Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Cień i kość

Cykl: Grisza (tom 1)
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
6,67 (18 ocen i 4 opinie) Zobacz oceny
10
2
9
0
8
3
7
4
6
3
5
6
4
0
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Shadow and Bone
data wydania
ISBN
9788365568144
liczba stron
380
słowa kluczowe
dla młodzieży, grisza, fantasy,
język
polski

Inne wydania

„Cień i kość” nie przypomina żadnej książki, jaką czytałam. Veronica Roth, autorka bestselleru "Niezgodna" Wznowienie bestsellerowej trylogii autorki "Szóstki Wron"! "Cień i kość" autorstwa Leigh Bardugo, to jeden z największych bestsellerów młodzieżowego fantasy ostatnich lat. Książka trafiła na listę bestsellerów New York Timesa, prawa wydawnicze zostały sprzedane do kilkunastu krajów, a...

„Cień i kość” nie przypomina żadnej książki, jaką czytałam.
Veronica Roth, autorka bestselleru "Niezgodna"


Wznowienie bestsellerowej trylogii autorki "Szóstki Wron"!

"Cień i kość" autorstwa Leigh Bardugo, to jeden z największych bestsellerów młodzieżowego fantasy ostatnich lat. Książka trafiła na listę bestsellerów New York Timesa, prawa wydawnicze zostały sprzedane do kilkunastu krajów, a prawa do wersji filmowej wykupił sam producent filmów o Harrym Potterze.

"Cień i kość" to pierwszy tom trylogii Grisza, która urzeka niezwykle barwnym światem i wciągającą miksturą przygód, magii i emocji.


Ravka, niegdyś potężna i dumna, jest dziś otoczona przez wrogów i rozdarta przez Fałdę Cienia: pasmo nieprzeniknionej ciemności, w której czają się przerażające potwory. Niespodziewanie pojawia się nadzieja: samotna, młodziutka uciekinierka jest kimś więcej, niż się wydaje…

Alina Starkow nigdy w niczym nie była dobra. Kiedy jednak pułk, z którym podróżuje przez Fałdę, zostaje zaatakowany, a jej najlepszy przyjaciel Mal odnosi ciężkie rany, Alina musi coś zrobić. Odkrywa w sobie uśpioną moc, która ratuje Malowi życie – moc, która może też okazać się kluczem do wyzwolenia wyniszczonego przez wojnę kraju.

Potęga ma jednak swoją cenę.

Przemocą oderwana od wszystkiego, co jej znane, Alina trafia na dwór królewski, aby uczyć się na Griszę, członkinię władającej magią elity pod wodzą tajemniczego Darklinga.

W tym pełnym przepychu świecie nic nie jest takie, jakim się wydaje. Podczas gdy światu grozi ciemność, a całe królestwo liczy na nieujarzmioną i nieprzewidywalną moc Aliny, dziewczyna będzie musiała się zmierzyć z sekretami Griszów… i własnego serca.

 

źródło opisu: inf. własna

źródło okładki: dział promocji wyd. Papierowy Księżyc

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 428
SophieMarie | 2017-05-15
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2017
Przeczytana: 27 kwietnia 2017

Odkąd w zeszłym roku wydano w naszym zacnym kraju „Szóstkę wron”, nazwisko amerykańskiej pisarki Leigh Bardugo nie dawało mi spokoju. Co chwila gdzieś słyszałam (tudzież czytałam): „Leigh Bardugo to, Leigh Bardugo tamto”. 
I o ile o już wspomnianej „Szóstce…” nasłuchałam się wiele dobrego, o tyle wiele złego słyszałam o pierwszym cyklu tej autorki – Trylogii Grisza. Jednak gdy dowiedziałam się, czym pisarka inspirowała się pisząc tę trylogię, postanowiłam, że nie spocznę, dopóki nie przeczytam chociaż pierwszego tomu. Tak oto, pomimo tych wszystkich niepochlebnych opinii, postanowiłam zapoznać się z powieścią „Cień i kość”.

Akcja książki rozgrywa się w Ravce, państwie wzorowanym na carskiej Rosji. Kraj od ponad stu lat jest przecięty przez pełną magicznych, niebezpiecznych stworzeń Fałdę, która z roku na rok rozrasta się, pożerając wszystko wokół. Aby handlować z sąsiadami, władca zdecydował wysyłać przez Fałdę tzw. Pierwszą Armię, złożoną głównie z sierot. Jedną z nich jest asystentka kartografa i zarazem nasza główna bohaterka, Alina Starkov. W dniu przeprawy przez Niemorze dziewczyna uwalnia w sobie moc, która odpędza atakujące statek Wilkry. Wydarzenie to wywraca jej życie do góry nogami. Ze swojego oddziału trafia do stolicy, Os Alty. Tam rozpoczyna się szkolenie Aliny na jedną z magów i członków krajowej elity zarazem – Griszów – pod okiem ich przywódcy, samego Darklinga…

Okej, tyle z fabuły póki co musi Wam wystarczyć.

