Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Żywot i myśli Zygmunta Podfilipskiego

Seria: Klasyka Mniej Znana
Wydawnictwo: Universitas
6,21 (14 ocen i 4 opinie) Zobacz oceny
10
0
9
1
8
0
7
4
6
5
5
4
4
0
3
0
2
0
1
0
Darmowe dodatki Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
8324200452
liczba stron
206
kategoria
Literatura piękna
język
polski

Powieść ma charakter panegiryku na cześć głównego bohatera, który jednak w miarę poznawania kolejnych faktów z jego biografii ukazuje się czytelnikowi jako postać w gruncie rzeczy bezwartościowa.

 

książek: 107
Michal | 2014-11-22
Na półkach: Literatura polska
Przeczytana: 25 października 2014

„Żywot i myśli…” to pozycja zupełnie wyjątkowa w naszej rodzimej literaturze. Jej wydanie w roku 1894 wywołało wiele kontrowersji w kręgach arystokratycznych. Powieść była dziełem debiutanta, ale nie dajmy się zwieść pozorom – Józef Weyssenhoff od najmłodszych lat obracał się wyższych sferach. Zrobiwszy właściwy użytek z daru wrodzonej przenikliwości popełnił tę osobliwą satyrę, źródło przysłowiowej „podfilipszczyzny” będącej synonimem snobistycznej blagi i karierowiczostwa. Warto wskazać na inspiracje pisarza, których źródło tkwi w literaturze francuskiej a dokładniej w pisarstwie Anatola France’a.

Omawiana powieść jest, jak się o niej wyraził sam Weyssenhoff, podstępnym panegirykiem. Ma ona formę wspomnienia spisanego przez Jacka Ligęzę po śmierci swego przyjaciela Zygmunta Podfilipskiego, „którego wszystkie prawie rozmowy warte były druku”. Podfilipski jest przedstawiony jako człowiek wysokiej kultury umysłowej, kosmopolita brylujący na europejskich salonach. Wypowiedzi naiwnego (?) narratora nie są pozbawione podniosłości, która w zestawieniu z faktami powoduje efekt przeciwny do zamierzonego czyli komiczny. Co więcej, wspomnienia rozmów odbytych z Podfilipskim wyrabiają w nas przekonanie, że Ligęza to typowy… adwokat diabła, który swoją dociekliwością doprowadza do kompromitacji tego, którego wspomnienie pamięci jest dla niego niemal święte.

Warto pamiętać, że Podfilipski nie jest samorodkiem: zrodził się on z atmosfery subtelnych „półtworów moralnych”. Jak w soczewce skupiają się w nim wady elity społeczeństwa jaką, przynajmniej w teorii, ma być arystokracja czego najlepszy dowód dostajemy w postaci dysput prowadzonych w salonach Odęckiej oraz w czasie wielkich balów i milczących spotkań na ulicy, gdy gesty, spojrzenia i ukłony dostosowane są do „stopnia zażyłości i pozycji osoby witanej z powozu”. Podfilipski jest niezrównanym znawcą ekskluzywnej, bo arystokratycznej, topografii Warszawy, w której siatce ulic najważniejsze miejsca przypadają „zakładom wyrabiania opinii” zaopatrzonych w „odpowiednią ilość woźnych, czyli roznosicieli”.

Wspomniana już wcześniej ironia nie zawsze jest dostrzegalna gołym okiem. Co subtelniejsze jej odcienie wyblakły już zupełnie z racji zaniku środowiska ziemiańskiego a co za tym idzie warunków, w których nabierała swego właściwego znaczenia, lecz atmosferę kpiny i dowcipu podsycają pompatyczne zwroty, których nieodzownym składnikiem jest pokaźny ładunek przesady jak choćby we fragmencie, w którym narrator usprawiedliwia misję spisania wspomnień o Podfilipskim.

Z rozbrajającą bezradnością Ligęza rozwiązuje kwestię wykształcenia „mistrza” Podfilipskiego: „zdaje się, że żadnych świadectw nie uzyskał”. Nie mniej „subtelnie” załatwia również sprawę rzekomej, wielowiekowej tradycji rodu, którą z upodobaniem chełpi się Podfilipski. Otóż, gdy ten nie mógł sobie przypomnieć historii rodziny od pradziadka, przekreślił drzewo genealogiczne pisząc na nim „przesądy”. Kolejne rozdziały powiększają katalog przywar głównego bohatera podkreślając rozdźwięk między zamierzeniem Ligęzy a tym, jak postrzegamy Podfilipskiego za sprawą niezliczonych anegdot, dzięki którym staje przed nami „jak żywy”. Jest to lektura słodko – gorzka, mając na uwadze dewizę życiową Podfilipskiego, wedle której „kontrakt społeczny zrywam jak mi się nie opłaca, ale dyskretnie, bo skandal jest głupstwem”…

Powodzenie jakim cieszy się Podfilipski, sława jaka przyszła mu w udziale jest w gruncie rzeczy oskarżeniem pod adresem elity społeczeństwa, które doprowadziwszy do szczytów wyrafinowania sztukę przyjemnego życia nie zauważyło momentu, w którym pozycja męża zaufania publicznego przypadła w udziale szulerowi i cynikowi co zdaje się tylko zauważać pan Szreński, inteligent i społecznik, którego dom leży jednak zbyt daleko od szlaków prowadzących do zakładów wyrabiania opinii. W tym wypadku musimy zadowolić się Podfilipskim, który mając zawsze w poszanowaniu „pewną swą indywidualność, trzymał się często na uboczu od spraw publicznych” a za cel życia uważał zabawę.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Wiek cudów

Zupełnie nie spodziewałam się, jaka będzie ta historia. Opowieść wciągnęła mnie w zasadzie od pierwszego zdania, aż dobrnęłam do końca. Polecam bardzo...

zgłoś błąd zgłoś błąd