Zabić drozda

Tłumaczenie: Maciej Szymański
Cykl: Zabić drozda (tom 1) | Seria: Cała Polska Czyta Dzieciom
Wydawnictwo: Rebis
8,02 (6306 ocen i 477 opinii) Zobacz oceny
10
921
9
1 561
8
1 660
7
1 453
6
447
5
188
4
44
3
26
2
4
1
3
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
To Kill a Mockingbird
data wydania
ISBN
8373015477
liczba stron
424
kategoria
klasyka
język
polski

Ta książka błyskawicznie stała się bestsellerem, znalazła też uznanie w oczach krytyki i to już w od pierwodruku w 1960 roku. Rok później książka dostała Nagrodę Pulitzera, a wkrótce nakręcono na jej kanwie film, który również stał się klasyką. Jego wysoką jakość przypieczętowały Oskary - za pierwszoplanową rolę męską dla Gregory Pecka i za scenariusz. Opowieść przekazuje nam dziewięcioletnia...

Ta książka błyskawicznie stała się bestsellerem, znalazła też uznanie w oczach krytyki i to już w od pierwodruku w 1960 roku. Rok później książka dostała Nagrodę Pulitzera, a wkrótce nakręcono na jej kanwie film, który również stał się klasyką. Jego wysoką jakość przypieczętowały Oskary - za pierwszoplanową rolę męską dla Gregory Pecka i za scenariusz.

Opowieść przekazuje nam dziewięcioletnia dziewczynka, córka szanowanego adwokata, który podejmuje się obrony Murzyna oskarżonego o gwałt na białej kobiecie, i stawia się tym samym w opozycji wobec społeczności miasteczka. Córka i syn wiernie trwają u jego boku. Pełna współczucia, dramatyczna, głęboko poruszająca powieść przenosi wyobraźnię czytelnika do korzeni ludzkiego zachowania - do niewinności i pierwszych doświadczeń, dobroci i okrucieństwa, miłości i nienawiści, humoru i patosu.

Powieść, nazywana przez autorkę "love story", została przetłumaczona na kilkanaście języków, a dzisiaj jest uważana za arcydzieło literatury amerykańskiej

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 913
Sylwia Sekret | 2012-02-27
Przeczytana: 25 lutego 2012

LITERATURA ORNITOLOGICZNA

Coś jest w ptakach wszelkiej maści, że tak często goszczą na kartach powieści, będąc czy to świadkami zbrodni, jak to było w książce „Co widziały wrony”, czy to stanowiąc wielowarstwowy symbol rozpięty na całą płaszczyznę opisywanej historii, jak stało się w przypadku „Lotu nad kukułczym gniazdem” i właśnie w dziele Nelle Harper Lee „Zabić drozda”. Nie wiem czy przyczyną jest głębokie podobieństwo ludzi do ptaków, czy ich zdolność latania, która od zawsze naznaczona jest przez nas nieskrywaną zazdrością i fascynacją. Pewne jest jednak, że te latające stworzenia towarzyszą nam niemal zawsze, nawet wtedy, kiedy nie zdajemy sobie z tego sprawy.
Już Edgar Allan Poe wiedział, że ptak jest istotą nie byle jaką. To on donosił nam o ich związku z mistyczną sferą naszego życia. Kruka, w jego bodaj najbardziej znanym poemacie można śmiało uznać za materializację żałoby, za wyobrażenie smutku i kumulację cierpienia. I słowa właśnie z tego poematu zdają się tłumaczyć obecność ptasiej symboliki w całkiem sporej ilości dzieł. Być może każdy z nas ma takiego skrzydlatego powiernika i być może tak jak w utworze Poego: „And the raven, never flitting, still is sitting, still is sitting”.

