Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Achaja - t.3

Cykl: Achaja (tom 3)
Wydawnictwo: Fabryka Słów
6,52 (2322 ocen i 79 opinii) Zobacz oceny
10
134
9
311
8
294
7
609
6
316
5
319
4
78
3
143
2
41
1
77
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
83-89011-25-5
liczba stron
416
słowa kluczowe
polska fantastyka, Troy, Arkach
język
polski

Cesarstwo Luan atakowane przez królestwo Troy i przez armię niewielkiego Arkach. Wydawałoby się, że z oddziałami tego ostatniego rozprawi się bardzo szybko. Nikt w Luan nie sądzi, że cokolwiek może zachwiać potęgą Tradycji i Zakonu. Nikt oprócz tych, którzy już przeszli na stronę Biafry i Zaana Achaja sądzi, że odnalazła swoje miejsce. Ale Biafra ma wobec niej inne plany: jej ręka, ręka...

Cesarstwo Luan atakowane przez królestwo Troy i przez armię niewielkiego Arkach. Wydawałoby się, że z oddziałami tego ostatniego rozprawi się bardzo szybko. Nikt w Luan nie sądzi, że cokolwiek może zachwiać potęgą Tradycji i Zakonu. Nikt oprócz tych, którzy już przeszli na stronę Biafry i Zaana Achaja sądzi, że odnalazła swoje miejsce. Ale Biafra ma wobec niej inne plany: jej ręka, ręka księżniczki Arkach i Troy, stanie się kartą przetargową w politycznej grze z Zakonem, cesarstwem i księciem Orionem. Stary świat legł w gruzach. Jaki będzie nowy?

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 976
Vaherem | 2013-06-22
Przeczytana: 22 czerwca 2013

Nie wiem od czego zacząć. Może od tego - za przeczytanie tego koszmaru należy mi się order i renta. Znajomi (którzy lubili cykl o Achai) twierdzili, że najlepszy jest tom 2, a 3 to koszmar. Cóż, drugi tom otrzymał ode mnie jedną gwiazdkę, więc po cichu liczyłem na to, że ta część jakimś cudem totalnie mnie zaskoczy i będzie lepiej.

Okzauje się jednak, że jest jeszcze gorzej.

Andrzej Ziemiański przebił samego siebie. Zwykle pisze recenzje w formie plusów i minusów, ale znowu (podobnie jak w wypadku drugiego tomu) będą tylko minusy. Jeśli jakieś plusy były to musiały mi wylecieć z powodu potężnych facepalmów - średnio padał jeden na dwie strony.

- Cesarz Luan. W końcu pojawia się, gada, gada, gada, gada...i znów nie poznajemy jego imienia. To po prostu Cesarz. Po co komu wiedzieć jak ma na imię?

- Annamea. Nałożnica Cesarza, która z powodzeniem może walczyć z Achają o tytuł Mary Sue tego tomu. Najpiękniejsza kobieta świata. Nałożnica i dziwka, która ma wypalone piętno na tyłku, ale o tym, że dziwki w Luan mają tatuaże na twarzy (jak Achaja) to autor już zapomniał. Ta sama Annamea, której polami bitew były jedynie łoża, nagle przebiera się w pancerz i obwieszona uzbrojeniem zaczyna dowodzić elitarnym oddziałem. Ubrana w półpancerz (pod którym nic nie ma, to przebija nawet skórzane kurtki armii Arkach) w przykrótkiej spódniczce (odkrywającej fragment pośladków). I tak, dokładnie, zgadliście - nie ma majtek! Ile można pisać o tym, że jakaś postać nie ma majtek! No ludzie! Oczywiście jako Mary Sue Annamea jest obłędnie inteligenta. Uczy się dowodzić elitarnym oddziałem już na polu bitwy, wertując instrukcje obsługi tego oddziału (...). Wielki Czarownik Meredith chyli czoła przed jej inteligencją... po czym dwie strony później nasza najpiękniejsza kobieta świata myli morale z moralnością. Cóż za konsekwentne budowanie charakteru postaci.

- alkoholizm. Wszyscy chleją, rzygają, chleją, rzygają i tak do znudzenia. Zdaje się, że autor zawarł tu klucz na napisanie takiego hitu jak Achaja.

- przemyślenia o życiu. Kiedy kolejna postać odkrywa prawdę o tym świecie i wygłasza ją w długim monologu, powtarzając to co odkrył już w poprzednich tomach/kilka stron wcześniej... Masz moje pozwolenie za ziewanie. Ziemiański - Paolo Coelho polskiej fantastyki.

