Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Kult miłości

Wydawnictwo: Dreams
7 (1 ocen i 1 opinia) Zobacz oceny
10
0
9
0
8
0
7
1
6
0
5
0
4
0
3
0
2
0
1
0
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788363579876
liczba stron
272
język
polski
dodała
venicet5

„Cześć, mam na imię Jennifer. Wiem, że dopiero się poznałyśmy, ale ja już chciałabym, żebyś mnie polubiła”. Na pewno tego doświadczyłaś – to głębokie pragnienie, by ludzie cię cenili, szanowali… i kochali. Ciężko pracujesz, by zasłużyć na ich akceptację i uznanie. Chcesz sprawić, aby inni myśleli, że jesteś taka poukładana, gdy tymczasem, w środku czujesz, że się sypiesz. Wielokrotnie...

„Cześć, mam na imię Jennifer. Wiem, że dopiero się poznałyśmy, ale ja już chciałabym, żebyś mnie polubiła”.

Na pewno tego doświadczyłaś – to głębokie pragnienie, by ludzie cię cenili, szanowali… i kochali. Ciężko pracujesz, by zasłużyć na ich akceptację i uznanie. Chcesz sprawić, aby inni myśleli, że jesteś taka poukładana, gdy tymczasem, w środku czujesz, że się sypiesz. Wielokrotnie słyszałaś to jedno pytanie wybrzmiewające w twoich uszach: „Co ludzie o mnie pomyślą?”.

Jennifer Dukes Lee dobrze wie, co znaczy takie uczucie. Zdaje sobie sprawę, jak bardzo wyczerpujące potrafi być życie, kiedy jest się przywiązanym do oceny innych osób. Sama poświęciła wiele czasu i energii na to, żeby zasłużyć na ludzkie uznanie – w pracy, w domu, w kościele, cały czas zastanawiając się, co się stanie, gdy opadnie zasłona i wszyscy zobaczą jej skrzętnie skrywany bałagan. Popełniała te same błędy, które przydarzają się nam, gdy prześcigamy się wzajemnie, by zdobyć poważanie i przedkładając nad wszystko ludzką miłość i akceptację, doprowadzamy się na skraj wyczerpania.

A teraz Jennifer zaprasza cię w podróż, w której odkrywa radość wynikającą z ponownego poznania bezwarunkowej miłości Boga. Pokazując swoje własne doświadczenie, zaprasza cię do tego, byś pogodziła się z samą sobą i przestała pracować po godzinach dla zdobycia akceptacji, którą już przecież otrzymałaś od Chrystusa. Kult miłości pomoże ci pokonać to, co dzieli cię od głębokiego związku z Bogiem i doświadczyć niesamowitej wolności życia przeżywanego w prawdziwej miłości.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Dreams

źródło okładki: Wydawnictwo Dreams

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 296
Ida | 2017-06-08
Przeczytana: 08 czerwca 2017

GodzinaZksiazka.blogspot.com
Tytuł - "Kult miłości"; autor - kobieta; na okładce - stare, ozdobne lusterko, szkatułka z biżuterią i flakonik perfum, wszystko na słodkim turkusowym tle. Oceniając książkę po okładce - będzie romans, będzie oczywiście o miłości, ale...Tym razem tylko to drugie przypuszczenie się sprawdzi. Będzie o miłości. A ta ma , jak wiadomo, różne oblicza .

"Kult miłości" przedstawia nam współczesną kobietę, żonę, matkę dwóch córek, praktykującą chrześcijankę. Kiedyś pracownika znanych redakcji, mieszkającą w wielkim mieście, a obecnie żonę farmera - jak sama o sobie mówi.

Na co dzień można ją spotkać w maleńkim miasteczku w stanie Iowa. O czym chce nam powiedzieć, co przekazać na ponad dwustu stronach książki? Ile można pisać o miłości do Boga? Jak widać wiele.
Nasza autorka jest jednocześnie bohaterką swojej książki. Pisze o sobie, swojej rodzinie i wielkiej przemianie. Czytamy o życiu tym sprzed przeprowadzki na wieś i tym obecnym, kiedy spełnia się głównie jako matka dwóch córek i żona farmera. Tej ostatniej roli musi się w wielu sytuacjach dopiero uczyć. Nie mieszkała wcześniej wśród rozległych pól uprawnych, w małej społeczności, a codzienne obowiązki przy gospodarstwie czasami zdają się ją przerastać.

Całe życie była perfekcjonistką, kobietą ambitną, dlatego nawet odpowiedni sposób karmienia cieląt, dla niej staje się wyzwaniem, które chce doprowadzić do doskonałości. Cała opowieść o własnym życiu jest jednak wyłącznie tłem dla tego , o czym chce powiedzieć przede wszystkim, czyli o miłości Boga. Miłości bezwarunkowej, którą dopiero co poznała i w końcu dostrzegła. Pisze o tym, ile czasu straciła na niepotrzebne zabieganie o uczucia ziemskie. Oczywiście nie neguje uczuć do swoich najbliższych. Chodzi bardziej o "wypraszanie" akceptacji u osób postronnych, które w całym życiu, gdzieś tam się przewijały, czy to w szkole, pracy, wśród znajomych. Jak sama zauważa:

