Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Słoneczne miasto

Wydawnictwo: Marginesy
6,63 (38 ocen i 11 opinii) Zobacz oceny
10
0
9
2
8
8
7
12
6
9
5
4
4
3
3
0
2
0
1
0
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Solstaden
data wydania
ISBN
9788365586834
liczba stron
304
kategoria
Literatura piękna
język
polski
dodał
LubimyCzytać

Do tomu weszły dwa opowiadania Tove Jansson: „Kamienne pole” (tłum. Teresa Chłapowska) i „Słoneczne miasto” (tłum. Justyna Czechowska). Jonasza poznajemy w dniu przejścia na emeryturę. Szanowany dziennikarz ma jeszcze do wykonania ostatnie zlecenie – biografię niejakiego Igreka. Bohater wyjeżdża na letnisko, by odpoczywać i pisać. Biografia tajemniczego Igreka staje się autobiografią,...

Do tomu weszły dwa opowiadania Tove Jansson: „Kamienne pole” (tłum. Teresa Chłapowska) i „Słoneczne miasto” (tłum. Justyna Czechowska).
Jonasza poznajemy w dniu przejścia na emeryturę. Szanowany dziennikarz ma jeszcze do wykonania ostatnie zlecenie – biografię niejakiego Igreka. Bohater wyjeżdża na letnisko, by odpoczywać i pisać. Biografia tajemniczego Igreka staje się autobiografią, spowiedzią i próbą oczyszczenia z grzechów, życia człowieka, który żoną pogardzał, a własnych córek nie znał, choć wychowywały się za ścianą. Zdaje sobie sprawę z tego, jak często uciekał od konfrontacji z życiem w świat słów. Dokonuje bolesnego rozrachunku z własną historią i samym sobą.
„Słoneczne miasto” to zabawna opowieść o grupie staruszków, którzy dożywają swoich ostatnich dni w miasteczku na Florydzie. Odsunięci od swoich rodzin i pozbawieni przynależnych im ról, niechciani i niekochani, żyją na marginesie życia, odcięci od przeszłości, ze strachem, niepewnością patrzą w przyszłość, która wiele im już oferować nie może.
W tej historii humor i komizm przeplatają się ze smutkiem i zadumą nad starością, ludzkimi charakterami, słabościami, lękami i marzeniami. Tove Jansson jest mistrzynią krótkich, celnych scenek, w których potrafi przekazać, co czują i myślą postacie.

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1137
vampireheart | 2017-05-03
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 14 marca 2017

Stało się coś, czego nigdy w życiu nie mogłabym się spodziewać. Przez myśl by mi nie przeszło, że coś takiego może się wydarzyć. A jednak... Tove Jansson, moja ukochana Tove, mnie zawiodła.Teraz tylko zastanawiam się, po której stronie leży wina - po mojej czy po autorki.

"Słoneczne miasto" to tak naprawdę zbiór dwóch powieści, wydanych pod tytułem tej obszerniejszej. - z tym, że obie są na tyle krótkie, że śmiało można byłoby je nazwać opowiadaniami. Całość liczy sobie zaledwie 300 stron, jednak trzeba wziąć poprawkę na spore marginesy - ja je lubię, ale wiem, że dla niektórych czytelników takie sztuczne dodawanie objętości książkom to oszustwo. Dla mnie akurat to zabieg na plus, bo zawsze mam wrażenie, jakobym szybciej czytała.

Przyznam się szczerze - nie wiedziałam o czym będzie ta pozycja. Zobaczyłam po prostu, że została wydana kolejna książka Tove i wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Po "Córce rzeźbiarza" zakochałam się w prozie dla dorosłych spod pióra mamusi Muminków, a poprzeczkę ustawiłam wysoko. Co jak co, ale jeśli chodzi o Finkę, chcę przeczytać wszystkie jej książki. Ale, prawdę mówiąc, nie wiem, czy sięgnęłabym po tę lekturę, gdybym miała świadomość tematyki.

"Słoneczne miasto" to powieść o emerytach. Żyją oni w spokojnym miasteczku, w którym nic się nie dzieje, a jedyną atrakcją jest statek, gdzie odwiedzającym wręcza się sztuczne hibiskusy i wita się ich okrzykiem "aloha!", nic wiedzieć zupełnie dlatego. Staruszkowie skupieni są w pensjonatach, gdzie największą świętością są bujane fotele rozstawione na ganku. Każdy z pensjonariuszy jest inny, a owa inność sprawia, że często między nimi wybuchają sprzeczki - oczywiście, o bzdety, ale podobnie jak w rodzinie.

Inspiracją autorki było znalezienie się w takowym spokojnym, nieco obumarłym miasteczku w Ameryce. I tutaj nastąpił pierwszy zgrzyt - brak fińskości. Mam wrażenie, że gdyby akcja działa się w Finlandii, wbrew pozorom, działoby się więcej, gdyż taka sytuacja świetnie ilustrowałaby fińską mentalność. A tak miałam wrażenie, że czytam scenariusz do kiepskiego amerykańskiego filmu o emerytach, kolejnej nieśmiesznej komedii.

