Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Raptowny fartu brak

Wydawnictwo: Fabryka Słów
5,54 (91 ocen i 7 opinii) Zobacz oceny
10
1
9
3
8
8
7
9
6
29
5
21
4
8
3
8
2
1
1
3
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
978-83-7574-023-3
liczba stron
528
język
polski

Fartu brak? Czarta znak! Bywa, że przeznaczenie, na autostradzie losu rozbija się o roboty drogowe. Albo Stwórca rzuca monetą, a ta, zawisa w powietrzu i wszystko zaczyna się pieprzyć...Tobie. Nie Stwórcy. I o tym są te opowiadania. Przypominają Kodeks Drogowy obowiązujacy w stanach obniżonego współczynnika szczęścia: § 1. Zabrania się wyprzedzania, zawracania lub rozglądania w potoku...

Fartu brak? Czarta znak!
Bywa, że przeznaczenie, na autostradzie losu rozbija się o roboty drogowe. Albo Stwórca rzuca monetą, a ta, zawisa w powietrzu i wszystko zaczyna się pieprzyć...Tobie. Nie Stwórcy. I o tym są te opowiadania. Przypominają Kodeks Drogowy obowiązujacy w stanach obniżonego współczynnika szczęścia:
§ 1. Zabrania się wyprzedzania, zawracania lub rozglądania w potoku pieszych. Zbieranie pamiątek po stratowanych grozi śmiercią lub kalectwem i utratą ubezpieczenia!
§ 2. Przed rozpoczęciem ekspedycji skontroluj stan techniczny pokładowego mucha. Ze względu na możliwość wystąpienia pecha nie zaleca się przyjmowania na pokład samic żadnego gatunku.
§ 3. Jeżeli Silnik twierdzi, że jesteś jego paliwem, zachowaj ostrożność. Odsuń się i łagodnie przemawiaj.
§ 4. Stawianie ŻONY do pionu lub wystawianie na deszcz bez uprzedniej kontroli szczelności, grozi trwałym kalectwem i utratą gwarancji.
§ 5. Po przeczytaniu - instrukcji nie zjadać.

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 2183
adamats | 2013-03-15
Przeczytana: 02 czerwca 2012

