Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Zatopić "Niezatapialną"

Wydawnictwo: Genius Creations
5,83 (29 ocen i 14 opinii) Zobacz oceny
10
2
9
0
8
4
7
4
6
8
5
4
4
2
3
3
2
2
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788379950836
liczba stron
382
słowa kluczowe
piraci, steampunk
język
polski
dodała
Marsza

Jollienesse Rożnowski, zwana przez przyjaciół Nes, dowodzi parowcem „Niezatapialna”. Pani kapitan i jej załoga są legendą w Palude. Córka skazanego opozycjonisty, od lat siejąca postrach w Krainie Tysiąca Jezior i Rzek, podbiła serca prostego ludu. Władza jednak nie może dłużej tolerować jej istnienia. Świat ulega społeczno-ekonomicznym przemianom, a ambitny minister postanawia przykładnie...

Jollienesse Rożnowski, zwana przez przyjaciół Nes, dowodzi parowcem „Niezatapialna”. Pani kapitan i jej załoga są legendą w Palude. Córka skazanego opozycjonisty, od lat siejąca postrach w Krainie Tysiąca Jezior i Rzek, podbiła serca prostego ludu.

Władza jednak nie może dłużej tolerować jej istnienia. Świat ulega społeczno-ekonomicznym przemianom, a ambitny minister postanawia przykładnie ukarać buntowników. Nieubłaganie nadciąga koniec ery rzecznego piractwa.

W pogoń za „Niezatapialną” rusza kapitan Feliks Ucelli i dowodzona przez niego elitarna jednostka Straży. Pętla się zaciska, a sytuacja wydaje się bez wyjścia. Ale niełatwo zatopić „Niezatapialną”. A już na pewno nie uda się zatopić jej na wieki.

Przygodowy steampunk w pełnej krasie: parowce, nadchemia, pościgi, strzelaniny i – oczywiście – odrobina romansu.

 

źródło opisu: https://geniuscreations.pl/ksiazki/zatopic-niezata...(?)

źródło okładki: https://geniuscreations.pl/ksiazki/zatopic-niezata...»

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 640

[Recenzja była wcześniej zamieszczona na portalu Polacy nie gęsi!]

Czasami niegrzeczne dzieci przypominają mi lądowych piratów, a to za sprawą swoich złośliwych występków. Nieraz udało mi się zobaczyć, jak skradały się do piaskownic tylko po to, aby zabrać zalegające w piasku zabawki. Nie w celach zabawy. Ich zadaniem było je ukraść, a sprzeciwiających się właścicieli zwyzywać lub poszarpać. Wtedy do akcji wkraczali niezadowoleni rodzice i cała akcja kończyła się fiaskiem.
A teraz wyobraźcie sobie te same dzieci, ale na prawdziwym pirackim statku, niekontrolowane przez nikogo.
Kraina Tysiąca Jezior i Rzek od zawsze przyjmowała w swoje progi nie tylko handlarzy, ale również morskich rozbójników, czyhających na towar transportowany przez tych pierwszych. Bywali lepsi i gorsi, ale Jollienesse Rożnowski i jej ekipa płynąca na „Niezatapialnej” stała się wręcz legendą w Palude. Wszystko za sprawą swych udanych rozbojów. I chociaż działali oni wbrew prawu, to jakimś cudem zdołali podbić serca prostego ludu.
Władza nie mogła dłużej tolerować destrukcyjnej działalności piratów. Postanowiono pilniej przestrzegać praw, wprowadzając przy tym drastyczne zmiany, mające na celu zastraszenie rzezimieszków. Jednak piraci nie zamierzali zaprzestać swoich grabieży, uparcie ignorując zbliżający się wielkimi krokami koniec ich szaleństw.
Za „Niezatapialną” ruszył w pogoń sam kapitan Feliks Ucelli, który posiadał na swoim koncie wiele zasług dla władz Palude. Mężczyzna nie wyobrażał sobie, aby jego jednostka nie była w stanie pochwycić pani kapitan Rożnowski. Dzielnie podążał za świadomą ogona Nes, mającą w zanadrzu plan awaryjny.
Czy zabawa w kotka i myszkę znalazła jakieś zakończenie? A może „Niezatapialna” okazała się być nieuchwytna, przez co Feliks Ucelli musiał obejść się smakiem?
Zazwyczaj to woda bywa zdradziecka i nieprzewidywalna, ale czy ludzkie uczucia nie przebiły jej o głowę?