„Zabić drozda” to utwór trudny. I bynajmniej nie chodzi mi o fabułę książki czy też o styl pisania. Trudna i ciężka, naznaczona dziejowo i moralnie jest przede wszystkim problematyka tego dzieła. I choć książek na ten temat powstało naprawdę całe papierowe morze, to każda z nich, zatem także i ta, jest inna. Każda na swój sposób jest wyjątkowa i każda stara się poruszyć struny ludzkiej wrażliwości i sumienia, ale także i odwołać się do rozumu. Nienawiść niezrozumiała – oto, co jest tematem przewodnim w dziele Nelle Harper Lee. Dlaczego niezrozumiała? Bo niczym nie podparta, nie dająca się wytłumaczyć czystemu rozumowi, nie broniąca się niczym poza samą sobą, czyli nienawiścią zajmującą całe gniazdo ludzkiej duszy. I w przypadku lektury „Zabić drozda” można bez narażenia się na paradoks, bez otarcia się o oksymoron, mówić o nienawiści w najczystszej postaci. Ponieważ to „biali” uważający się za lepszych i czystszych pod względem zarówno fizycznym jak i mentalnym, nienawidzą „kolorowych”, mając ich za brudnych, podłych i odpowiedzialnych za całe zło, które spotyka porządnych (czytaj: białych) ludzi. Główny problem zdaje się więc rysować dość klarownie.
Rasizm to mgła uprzedzeń, w której wielu ludzi błądzi i potyka się o własne moralne uchybienia. Rasizm to pożar wartości, z których, jeśli nie ugasimy płomieni wystarczająco szybko, pozostaną zgliszcza. Rasizm to burza, w której giną ci, którzy jedynie chcieli się przed nią schronić. Rasizm to, w końcu jeden z najgorszych wynalazków ludzkości, skonstruowany przez ludzi i wymierzony przeciw ludziom.

To, co jest niebywałym plusem w książce Lee, a zarazem mimowolnym prztyczkiem w nos, to umieszczenie w roli narratora i zarazem głównego bohatera dziewięcioletniej dziewczynki, oczami której widzimy przedstawiane w utworze wydarzenia. Poniekąd ironiczny prztyczek bierze się stąd, że autorka doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że ci, którzy pielęgnują w sobie uprzedzenia do osób innego koloru skóry, będą zawstydzeni, że mała dziewczynka rozumie więcej, że – mówiąc wprost – jest mądrzejsza od nich. Przyznać trzeba jednak, że Nelle Harper Lee nie popada od razu w gloryfikację dziecięcej duszy i umysłu. Świadoma jest wpływu, jakie ma na dziecko otoczenie i środowisko, w jakim się wychowuje. Dlatego Skaut – jak nazywana jest główna bohaterka – nie od razu stanowi nośnik tolerancji. Uczy się tego powoli, powtarzając błędy zarówno rówieśników, jak i co gorsza, sędziwych i statecznych sąsiadów. Skaut zatem jest nie tylko przykładem na to, że dzieci to najbardziej wyzbyte zła i podziałów stworzenia, ale także daje nadzieję na to, że nawet wchłonąwszy już pewne przekonania, można przewartościować swój kodeks i dotychczasowe pojmowanie świata i zacząć żyć tak, aby więcej rozumieć, a mniej gardzić. Taką przemianę bardzo dobrze obrazuje też starszy o trzy lata brat Skauta – Jem. Jeśli myślicie, że jakieś konkretne wydarzenie musiało mieć wpływ na refleksję dotyczącą uprzedzeń i wyższości jednych nad drugimi, u tak, bądź co bądź małych dzieci, to jak najbardziej macie rację.

Matka Skauta i Jema zmarła niedługo po drugim porodzie, ale pozostał im ukochany ojciec. To właśnie wokół jego osoby zaczną gromadzić się wydarzenia, które wpłyną na światopogląd jego latorośli, a także paru nielicznych osób z ich małego miasteczka. Atticus Finch jest bowiem adwokatem i przypadła mu sprawa, która z góry została przez wszystkich skazana na porażkę. Miał bowiem bronić „czarnucha”, przedstawiciela motłochu, brudasa, którego los wisiał na włosku. Jednym słowem, w latach trzydziestych XX wieku, w jednym z miast USA, Atticus miał bronić nikogo. I wszyscy wiedzieli, że nie tyle on jeden jest w stanie wygrać tę sprawę, ile on jako jedyny zechce podjąć się obrony Murzyna. Tylko on jeden w owych czasach był zdolny do tego, aby wbrew wszystkim bronić Toma Robinsona, jak każdego innego człowieka. A przestępstwo, o które został oskarżony Tom, nie było zwykłym wykroczeniem czy naruszeniem porządku. Czarny miał, według zeznania ofiary, zgwałcić białą kobietę, córkę białego mężczyzny. Kto teraz, poza Atticusem i przyjaciółmi Toma będzie w stanie chociaż wysłuchać jego wersji? Czym jest słowo czarnego przeciw białemu? Gdyby jeszcze było niczym! Ale słowo takie jest kłamstwem, pomówieniem i oszczerstwem. Bluźnierstwem, za które należy się kara być może nawet większa, niż za domniemaną zbrodnię. Przez sprawę cierpi jednak nie tylko oskarżony o gwałt. Atticus Finch staje się wrogiem publicznym numer jeden, a jego dzieci wystawione są na nie lada próbę, kiedy wysłuchują okropnych wyzwisk pod adresem ich ojca. Na szczęście Atticus emanuje takim spokojem, mądrością, tolerancją i zrozumieniem, że bez problemu obejmuje nimi także jego pociechy. Przypadek Toma Robinsona staje się dla Skauta i Jema przedwczesną lekcją moralności i choć przysparza im wiele bólu, to otwiera im oczy na wiele spraw, na które do tej pory zamyka się mnóstwo dorosłych.
Dlatego wstępne założenie, które wynika chociażby z opisu na czwartej stronie okładki, jakoby centralnym punktem powieści był temat rasizmu – jest błędne. A jeśli nie błędne, to na pewno niepełne i okrawające tak bogatą treść. Bowiem na doskonale zarysowanym tle amerykańskich lat trzydziestych rysują się lata dojrzewania dwójki rodzeństwa. Dojrzewania trudnego i okupionego wieloma przykrymi doświadczeniami. Dojrzewania bosego i niecierpliwie oczekującego kolejnego lata. Dojrzewania podpartego rozumiejącym i mądrym ojcowskim ramieniem, dzięki któremu zaślepienie sąsiadów nie zdołało przesłonić dzieciom tego, co w nich najpiękniejsze – a więc szczerości i tej pozytywnej naiwności, która znosi wszelkie podziały i każe na równi traktować każdego człowieka.

