Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Miłość w czasach zarazy

Tłumaczenie: Carlos Marrodán Casas
Seria: Salsa
Wydawnictwo: Muza
7,31 (8267 ocen i 483 opinie) Zobacz oceny
10
732
9
1 368
8
1 625
7
2 425
6
1 057
5
640
4
157
3
188
2
27
1
48
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
El amor en los tiempos del colera
data wydania
ISBN
837200837X
liczba stron
437
język
polski

Miłość w czasach zarazy, napisana przez Gabriela Garcię Marqueza z ogromną czułością, humorem i wyrozumiałością, to niezwykła powieść o miłości, która okazuje się silniejsza od samotności, od fatum i od śmierci. Jest to historia uczucia niewydarzonego bękarta i poety Florentino Arizy oraz trzeźwej, rozsądnej Ferminy Dazy, spełniającego się po półwieczu oczekiwania. Oboje przechodzą przez...

Miłość w czasach zarazy, napisana przez Gabriela Garcię Marqueza z ogromną czułością, humorem i wyrozumiałością, to niezwykła powieść o miłości, która okazuje się silniejsza od samotności, od fatum i od śmierci. Jest to historia uczucia niewydarzonego bękarta i poety Florentino Arizy oraz trzeźwej, rozsądnej Ferminy Dazy, spełniającego się po półwieczu oczekiwania. Oboje przechodzą przez wszystkie kręgi miłości młodzieńcze zadurzenie, małżeństwo z rozsądku, szalone namiętności, miłości idealizowane i ulotne pragnienia cielesne. Ta niespotykana w dotychczasowej twórczości Garcii Marqueza tematyka i tonacja przesporzyła pisarzowi miliony nowych czytelników na całym świecie.

 

źródło opisu: Okładka

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 11
Jagna Putz | 2013-09-22
Na półkach: Przeczytane

"Miłość w czasach zarazy" to książka o miłości, spełniającej się po 50 latach oczekiwań, nadziei, rozczarowań, wzlotów oraz upadków. Główni bohaterowie ulegają silnemu, młodzieńczemu zauroczeniu. Niepozorny poeta, Florentino Ariza zakochuje się od pierwszego wejrzenia w Ferminie Dazie. Po wielu nocach, w czasie których myśli o niej spędzały mu sen z powiek, decyduje się wręczyć jej pierwszy list, będący zaczątkiem nie tylko długotrwałej korespondencji, ale także i wiecznej miłości. Niestety, po pewnym czasie Fermina odrzuca uczucie Arizy, a później zawiera małżeństwo z rozsądku z doktorem Juvenalem Urbina. Wtedy niedoszły narzeczony postanawia czekać na wybrankę swojego serca, a tym samym na śmierć jej małżonka, która następuje po 50 latach, 9 miesiącach i 4 dniach. Wtedy, po burzliwym życiu emocjonalny, wypełnionym na zaspokajaniu potrzeb w sypialniach równie nieszczęśliwych, jak on, kobiet, ponawia wyznanie miłości przed Ferminą i zapewnia o swojej wierności przez cały ten czas.


