Namiestnik

Cykl: Materia Prima (tom 2)
Wydawnictwo: Fabryka Słów
7,86 (435 ocen i 55 opinii) Zobacz oceny
10
43
9
75
8
163
7
106
6
35
5
8
4
3
3
2
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje

Warszawa w kleszczach wojny. Niemcy się wycofali, ale wiele zostawili Polakom do obrony. Rosjanie wiedzą, że miasto to klucz do opanowania Europy, problem jednak w tym, że jest pełne zdeterminowanych, mocno wkurzonych i uzbrojonych, ludzi gotowych oddać życie za nowo odzyskaną ojczyznę. Ale tego starcia nie rozstrzygną tylko karabiny i bagnety. W ruch pójdą magiczne formuły i słowa mocy....

Warszawa w kleszczach wojny.

Niemcy się wycofali, ale wiele zostawili Polakom do obrony.

Rosjanie wiedzą, że miasto to klucz do opanowania Europy, problem jednak w tym, że jest pełne zdeterminowanych, mocno wkurzonych i uzbrojonych, ludzi gotowych oddać życie za nowo odzyskaną ojczyznę. Ale tego starcia nie rozstrzygną tylko karabiny i bagnety. W ruch pójdą magiczne formuły i słowa mocy. Obie strony dysponują ludźmi, na których jedno skinienie setki żołnierzy padają jak świeżo ścięte łany.

Alchemik Rudnicki musi dokonać najtrudniejszego wybory w życiu, a za każdą decyzją stoi śmierć.

Jakby tego było mało z Enklawy wychodzą istoty, przy których demony wydają się marnymi szczurami.

A to dopiero początek.

 

źródło opisu: http://fabrykaslow.com.pl

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 82
Roshynski | 2017-07-03
Na półkach: Przeczytane

Stało się. Mimo moich zapewnień sięgnąłem po tom drugi i dotrwałem do końca. Co za rollercoster.
A. Przechrzta jest twórcą który wypełnia bardzo wąsko określoną niszę i ma się z tym doskonale. Po jego książkach można spodziewać się tylko jednego - rozrywki i jest tak od samych początków jego twórczości. Czy to Pierwszy krok, czy Białe noce, Przechrzta trzyma ten sam poziom i nie zawodzi.
Niestety, nie rozwinął ani o jotę. Po drugim tomie serii o alchemiku Rudnickim zakup trzeciego zdaje mi się kompletnie nieuzasadniony. Nie dlatego że tom drugi był zły. Wręcz przeciwnie, zakupiony jako czasoumilacz do wielogodzinnej podróży pociągiem spełnił swoje zadanie znakomicie. Gorzej, gdy chce się go potraktować jako rzetelną literaturę fantasy.

Motywy i schematy po które sięga autor są identyczne do tych do których sięgał w przyszłości. Przechrzta tworzy książkę za pomocą checklisty. Marty Stu MC aka gospodin Rudnicki - jest.
Lojalny po grób towarzysz Martiego - graf Samarin - jest.
Potężna osobniczka płci pięknej, droga do potęgi i władzy - Anastazja - jest.
Nieskazitelny charakter MC - całą powieść - jest.
Rycerskie ratowanie kobiet z nizin społecznych - Zalewska - jest.
Wianuszek kobiet gloryfikujących MC aka "harem" - długo by wymieniać - jest.
Uberlojalny bezbłędny utalentowany pomagier - Villanova - jest.
Tajemnicze źródło mocy technicznie dostępne dla wszystkich ale hojne tylko dla MC - Biblioteki - są.
Obszerne dialogi poświęcone ekspozycji - Każde słowo z ust Anastazji - są.
Żargon wojskowy udający rozmowy żołnierzy - Motyw Samarina w armii- jest.

Problem książek Przechrzty dotyczy tego czego w nich nie ma. Namiestnik poświęca więcej czasu budowaniu profilu charakterologicznego bohaterów ale robi to w sposób tak przewidywalny że choć pogłębieni, pod koniec książki bohaterowie są dokładnie tym kim byli. Rudnicki nadal jest rycerzem w lśniącej zbroi, Samarin pozostaje racjonalnym lojalistą, Anastazja wierną towarzyszką. Konflikt, szara strefa moralności, trudne wybory, niezwyciężone zło, nawet konsekwencje czynów zdaje się moralnie ryzykownych (Patrz: Rudnicki/SłowoMocy/Sterowiec). To koncepty Przechrzcie obce. Chociaż się ich spodziewasz, chociaż są logicznym następstwem zdarzeń (Patrz: nawias powyżej), dostajesz figę.

