8 (193 ocen i 64 opinie) Zobacz oceny
10
33
9
33
8
71
7
34
6
14
5
3
4
1
3
1
2
2
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788379950805
liczba stron
306
język
polski
dodał
majkul

„Wystarczy, by dobrzy ludzie nic nie robili, a zło zatriumfuje” – Edmund Burke. Baskin Zachodnie, miasteczko na polskim wybrzeżu, wydaje się zbyt małe aby pomieścić całe zło, jakie się w nim dzieje. Zło czynione przez człowieka człowiekowi, gdyż w tym akurat przypadku niepotrzebna jest pomoc diabłów, demonów czy jakichkolwiek innych istot. Jeden dzień z życia rodziny Jasińskich. Dwadzieścia...

„Wystarczy, by dobrzy ludzie nic nie robili, a zło zatriumfuje” – Edmund Burke.
Baskin Zachodnie, miasteczko na polskim wybrzeżu, wydaje się zbyt małe aby pomieścić całe zło, jakie się w nim dzieje. Zło czynione przez człowieka człowiekowi, gdyż w tym akurat przypadku niepotrzebna jest pomoc diabłów, demonów czy jakichkolwiek innych istot.
Jeden dzień z życia rodziny Jasińskich. Dwadzieścia cztery godziny koszmaru, jaki rozgrywa się w setkach miast, miasteczek i wsi. Andrzej – ojciec, alkoholik i oprawca swojej rodziny. Iwona – matka, ofiara przemocy domowej. Justyna, Kryspin i Michał – maltretowane i okaleczone psychicznie dzieci, dla których normalność to marzenie. Tomasz, Marcin i Krzysztof – mimowolni uczestnicy dramatu.
Polskie Fargo, bracia Coenowie nie powstydziliby się tej opowieści.

 

źródło opisu: http://geniuscreations.pl/ksiazki/zle-michal-chmielewski/

źródło okładki: http://geniuscreations.pl/ksiazki/zle-michal-chmielewski/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 244
Dawid | 2017-09-14
Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 04 lipca 2017

http://czysciecmorrisona.blogspot.com/2017/07/ze-czyli-nie-jestes-sobie-w-stanie.html

To będzie pierwsza recenzja napisana na "czyśćcu" zupełnie na poważnie.

Nie będzie żartów. Bo tu nie da się żartować.

Nie będzie mordek, uśmiechów czy emotów. Bo to zakrawałoby na żarty podczas pogrzebu.

Zabraknie ubarwień. Bo nie da się ubarwić czegoś co nie jest nawet czarno białe. Tylko czarne.

Nie będzie śmiechu. Bo to byłby śmiech nad otwartą trumną.

Zabraknie brudnych dowcipów. Bo po przeczytaniu tej pozycji jedyny brud jaki ma się w głowie to brud ludzkich czynów.

Ta recenzja nie powinna nawet zawierać słów...

Tutaj powinna być tylko cisza...

Martwa cisza...

Z czym mamy doczynienia w książce? Ze złem. Ze złem w najczystszej możliwej postaci. Nie złem wyimaginowanym. Nie z czymś nadprzyrodzonym. Nie z mitycznymi stworzeniami, które czają się w zakamarkach piekieł. Nie z duchami, demonami czy diabłem. Nie z Cthulhu stworzonym przez Lovecrafta. Nie z psychopatami ganiającymi po lasach z piłami mechanicznymi. Nie z wskrzeszoną laleczką w którą wniknęła dusza psychopatycznego mordercy. Nie z mordercą, który zabija podczas snu. O nie... Tutaj jest coś o wiele gorszego... Tutaj złem są Ci najbliżsi. Ci ukochani. Ci, którym powinniśmy ufać najbardziej. Nasza opoka. Nasza skała. Nasza bezpieczna przystań. Tym złem jest nasza Rodzina...

Pozycja przedstawia dwadzieścia cztery godziny z życia rodziny Jasińskich. Głownie Jasińskich bo pojawiają się jeszcze wątki trzech osób spoza tej familii, które również są absolutnie kluczowe dla całej powieści. Historia opowiedziana w książce to swego rodzaju ciąg przyczynowo skutkowy. Dosadnie i obrazowo ukazana lawina nieszczęśliwych działań, która prowadzi do nieprawdopodobnej tragedii. Teoretycznie Jasińscy nie wyróżniają się spośród tysięcy rodzin w Polsce. Teoretycznie. Wszechogarniająca patologia, alkoholizm, brak pieniędzy, ojciec bez pracy wyżywający się na żonie i dzieciach. Ale jak to w malutkim miasteczku, wszyscy wiedzą, że to wybuchowy facet i czasem lubi się napić ale w gruncie rzeczy to dobry chłop. Większość też wychodzi z założenia, że jak czasem kobita po głowie dostanie to nic złego się jej nie stanie. Podobnie dzieciaki. Ot tak, żeby wiedziały jak chodzić. W miasteczku każdy zna się ze sobą. Kojarzy się z podwórka albo ze szkoły. Typowe, niewielkie miasto. Z typową, patologiczną rodziną…

Po przeczytaniu mam zajebisty mętlik w głowie. Nieprawdopodobny. Powoli dochodzę do siebie tłumacząc sobie, że to była jedynie fikcja literacka. Ułuda. Wymysł. Jedynie taka wizja Autora. Pomysł na powieść. Ale to gówno prawda... To nic nie daje... Ciśnienie schodzi. Pojawia się smutek. Bo dociera, że to wszystko co było tu opisane ma miejsce w rzeczywistości. Takie rzeczy naprawdę się dzieją. Tak chore sytuacje się zdarzają.

