Wonder Woman by George Perez Omnibus

Wydawnictwo: DC Comics
7 (1 ocen i 1 opinia) Zobacz oceny
10
0
9
0
8
0
7
1
6
0
5
0
4
0
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
1401255477
liczba stron
640
kategoria
komiksy
język
angielski
dodał
yodapl

One of the most popular artists working in comics over the last 30 years, George Pérez's resume contains a who's-who of the most popular characters in comics. From his co-creation, with Marv Wolfman, of The New Teen Titans in the 80s and his work on Crisis on Infinite Earths and Wonder Woman to his mega-successful JLA/Avengers, George's work has thrilled comics fans for over three decades....

One of the most popular artists working in comics over the last 30 years, George Pérez's resume contains a who's-who of the most popular characters in comics. From his co-creation, with Marv Wolfman, of The New Teen Titans in the 80s and his work on Crisis on Infinite Earths and Wonder Woman to his mega-successful JLA/Avengers, George's work has thrilled comics fans for over three decades. This omnibus collects the first two years of George Perez's revolutionary run on Wonder Woman in premium format.
Collects Wonder Woman #1-24 and Wonder Woman Annual #1.

 

źródło opisu: https://images-na.ssl-images-amazon.com/images/I/6...(?)

źródło okładki: https://www.amazon.co.uk/Wonder-Woman-George-Perez...»

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 229
yodapl | 2017-05-14
Przeczytana: 13 maja 2017

