Strażak

Tłumaczenie: Anna Dobrzańska
Wydawnictwo: Albatros
6,86 (296 ocen i 76 opinii) Zobacz oceny
10
13
9
24
8
67
7
89
6
57
5
21
4
11
3
9
2
3
1
2
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Fireman
data wydania
ISBN
9788379858897
liczba stron
800
kategoria
horror
język
polski
dodała
giovanna

Nowa, spektakularna powieść autora „Rogów“ i „NOS4A2“. „To moja wersja »Bastionu« – nasączona benzyną i podpalona“. – Joe Hill Nikt nie wie dokładnie, kiedy i jak to się zaczęło. Przez kraj przetacza się przerażająca plaga, która uderza w kolejne miasta: Boston, Detroit, Seattle. Lekarze nazywają to Draco Incendia Trychophyton. Dla wszystkich innych to Dragonscale, wysoce zakaźny, śmiertelny...

Nowa, spektakularna powieść autora „Rogów“ i „NOS4A2“.

„To moja wersja »Bastionu« – nasączona benzyną i podpalona“.
– Joe Hill

Nikt nie wie dokładnie, kiedy i jak to się zaczęło. Przez kraj przetacza się przerażająca plaga, która uderza w kolejne miasta: Boston, Detroit, Seattle. Lekarze nazywają to Draco Incendia Trychophyton. Dla wszystkich innych to Dragonscale, wysoce zakaźny, śmiertelny zarodnik. Najpierw na ciele pojawiają się piękne czarno-złote plamy, a następnie ludzie stają w płomieniach. Zakażają się miliony, ogień wybucha wszędzie. Nie ma antidotum. Nikt nie jest bezpieczny.

Pielęgniarka Harper Grayson opiekowała się setkami zainfekowanych pacjentów, zanim jej szpital całkowicie spłonął. Teraz złote plamy odkryła na własnym ciele. W szpitalu widziała wiele matek, które rodziły zdrowe dzieci, więc wierzy, że jej dziecko też takie będzie... jeśli sama dożyje dnia porodu. Bardziej niż ognia musi jednak unikać zbrojnej Bojówki Kremacyjnej, samozwańczego oddziału ścigającego bezwzględnie wszystkich tych, którzy ich zdaniem noszą w sobie zarodniki.

Gdy ludzkość pogrąża się w płomieniach i szaleństwie, na horyzoncie pojawia się tajemnicza i fascynująca postać: człowiek w brudnej, żółtej kurtce strażaka, noszący żelazny pręt. Szalony Strażak, przemierzający ruiny New Hampshire, zainfekowany Dragonscale, zdołał kontrolować w sobie ogień i używa go jak tarczy, broniąc ściganych, i broni, gdy mści się za skrzywdzonych. Harper musi poznać jego tajemnicę, nim ogarną ją płomienie.

Zachowajcie zimną krew, nadchodzi STRAŻAK!

Amazon.com uznał powieść Joe Hilla za jedną z 20 najlepszych książek pierwszej połowy 2016 r.

„Przerażająca historia. Władca much dla pokolenia Twittera: po części postapokaliptyczna baśń, po części satyra społeczna. Inteligentna i wciągająca – ta książka daje solidnego kopa!“
– Joanne Harris

 