Po lekturze mogę jednoznacznie stwierdzić, że choć autorka wyraźnie dokonała jakiegoś research’u zanim wzięła się do pracy, to jednak był on bardzo powierzchowny.
Będąc ciekawa, w jaki sposób pisarka stworzyła język ravczański, natknęłam się na informację, że nie poszła ona na kurs języka rosyjskiego, a zamiast tego posługiwała się drobnymi tłumaczeniami od poznanej przez Facebooka Mongołki. I choć autorka zastrzega się, że ravczański nie stanowi kalki języka rosyjskiego (z niewielkimi naleciałościami z mongolskiego), to pewne rzeczy najzwyczajniej w świecie nie dawały mi spokoju. Czasami wręcz wyprowadzały mnie z równowagi, bo odnosiłam wrażenie, że Leigh Bardugo po prostu nie chciało się poczytać na temat chociaż samych podstaw rosyjskiej gramatyki, tylko bezmyślnie wpisywała do tekstu to, co przetłumaczyła jej internetowa znajoma.

Już od pierwszych stron denerwował mnie fakt, że Alina nazywa się Starkov. Dlaczego? Ano dlatego, że, gwoli ścisłości, powinna się nazywać Starkova. 

Może teraz fani tej książki by się do mnie przyczepili, że to przecież Ravka, a nie Rosja… 

Do nich mam takie oto pytanie: czy wyobrażacie sobie, że bohaterka żyjąca w świecie inspirowanym Polską nazywa się np. Kowalski, Malinowski albo, dajmy na to, Potocki? Żeby było mało, autor bądź autorka uważa, wręcz upiera się, że to nic takiego, ba, że to w pełni poprawny sposób nadawania nazwiska. Dlaczego? Ponieważ on/ona wymyślił specjalny język, w którym to jest poprawne. 

No, i niby ma rację. 

Ale, przyznajcie się, czulibyście jakiś tam niesmak, prawda?

Żeby było zabawniej, przez zupełny przypadek natknęłam się w Internecie na spoiler dotyczący pewnego męskiego bohatera, którego nazwisko brzmi… Morozova. Jak się pewnie spodziewacie, powinien on się nazywać Morozov, ale o tym kiedy indziej (o ile w ogóle przeczytam kolejne tomy trylogii).

Albo że jeszcze inny bohater ma na imię Botkin - tutaj o mały włos nie wybuchłam śmiechem. Ten bohater nie jest Ravczaninem, pochodzi z Szu Hanu, który, jak mniemam, jest inspirowany Chinami, więc zupełnie nie rozumiem, czemu ma on rosyjskie (chyba powinnam była napisać: ravczańskie) imię… które w właściwie brzmi jakby nie było imieniem, ale nazwiskiem.

Drugim błędem, który bardzo rzucił mi się w oczy, było zamienne używanie przez Darklinga słów „car/caryca” oraz „król/królowa” w odniesieniu do władców Ravki. Już z lekcji historii niemal każde dziecko wie (a przynajmniej powinno wiedzieć), że car to wschodniosłowiański odpowiednik cesarza tudzież imperatora, a król w europejskiej hierarchii władzy stoi od niego niżej. Gdzie tu logika?

Trzecie potknięcie pisarki może przez co niektórych zostać uznane za kontrowersyjne. Tutaj argument, że „autor ma prawo wykreować świat taki, jak mu się żywnie podoba” może mieć większą rację bytu. 

Jednak ja po dłuższym czasie doszłam do wniosku, że warto o tym wspomnieć. 

A mianowicie, ulubionym napojem alkoholowym Ravczan, którym upijają się na umór, jest kvas. W rzeczywistości kvas (właściwie po polsku to powinno być: kwas) to napój bezalkoholowy lub ewentualnie zawierający tegoż alkoholu niewielkie ilości. Pije się go latem, dla ochłody, głównie w Rosji, na Białorusi i Ukrainie. 

Z jednej strony mam tutaj uraz do Leigh Bardugo, bo jej czytelnicy mogą sobie przyswajać w ten sposób nieprawdziwe informacje. Jednak z drugiej strony trochę rozumiem, czemu w miejscu kvasu nie pojawiła się tak dobrze nam znana wódka (lub „vodka”, jak pewnie napisałaby autorka) – spodziewam się, że autorka nie chciała w ten sposób zachęcać lub przynajmniej zostać posądzona o zachęcanie młodzieży do picia tego alkoholu. Więc jakiś mały plusik jej się należy.