Namiestnik kuleje też fabularnie. Kompozycja powieści przypomina zbiór opowiadań. Częściej niż raz łapałem się na zastanawianiu co gospodin Rudnicki robi i w zasadzie dlaczego? Jest w Petersburgu? A tak, bo leczy Carewicza. Zaraz, jest już w Warszawie? A dlaczego? Rozmawia z kim? A po co? Do czego dąży jego rozmowa z "Evil_Bad_Guy_#36"?
Forma luźnych opowiadań zdaje się bardziej przystawać lekkim i chaotycznym scenom z życia Rudnickiego i jego przyjaciół. Nie wiem czemu autor nalega na format podzielonej na rozdziały powieści.

Problemem zdaje się też powierzchowność akcji osadzonej w pierwszowojennej Warszawie. Niby imiona i nazwy się zgadzają, wszyscy palą nałogowo tytoń a kobiety tytułują damami, nawołują do pojedynków i strzelają z Mosinów. Jednak w równie rozrywkowym Uniwersum Metro2033 sceny batalistyczne to absolutny majstersztyk, poprowadzony w takim detalu że działania Samarina i taktyka wojsk rosyjskich przypominają wypociny dwunastolatka na temat realiów prowadzenia bitew. Atmosfera Warszawy jak i klimat poczatków wieku XX jest przedstawiona w sposób uproszczony, tak, by odpowiadał on lekkiemu tonowi powieści. To nie jest indywidualizacja języka i malowanie słowem jak w innej, także osadzonej w tym okresie Polski powieści typu rzeczywistość alternatywna (patrz: "Lód" Jacka Dukaja). Opinie użytkowników twierdzace że Autor nakreślił piękny krajobraz przedwojennej Warszawy zwyczajnie łżą.
Brak centralnego problemu, arcywroga, czegokolwiek, czemu Rudnicki mógłby poświęcić czas zamienia Namiestnika w pisaną telenowelę gdzie rycerz na białym koniu staje naprzeciw z góry rozwiązywalnym problemom. Często nie stosuje niczego poza zwykłą siłą fizyczną, potęgą magiczną czy stojącą za nazwiskiem gospodina reptuacją. Pierwsze trzy razy idzie to przeboleć ale pod koniec powieści zaczyna to nie tylko nużyć co wręcz odstręczać. Poważnie, nie można było wątku grabionych nieruchomości zamienić w coś ciekawszego? Skoro to taka błahostka, to po co w ogóle o tym pisać? Tak, wiem że Rudnicki temu podoła. Autorze, pokaż mi w jak błyskotliwy sposób to zrobił!
Niespójność pisanego na kolanie systemu magii i tajemnic Enklaw też szybko daje się we znaki. Rudnicki staje się potężniejszy z każdą przewróconą kartką, stare zasady przestają obowiązywać albo nie obowiązują "the good guys". Pierwszy krok i jego magiczne Wieże to przy Enklawach i słowach Mocy majstersztyk.
Wrogów zawsze można zidentyfikować po grubiaństwie, chciwości, słabości charakteru lub krzywej facjacie. Wszystkim innym Rudnicki uchylił nieba i są jego oddanymi przyjaciółmi. Nawet Niemcy, choć cała powieść zastanawiałem się czemu są Rudnickiemu przychylni. Nadal nie wiem.
BTW blurb na tylnej okładce kłamie, Niemców w tej powieści praktycznie nie ma, nie grają żadnej roli, fabuła nie poświęca im nawet grama uwagi.

Trudno mi zarzucać Przechrzcie rzemieślnictwo. Jest autorem jakim jest i gdy sięgałem po tę książkę wiedziałem czego się po niej spodziewać - light novel w stylu Pierwszego Kroku. Niestety czar dawno prysł, schematy autora stały się nieświeże i gdyby nie okoliczności zakupu jechałbym po Namiestniku jak po anglojęzycznych ln spod pióra np. Rothfussa. Należy im się podobne traktowanie,

6/10, bo rozmach z początku intryguje a wątki bohaterów są ciekawsze niż w Adepcie. Ale ile razy można z czystym sumieniem pisać to samo, tak samo? Autorze, wstydź się.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Ślady

Muszę z przyjemnością przyznać, że zarwałem nockę. Opowiadania wciągają w swój świat już po pierwszym zdaniu. Niesamowity dar.

zgłoś błąd zgłoś błąd