Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Wolverine: Snikt!

Tłumaczenie: Alicja Modrzewska
Wydawnictwo: Waneko
6 (15 ocen i 1 opinia) Zobacz oceny
10
0
9
0
8
0
7
5
6
6
5
3
4
1
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Wolverine: Snikt!
data wydania
ISBN
9788380960978
liczba stron
120
kategoria
komiksy
język
polski

Marvel połączył siły z mistrzem komiksu japońskiego Tsutomu Niheiem (Blame!), by stworzyć pełną akcji historię z udziałem Wolverine’a.

Przyszłość jest niepewna a koniec zawsze bliski… Nikt nie wie tego lepiej od Wolverine’a. Rosomak znajdując się w niewiarygodnej sytuacji, postanawia zmierzyć się z wrogiem, którego może pokonać tylko on i uratować ludzkość od zagłady.

 

źródło opisu: Waneko, 2016

źródło okładki: http://waneko.pl

Brak materiałów.
książek: 4547
Wkp | 2017-05-11
Przeczytana: 10 maja 2017

WOLVERINE: BLAME!

Wolverine, najpopularniejszy z marvelowskich mutantów, od początków swojej kariery mocno związany był Japonią. Jego ukochana Mariko pochodziła właśnie stamtąd, a pierwsza miniseria o przygodach tego bohatera rzuciła go do kraju kwitnącej wiśni, gdzie mierzył się z wojownikami ninja, jak również własnym honorem. Nic więc dziwnego, że w końcu doczekał się także mangi o swoich przygodach, i to na dodatek stworzonej przez Tsuomu Niheia. Mangi, trzeba powiedzieć to już na wstępie, bardzo specyficznej, cyberpunkowo-postapokaliptyczno brudnej, ale absolutnie wartej poznania zarówno przez miłośników Niheia, jak i komiksów Marvela.

Nowy Jork. Do Wolverine’a podchodzi dziewczyna o imieniu Fusa, prosząc go o pomoc. „Wkrótce zabiją nas wszystkich”, mówi. Nie ma czasu na wyjaśnianie sytuacji, prosi tylko by Logan wziął ją za rękę i chwilę potem oboje przenoszą się do czasów jakże odległych od naszych, w których panoszą się istoty zwane Mandate’ami. Niestety podczas transferu Wolverine puszcza rękę Fusy i zostaje rzucony z dala od miejsca, w którym oboje mieli się znaleźć. Samotnie staje do walki z wrogiem, jakiego nigdy nie miał okazji spotkać, a uratowany przez mieszkańców tego osobliwego świata, musi zmierzyć się z zagrożeniem, które sprowadziło go tutaj. Czy ma jakąkolwiek szansę?

Komiksy uwielbiam od najmłodszych lat, czytałem je jeszcze na długo przed tym, zanim zacząłem sięgać po literaturę. Mangi w moje ręce trafiły też dość wcześnie i do tego stopnia zachwyciły wówczas ok 10-letniego mnie, że zacząłem fascynować się szeroko pojętą kulturą japońską, a nawet próbowałem nauczyć się tego języka. „Wolverine: Snikt!” to pozycja intrygująca i ważna dla mnie, bo znajdująca się na styku dwóch komiksowych światów, które pokochałem. Ale przy okazji to naprawdę udany album, zaczynając od scenariusza, a na ilustracjach kończąc.

Fabuła osadzona jest w świecie, w którym cyberpunk i postapo splatają się z elementami horroru. Świat podobny do tego znanego dobrze z takich mang, jak choćby „Blame!”, a co warto zauważyć, komiksy autora przenikają się wzajemnie to sceneriami, to znów postaciami, tworząc intrygujący kolaż. Wolverine, o dziwo, pasuje do tego specyficznego tła, co więcej u Niheia nawet Nowy Jork wygląda nie jak część Stanów Zjednoczonych, a Japonii, co tylko podkreśla balansowanie „Snikt!” na granicy gatunkowej.

Podobnie jest zresztą z ilustracjami. Nihei rysuje tutaj w sposób brudny, klaustrofobiczny, choć przestrzenie są rozległe, i w pewien sposób punkowy. Mamy tu także mrok i zdeformowane postacie rodem z horrorów, a z drugiej strony całość uzupełnia typowo amerykański kolor, pełen komputerowych fajerwerków i popisów (układ stron, podobnie zresztą jak format, też nie jest typowo japoński, więc „Snikt!” czytamy od lewej do prawej). Wszystko to jednak robi duże wrażenie i pozostaje bardzo spójne, a przy tego typu eksperymentach mogło być różnie. Na szczęście Nihei po raz kolejny nie zawiódł.

Jeśli więc lubicie jego mangi, Wolverine’a albo po prostu ciekawe komiksy Sci Fi, „Snikt!” to tytuł, który powinniście poznać. Dziwny, czasem wręcz oniryczny, wciąga i dostarcza porcji dobrej zabawy. Znakomite wydanie na świetnym kredowym papieże staje się dodatkową wisienką na tym torcie. Polecam.

Recenzja opublikowana na moim blogu http://ksiazkarnia.blog.pl/2017/05/11/wolverine-snikt-tsutomu-nihei/

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Cień góry

Bombaj w stylu gangsterskim podoba się mniej niż Bombaj w stylu romantyczno-awanturniczym. Autor zdecydował się na zmianę tonu i lwią część poświęcił...

zgłoś błąd zgłoś błąd