Kiedy superbohaterowie z dziką częstotliwością informują czytelnika o swoich poczynaniach komentując każdy swój ruch i głośno wyrażając każdą myśl, a strony komiksów wręcz kipią od tekstu, wiedz, że przeniosłeś się w zamierzchłe czasy sprzed Mrocznej Ery komiksu. Ja kilka tygodni temu kupiłem sobie bilet w tę cudowną przeszłość rezerwując miejsce w pierwszej klasie. Nabyłem bowiem Wonder Woman by George Perez, a więc omnibusa mieszczącego w sobie 25 zeszytów z runu George’a Pereza, który to uchodzi za ikoniczny, definiujący postać majstersztyk, do dziś wspominany przez fanów Wonder Woman z łezką w oku, trochę tak jak to robią fani Thora myśląc o runie Simonsona. Pierwszy zeszyt Pereza i spółki światło dzienne ujrzał w 1987 roku i był absolutnym rebootem serii mającym zrobić dla księżniczki Diany to, co Powrót Mrocznego Rycerza i run Johna Byrne’a zrobił odpowiednio dla Batmana i Supermana. Mając za sobą ponad 600 przeczytanych stron rzeczonego rebootu, mogę śmiało stwierdzić, że mało który run tak urokliwie łączy ze sobą przeszłość i teraźniejszość komiksu.
Ale do rzeczy. Co było tak rewolucyjnego w runie Pereza? Zacznijmy od nowego statusu quo Amazonek, które dostały intrygującą genezę, już od początku dając nam pewne wyobrażenie o bogach. Amazonki są bowiem reinkarnacją kobiet, które zginęły w wyniku chciwości i głupoty mężczyzn. Ich powstanie było dziełem bogów, lub raczej bogiń i kilku patrzących na cały pomysł pozytywnym okiem bogów. Nasza Diania została zostawiona na boski deser będąc od początku swojego istnienia wybitną jednostką, ucieleśnieniem cech kobiety idealnej, która łącząc w sobie najlepsze atrybuty części greckiego panteonu, została stworzona do wielkich celów. Trzeba stwierdzić, że przy takiej genezie i zestawie cech nawet przeważnie nieskazitelna facjata Supermana wydaje się jakaś upaprana…
Mamy tu więc motyw boskiego nadania, ale w wydaniu greckim. Perez na szczęście nie zapomina o charakterze olimpijczyków znanym z kart mitologii i raz po raz rzuca Dianę bogom na pożarcie – Wonder Woman wydaje się by pionkiem w kolejnych boskich rozgrywkach, a olimpijczycy częstokroć bawią się jej losem, zmieniając np. co chwila zdanie, czy Dianę ratować, czy nie. Ba, kulminacją zabaw bogów jest tu motyw wiecznie napalonego Zeusa, który pewnego razu postanawia uhonorować wszystkie Amazonki swoim najświętszym błogosławieństwem. Bogowie są tu więc ludzcy, skorzy do łechtania swojego ego za wszelką cenę, a nawet nie cofający się przed gwałtem.
Na ich tle błyszczy Diana. Jeżeli przedstawienie panteonu greckich bogów można przypisać raczej nowej, Millerowskiej erze komiksu, sama Wonder Woman w moim odczuciu pozostaje w przeszłości, w Erze Złotej. Jasne, Diana dużo się uczy przez te 600 stron, zawiera przyjaźnie, flirtuje z ideą miłości do faceta (uwaga! Steve Trevor w tym runie, mimo odtworzenia klasycznego wypadku na Temiscyrze i wylądowaniu w ramionach Amazonki, kończy u boku ziemskiej, nieco puszystej pani! Dania zaś śni o pewnym kawalerze z Kryptonu! Takie pomysły na ponad 20 lat przed New 52?!), a także uczy się łączyć rolę superbohaterki w obcisłym trykocie z rolą emisariuszki pokoju i równości płci, a więc komercję i blichtr z pracą u podstaw i podniosłymi ideami. Ma momenty słabości, czy zwątpienia. Ale nie da się ukryć, ze zawsze stoi za tym ktoś inny; Wondy , gdy robi coś źle, jest tu tylko ofiarą jakiegoś spisku, nie popełnia błędu w wyniku własnej głupoty, czy chciwości. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to Diana jest bardziej posągową postacią niż Superman, boy scout, ikona harcerzykowatego bohatera. Diana to w tych 25 zeszytach ideał, do którego dążą nie tylko kobiety, ale i nawet sami bogowie. To mnie troszeczkę wynudziło i odepchnęło.
Nie znudziło mnie natomiast nagromadzenie wszelakich gatunków i konwencji literackich w tym komiksie. Od tradycyjnych, nawiązujących do mitologii opowieści akcji o wojnie dobra ze złem, poprzez wieczne knucia bogów i wygrażanie sobie nawzajem palcem, po teen dramę i komiks detektywistyczny! Ten omnibus wręcz kipi kontentem, jednak moim zdaniem nierównym. Bo o ile niektóre pomysły wyszły świetnie, jak np. quasi-śledztwo Diany widziane z perspektywy klasycznego detektywa-wyjadacza, o tyle inne były po prostu przeciętne. Weźmy same sceny akcji, czy kulminacje starć z kolejnymi superłotrami – te są przeważnie drewniane. Zdarza się, że Diana po prostu przylatuje na miejsce zdarzenia i daje łupnia panu Złemu, co obrazuje jeden kadr… Lub w momencie, gdy pani Zła ma zadać Amazonce śmiertelny cios, przylatuje Hermes teleportując wszystkich z miejsca potyczki i kończąc akcje nakręcaną czytelnikowi przez cały zeszyt na pstryk palcem. Ma to uzasadnienie fabularne, bowiem Hermes w tym runie to bóg wyraźnie skonfliktowany i ze swoim boskim rodzeństwem i z samym sobą, skory do takich wybryków ,ale zabieg taki zwyczajnie psuje i tak już mozolnie tkane napięcie. Komiks bowiem jest również po staremu przegadany, przedstawiając czytelnikowi akcję w staro szkolnym stylu narracji, w której to bohaterowie obsesyjnie komentują na głos to, co na danym kadrze się dzieje. Podobnie jak u Thora w wydaniu Simonsona ma to swoje zalety, pozwalając np. zdecydowanie celniej nakreślić danego bohatera, czy budować podniosły klimat poprzez wyszukane, stylizowane na staro-angielski frazy, ale ma i swoje wady, bo ja zwyczajnie nie mogę się przemóc i wsiąknąć w suspens danej potyczki, gdy pan Zły podniośle wykrzykuje co chwila dyrdymały w stylu „Nie! Zostaw ten eliksir przygotowany tak mizernie przez mego Ojca! Odbierając mi go, odbierasz mi źródło mojej fantastycznej mocy!”. Przykład ten został wymyślony przeze mnie, ale uwierzcie, że w samym komiksie dialogi potrafią być jeszcze bardziej patetyczne. Co nie zmienia faktu, że ta podniosłość, w chwilach kiedy zło zostanie już na jakiś czas pokonane, gwarantuje wzruszenie i podziw nad kunsztem pisarskim Pereza…
Ambiwalentną jest też dla mnie szata graficzna albumu, która ochoczo przeskakuje od jednych z najlepszych plansz komiksowych jakie widziałem (np. okładka zeszytu 12, Echoes of the Past) do szkaradnych wręcz ujęć kartoflanych twarzy, czy identycznych sylwetek. Trzeba zwrócić uwagę, że nie wszystkie zeszyty zostały naszkicowane przez samego Pereza, a więc może z tego wynika ta rozbieżność jakości. Całościowo album prezentował się jednak bardzo dobrze, a fryzury pań boskich i nieboskich wręcz siła cofają nas do cudownych lat automatów-szaf do gier, wielkich magnetofonów i wojny iracko-irańskiej. Z naciskiem na magnetofony.
Podsumowując: obcowanie z tym omnibusem było kawałkiem solidnej, czytelniczej przygody. Podróż w czas przełomowy dla postaci Wonder Woman, ale i całego komiksu superbohaterskiego, kiedy to dwie ery stykały się ze sobą, łącząc dogmaty i standardy starego i nowego. Śmiałem się, czasem wzruszałem, solidaryzowałem się z jednymi postaciami, dostrzegałem niedościgniony ideał drugich, nudziłem się czytając kolejne wygrażania sztampowych złych łotrów i nie mogłem się nadziwić geniuszowi niektórych rozwiązań. Bogowie, knucie, szukanie samego siebie, kokaina, dramaty nastolatki, dramaty już-na-bank-nie-nastolatki (nie pamiętam kiedy w komiksie przeczytałem ostatnio o menopauzie), szczypta erotyzmu i trzymaniu się nawzajem na smyczy (klasyk postaci, prawda, panie Marston?), banały i świetne pisarstwo. Przekonałem?
Aha, sam omnibus ma sporo dodatków, między innymi przedmowę samego Pereza, kilkadziesiąt stron ilustracji i szkiców koncepcyjnych i pokedeksową galerię postaci, gdzie można się dowiedzieć np. tego ile waży Ares. Jako, ze to mój pierwszy zakupiony omnibus (obawiam się, że po przekroczeniu tego Rubikonu może mnie teraz czekać bankructwo i życie kloszarda…) nie wiem, czy to dodatki wartościowe, czy nie, ale sam album dorwałem za 25 funciorów, a obecnie można go dostać za 39, co chyba nie jest złą ceną jak za ten format komiksu.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Dawni Mongołowie

Wydana w 1983 książka pt.: Dawni Mongołowie, autorstwa Stanisława Kałużyńskiego, to jedna z bardziej znanych prac popularnonaukowych dotyczących państ...

zgłoś błąd zgłoś błąd