Zachęcona pozytywnymi słowami dobrej znajomej na temat [Zatopić „Niezatapialną”], postanowiłam dać szansę debiutowi pani Anny Hrycyszyn i wstąpić w szeregi pirackiej załogi pani kapitan Jollienesse Rożnowski. Naprawdę byłam ciekawa, co takiego autorka ma do zaoferowania. Tylko czy dobrze zrobiłam? Czy w trakcie lektury sama miałam ochotę uczestniczyć w abordażu? A może prosiłam, aby „niechcący” wypaść za burtę i zostać pochłonięta przez wodę wpływającą do płuc?

Pierwsze strony mnie męczyły, ale to nie za sprawą błędów. Przyczyniły się do tego opisy, które z początku przypominały mi arkusz egzaminu maturalnego z matematyki na poziomie rozszerzonym. Owszem, widywałam statki nie tylko na filmach, nawet raz jednym płynęłam, ale to było za czasów, kiedy nie patrzyło się na pokład, a na oddalający się ląd. Czułam po prostu znużenie przy opisach standardowych czynności, jakie zachodziły na „Niezatapialnej” w chwili zagrożenia. Ta cała nerwowość załogi źle na mnie oddziaływała. Dopiero, gdy akcja przeniosła się na suche tereny i dobrnęła do elementu fabuły nadającego smaczku historii, uznałam, że ta książka jednak ma szansę podbić moje serce. I biorąc pod uwagę ten właściwy wstęp opinii – miałam rację. Oczywiście nie wzniosę za to toastu, ale pozwolę sobie zakrzyknąć: Arr!
Przemierzając spokojne oraz niestabilne wody z panią kapitan, czułam się jak piratka, prawie ochoczo kibicując każdej inicjatywie, z jaką wychodziła ona czy też jej świta. Prawie, ponieważ niektóre wybory były nad wyraz niebezpieczne i głupie. Ale to właśnie wszelkie upadki Nes, których byłam świadkiem, nie pozwalały mi krzyczeć o zakrzywieniu rzeczywistości. A tak autorka może spać spokojnie, ponieważ udało jej się uprawdopodobnić wydarzenia. Nawet motyw rewolucji wyszedł nader naturalnie. Wszelkie akty buntu w połączeniu z dzikim pościgiem Straży za załogą „Niezatapialnej” uzupełniały się wzajemnie, a ja chłonęłam to jak gąbka wodę, pragnąc kolejnej fali niespodziewanych zwrotów akcji, których także tutaj nie brakowało. Niekiedy tylko odczuwałam zmęczenie poczynaniami Nes, ale wtedy na ratunek przychodziły zdarzenia powiązane z innym bohaterem, co ratowało sytuację. Także zakończenie wydawało mi się nieco niepasujące do całej reszty, ale nie zamierzam za nie wybatożyć pani Anny Hrycyszyn rzepą. Poczułam po nim lekki niedosyt, lecz czasami lepiej odczuwać głód, niżeli cierpieć z przejedzenia. No dobra… uzupełniłam sobie te braki, kiedy gryzłam paznokcie z poddenerwowania. Macie jakiś dobry patent, aby wyzbyć się tego brzydkiego nawyku?

