Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Mój własny diabeł

Tłumaczenie: Paulina Braiter
Cykl: Felix Castor (tom 1)
Wydawnictwo: Mag
7,07 (794 ocen i 63 opinie) Zobacz oceny
10
38
9
95
8
147
7
271
6
134
5
81
4
13
3
13
2
0
1
2
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Devil You Know
data wydania
ISBN
9788374800815
liczba stron
416
słowa kluczowe
egzorcysta, demony, nieumarli, Castor
język
polski

Felix Castor to prywatny egzorcysta; jego podwórkiem jest Londyn. Praca pogromcy duchów ma swoje zalety – płacą dobrze, człowiek nigdy się nie nudzi – ale istnieje też ryzyko: wcześniej czy później jakiś duch okazuje się silniejszy. Próbując wycofać się z zawodu, Castor przyjmuje pozornie łatwe zlecenie pozbycia się ducha nawiedzającego jedno z londyńskich archiwów – w końcu musi z czegoś...

Felix Castor to prywatny egzorcysta; jego podwórkiem jest Londyn. Praca pogromcy duchów ma swoje zalety – płacą dobrze, człowiek nigdy się nie nudzi – ale istnieje też ryzyko: wcześniej czy później jakiś duch okazuje się silniejszy.

Próbując wycofać się z zawodu, Castor przyjmuje pozornie łatwe zlecenie pozbycia się ducha nawiedzającego jedno z londyńskich archiwów – w końcu musi z czegoś żyć. Lecz teoretycznie proste egzorcyzmy wkrótce zmieniają się w rozgrywki pod tytułem „Kto Pierwszy Załatwi Castora”, w których o główną nagrodę walczą duchy i demony.

Nic nie szkodzi: Castor umie sobie radzić z umarłymi. To żywi go wkurzają…

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 0
| 2012-07-12
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 30 maja 2012

Wreszcie! Skończyłam. Jest 30 czerwca, czternaście po północy i po długich, naprawdę bardzo długich miesiącach czytania skończyłam. Jestem z siebie niezmiernie zadowolona. Chcecie wiedzieć jak to się stało? Oczywiście, że tak. Otóż… Kiedyś moja koleżanka przyniosła do szkoły jakąś książkę. A że ja uwielbiam wiedzieć co czytują inni toteż spytałam. Pokazała, trochę opowiedziała. Super ekstra. „Jak skończysz to mi pożycz”. Nie ma sprawy. Tydzień nie minął a ja książkę miałam już w swoich łapkach. I zaczęło się. Początek mnie nudził, ale miałam nadzieję, że uda mi się przebrnąć do właściwej akcji i będzie coś ciekawego. Myliłam się. Książkę odłożyłam. Musiała trochę poleżeć bym ponownie się za nią wzięła. Ponad rok. Tak, dobrze widzicie. Rok. Dokładnie R-O-K. Ale już. Koniec, przebrnęłam. I przyznam się szczerze, podobało mi się to! Żałuję, że czekałam tak długo, ale może to ja nie byłam gotowa na poznanie jej zawartości. Może.


Książka opowiada o Feliksie Castorze, około trzydziestoletnim egzorcyście, który podczas pewnego niefortunnego wypadku postanowił zrezygnować ze swojego zawodu. W czasie późniejszej lektury okazuje się, że w owym wypadku brał udział jego najlepszy przyjaciel, ten zniszczył mu życie na zawsze i właśnie w ten oto sposób Feliks stracił jedyny przypływ gotówki. Jak to zwykle w książkach bywa: przychodzi facet, prosi o pomoc, ten mu odmawia, jednak kilka godzin później przyjmuje zlecenie. Jak się okazało jedno z Londyńskich muzeów nawiedza duch, którego nasz bohater miał się pozbyć. Początkowo idzie mu opornie, ale kiedy udaje mu się wyczuć ducha i ułożyć odpowiednią melodię (Feliks posługuje się muzyką by odpędzić demony i duchy) coś go zatrzymało. Musiał dowiedzieć się co takiego miało miejsce w tym budynku, że duch je nawiedza, a raczej: ucieka od jednego miejsca, które teoretycznie rzecz biorąc do tego ogromnego kompleksu nie należy i nigdy nie należało. W wyniku jego małego „śledztwa”, dowiaduje się wielu rzeczy, których nie chce i których według kilku osób wiedzieć nie może. Wyścig „Kto pierwszy załatwi Castora” rozpoczyna się! Tak oto dochodzimy do końca, gdzie wszystko się wyjaśni. Ale, ale, dopiero wtedy gdy przeczytacie książkę. Nie mogę Wam zdradzić zakończenia, gdyż jest ono niespodziewane, no i nie mielibyście już po co czytać. Dowiecie się, kiedyś!

Jak mówiłam przy „Igrzyskach Śmierci” Suzanne Collins, nienawidzę narracji pierwszoosobowej. I gdybym recenzowała tę pozycję rok temu, dałabym jej niewiele ponad dwa, czy może niecałe trzy punkty na sześć. Jednak na dzień dzisiejszy owa narracja mi nie przeszkadzała, w oczy za bardzo nie kuła, lecz nie mogę powiedzieć że czytało się to lekko. Szybko, owszem, ale nie lekko. Ale to może dlatego, że jak najszybciej chciałam ją skończyć? Przecież tak długo się z nią męczyłam, że bardzo możliwe iż moja podświadomość miała książki najnormalniej w świecie dosyć.
Nie wiem co o tej powieści mogę jeszcze napisać… Akcja rośnie w miarę czytania, jednak dopiero pod koniec osiąga swój punkt kulminacyjny, co jest z jednej strony dobre, a z drugiej nie. Zacznijmy od tej dobrej strony: czytelnik nie wie co go czeka, nie wie nawet na co ma być przygotowanym i jest ten efekt zaskoczenia, którego brakuje niektórym autorom. Jednak brak większej akcji na innych stronicach sprawia, że czytanie nas nuży i albo książkę odkładamy albo kończymy jak najszybciej byleby się tylko jej pozbyć.

Śmiało mogę dać „Mojemu własnemu diabłu” pięć plus na sześć (5+/6). Czegoś zabrakło do tej pełnej szóstki, jednak jeszcze nie dociekłam czego, może z czasem to odkryje. Może.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Utrata

Jedna z moich ulubionych książek. Kocham tą książkę za Ethana naszego wilka, który na pozór wydaje nam się dziwny, wszędzie chodzi ze swoją świtą, z n...

zgłoś błąd zgłoś błąd