Zawiodłam się, po raz pierwszy, stylem Tove. Przepięknie bawiła się językiem, a słowa były magią we wszystkich jej książkach, które do tej pory czytałam. W tym wypadku było dość mdło, zabrakło mi wyobraźni i polotu, a czasami nawet i sensu. Nie było już tej charakterystycznej mądrości, choć temat temu sprzyjał. Przyzwyczaiłam się już do fińskiej literatury, w której wszystko dzieje się niespiesznie, a pomiędzy wnoszącymi coś do fabuły wydarzeniami są spore fragmenty w zasadzie po nic - ot, taka odsapka, miejsce na poruszenie kwestii ważnych wartości. Zazwyczaj mało się dzieje i naprawdę zdążyłam się do tego przyzwyczaić. Ale tutaj to przeszło wszelkie wyobrażenia. We fragmentach nic nie wnoszących nie było żadnej mądrości, żadnych przemyśleń.

Jeśli chodzi o tę powieść zawiodła mnie już sama fabuła, jej rozwiązanie i zupełny brak związku między opisywanymi sytuacjami. Punkt kulminacyjny to po prostu kolejne wydarzenie bez żadnego kontekstu w stosunku do wcześniejszych - poprzednie rozdziały mogłyby nie istnieć, a i tak wiedzielibyśmy, o co chodzi. Ale największym problemem są bohaterowie. W domu starości mieszka jeden pan i same panie - na setnej stronie i tak nie wiedziałam, kto jest kim. Ot, puste nazwiska i to wszystko. Jasne, byli oni w jakiś sposób opisani i dość różnili się od siebie... jednak tylko w teorii. Nie miało to żadnego przełożenia na akcję lub sposób wypowiadania się.

Sprawą komplikującą i niezwykle mnie drażniącą były dialogi. Część wypowiedzi była zapisywana klasycznie, a część, w środku rozmowy, nie wiedzieć czemu, w postaci zdania oznajmującego, że ktoś powiedział coś. W pewnym momencie sama nie wiedziałam, czy to słowa narratora, czy to przemyślenia bohaterów wypowiedziane na głos, czy faktyczna rozmowa.

"Kamienne pole" wypadło już zdecydowanie lepiej. Byłabym jednak bardziej pozytywnie do niego nastawiona, gdyby było przed "Słonecznym miastem", które wyssało ze mnie wszelki entuzjazm. Ten utwór to historia dziennikarza, który przechodzi na emeryturę, ale postanawia zmierzyć się z napisaniem biografii pana Igreka. Darzy go jednak tak wielką antypatią, że dopada go brak weny i nie jest w stanie pisać. Życie Igreka jest nudne i schematyczne, a z tak nędznego materiału trudno jest napisać dobry tekst. Wyjazd za miasto z córkami też nie pomaga w pisaniu.

W zasadzie tej powiastce też mogłabym postawić podobne zarzuty, ale wszystko było na mniejszą skalę, a bohaterowie byli zdecydowanie lepiej wykreowani. Ponadto następuje pewien sensowny ciąg zdarzeń. Pojawiają się też przemyślenia, ale dopiero na sam koniec wychodzi cały trzon powieści - tak, aby czytelnik sam mógł dojść do tego. Wyraźnie widzi się problem bohatera, zanim on w końcu go dostrzeże.

Jedyne co mogę zarzucić "Kamiennemu polu" nie wynika z samej książki czy z stylu autorki, ale z opisu na odwrocie okładki. Wydawnictwo popełniło wielką gafę, bo w zasadzie zdradziło cały sens tej powieści. Opis powinien wprowadzać czytelnika w sytuację, która dzieje się na samym początku. Tak dla orientacji. A tutaj zostało przedstawione zakończenie, przez co miało się wrażenie, że opisane wydarzenia przywitają czytelnika na pierwszych stronach, a fabuła potoczy się w innym kierunku. To całkowicie zmieniło sens lektury, a ja przez wszystkie strony czekałam na to, co w zasadzie nastąpiło na końcu, a nie jako punkt zmieniający akcję. Po opisie więc spodziewałam się czegoś innego.

Chociaż całość wypadła blado, i tak cieszę się, że w końcu tytuł pojawił się w Polsce i miałam okazję go przeczytać. O ile pierwsza powieść wypadła blado, to druga jest bardzo ciekawa, jeśli nie przeczyta się zdradzającego wszystko opisu od wydawcy. Marginesy pod tym względem zawiodły, choć książka wydana jest prześlicznie - piękna okładka i równie piękne skrzydełka, dzięki czemu egzemplarz aż chce się trzymać w dłoni. Dysproporcje pomiędzy dwoma tytułami są jednak wielkie, a widzę to po ilości zaznaczonych wartościowych cytatów - w "Słonecznych miastach" jest ich kilka na ponad 200 stronach, a w "Kamiennym polu" są nawet zaznaczone niemal całe akapity, jeden po drugim, tylko na 80 stronach. I to właśnie ze względu na drugą powieść mogę polecić tę książkę. Chociaż całość mi się nie podobała, to jest to coś, co warto przeczytać. Tove Jansson to nie tylko Muminki i warto poznać jej twórczość dla dorosłych.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Zniszcz ten dziennik. Kreatywna destrukcja

O ile starsza publika potrafi kreatywnie przeobrazić polecenia dziennika to zdecydowanie nie jest to książka dla dzieci. Czego to uczy? Książki nie są...

zgłoś błąd zgłoś błąd