Moje refleksje nad tą pozycją oscylują głównie wokół tytułowej miłości. Pytanie tylko czy to, co wypełnia te 500 stron, to rzeczywiście miłość? Zaryzykowałabym stwierdzenie, że autor obnaża ludzką naturę i ich uczucia. Z niezwykłą subtelnością ukazuje, że człowiek nie może kochać, że jest to uczucie mu niedostępne, nieznane. Słowem "miłość" można jednak zastąpić wiele innych odczuć, jak duma, ambicja, rozczarowanie, żal. Książka ta pozornie ukazuje miłość, jako uczucie nadzywczajne, wręcz nierealne w dzisiejszych czasach. Jest to miłość romantyczna. Młody chłopak, szaleńczo zakochany, idealizujący obiekt swych westchnień, zostaje odrzucony. W odróżnieniu jednak od klasycznych, znanych większości chociażby z kanonu szkolnych lektur przykładów tego typu kochanka, Florentino nie popada w depresję, nie przeklina swojego życia i nie decyduje się go zakończyć. Jego głębokie uczucie, a także wiara i nadzieja w jego spełnienie trzyma go przy życiu. Decyduje się poświęcić resztę swoich dni na doskonalenie swojej miłości, na cierpliwym czekaniu, które ma mu zostać wynagrodzone. Coś takiego wydaje się wręcz nieprawdopodobne w XXI wieku, tym bardziej ze strony mężczyzny, bo jakiekolwiek pierwiastki romantyczne są kojarzone głównie z kobietami. Aby to wszystko wyglądało jednak mniej surrealistycznie i idealnie, Florentino, jako mężczyzna, pozostaje mężczyzną w każdym tego słowa znaczeniu. Kocha Ferminę, lecz jego niezaspokojone potrzeby są silniejsze i wdaje się w międzyczasie w 662 romanse, z których każdy dokładnie został opisany w jego pamiętniku. Obrzydzenie może wzbudzać też podejście Florentina w podeszłym już wieku do swojej kilkunastoletniej podopiecznej, dla której podczas pobytu w jego domu zabawa w "kosi łapki" nabrała całkiem innego znaczenia. Wątek Arizy pokazuje więc, jacy są mężczyźni, ukazuje rodzaj męski bez żadnych skrupółów takim, jakim on jest: zdolnym, co prawda, do wyższych uczuć, ale równocześnie skłonnym do wielu innych uniesień, w przypadku których nie ma mowy o czuciu czegokolwiek poza fizyczną uciechą. Florentino nie miał potrzeby kochać ani też być kochanym. Wymagał tylko cielesnej bliskości. Marquez brutalnie pokazuje, że miłość rodem z bajek czy romantycznych dramatów po prostu nie ma racji bytu ze względu na złożoność natury człowieka, na jego potrzeby.




Zadajmy sobie jednak pytanie czy to, co czuł Florentino do Ferminy naprawdę nazwać można miłością? Rozważmy oczywiście uczucie towarzyszące mu po odrzuceniu. Czy to nie czasem zraniona duma, chora ambicja i upór nie kierowały zrozpaczonym kochankiem? Przecież ponoć "kochać" znaczy potrafić dać komuś odejść, podczas gdy on nie bierze takiej opcji w ogóle pod uwagę. Ponadto, w dzień ślubu Ferminy i Juvenala zazdrość wywołuje w nim nie fakt, że to nie on, a jakiś inny mężczyzna zasłużył bardziej na uczucie od ukochanej kobiety, ale raczej to, że nadchodzącej nocy, to kto inny będzie ją dotykał, to w innych ramionach będzie leżało jej kochające ciało. Oczywiście, pięknie byłoby wierzyć w prawdziwą i trwałą miłość Florentina, możliwe, że on na swój sposób kochał, ale to nie taka miłość, jaka rodzi się w stęsknionym kobiecym sercu od najmłodszych lat. Nie ma co się oszukiwać.

Jakie uczucia dominowały w Ferminie? Tak naprawdę, jaka kobieta byłaby w stanie nie ulec pierwszemu w życiu adoratorowi? Ta osoba to ktoś, kogo chcemy przy sobie jak najdłużej, podoba nam się okazywane zainteresowanie z jego strony, jego staranie o nas. Ferminie trafia się romantyk, wymienia z nim piękne, poetyckie listy. Dziewczyna jest oczarowana. Florentinem? Nic bardziej mylnego, jest oczarowana tym, w jaki sposób się ją traktuje. Gdy dostawała kolejne listy, radością nie napełniało ją to, kim jest nadawca, ale to, co mogła w nich przeczytać. Dlatego długo zwlekła z przyjęciem zaręczynowego podarunku. Ona kochała to, jak była kochana. Wchodząc w związek małżeński zakończyłaby się namiętna korespondencja i Florentino stanąłby przed nią, jako fizyczna postać, nie jako ulotny autor tych wszystkich, cudownych słów. Kiedy tak naprawdę Fermina orientuje się, że Florentino nie jest tym mężczyzną? Gdy spotyka go, stoi w bardzo małej odległości od niego i widzi go, jako prawdziwego człowieka, przeciętnego. Nie wierzy, że ten, kogo ma przed sobą i ten, kto jest autorem listów może być jedną i tą samą osobą. Wychodzi za mąż z rozsądku, co jest kolejnym przeciwnym miłości postępkiem. Ponadto, cytując właśnie tę książkę: "małżeństwo z rozsądku, to najgorszy sposób kurwienia się". A gdy wspomina z nostalgią Florentina to tylko i wyłącznie z tęsknoty za ulotną przeszłością, ze świadomości przemijania.

