książki nie chodzi jednak tylko o przyglądanie się, o dreszcz przerażenia, a nawet o odruch empatii. Domosławski nie jest sentymentalny i nie pozwala na naiwną lekturę. Czy w historiach z tamtego świata nie odnajdziemy czasem naszych śladów? Czy w beztrosko zarysowanych granicach, pozornie odległych wojnach, wyciętych lasach, waśniach etnicznych nie odnajdziemy czasem tropu prowadzącego nas z powrotem do miast bezpiecznego, dostatniego i zadowolonego z siebie Zachodu? Do Warszawy, Krakowa, Gdańska, Wrocławia?
Szczególnie zasmucające są przypadki, kiedy jedni wykluczeni wykluczają innych - jeszcze słabszych od siebie.
Artur Domosławski, fragment Wstępu

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1064
malena | 2017-07-25
Przeczytana: 24 lipca 2017

"Nowe i stare zasady segregacji i utylizacji odpadów ludzkich"

"Ludzie żyjący na samym krańcu społecznego marginesu nie mają żadnego wyboru. Decyzja, by położyć się na ulicy i umrzeć, nie jest wyborem. Śmierć głodowa też nie jest alternatywą. Dysponujemy dzisiaj środkami, które pozwoliłyby wyeliminować nędzę na świecie i wyprowadzić wszystkich głodujących ludzi ze skrajnej biedy. Jednak wolimy tego nie robić. Nie mogę postrzegać tego inaczej niż jako zbrodnię. Lecz nie ma na świecie żadnego sądu, który mógłby pociągnąć do odpowiedzialności winowajców, którzy, choć mogą, decydują się nie zwalczać ludzkiej nędzy wszelkimi możliwymi środkami. Na dodatek wciągają w swą zbrodniczą działalność nas wszystkich, byśmy czuli się współodpowiedzialni". [1] Tak rzekł Henning Mankell w "Grząskich piaskach". Można tę książkę odebrać jako łabędzi śpiew, bo pisarza nie ma już wśród nas. Nie będzie jednak o utworze Mankella, ale o "Wykluczonych" Artura Domosławskiego, reportera, który "stanął w obronie", a może "pochylił się" nad wszelkiej maści wykluczonymi. Świadomie użyłam cudzysłowu. Świadomie i z przekory posłużyłam się cytatem z "Grząskich piasków". Opis rożnego rodzaju narodowych, społecznych wykluczeń stanowi jedynie punkt wyjścia do przedstawienia swego prywatnego zdania, w którym Domosławski domaga się otwarcia bram Europy i Ameryki Północnej dla fali uchodźców. Artykuły te (pozornie jedynie zróżnicowane) to głównie polemika z rzeczywistymi lub rzekomymi przeciwnikami tego typu rozwiązania. Wykluczenie samo w sobie ma tutaj drugorzędne, trzeciorzędne znaczenie. Rzeczywiści lub - jak kto woli - bezpośredni wykluczający także. Zresztą Domosławski winą za wszelką segregację i eliminację segregowanych obarcza Europejczyków, Amerykanów (Północ). Przeszłe grzechy sięgające czasów kolonialnych, kapitalistyczny neokolonializm są przyczyną- według autora - wszystkich wykluczeń. Samodecydowanie o sobie niepodległych państw z Południa nie może stanowić usprawiedliwienia, bo trudno ustalić, na ile było/jest ono samodzielne. Psim obowiązkiem jest zatem otwarcie granic i przyjęcie uchodźców. Tak - mniej więcej - można by streścić myśl przewodnią tej książki.
Jedynie w ostatnich reportażach autor skupia się na samych wykluczonych. Akurat w tym przypadku wykluczenie dotyczy płci (transeksualista z Brazylii) i orientacji seksualnej (Kuba). Za kobietobójstwo w Meksyku dostaje się: i Północy, i Południu.

Szczerze mówiąc, niechętnie sięgnęłam po ten reportaż. Domosławski nie wzbudzał mojej sympatii. Jednak tym razem zainteresowanie tematem wzięło górę. Wiele zagadnień, wiele całkiem przyzwoitych artykułów, m.in. o Kenii, Mjanmie, Sudanie Południowym, Palestyńczykach. Znaczną jednak część można traktować jako robocze zapiski, które nie powinny trafić do druku. Prywatne rozważania autora, przelewający się z kart księgi moralizatorski ton jest trudny do strawienia, mimo iż wiele poglądów jest mi bliskich, z wieloma się też i zgadzam, bo nie sposób po prostu się z nimi nie zgodzić, gdy "ma się serce po lewej stronie". ;) Domosławski nie wierzy jednak swym czytelnikom, nie wierzy, że są w stanie "odpowiednio" (czyt. zgodnie z wolą autora) zinterpretować ten reportaż. Umieszcza zatem - dość nachalnie - swoje odautorskie komentarze. Moim zdaniem całkowicie niepotrzebnie. Potęguje w ten sposób i tak już panujący w nim chaos. Oczywiście nie odbieram reporterowi prawa do własnych przekonań. Mam świadomość, że obiektywizm to utopia. W każdym - z naciskiem na to słowo - reportażu możemy znaleźć odbicie, cień poglądów ich autora. Ci wybitni potrafią tak skonstruować materiał, by było to niezauważalne lub prawie niezauważalne. Wciskanie jednak "jedynego i słusznego zdania" (czyt. własnego) wydaje się mi po prostu nieudolnością, nieumiejętnością lub zwyczajną... propagandą i to propagandą najgorszego sortu, bo prymitywną. Szkoda, że tą drogą podążył Domosławski. Szkoda, że arcyciekawy temat, jakim są wszelkiej maści wykluczenia, został zmarnowany i sprowadzony jedynie do głosu popierającego otwarcie granic Europy i USA dla uchodźców. Tak, jakby otwarcie tych granic było lekiem na całe zło tego świata. Argumentacja, której przecież miejscami nie można odebrać słuszności, jest mało przekonująca, łatwa do obalenia przez zagorzałych i wprawionych w boju krytyków tego rozwiązania. Szczytem naiwności jest dla mnie zdanie skierowanie do Polaków, których nie można podciągnąć do winy za kolonizację (nie licząc nieudanych prób skolonizowania Madagaskaru, w czym miał być pomocny Arkady Fiedler): "A przecież my, w Europie, my, w Polsce, nie możemy powiedzieć, że nie ponosimy jakiejś cząstkowej winy za los przybyszów. (...) Polska i Europa brały udział w wojnach w Afganistanie i Iraku, a te wojny to jeden z czynników, który wpłynął na falę migracji. Firmy z polskim kapitałem przyczyniają się do wyzysku ludzi w krajach Południa ( Bangladesz!)". [2] (s. 375) Eureka! Odpowiedzialność zbiorowa! Nie ma co, ważki to argument. Już sobie wyobrażam, jak Polacy biją się w pierś ze słowami: Mea culpa, mea maxima culpa...