Uwielbiam takie tajemnice. Jeżeli – jak powiedział Javier Cercas – „praca nad powieścią jest jak podróż w nieznane”, tak dla mnie książka nieznanego mi autora jest właśnie taką pełną tajemnic eskapadą… To trochę jak loteria, trochę jak hazard. Rzadko jednak ryzykuję pełna pulę. Najczęściej otwarcie jest dosyć mało kosztowne – bo z koszyka z tanią książką – i jako takie niesie ze sobą określone ryzyko. Płacąc „normalną” – horrendalną – cenę za książkę, raczej unikam ryzyka. Przeceny i promocje sprawiają, że podejmuję grę, albo jak kto woli, kupuję bilet w nieznane.
Na razie mam umiarkowane szczęście, bo głównie trafiam na pełne niespodzianek, fascynujące albo co najmniej mało nużące wyprawy, choć „all inclusive w baraku” zamiast obiecywanych luksusów też mi się niestety zdarzył (http://lubimyczytac.pl/ksiazka/29807/statek-smierci/opinia/8408849#opinia8408849; http://lubimyczytac.pl/ksiazka/116476/gabinet-osobliwosci/opinia/6979858#opinia6979858)
Takim właśnie biletem w nieznane była książka o przewrotnym – jak na zachętę do podróżowania – tytule „Raptowny fartu brak”. Kupiłem, odstała swoje na półce, oczywiście bezpośrednio przed lekturą nie przeczytałem notki z tyłu okładki… i poszło.
Same zaskoczenia. Pierwsze to takie, że trafił mi się pakiet krótkich wycieczek, zamiast jednej, długiej – na co wskazywały rozmiary książki – podróży. „Raptowny…” to po prostu zbiór opowiadań i - wierzcie bądź nie – ostatecznie dotarło to do mnie dopiero po kilku „rozdziałach”. Przy czwartym lub piątym opowiadaniu, uświadomiłem sobie, ze teraz nie ma już najmniejszych szans, aby te wszystkie wątki zbiegły się gdzieś w jedna akcję. Poczułem się oszukany, ale za chwile przyszła refleksja. Zaraz, zaraz chłopie… kupiłeś imprezę „last minute” w budzie na targu z transportem lotniczym za 1 zł - czego można było oczekiwać. Tym bardziej, że jak się okazało, na obwolucie autor lojalnie informował z czym będę miał do czynienia. Gwoli ścisłości – ku mojemu kolejnemu już zaskoczeniu – stwierdziłem, że ten sposób podróżowania może sprawiać mi całkiem sporą frajdę, tym bardziej, że oferta biura E.Dębski to naprawdę bardzo szeroki wachlarz atrakcji. Czegóż tu nie ma.
Lubicie rollercoster? No to jazda! Bo już tytułowe opowiadanie niesie ze sobą wrażenia porównywalne z miejscówką w pierwszym wagoniku kolejki górskiej. Lucky Szczęściarz z super giwerą wydaje się być idealnym kandydatem na bohatera powieści. Zrządzeniem losu trafia na planetę Jol-C, gdzie wszystko co żyje poluje na ludzi a najgroźniejsze są Kolbobumy. Jedyna nadzieja dla niego to bystre oko, szybka ręka i stary, zgryźliwy, mocno upierdliwy środek lokomocji, którym Luck przemierza górską przełęcz.
Tymczasem Jadraydon Hutterecci - Cesarz Dziennikarzy, gwiazda wielu publikatorów i prezenter najpopularniejszego programu Sieci IMI, z błogosławieństwem samego Ministra Informacji leci na Sakramencką Dziwkę. To znaczy, to nie znaczy, że jest napalony na niesamowicie wyjątkową Damę o dosyć swobodnych obyczajach, ale zmierza do więzienia położonego w najczarniejszym z czarnych zakątków galaktyki, aby przeprowadzić wywiad z Łasicą, tj. Gentisem Metsegonem specem od ucieczek.
Potem natykamy się na Kita, Martinsona i Babuschkę tworzących zespół pilotów Floty Dalekiego Patrolu. Okazuje się, że „Kolacja na koszt szefostwa” może okazać się „Bronią obosieczną” o czym przekona się „Much” ale „Pasożyt” już nie.
Przy okazji „Krachu operacji „Szept Tygrysa” razem z dowodzącym fregatą Maratem Bodo wpadamy na 84 sekundy w tajemnicze pole o niezwykłych właściwościach i budzimy się nadzy w przestrzeni kosmicznej na lewo…, nie, na prawo od jedynego modułu statku, który jakimś cudem ocalał i sobie leci… obok.
I tak przez cały czas. Wciąż jeszcze podświadomie szukałem jakiegoś wspólnego mianownika, usiłowałem łączyć wątki, znajdować podobieństwa aż do momentu kiedy pojawił się pan Ponseloy i jego adept Anytymon Smith i przeraziła mnie, ale tak naprawdę mnie przeraziła „Bomba DEMONA” a opowieść definitywnie rozpadła się na wiele historii. O DEMONIE nie napiszę nic. Niech każdy spróbuje „rozbroić” tę Bombę samodzielnie. Uprzedzam tylko, że w perspektywie są jeszcze Święty Mikołaj, Gandalf w Trójkącie Bermudzkim i Kraina zaginionych bajtli. Uff… sporo tego.
Z zamieszczonej wewnątrz okładek informacji wynika, że nakładem Fabryki słów ukazało się już 15 książek Eugeniusza Dębskiego. Czy sięgnę po nie? Nie wiem. Dziś nie potrafię się jednoznacznie zdeklarować. „Raptowny fartu brak” zaspokoił – chyba na długo - moje łaknienie tego typu literatury. Przeczytałem i już. Ale niektóre z opowiadań zamieszczonych w tym tomie, to prawdziwe perełki. A Bomba DEMONA to prawdziwa BOMBA!

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Kryptonim „Liryka”. Bezpieka wobec literatów

Książka dobra, ale mam wrażenie trochę słabsza od pierwszej części cyklu czyli 'Obławy'. Przy opisywaniu poszczególnych postaci brakuje mi szerszego b...

zgłoś błąd zgłoś błąd