Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Polacos. Chajka płynie do Kostaryki

Seria: Reportaż
Wydawnictwo: Czarne
6,48 (62 ocen i 12 opinii) Zobacz oceny
10
3
9
4
8
10
7
19
6
12
5
7
4
2
3
0
2
3
1
2
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788380494770
liczba stron
208
kategoria
literatura faktu
język
polski

Abraham i Mojżesz przybywają do Kostaryki w 1931 roku z kolumbijskiego więzienia, do którego trafili za nielegalne przekroczenie granicy. Przed głodem uratuje ich rosyjski samowar, jedyny wartościowy przedmiot przywieziony z Polski. Rok wcześniej na statku Orinoco do Kostaryki przypływa czterech dwudziestolatków z Kałuszyna: Mendel, Josek, Jankiel i Jutko. W Ameryce Centralnej zakładają...

Abraham i Mojżesz przybywają do Kostaryki w 1931 roku z kolumbijskiego więzienia, do którego trafili za nielegalne przekroczenie granicy. Przed głodem uratuje ich rosyjski samowar, jedyny wartościowy przedmiot przywieziony z Polski.

Rok wcześniej na statku Orinoco do Kostaryki przypływa czterech dwudziestolatków z Kałuszyna: Mendel, Josek, Jankiel i Jutko. W Ameryce Centralnej zakładają fabrykę swetrów, ale szybko przerzucają się na kostiumy kąpielowe, bo nie przewidzieli, że w Ameryce będzie gorąco.

W latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku w Kostaryce osiedla się ponad pół tysiąca polskich Żydów. Obecnie wspólnota ta liczy dwa i pół tysiąca osób. Polaco to dla Kostarykańczyków wciąż Żyd lub handlarz, bo większość imigrantów trudniła się handlem obwoźnym.

Anna Pamuła zamieszkała w Kostaryce i przez rok słuchała opowieści polskich Żydów, którzy opuścili Polskę osiemdziesiąt lat temu. Odwiedziła też Polskę, Francję i Izrael, by znaleźć ślady ich przodków i zrozumieć, dlaczego musieli emigrować za ocean.

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 617
Aleksandra | 2017-06-06
Na półkach: Przeczytane, Reportaż, 2017 r.
Przeczytana: 06 czerwca 2017

To nie jest opinia, to strumień wspomnień, bo z miejscami opisanymi w książce mam swoje naiwne dybuki.

Żelechów - miasteczko z dworcem PKS w samym rynku. Rynek w "kocich łbach", czyli z gęsto ułożonymi, wypukłymi kamieniami, po których ciężko się szło, a autobusy PKS podskakiwały, aż zbierało na mdłości. Na tym dworcu, na tym rynku przez lata wysiadałam z rodzicami z autosanu z Siedlec i czekałam na autosan, który miał nas zawieźć do wsi babci (4 km, ale za dużo na spacer z małymi dziećmi).
Z dworca-rynku widać kościół - miejsce wszystkich pasterek, ślubów i pogrzebów w rodzinie; z wysokimi, szerokimi schodami. Dookoła siatka uliczek z niewielkimi domkami, których okna są na wysokości kolan. Małe drewniane domki, z małymi okienkami, kolorowe i szare. W wakacje czasami przyjeżdżałam z babcią do Żelechowa na zakupy, na lody, na spacer. Zawsze to miasteczko wydawało mi się miniaturowe, ciasne, jakieś takie jak z bajki.

Pamiętam, że w jednej z takich uliczek, w jednym z takich małych domków mieszkała mała, bardzo stara babcia. Pachniało u niej w domu dziwnie, starością, octem, historią... To była siostra mojego dziadka, ojca mojego ojca. Moja cioteczna babka. Do dziś żałuję, że jej nie pamiętam, że nie zdążyłam porozmawiać, zapytać, poznać. Mieszkała tam całe życie, musiała pamiętać ten Żelechów przedwojenny.

Do dziś nie znam historii swojej rodziny od ojca strony: skąd są, gdzie mieszkali, jak się nazywali przed ślubami (dziś się dowiedziałam od ojca, że dziadek miał 5 sióstr! a znam jedną...) Ci, którzy mogliby dużo powiedzieć już nie żyją, a ci, którzy żyją nie chcą mówić... Pamiętam za to słowa babci (żony dziadka, matki mojego ojca). Słowa, które mnie wzburzyły i zamknęły dyskusję na wieki. Spytałam raz babcię, jak to było w czasie wojny (babcia rocznik 1931, ale wiele pamięta), jak się żyło między Żydami (Żelechów to przed wojną 60% Żydów). Babcia nie chciała mówić, powtarzała tylko bardzo agresywnie negatywne opinie na ich temat, bez szczegółów, ot jakieś pojedyncze historyjki, że kazali rower prowadzić Polakowi w sobotę, że "oj dziecko, Żydzi to się dali we znaki". Więcej nie mogłam wyciągnąć. Nie dało się. A potem, kilka lat temu, we wsi mojej babci burzyli w jednym z gospodarstw (w rodzinie) stodołę. Okazało się, że pod tynkiem są macewy. Cała ściana stodoły była z macew. Cisza. Nikt nic nie mówi, nikt nie komentuje, wszyscy nabierają wody w usta. Taka to jest społeczność.

I do dziś nic nie wiem o żydowskiej historii miasteczka, w którym wychował się mój dziadek (ur. 1927, zm. 1997), w którym mieszkała moja prababka. Nie pamiętam pradziadka, nie znam, nie wiem, co się z nim stało. Nie dokopałam się do żadnych papierów, śladów. Kiedyś próbowałam, ale a to spaliła się plebania, a to zaginęły w jakiś sposób te dokumenty... Babcia ma tylko nieliczne małe zdjęcia.

I dlatego tak bardzo czekałam na tę książkę, tak bardzo jej potrzebowałam. Cieszę się, bo Pamuła pokazała mi skrawek tego świata, który podskórnie gdzieś we mnie jest. Może ten Żelechów nie zajmuje za dużo miejsca w treści, ale co nieco już wiem, wiem więcej. Aż chciałabym pojechać z tą książką do babci i wypytać ją o te nazwiska, o te rodziny, o jej wspomnienia.

Ale to nic nie da. Babcia nie chce mówić.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Księga jesiennych demonów

Nie spodziewałam się tak dobrego stylu i tak ciekawych historii. Dawno nie czytałam tak dobrego fantasy napisanego przez polskiego autora. Chętnie się...

zgłoś błąd zgłoś błąd