„Zabić drozda” bardzo powoli wyzwala w czytelniku emocje. Gdyby książki, tak jak ludzie miały charaktery, to ta posiadałaby charakter identyczny jak ten, który stanowi kwintesencję Atticusa. Przemyślana i stonowana, może się momentami wydawać flegmatyczna, skrywa jednak ogromną mądrość, której największym celem jest to, aby nie umarła wraz z jej właścicielem. Ojciec Skauta jest kolejną postacią, która wyprzedzając swoje czasy naraziła się na ludzki gniew. A ten jest tak samo ponadczasowy jak problem segregacji rasowej.

Tytułowy drozd jest symbolem wielowarstwowym. Główna, fundamentalna warstwa jego znaczenia wyłania się pod koniec lektury i ma ścisły związek z wydarzeniami. Są jeszcze, tak mi się wydaje dwie warstwy, które po nałożeniu na siebie wydają charakterystyczny zgrzyt niezgody. Drozda, jak mówi Atticus swoim dzieciom, zabijać nie można. Strzelać do sójek, to rzecz normalna, jednak strzelić do drozda to grzech. Ptak ten bowiem nie czyni żadnych szkód, a raczy natomiast człowieka swoim śpiewem. I tak, dla Atticusa i małej gromadki ludzi zabiciem drozda jest skazanie na śmierć Toma Robinsona. Jest to, w świetle wydarzeń i braku dowodów czymś niedopuszczalnym, co nie mieści się w głowie, jest grzechem sumienia i zbrodnią na istocie ludzkiej. Jednak, dla całej reszty białych ludzi, zabiciem drozda jest to, że ktokolwiek ośmielił się uwierzyć w słowa „czarnucha”. Tym samym przecież podważył prawdomówność człowieka o jasnym odcieniu skóry.
A drozd jest przecież tak bardzo podobny do człowieka! Raczej nie prowadzi koczowniczego stylu życia i wraca na wcześniejsze miejsce, statkuje się. Jest ptakiem monogamicznym, czym do tej pory nie mogą się pochwalić niektórzy ludzie. Do tego, rodzina drozdowatych jest tak liczna, że ptaki te mają przeróżne kolory i odcienia upierzenia, a mimo to nie tworzą między sobą żadnych podziałów ze względu na barwę piór, których przecież wraz z przyjściem na świat nie wybierają.
Jedno jest pewne – drozda zabijać nie można. Bo zabić drozda symbolizuje zabicie kawałka siebie, utratę fragmentu człowieczeństwa i ucieczkę wartości. A człowieczeństwo nie jest ani białe ani czarne, nie ma tez żadnego innego koloru. Jest przezroczyste jak łza, bo dzięki niemu potrafimy płakać, ale też często o płacz przyprawia nas jego brak u drugiej osoby.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Za dużo przypadków

Bywa tak, że w trasę wyrusza się nagle. Trasa dość długa, samotna, zawodowa... wiadomo. Radio to dobry towarzysz podróży, no ale książka!... Proszę Pa...

zgłoś błąd zgłoś błąd