Autor niejednokrotnie kontrastuje dostatnią Europę i Amerykę Północną (głównie Stany Zjednoczone) z biednym, niewydolnym i nieudolnym Południem. Poniekąd i słusznie, ale tylko poniekąd. Uproszczony, czarno-biały obraz świata i ludzi (szczególnie rzuca się to w oczy w artykule "Ludy Południa pukają do bram (Kos)"). Rozumiem jednak, że w ten sposób łatwiej mu się pisze, bo nie wymaga to od niego wysiłku zgłębienia tej problematyki. W końcu opowiada się przecież po stronie wykluczonych, staje w ich obronie. Ale czy na pewno? Czy efekt odbioru nie będzie odwrotny od zamierzonego? Zbytnia idealizacja wykluczonych, ocierająca się niejednokrotnie o śmieszność i... brak rzetelności, czy też świadoma manipulacja (patrz: artykuły o Egipcie). Moim zdaniem ta idealizacja niesie więcej szkody niż pożytku. Odczłowiecza i tak już niejednokrotnie odczłowieczonych przez własnych współrodaków. Stawia wykluczonych w pozycji słabszego, ułomnego fizycznie i psychicznie. Opóźnione, upośledzone Południe potrzebujące opieki Północy, wzięcia za rękę i poprowadzenia. A może wystarczy smycz? Po co się brudzić... Oczywiście ironizuję, ale ironia ta wynika z gniewu, złości, rozczarowania. Kolejny reportaż, który pod maską pomocy wykluczonym, skrywa ochronę interesów najbogatszych. Ich pozornej krytyki nie można przecież traktować poważnie. W końcu wszyscy korzystamy z prywatnego kapitału polskiej firmy, która wykorzystuje obywateli z Bangladeszu (sic!, sic!). Dla nieprzekonanych argumentacją o odpowiedzialności zbiorowej, pokoleniowej Domosławski serwuje apokaliptyczną wizję rodem z filmu "Pojutrze". Otwierajmy zatem bramy, bo sobie je sami otworzą. W końcu przecież samo otwarcie bram wystarczy, rozwiąże wszelkie problemy naszej planety.

Nie poleciłabym tego reportażu laikom (osobom, które nie śledzą aktualnych wydarzeń ze świata, nie interesują się historią powszechną, nie potrafią wyciągać własnych wniosków), gdyż trudno byłoby im wychwycić miejsca, w których Domosławski rezygnuje z rzetelności. Niekiedy manipulacja bywa subtelna, trudna do uchwycenia (poparta niejednokrotnie odpowiednio dobranym materiałem źródłowym). W weryfikacji nie pomaga też sam temat, jego złożoność i siła (Któż przy zdrowych zmysłach podda krytyce obrońcę wykluczonych? Stanie po stronie wykluczających?), posiłkowanie się odpowiednio dobranymi argumentami, obalanie argumentacji rzeczywistych i domniemanych krytyków etc. Wydaje mi się, że reporter powinien ograniczyć się do opisywania rzeczywistości w sposób najbliższy prawdy. Mam jednak świadomość, że nie ma prawdy absolutnej, jest jedynie prawda danego człowieka. Nie akceptuję jednak działań, które z tej jednostkowej prawdy (w przypadku Domosławskiego świadomie naciąganej) próbują zrobić prawdę ogólną, uniwersalną. Nie akceptuję też sposobu, w jaki to robi. Uproszczenia, stronniczość, idealizacja, manipulacja - wszystko to nie służy zrozumieniu, nie powoduje zmian, a raczej pogłębia już i tak głębokie przepaści, sprzyja wykluczaniu. A przecież chyba nie taki cel przyświecał autorowi, gdy tworzył te artykuły...


Przypisy:
1- H. Mankell, "Grząskie piaski", tłum. E. Wojciechowska, Warszawa 2014, s. 111.
2- A. Domosławski, "Wykluczeni", Warszawa 2016, s. 375.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Hitler

Podstawowe informacje, dla osoby, która nie posiada wiedzy, a chcę ją zdobyć, polecam, wszystko w pigułce, koneser niestety nie znajdzie tutaj żadn...

zgłoś błąd zgłoś błąd