źródło opisu: www.wydawnictwoalbatros.com

źródło okładki: www.wydawnictwoalbatros.com

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1345

Żyjmy tak, jakby każdego następnego dnia groziła nam Apokalipsa, jakbyśmy mieli zachorować na jakąś śmiertelną chorobę, albo zakazić się wirusem, który zmiótłby nas z powierzchni ziemi. Tak właśnie trzeba żyć, doceniać każdą chwilę, cieszyć się każdym dniem, bliskimi, tym co mamy. Nie ma co planować, bo życie i tak za nas zaplanuje wszystko. Więc żyjmy chwilą...
...
Zawsze, gdy karmię się treścią nawiązującą do apokalipsy, końca świata, rozsypującej się małymi albo wielkimi krokami cywilizacji, myśli krążą wokól ludzkiej śmiertelności. Śmieszy mnie to, że ludzkość próbuje się wgryźć we wszelkie przepowiednie, analizując i zastanawiając się nad tym, czego dotyczą. Jakie to ma znaczenie. Zastanówmy się bardziej nad naszym życiem, chwilami, które trzeba przeżyć dobrze i jednocześnie prawdziwie, namacalnie, wyraziście. Bo mało kto pomyśli, że końcem świata dla człowieka jest jego śmierć. Zanim do nas przyjdzie, musimy zadbać oto wykorzystać czas, który dostaliśmy, tym bardziej, że ten czas wcale nas nie rozpieszcza, zapierdziela jak zły, jakby gonił go socjopata z siekierą, z obłędem w oczach. Więc jakie znaczenie ma koniec świata w skali globalnej? Im bardziej się będziemy zastanawiać nad światem, tym mniej uwagi poświęcimy własnemu życiu.
...bo w każdej chwili możemy odejść, zasłabnąć, potknąć się, upaść, wpaść pod samochód albo sami samochodem gdzieś się załatwić. Trzeba dbać o każdy dzień, walczyć o przetrwanie, o każdą następną chwilę tak jak postacie z tej książki, które patrzyły na to, jak świat, ludzie, natura tonie w płomieniach, a później zamienia się w popiuł i powoli upada w otchłań samozniszczenia, całkowitej zagłady. Ludzie, którzy nie muszą walczyć o przeżycie każdego następnego dnia, o swoje istnienie, nie doceniają swojego życia, sądząc, że będą trwać w nieskończoność.
...niewiele osób w naszej rzeczywistości czuwa nad jakością każdej następującej po sobie chwili. Większość jest obojętna i sporadycznie dostrzega nieuchronność i pęd czasu albo często i to niekoniecznie. Im bardziej fragmentarycznie będziemy patrzeć na swoje życie, takie też będą nasze wspomnienia... A cóż więcej u schyłku życia nam zostanie?? Tylko one!!!

***

W powieści miałem okazję poznać pewnego chłopca. Nie jest wiodącą postacią, ale gdzieś tam na drugim planie, co jakiś czas go spotykałem. Miał na imię Nick, był bratem Allie, przyjacielem Harper i wielkim wielbicielem STRAŻAKA Johna. Tak jak oni wszyscy próbował się odnaleźć w tym piekle, które rozlewało się na świat. Był strasznie urokliwym młodzieńcem i szkoda, że dzieciaki tak małe jak on musiały przeżywać ten koszmar, nie ciesząc się magią swojego dzieciństwa. Choć to tylko przecież fikcja. Wszystko, co najlepsze było dopiero przed nimi, a czego doświadczyć nie byli w stanie, bo czas nie był dla nich łaskawy... Zresztą dla każdego z tych wszystkich ludzi, w tej książkowej rzeczywistości.
Przy tym wszystkim Nick był na dodatek głuchoniemy...
***
"Nie mając głosu, człowiek nie ma tożsamości. Zwykle ludzie nie zwracają uwagi na niesłyszących, tak jak nie zwracają uwagi na własny cień" ( str. 371 )
***
Dlaczego o nim mówię. Otóż, p.oznając Nicka przyszła mi do głowy pewna refleksja, alternatywa tego, co by było, gdym również i ja urodził się głuchoniemy. Być może grzeszę mówiąc, że chciałbym nie mieć głosu, stracić go, stać się głuchoniemym, a ze światem komunikować się za pomocą kartki papieru i długopisu, albo tabletu. A grzeszę dlatego, iż każdy głuchoniemy oddałby zapewne wszystko, by wypowiadać słowa własnym głosem, stać się dla świata zauważalnym...
Jednak mimo tego nawiedzają mnie czasem myśli, że dobrze byłoby stracić głos. Po pierwsze nie musiałby odpowiadać na głupotę ludzi mnie otaczających, bo wielokrotnie nie mam zielonego pojęcia, jakiej odpowiedzi im udzielić. Musiałbym się wówczas zniżyć do ich skretyniałem poziomu, jaki reprezentują. Jedynie w przypadku kilku osób żałowałbym, że nie mógłbym z nimi normalnie podyskutować, bo rozmowy z nimi cenię sobie szczególnie.
...
A drugim powodem jest mój własny głos, który wielokrotnie mnie zawodzi, za którego brzmieniem aż tak bardzo nie przepadam. Wypowiadane słowa często stają się nieporadne, gdy przepuszczam je przez aparat gardłowy, przez co myśl, refleksja, która urodziła mi się w głowie traci swój blask, wartość, którą w sobie miała. Gdy słowa wypuszczam na wolność, to wszystko, co w umyśle sobie wymyśliłem zostaje niemalże o połowę skrócone, do tego poprzestawiane, pokiereszowane, poturbowane przez głos...
...
A gdy piszę nie mam tego problemu. Jestem wtedy jakby innym człowiek. Dlatego w komunikacji ze światem muszę uczyć się milczenia (a to w moim przypadku strasznie trudno, bo do powiedzenia mam zawsze dużo; widać to zresztą na przykładzie moich recenzji) choć nie zawsze się udaje zachować tę ciszę. Wynagradzam sobie to wszystko właśnie pisząc...
Nick, ten mały bohater tej powieści nie ruszał się bez swojego notesu i długopisu. Głównie w ten sposób komunikował się ze światem, gdzieś tam trochę przeplatając językiem migowym...
...powiem szczerze, że trochę mu tego zazdrościłem...