Jeśli jakoś miałabym podsumować mój ogląd na cały świat Griszów, to powiem, że bardzo, ale to bardzo widać, że został on stworzony przez Amerykankę, która na dodatek nie wykonała żadnego znaczącego wysiłku aby zrozumieć kulturę Wschodu.

No, niby to nie jest Rosja, ale przydałoby się tu nieco więcej tej rosyjskości wepchnąć. Zamiast oddania tej charakterystycznej, wschodniej mentalności, ze wszystkimi jej odmiennościami od świata zachodniego, mamy tutaj (pseudo)amerykańskich bohaterów z rosyjsko brzmiącymi imionami i nazwiskami. Do tego dochodzi kilka słów kluczy typu „cerkiew” (choć to już pochodzi z polskiego tłumaczenia, bo w oryginale było „church”), „ikona” (ale „pop” jako określenie kapłana prawosławnego już tu nie występuje – tłumaczka z niewiadomych przyczyn przetłumaczyła słowo „priest” na „ksiądz”), „samowar”, „car”, „da”, „niet”… i proszę, Rosja… tfu, Ravka jak malowana.


Jak już wcześniej pisałam, widać, że autorka co nieco poczytała, ale taką wiedzę, jak ona to ma się po przeczytaniu zaledwie kilku, może dwóch-trzech, opracowań. 

Cóż, panno Bardugo, jeśli pani chce napisać coś wiarygodnego i bliskiego oryginałowi, trzeba poczytać trochę więcej, przede wszystkim pogadać z samymi Rosjanami, pójść na kurs podstaw języka rosyjskiego, porozmawiać ze specjalistami od rosyjskiej historii, a może i samą Rosję odwiedzić… 
(W zupełności zdaję sobie sprawę z tego, że autorka na 100% tego nie przeczyta, ale wolę przynajmniej się poczuć tak, jakbym sprzedała jej dobrą radę. Dobrą radę od panny Zofii ;D)

I co? Myśleliście, że już skończyłam? To się przeliczyliście!

Kolejnym elementem składającym się na całokształt „Cienia i kości”, a który koniecznie chciałabym omówić, są jej bohaterowie.

Na pierwszy ogień idzie nasza bohaterka i Przyzywaczka Słońca, Alina Starkov. 
Serio, na początku sądziłam, że dziewczyna nawet nie jest głupia, że jej postać ma jakiś potencjał, dystans do siebie i innych, nie myśli o sobie jako o idealnej w każdym calu… dopóki nie ujawnił się jej talent. Od tamtej pory u około siedemnastoletniej Aliny zaczynają się objawiać nie do końca przeze mnie pojęte pokłady naiwności i dziecinności. Przez parę stron jeszcze próbowałam sobie to tłumaczyć jej wychowaniem w sierocińcu, niskim wykształceniem oraz przeżytym szokiem w związku z uwolnieniem się mocy. Jednak im dalej w las, tym było gorzej. Chyba nie zliczę, ile razy pacnęłam się w czoło, bo Alina powiedziała lub zrobiła coś, czego nawet dwunastoletnia ja nie ważyłaby się powiedzieć lub zrobić.

Cóż by Wam jeszcze na jej temat rzec? 
Poza swoim infantylizmem, Alina posiada cechy typowe dla innych bohaterek książek z gatunku Young Adult: jest niepewna siebie, uważa o sobie, że jest brzydka, na przystojnego faceta reaguje nagłym przyspieszeniem rytmu serca i wręcz obowiązkowym rumieńcem… jej psychika jest równie płaska, co podłoga w moim pokoju. 
Więcej chyba nie trzeba już tłumaczyć.

Na drugi ogień idzie Darkling, wszechpotężny lider Griszów, mający z pewnością grubo ponad sto lat. Na podstawie jego powiązań z rodziną carską/królewską (niepotrzebne wykreśl) doszłam do wniosku, że jego historycznym pierwowzorem był nikt inny jak sam… Grigorij Rasputin. 

Hm… Pewnie się teraz zastanawiacie, czy autorka wiernie opisała jego historię, oddała charyzmę jego osobowości?
 Cóż, właściwie, poza bardzo luźną inspiracją, naszego Griszy (no, bo wiecie, Grisza to zdrobnienie od Grigorija!) jest bardzo mało w… liderze Griszów.

Bo Darkling pełni w tej historii rolę tak dobrze nam wszystkim znanego Mrocznego Przystojniaka. 
Jest przede wszystkim „bardzo tajemniczy” (no bo przecież nie bardzo tajemniczy!). Przykład: mało mówi o sobie - znaczy, mówi Alinie, że nie będzie o sobie mówił, ale linijkę później już jej mówi. Jeszcze raz pytam: gdzie tu logika i styl, proszę państwa?