- To jest hit. Jedna z postaci traci oko (potem okazuje się, że ma odcięte pół twarzy!) - ale normalnie sobie gada. Naprawdę. Potem przegryza w ustach buteleczkę i wypluwa szkło. I nadal gada. Boże, pamiętam jak kiedyś ugryzłem szklankę. Jakoś nie chciało mi się wtedy zbyt gadać - zbyt byłem zajęty pluciem krwią. Ale spoko - potem tej postaci zszywają twarz po czym ona i jeszcze jakiś koleś zaczynają ciągnąć wóz. Ciągnąć wóz - po przyszyciu połowy twarzy. Bez znieczulenia.

- A właśnie - na tym wozie szybko pojawia się tabliczka z długim tekstem. W ogóle w całym tym świecie szybko pojawiają się tabliczki z różnymi tekstami - czy to na powieszonym kolesiu, czy na tym wozie, albo budynku. Wszyscy umieją pisać i czytać. Wspaniały świat.

- inna postać. Achaja wspomina, że spotkała ją w pierwszym tomie, ale tam jej nie było, jestem pewien. Pojawiła się, bo tak akurat pasowało autorowi. Super...

- Narracja. Okropna. Skacząca. Jakby oglądało się śnieżący telewizor. Co chwile okropne dygresje i żałosny humor nie pasujący do świata przedstawionego. Mój lider - dygresja o tym, jak ten rodzaj obrażeń opisałby za kilkaset lat jakiś lekarz. Cięgnie się to coś przez kilka stron. Masakra.

- technologia. Mam dziwne wrażenie, że postęp technologiczny dokonuj się hop-siup. W pierwszej części mamy muszkiety, a tu już karabiny z bagnetami. Super dokładnie celne i tak dalej...

- Działania wojenne. Śmiech na sali. Karabiny kontra miecze, wszystko opisywane językiem współczesnego wojska, bezsensowne komendy dowódców (czytanie nieraz z instrukcji!) wyrzucane z szybkością karabinu maszynowego, brzmiące mniej więcej tak:
- Lewa flanka półksiężyc! Zwrot! Odwrót! Trzy kontrkliny!
Czy naprawdę autor wierzy, że żołnierze byliby w stanie tak szybko zmieniać formacje, w zniszczonym mieście, w czasie trwającej bitwy?

- Świat przedstawiony. Tu dochodzimy do największego minusu tej serii jak i samego autora. W świętej pamięci SFFiH czytałem jedno z opowiadań Ziemańskiego i bardzo mi się spodobało - dlatego sięgnąłem po Achaje. I zawód na całej linii. Dlaczego?

Bo autor jest leniem.

Nie ruszają mnie kolejne opisy ofensyw, walk o miasta i prowincje. Nawet nie wiem gdzie co się znajduje. Przydałaby się mapa. Ale ta NIGDY nie powstanie - tak w jednym z wywiadów przyznał autor. Dlaczego? Dlatego, że skopał. Informacje z Achai wykluczają się z tymi z Pomnika Cesarzowej Achai. Brawo. Sam autor przyznał, że pisząc 1500 stronicową sagę nie tworzył sobie żadnych materiałów pomocniczych. Ot, na dwóch kartkach papieru wypisał sobie ważniejsze punkty fabuły i zaczął pisać. I to niestety widać. Potknięcia, wykluczające się informacje, styl przypominający blogowe opko. To widać i to boli. Tak się da napisać opowiadanie, ale nie grubą trylogie. Brak redakcji to też inna sprawa - jaki redaktor przepuścił tego potwora?

Szkoda. Cykl o Achai miał potencjał, ale przez lenistwo autora i redaktora jest czym jest - ohydnym, odpychającym przykładem jak zła może być fantastyka. Nie wiem jak można się tym zachwycać, porównywać do Sapkowskiego i tak dalej. Gdyby wywalić drętwe dowcipy, stworzyć mapę świata i dokładnie opisać sobie (tj. - autor sobie) zależności panujące w świecie, zrezygnować z debilnej erotyki (nic nie mam do sexu w książkach, ale trudno jest go dobrze opisać), bezsensownych strojów i przyłożyć się do opisywania wojen - wtedy mogłoby wyjść coś dobrego. Być może coś w rodzaju Pana Lodowego Ogrodu - bo czuje między nimi jakiś rodzaj podobieństwa, choć różnica stylów jest porażająca.

Dobra, dość. Nie wiem czy skusze się na Pomnik Cesarzowej Achai. Kolejna trylogia Ziemiańskiego... to może mnie zabić.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Superfood, czyli jak leczyć się jedzeniem

Recenzja pochodzi z bloga: turkusowa-sowa.blogspot.com Chyba jeszcze nigdy z takim zapałem nie czytałam książki poświęconej... jedzeniu. Od kiedy zob...

zgłoś błąd zgłoś błąd