[…] – Witrenstiern powiedział, że nic nie poradzę na to, że świat nie chce być czarny albo biały, pan nazwał mnie naiwnym… Wychodzę na idiotę, tak?
– Naiwność nie jest głupotą, nie w takim znaczeniu, w jakim pan ją teraz postrzega.
Przez całą [Zatopić „Niezatapialną”] przewija się tak wielu bohaterów, że gdyby nie czuwający nade mną narrator, to naprawdę miałabym przechlapane. To właśnie on przedstawił mi najistotniejsze osoby, przez co mogłam je lepiej poznać. Chyba nikogo nie zdziwię, kiedy napiszę, że podziwiałam Nes za jej odwagę oraz upór w dążeniu do wyznaczonego celu. Także troska pani kapitan o załogę uświadomiła mnie, że pomimo niezbyt prestiżowego zawodu, kojarzącego się z odarciem z uczuć, ona jednak je posiadała, raz za razem to udowadniając. No i niekiedy nie grzeszyła inteligencją, ale nadrabiała to czynami. Nawet sam Feliks Ucelli, wierny państwu i oddany swemu obowiązkowi chwytania przestępców, pokazał mi, że przy nim także nie mogę oceniać po pozorach. Może nieraz jego łatwowierność wytrącała mnie z równowagi, ale w jakiś sposób mnie też rozczulała i naprawdę nie dziwię się Nes, że czuła do niego coś w rodzaju słabości. Ja sama chętnie uświadomiłabym go, że świat wcale nie jest taki kolorowy, jak mu się wydaje. Znowu uderzam na suche lądy, znaczy się uderzam w prywatne grunty… Może pozwólcie, że przejdę dalej?
Nie mogę zapominać o pozostałych bohaterach, bo przecież oni również tworzyli [Zatopić „Niezatapialną”]. Przez karty powieści przetoczyło się wiele przyjaznych dusz dobrowolnie podających pomocną dłoń, ale nie obyło się też bez antagonistów, którzy pozornie przypominali aniołków. Po prostu istna mieszanka charakterów, działająca niczym przyprawy w kuchni. Naprawdę nie wyobrażam sobie, aby zabrakło rozczulającego dbałością o pełne żołądki załogi „Niezatapialnej” v’Ankary czy też Xandre’a, którego do samego końca nie wiedziałam, po której stronie barykady umiejscowić. Nikt nie był idealny, ale to im tylko dodawało uroku.

– Złe czasy, Nes.
– Bardzo złe, skoro nie można ufać tym, którzy mienią się być przyjaciółmi […]

Chociaż sposób prowadzenia narracji oraz zastosowanie czasu przeszłego nie są mi nieznane, to przyzwyczajona do tego, że to główny bohater przedstawia wyimaginowany świat, musiałam przekierować swój umysł na właściwe tory. Dlatego też mogę napisać, że Anna Hrycyszyn zachwyciła mnie swoją kreatywnością, lecz zatrzymam się przy opisach. Nie chcę od razu narzucać, że są one złe i odrzucające, ale niekiedy brakowało mi dalszej części wypowiedzi, jakiegoś uzupełnienia myśli narratora. Raz sprawował się bez zarzutów, by za pierwszym zakrętem wybrać drogę na skróty. Oczywiście nie pragnę kilometrowych zwierzeń o czyichś problemach natury gastrycznej, czy rozpływania nad urodą jakiejś damy, ale karmienie czytelnika piaskiem pomiędzy wykwintnymi daniami źle oddziałuje na żołądek. Ale jako że to debiut, to nie będę szykować szczoteczki do zębów i kubła wody do szorowania pokładu „Niezatapialnej”. Nie jestem aż tak okrutna!
Każdy z nas powinien przestać rozmyślać nad tym, co dana osoba zrobiłaby na jego miejscu i jak by to oceniła. Od czasu do czasu musimy stać się egoistami i zadbać o własne interesy, by później nie żałować, że nie skorzystaliśmy z otwartej furtki. Taką właśnie szansę otrzymali Nes oraz Feliks, tylko czy odważyli się zmienić coś w swoim życiu? Na to pytanie odpowie [Zatopić „Niezatapialną”]!

Podsumowując:
Chociaż rejs „Niezatapialną” oraz piesze wędrówki po świecie wykreowanym przez autorkę miewały wzloty i upadki, to muszę przyznać, że nie żałuję decyzji o przeczytaniu tej książki. Może pani Anna Hrycyszyn musi jeszcze nieco popracować nad warsztatem, ale już teraz gwarantuje nam smaczną ucztę czytelniczą, przy której nie trudno o szybsze bicie serca. Dlatego też każdy szczur lądowy powinien poczuć wiatr we włosach i dać się ponieść historii Jollienesse Rożnowski, nie zapominając o opakowaniu Aviomarinu. Tak na wszelki wypadek.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Wielkie poszukiwanie zwierząt

Interaktywna książka dla dzieci i młodzieży. Coś jak "Gdzie jest Wally?", tyle że ze zwierzętami. Bardzo skomplikowane są niektóre z łamigłó...

zgłoś błąd zgłoś błąd