#####
" Jeśli podzielicie się kocem z kimś, komu jest zimno, będzie wam cieplej i nie będziecie sami. Jeśli podacie lekarstwo chorym, ich szczęście będzie waszym lekarstwem. Ktoś prawdopodobnie dużo mądrzejsz ode mnie powiedział kiedyś , że piekło to inni. Moim zdaniem człowiek trafia do piekła, kiedy nie pomaga potrzebującym, bo nie może znieść myśli, że czegoś mu ubędzie. Wiedzcie, że w takich przypadkach tracicie własną duszę". ( str. 226 )

...i tak bogato nasyconych głębią myśli, refleksji odnośnie życia, przemijania i wielu innych wartości, znaleźć można praktycznie na każdej stronie...

Ta książka nie płonęła żywym ogniem, tak jak się tego spodziewałem, tak jak paliła się na zewnątrz jej twarda okładka...!!! Lecz nie widzę w tym nic złego.
Biło z niej po prostu ciepło zupełnie innego rodzaju. W tej książce można się ogrzać emocjami, zawartymi w niej refleksjami...
Joe Hill odziedziczył po swym sławnym ojcu łatwość rozpalania człowieczej duszy, tego co tętni i żyje w jej wnętrzu. Dziwne, że te kartki, ten papier, na którym utkane są słowa, nie płonie żywym ogniem. Wewnątrz tej treści Hilla, można doświadczyć nostalgii, melancholii, pewnego rodzaju zadumy na życiem, wartości przemijania, normalności, takiej zwyczajnej banalności, prostoty.
...
Tak jak jego ojciec, on również gawędzi sobie ze swym czytelnikiem. Choć dla większości taka treść wydawać się może nudna, to dla wtajemniczonych, ustawionych na właściwym pułapie wrażliwości, estetyki, taka treść ma wielką moc.
Mógł odziedziczyć po Kingu jeszcze większą pazerność na pisanie. Nie twierdze, że nie jest kreatywny, pomysłowy, ale mógłby po prostu pisać więcej i częściej!!! By tych książek było więcej...

By nie przedłużać podzielę się jeszcze fragmentem, w którym Hill ujął istotę pisartwa, a przynajmniej jedną z wielu, bo wszyscy się z tym z pewnością do końca nie zgodzą. Moim zdaniem jest w tych słowach sporo prawdy...

"Czasami mam wrażenie, że każdy mężczyzna chce być pisarzem. Pragniecie tworzyć światy i idealne kobiety, które moglibyście rozstawiać po kątach i rozbierać na zawołanie. Dajecie upust agresji kilkoma fikcyjnymi scenami gwałtu i wysyłacie to swoje literackie alter ego, rycerza na białym koniu albo strażaka żeby ratowało waszą wybrankę. Bohater, oczywiście, musi być silny i pomysłowy. A tymczasem zwyczajne kobiety mają przecież całe mnóstwo własnych zainteresowań i nijak nie pasują do fabuły." ( 525 str. )

Kto by nie chciał być pisarzem, tworzyć światy, powoływać do życia papierowych ludzi, nadawać im charakter, rzeźbić ich duszę, wrzucać w spiralę rozmaitych wydarzeń. Lecz nie każdemu jest dany taki wspaniały dar. Natomiast jeszcze mniej ludzi czyni ze słów magię...To jeszcze trudniejsza sztuka. To jest mój cel, lecz nie wiem jak wypadnie moja droga do tego celu. Nie wiem czy wkradnę się w serca jakichś czytelników, czy moja zabawa słowem stanie się kiedyś magiczne. Taki jest mój cel, bo zawsze trzeba mierzyć wysoko i nawet jak się nie uda, to jakieś doświadczenia po drodze się zbierze...

Nie pamiętam już dobrze jaką ocenę przydzieliłem "ROGOM" innej jego książce, ale "STRAŻAKA" postawiłbym z nią na równi... Także ze swojej strony polecam, bo do takich książek można wracać wielokrotnie!!!

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Król, dama, walet

Nabokov to mistrz, geniusz. Pierwszy raz w życiu miałam wrażenie, że jestem nim zafascynowana, a jednocześnie ciągnie mnie w jakąś czeluść, przepaść....

zgłoś błąd zgłoś błąd