Ponadto, jest niezwykle przystojny, tak przystojny, że wszystkie griszaickie i nie-griszaickie dziewczęta na jego widok po prostu miękną… no, dobra, przyznaję się, nie wszystkie. Ale ogromna liczba z pewnością. 
Osobiście, dla mnie jedynym plusem związanym z jego postacią był twist fabularny na końcu, choć muszę przyznać, że nie był on tak znowu oryginalny i niespodziewany… po prostu działo się coś w miarę ciekawego i tyle.

Okej, mam nadzieję, że to już wszystko, co mnie denerwowało w tej historii. 
Czas na jakieś – co prawda nieliczne, ale zawsze – plusy.

Mieliśmy już naszą niewiastę-heroinę, Mrocznego Przystojniaka… czas na przyjaciela naszej bohaterki. A jest nim tutaj Malien Orecev, w zdrobnieniu Mal, przyjaźniący się z Aliną od dzieciństwa. Właściwie, to niewiele on się różni od innych postaci występujących w tej książce. Jego także definiuje głównie jedna rzecz, w tym przypadku przyjaźń z Aliną oraz, po czasie, miłość do niej. Jedyną rzeczą, jaka go różni od typowego chłopca z friendzone jest fakt, że kocha się w Alinie z wzajemnością. Z minimalną, ale zawsze z wzajemnością.

Poza tym, Mal, pomimo przewidywalności swojej postaci, jakoś mniej mnie denerwował od naszej heroiny i Mrocznego Przystojniaka. 
Czy istnieją jeszcze jakieś inne zalety tej postaci? Hm, nie przypominam sobie żadnych.

Hm, wcześniej już wspominałam, że Alina szkoliła się w Os Alcie pod okiem samego Darklinga. 
Tylko, że kto w końcu zajmował się jej nauczaniem? Otóż, byli to Botkin, opisany przy okazji językowych nieścisłości nieco powyżej, oraz Baghra. To na niej właśnie chciałabym się na chwilę skupić. 

Otóż, drodzy czytelnicy, Baghra jako jedna z nielicznych postaci w tej książce zdobyła moje skamieniałe, zimne jak Wieczna Zmarzlina przy granicy Fjedrą, serce. Stało się tak głównie dzięki jej mitologicznemu pierwowzorowi, czyli Babie Jadze. Baghra, dokładnie jak Baba Jaga, mieszka w chatce na odludziu, uczy dzieci - w tym przypadku griszaickie - oraz włada prastarą, niezwykle potężną magią. Co więcej, jej rola w powieści nie sprowadza się tylko i wyłącznie do bycia tą nauczycielką, jest kimś więcej.
 Żałuję tylko, że tak mało było jej w tej książce, bo jej postać miała tak ogromny potencjał, który nawet w połowie nie został wykorzystany.

Trzecim pozytywnym elementem w tej książce jest fakt, że czyta się ją bardzo szybko. Po części wynika to z – wbrew pozorom – nieskomplikowanej fabuły, po części z bardzo prostego języka autorki. Poza tym, narracja w tej książce jest pierwszoosobowa, a narratorem jest Alina we własnej osobie, a jak już wiecie – nie znoszę Aliny, więc im szybciej przestałam wczytywać się w jej biadolenie i suche opisy, tym lepiej.

I teraz pewnie większość z Was się zastanawia, jak zamierzam podsumować tę książkę?

Ostatnim gniotkiem udającym młodzieżówkę, który recenzowałam był „Gniew i świt” autorstwa Renée Ahdieh. Wtedy napisałam, że tamtą książkę można czytać tylko, kiedy jest się bardzo zmęczonym i nie ma się ochoty czytać żadnych bardziej skomplikowanych rzeczy. 
W przypadku „Cienia i kości” należałoby dodać, żebyście nie czytali tej książki, jeśli chcecie przy przyjemnej lekturze uzupełnić swoją wiedzę o carskiej Rosji. Po pierwsze, lektura ta zdecydowanie nie była dla mnie zbyt przyjemna i śmiem wątpić, czy będzie również dla Was. Po drugie, od tego mamy znacznie ciekawsze książki, zarówno te fabularne, jak i naukowe. 
Ale jeśli nadal chcecie się naprawdę przekonać, jak to wygląda, to droga wolna. Mnie też ostrzegali, i teraz się wyżalam tym wszystkim ludziom. Do mnie jednak nie przychodźcie ze łzami w oczach.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Wróć, jeśli masz odwagę

Estelle Maskame to fenomen na rynku wydawniczym. Młodziutka autorka ma zaledwie 20 lat, jednak na koncie już cztery powieści. Pierwsze trzy należą do...

zgłoś błąd zgłoś błąd