Książka zadziałała na mnie mega depresyjnie. Ostatnią pozycją, która wstrząsnęła mną w takim stopniu była ketchumowska "Dziewczyna z sąsiedztwa", którą czytałem chyba siedem lat temu. Ale teraz jest gorzej. Tym tytułem jestem wstrząśnięty dużo mocniej… U Jacka Ketchuma ten rodzaj brutalności był inny. I inny był odbiorca bólu. Tam katorgę przeżywała nastoletnia dziewczyna. Inaczej odbiera się cierpienie kogoś kto w jakimś stopniu jest już ukształtowany. Kto mimo „nastu” lat potrafi odepchnąć, przeklnąć, splunąć czy po prostu myśleć. Bez względu jak to brzmi. Tak czy inaczej potrafi zrobić cokolwiek. Teraz wyobraźcie sobie wszystkie złe emocje jakie mogą pojawiać się w patologicznej rodzinie. Gdzie bimber pędzi się w piwnicy. Gdzie pije się najtańsze możliwe wina, które zapija się najtańszym możliwym piwem. Gdzie w furii, gniewie i złości latają po mieszkaniu rozrzucane przedmioty. Gdzie przekleństwa są na porządku dziennym bez względu na okoliczności. Gdzie pięści ojca latają w powietrzu kompletnie nie zważając na to na kogo trafiają. Gdzie nie ma pieniędzy bo ojciec wszystko przepija, a kiedy wraca do domu zalega na tapczanie we własnych szczochach i rzygach. Widzicie to? To teraz wyobraźcie sobie energię tego domu, która skupia się na trzylatku…

I wiecie co jeszcze? Ehhh… nie ważne… Tego nie da się opisać…

Jeżeli teraz mimo wszystko uważacie, że mniej więcej wiecie już czego się spodziewać po książce to… gówno wiecie. Nie jesteście, po prostu kurwa nie jesteście nawet w najmniejszym stopniu w stanie przygotować się na to co tam przeczytacie. Ja jestem zdeptany. Wymięty i wypluty. Sponiewierany. Jestem zszokowany dosadnością i prostotą języka Autora, który tak cholernie precyzyjnie trafia do odbiorcy. Jestem zszokowany plastycznością w tworzeniu smutnego i zatrważającego obrazu.

Podczas czytanie, co chwila z ust wyrywają się ciche przekleństwa. Z każdą chwilą jest ich coraz mniej. Później następuje już cisza i czytanie odbywa się w absolutnym bezgłosie. Bo brakuje słów… Bo nawet najmocniejsze słowa nie są w stanie oddać i określić tego, jak potrafi być przerażająco i strasznie. Jak cholernie brutalne potrafi być prawdziwe życie. I na pocieszenie nie działa tu wcale fakt tego, że ta konkretna historia to wymysł Autora. Nie, to nic nie daje. Bo kiedy przeczytacie książkę to i do Was dotrze, że podobna historia może dziać się klatkę obok, w innym bloku, wieżowcu albo trzy domy obok nas. I odetchniecie spokojnie ciesząc się z własnej szklanej bańki w jakiej żyjemy.

Jeśli podczas czytania, stwierdzicie że wydaje Wam się, że już wiecie w jaką stronę zmierza akcja, że spodziewacie się co się stanie, domyślacie co będzie dalej to… nie sądźcie tak. Nie wiecie nic. Jeśli myślicie, że macie jakiś pomysł jak potoczy się to dalej i Wasza idea jest nieprawdopodobnie chora i brutalna to bądźcie pewni, że Autor zrobi to dosadniej i mocniej. Kilkukrotny blow mind jaki został mi zaserwowany przez Michała Chmielewskiego zupełnie zbijał z tropu. To były właśnie te momenty, kiedy przekleństwa już nie mają sił wypływać z ust. I zupełnie szczerze? To jest najbardziej depresyjna książka jaką trzymałem kiedykolwiek w swoich rękach…

Pozycja wciska w fotel. Totalnie dołuje i wyciska łzy. Tak. Wyciska łzy z dorosłego faceta. To jest najprawdziwsza emocjonalna miazga, która potrafi zszokować każdego. Nawet osobę, która uważa że nic nie jest w stanie jej ruszyć. To będzie… To jest tytuł dla naprawdę twardych i odważnych ludzi. I szczerze? Ja tej książki nie zapomnę do końca swojego życia… Absolutny top przeczytanych przeze mnie powieści.

I na zakończenie już podsumowując – o czym jest „Złe”? O bólu, samotności, zagubieniu, strachu, łzach, panice, bezradności, żalu. Nie liczcie na to, że będzie tam coś o nadziei, uśmiechu, radości czy szczęściu. Bo się przeliczycie. Przygotujcie się na najgorsze. Kiedy wyobrazicie już sobie najgorsze, to przemnóżcie to razy sto. Wtedy zbliżycie się na mały procent do tego co otrzymacie w książce…

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Święto nieistotności

Kundera jak zwykle genialny. Książka powolna i do degustacji. Czyta się lekko, pewnie aż do 50tki. Historia, w której każdy znajdzie punkt zawies...

zgłoś błąd zgłoś błąd