Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Los utracony

Tłumaczenie: Krystyna Pisarska
Seria: Don Kichot i Sancho Pansa
Wydawnictwo: W.A.B.
7,19 (1415 ocen i 94 opinie) Zobacz oceny
10
60
9
209
8
259
7
540
6
194
5
103
4
22
3
19
2
4
1
5
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Sorstalanság
data wydania
ISBN
838822168X
liczba stron
272
słowa kluczowe
Żyd, obóz koncentracyjny, chłopiec,
kategoria
Literatura piękna
język
polski

Inne wydania

Opowieść młodego chłopca, Żyda z Budapesztu, który spędził rok w niemieckich obozach koncentracyjnych, Oświęcimiu i Buchenwaldzie. Pozbawiona patosu relacja piętnastolatka, który z naiwnością stara się przystosować do wymagań swoich ciemiężycieli.

 

Brak materiałów.
książek: 3016
Meowth | 2016-03-16
Na półkach: Wyzwanie 52/2016
Przeczytana: 15 marca 2016

Co najbardziej zaskoczyło mnie w tej książce? Jej niezwykła oględność i powściągliwość. Przeczytałam już swego czasu bardzo wiele pozycji z literatury obozowej, choć częściej tematyka dotyczyła obozów zagłady niż obozów pracy. Zwykle były to jednak relacje niejako "z drugiej ręki" – reportaże, zebrane przez osoby trzecie wspomnienia byłych więźniów, teksty wykorzystujące dane, będące w posiadaniu muzeum w Oświęcimiu itp. Zdecydowana większość tych opracowań zawierała naprawdę przerażające opisy życia i śmierci w obozach, bestialstwa oprawców hitlerowskich, całkowitej zatraty człowieczeństwa.

Tym razem mam do czynienia z przekazem naocznego świadka i uczestnika, byłego (nastoletniego podówczas) więźnia obozów w Buchenwaldzie i Zeitz. Ta opowieść, pisana z punktu widzenia dziecka, uderza umiarkowaniem w przedstawianiu obozowych potworności. Nie znaczy to, że Kertész cokolwiek wygładza czy retuszuje. Unika jednak jakiegokolwiek patosu czy dramatyzowania, jest to spokojny, chwilami wręcz lakoniczny opis życia, w którym świadomość ogranicza się z czasem tylko do myśli o posiłku i odpoczynku.

Dużym zaskoczeniem były dla mnie opisy pobytu bohatera w pawilonie szpitalnym w obozie w Buchenwaldzie. Zdaję sobie sprawę, że obóz pracy nie był tym samym, co "fabryka śmierci", jednak wzmianki o ciepłej kołdrze, ciszy i spokoju, opiece lekarskiej, podrzucanych dodatkowych porcjach żywnościowych i troskliwym, przyjaznym Pflegerze – to naprawdę dla mnie, oczytanej w "literaturze oświęcimskiej", brzmiało wręcz nieprawdopodobnie.

No i scena, w której lekarz chce wypisać ze szpitala głównego bohatera, a Pfleger podstępem ratuje go przed tym – to wstrząsnęło mną do głębi. Wiem, że nie da się tego oceniać w żadnych kategoriach, były to czasy, kiedy nie istniało pojęcie moralności czy przyzwoitości, szczególnie w sytuacji "życie przeciwko życiu", ale mimo wszystko...

Jest to książka niewątpliwie dobra – nie ukrywam jednak, że mocno mnie kłopocze jej subtelność, delikatność. Zupełnie jakby nie było o czym krzyczeć...

---------------------------------------------------------------------
Dopisane dwa dni później - można cofać plusy, jeśli kto chce.

Zresztą to moje speszenie ustąpiło już miejsca niezgodzie i niesmakowi, tym silniejszym, im dłużej myślę o książce Kertésza. Oto bowiem zdałam sobie sprawę, że tak dokładnie uświadamiając czytelnikom nieludzki reżim obozowej codzienności, autor jakby pominął tych, którzy ów reżim zaprowadzili i utrzymywali. Owszem, wzmiankuje rozmaitych Ältesterów i żandarmów (podobno odznaczających się największym okrucieństwem – doprawdy?), ale mam wrażenie, że niemal zupełnie zapomniał o najczarniejszych bohaterach tamtych wydarzeń. Czy w Buchenwaldzie oni w ogóle byli? Czy więźniowie pilnowali się i terroryzowali sami?

O niemieckich żołnierzach pisze właściwie tylko przedstawiając chaos przy rampie w Oświęcimiu (gdzie transport trafił na selekcję, a po trzech dniach zdolni do pracy, w tym główny bohater, ruszyli dalej na Zachód) – "...jedynie oni, schludni i czyści, promieniowali w tym bałaganie stanowczością i spokojem." Z kolei lekarz, prowadzący selekcję "...miał bardzo dobrą prezencję i sympatyczną, podłużną, ogoloną twarz z raczej wąskimi wargami i niebieskimi lub szarymi, w każdym razie jasnymi, dobrotliwie patrzącymi oczami." Potem jest wiele podobnych, zastanawiających "kwiatków".

Po prostu bomba! I zachwyt, proszę państwa. Nie wiem, co to ma być. Syndrom sztokholmski? Czy jakaś niezwykła ironia, tak jednak wysublimowana, że jestem zbyt ograniczona, by ją pojąć?

Za te niepokojące dwuznaczności obniżam ocenę. Bardzo bym nie chciała, żeby młodzież z tej właśnie książki czerpała wiedzę o nazistowskich obozach koncentracyjnych.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Niepowszedni. Obława

THE BOYS & GIRLS ARE BACK…! Długom czekał, … alem się doczekał. Trzeba przyznać, że stęskniłem się już trochę za ekipą z Kamiennych Kości od czas...

zgłoś błąd zgłoś błąd