Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Wzgórze psów

Seria: Nowa proza polska
Wydawnictwo: Świat Książki
7,51 (787 ocen i 149 opinii) Zobacz oceny
10
78
9
135
8
232
7
196
6
72
5
22
4
16
3
19
2
9
1
8
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788380313507
liczba stron
864
kategoria
Literatura piękna
język
polski
dodała
helensan

Mroczny thriller, którego akcja dzieje się w niewielkim mieście, w zamkniętej hermetycznie społeczności. Prowincja Polski jako miejsce, gdzie schowana jest pewna metafizyczna prawda o polskim losie. Jaka w rzeczywistości jest pamięć o krzywdzie? Czy karę za zło można karać innym złem? Gdzie jest granica moralnej racji w wymierzaniu sprawiedliwości? Co kryje się pod powierzchnią?

 

źródło opisu: http://www.swiatksiazki.pl/ksiazki/wzgorze-psow-jakub-zulczyk-4944076/

źródło okładki: http://www.swiatksiazki.pl/

Brak materiałów.
książek: 23
ElEsz | 2017-05-08
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 07 maja 2017

Są książki, których nie da się określić w sposób zdecydowany, w głowie memła się kilka- czy kilkanaście słów – i nie wychodzi żadna wyrazista kombinacja. Są też takie, co dają się zamknąć w jednym wyrazie, matce wszystkich wyrazów, noszącej w brzuchu całą jaskrawość czytelniczego doświadczenia z dziełem. I wbrew bombastyczności powyższych stwierdzeń, nie każde, powstałe w głowie czytelnika, określenie będzie gotowym materiałem na krzyczącego z okładki blurba.
„Wzgórze Psów” - i owszem, zamknęło mi się w określeniu „ostre”, choć po drodze było jeszcze „wredne”. Wcale nienajgorzej, jak na cegłę o objętości powyżej ośmiuset stron. Pytanie, czy spuchnięcie kolejnego – po „Ślepnąc od świateł” - dzieła koreluje z rozwojem Jakuba Żulczyka jako pisarza, czy jest li tylko wynikiem wydawniczej tendencji do dostarczania czytelnikom materiałów pomocniczych do lekturowych maratonów.
No i, moim zdaniem, rozwoju nie ma. Poprzednia powieść, siłą biblijnej przypowieści, zagrzmiała niczym tąby jerychońskie, ta – co najwyżej saxtenorem z partiami solowymi perkusji, nie dziwota, bo zanurzona jest w popkulturze (ot, choćby zasygnalizowane nie literami, a wołami, odwołanie do komiksu o Punisherze, czy cała lista zespołów młodzieżowych właściwych dla prawidłowego dojrzewania) a też i przerabia popkulturowe klisze. Od słoików, przez życie na krawędzi, autotematyczny syndrom drugiej książki, miasto bezprawia z dużym mafiozo i małymi mafiozkami, do nieuchwytnych mścicieli i rosnącego bohatera. Pulpa.
Zupełnie nawiasem mówiąc, narzuca się porównanie z „Okularnikiem” Bondy, podobnie skonstruowanym i różniącym się głównie egzotycznym (bo ścianowschodnim) wystrojem. Tyle, że Żulczyk pisarzem jest o całe niebo lepszym, co widać choćby w rysunku postaci, dla mnie osobiście, choć ten posiłkuje się żelaznymi archetypami - całkiem wiarygodnym, wywołującym też odpowiedni poziom emocji w trakcie lektury. Możnaby się pokusić (choć mi się nie chce) o rozprawkę o tym, dlaczego panie w gatunkach pokrewnych sensacji i thrillerowi są tylko gośćmi, próbującymi w mniej lub bardziej udolny sposób przenieść swój romansowy target na nowe obszary. I rzecz nie jest w wulgaryzmach, choć „Wzgórze” się od nich roi, akurat ta część pracy autora wydaje się odtwórcza – tak się mówi (!) tu ucho pisarza nie jest zatkane, choć zapewne tak mówić się nie powinno. Kto nie wierzy, niech się przejdzie ulicami miast i miasteczek, zajrzy na wiejskie podwórka i w okolice gminnych sklepów.
Za to udała się Żulczykowi pewna inna sztuka; zgrabnie, a nawet z niejaką dezynwolturą złapał czas, usidlił go, żeby czarował sentymentalnie swoją destrukcyjną przemijalnością.
Wracając zaś do pulpy: da się Tarantino, da się i Żulczyka, rzeczywiście, od książki – w trakcie czytania - trudno się odessać, jednak koncesja z wymiaru egzystencjalnej refleksji na rzecz sensacyjnej wartkości poziomowi pisarstwa – w tym przypadku - nie bardzo służy. Nie wiadomo bowiem komu (czy autorowi, czy redaktorowi) należałoby przypisać nieuwagę, prowadzącą do obsesyjnej obecności w tekście tuzina smaków na języku i w gardle, pół tuzina spalonych w połowie (ułamki się zmieniają) jednym machem papierosów, czy wszędobylskiego plucia, jakby nie dało się ustalić wariantywnego, równie mocnego zapisu. Większość z wymienionych powtórzeń dla charakterystyki postaci i wydarzeń jest zresztą całkowicie zbędna.
Podobna niejasność co do winy towarzyszy też zakończeniu, zacinającemu się niczym zdarta płyta na talerzu gramofonu, jakby krystaliczne i dosłowne pozamykanie wątków było konieczne z uwagi na zamierzone poszerzenie kręgu odbiorców „Wzgórza” o kumatych inaczej członków zjednoczonej gimbazy.
Panie Jakubie (taka tam – wyrywna fraternizacja ze względu na życzliwe kibicowanie z mojej strony), genre Hłaski Nieśmiertelnego jest już Pana własnością, pozostaje jeszcze pisać jak on. Nie jest źle, ale jeszcze Panu brakuje.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Zostań do rana

"Zostań do rana" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Agnieszki Krakowiak-Kondrackiej i przyznam szczerze, do końca nie wiedziałam, czeg...

zgłoś błąd zgłoś błąd