"Bożek miłości całkowicie mnie zniewolił, przykuwając do mojego własnego wskaźnika popularności i akceptacji. Stałam się uzależniona od bycia lubianą. A świat jest barem, który hojnie wydaje ogromne porcje marnych pochwał (...) Mierzymy miłość i szacunek cyframi - liczbą znajomych na Facebooku, stanem konta, miesięcznymi przychodami czy rozmiarem ubrań"
Bożkiem miłości nazywa między innymi, poszukiwanie pozytywnych sygnałów od ludzi, bo kiedy brakuje pewności siebie, samoocena jest średnia lub niska, to zaczyna się właśnie, wręcz żebranie o akceptację

"Gdyby było 100 ludzi, o których wiedziałabym że 99 mnie lubi, najprawdopodobniej skupiłabym się na tej jednej osobie, która mnie nie lubi, ponieważ chcę, żeby każdy mnie lubił".

Takie zabieganie o ludzką akceptację z pewnością wynika z naszej ułomności, nie tylko w zakresie braków emocjonalnych, ale i ograniczenia w postrzeganiu naszego życia.
Jennifer Dukes Lee, jako osoba wierząca w pełnym momencie zdała sobie sprawę, że przecież wcale nie musi prosić nikogo o miłość, sympatię, o symboliczne "lajki". Ona już dawno, od urodzenia, a nawet przedtem była i jest kochana. Kochana przez istotę najwyższą - Boga. Nie jest to miłość zawsze i dla każdego oczywista, bo jej na co dzień nie słychać i nie widać; jak sama pisze:
"W naszych małych głowach Bóg wydaje się taki odległy i obojętny, że tracimy cierpliwość i ruszamy na poszukiwanie miłości i akceptacji pośród bardziej namacalnych bogów"
Wiadomo, od Boga niekoniecznie usłyszymy pochwałę (chociaż, jeśli się mocno wsłuchamy...kto wie?), nie rozlegną się oklaski z widowni, nikt nie uściśnie nam dłoni osobiście, nie poklepie po plecach, ani nie wręczy dyplomu uznania lub nagrody za osiągnięcia, ale...

Właśnie "ale"! Bóg kocha nas całkowicie, bezinteresownie i bez jakichkolwiek warunków. On nie rozróżnia profesora od bezdomnego, milionera od ledwie wiążącego koniec z końcem. On jest i zawsze będzie nam sprzyjał, bez względu na ilość lajków na Facebooku. Do tego jednak trzeba nam wiary. A "wiara to nie jest okienko drive-trough", jak pisze autorka. To prawda, że w naszej rzeczywistości, pełnej fast food, fast love, chcemy też fast life. A wiara to nie półprodukt, to musi być pełnowartościowy "posiłek życia". Tylko wtedy, kiedy my sami włożymy w to swój czas, wysiłek i chęci, otrzymamy taki właśnie pożywienie.


"Kult miłości" nie jest książką lekką, łatwą i do poczytania przy kawie. Osobiście nie do końca przekonuje mnie styl autorki i nie przeczę, że są książki, które czyta mi się szybciej i z większym zaangażowaniem. Jednakże w takich książkach odnajduję często swoje "perełki", które zapamiętuję na długo i dla których warto czytać.
Autorka podsuwa nam kilka ważnych myśli, jak choćby ta o "znalezieniu odpowiedzi w Bogu, a nie w Googlu"...Jest też o pewności siebie, przekonaniu o swoich racjach, dążeniu do spełnienia marzeń i o życiu, takim, jakie nam się wydaje najlepsze, a nie innym ludziom.


Kiedy nasza bohaterka zabiera swoją rodzinę na Haiti, pokazuje tamtejszy niedostatek, choroby i problemy codzienności, jej mała córka mówi, że ona nie chce "przeciętnego życia". I o takie fragmenty też chodzi, warto zapamiętać, że być innym, czy to wolontariuszem, pisarzem, podróżnikiem, czy po prostu kimś dobrym, w tym, co robi i lubi, to najważniejsze. Próbować różnych rzeczy, teraz i tutaj, a nie kiedyś i gdzieś. Wciąż odkładać na później, a w końcu "na nigdy"...

"Duch Święty może nakłaniać cię, żebyś przyjęła nową pracę, adoptowała dziecko, pojechała na misje...albo napisała książkę. Ale jeśli ty cały czas zerkasz na siebie, zastanawiając się, co ludzie o tobie pomyślą, możesz łatwo zignorować to natchnienie. Może się okazać, że oddalasz się od tego, do czego zostałaś wezwana, od Bożego planu na twoje życie"

Czyli, jak śpiewał znany artysta "róbmy swoje", byle z Bogiem i pod Jego przewodnictwem, a Jego miłość i akceptację mamy zawsze.

Moc wiary autorki w to, o czym nam napisała dostrzegam chyba najbardziej w zdaniu, pod koniec książki:

"I nie żałujcie mnie tego dnia, gdy umrę. Bo tego dnia odnajdę uznanie, którego zawsze pragnęłam i będę już wtedy wiedzieć, z całą pewnością, że to jest uznanie, które od zawsze było mi dane".

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Kim Ir Sen

Fajna książeczka na szybko, albo jeśli chcesz przypomnieć sobie najważniejsze informacji z pełniej biografii ,,Kim Ir-sen. Dzieło i polityczne wizje&...

zgłoś błąd zgłoś błąd