Czas i przemijanie to zresztą inny element, który urzekł mnie w przypadku "Stu lat samotności", i który w "Miłości w czasie zarazy" także odnalazłam. Marquez potrafi wzruszyć do łez i skłonić do wielu refleksji dotyczących przeszłości. Dla mnie osobiście najbardziej dotykającym momentem było pierwsze zderzenie Florentina z brutalną rzeczywistością, kiedy to po raz pierwszy zdał sobie sprawę, że czas nie będzie stał dla niego i dla jego ukochanej w miejscu. Dotychczas, jak każdy człowiek, wykreował sobie w głowie swoje wlasne "ja", swój własny świat, którego to on jest centrum, a uciekający czas, to tylko tło, które zmienia jego otoczenie, stawia go w nowych miejsach, wśród nowych ludzi, ale nie dotyka jego samego. Tymczasem zaczyna sobie zdawać sprawę z tego, że i on, i Fermina są także ofiarami przemijania i ulotności, że świat wcale nie jest dla nich. A co najgorsze, że ich także czeka śmierć. Widzi Ferminę ze wszystkimi oznakami starzenia, bez młodzieńczych iskier w swych ślicznych oczach. Jej uśmiech, choć szczery, jej głos, choć wciąż piękny jest teraz głębszy i dojrzalszy, bo serce, umysł i dusza dźwigają większy bagaż doświadczeń codziennego, realistycznego życia. Ten moment, to też jeden z niewielu momentów, w którym poczułam, że sympatyzuję z bohaterami, poczułam do nich sympatię. Podobnie, jak "Sto lat samotności", ta książka składa się głównie z narracji, ciągłego tekstu, opisów, przerywanych bardzo nielicznymi wypowiedziami bohaterów. Są oni przez to dla nas anonimowi, to tylko nakreślone sylwetki, a bliższe nam są ich losy, niż charakter, osobowość czy nawet uczucia. Poza tym wywołują śmiech, nie są idealni, ale dziwaczni, niektóre ich przeżycia infantylne. Florentino piszący listy urzędowe w stylu romantycznych wierszy, Fermina z kuzynką Hildebrandą wystrojone i wymalowane niczym z ubiegłej epoki, chodzące z dumą po mieście i udające się do fotografa. Nie wspominając już o wielkiej i zasłużonej dla całego miasta postaci doktora Juvenala Urbino, który umiera, spadając z drabiny w wyniku nieudanej próby złapania papugi.

Podsumowując, wszelkie moje drastyczne opinie na temat miłości, jakie tutaj zawarłam są niczym innym, jak po prostu bardzo subiektywną interpretacją tejże powieści. To tylko próba uchwycenia jakiś wniosków, które nasuwały mi się wraz z kolejnymi stronami powieści, a także po zakończeniu czytania. Wiadomo, miłość miłości nierówna, na przykładzie Florentina i Ferminy tego uczucia się nie doszukałam. Może dlatego, że cechuję się innego rodzaju wrażliwością, a może autor istotnie pod przykrywką tego romansu wszechczasów chce pokazać, że według niego miłość nie istnieje? Mimo to, albo może nawet i dzięki temu, uważam, że "Miłość w czasach zarazy" to jedna z bardziej poruszających książek, jakie miałam okazję przeczytać, w czasie której czytania przeżywałam silnie każde słowo i każdą kropkę nad "i". Zrobiła na mnie silne wrażenie i myślę, że jeszcze długo będę oddawała się refleksjom z nią związanym, a już na pewno sięgnę po kolejne książki Marqueza, bo czytanie go to jedna z najbardziej niesamowitych rzeczy, jakich doświadczyłam w życiu.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Wszyscy jesteśmy dziwni. Opowieści z Coney Island

Ciekawe i nowatorskie spojrzenie na człowieka przez pryzmat lunaparku z historią Manhattanu w tle. Podróż z Karoliną Sulej na Conley Island okazała si...

zgłoś błąd zgłoś błąd