Zrodzony, by służyć

5,05 (19 ocen i 3 opinie) Zobacz oceny
10
0
9
1
8
0
7
0
6
6
5
8
4
1
3
2
2
0
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788375780055
liczba stron
292
język
polski

Dwie opowieści- Dwa światy. Rastan i Szorkaan- dwaj bohaterowie dwóch odmiennych podróży. Mag i wojownik. Pierwszy zgłębia tajemnicę przeznaczenia i śmierci, drugi ulega miłosnej namiętności. .

 

Brak materiałów.
książek: 339
miharu | 2017-03-03
Przeczytana: 02 marca 2017

W jakich książkach fabuła jest zbędna? Na przykład w encyklopedii, słowniku, biografii czy jakiejkolwiek literaturze naukowej, bo tam istotne są wartości poznawcze. Natomiast w beletrystyce, skupiającej się przeważnie na wartości rozrywkowej, musi być jakaś nić fabularna. Jakakolwiek, choćby najprostsza, typu "zabili go i uciekł". Natomiast Kinga Bochenek, doktor fizyki z samiuśkiego Krakowa (na okładce szczyci się swoim naukowym rodowodem, dlatego wspominam - może pochodzenie z owego zacnego miasta to coś w rodzaju +1000 do lansu;) pisząc, zapomniała o niezbędnym szkielecie powieści, jakim jest ciąg zdarzeń. Za tym ciągiem podąża zaintrygowany czytelnik, chłonąc perypetie protagonistów.
Jakąż fabułę mamy w "Zrodzonym"? Nie będę się krępować, że ojoj, spojlery - czytanie tej książki to i tak strata czasu, spojler nie wyrządzi większej krzywdy niż samo czytadło. Na początku wspomnę, że książka składa się w istocie z dwóch dłuższych (niezwiązanych ze sobą) opowiadań - pierwsze, liczące jakieś 170 stron poświęcone jest Rastanowi. Pan ów jest czarodziejem. Na początku, jako młody chłopak, terminuje u swego mistrza. Potem mistrz wysyła go do jednego faceta, żeby przepisał u niego księgę. Młodziak przepisuje ją ponad rok, a gdy wraca, mistrz już nie żyje. Rastan zbiera tyłek w troki i idzie do miasta, gdzie terminuje u kamieniarza. Po jakimś czasie też opuszcza to miejsce i wraca do wioski, gdzie żył jego mistrz. Tam przez jakiś czas uzdrawia mieszkańców i próbuje wykuć tunel w skale, gdzie mistrz magicznie ukrył księgi. Gdy osiąga cel, okazuje się, że były tam wcześniej myszy (wygryzły litą skałę?;) i zeżarły książki. Cóż, mówi się trudno. Rastan zbiera się i odwiedza starego czarodzieja na bagnach. Dziadkowi cała biblioteka ginie w pożarze, więc Rastan znowu lezie dalej. Moje streszczenie sugeruje istnienie jakiejś iskry w powieści, ale to złudzenie optyczne. Rastan po prostu przemieszcza się z miejsca na miejsce, jakby miał owsiki, bezskutecznie szuka ksiąg, nic się nie dzieje, autorka wstawia pełno nudnych opisów wszystkiego i zapełnia strony drętwymi i źle brzmiącymi dialogami ("przeż" - co to ma być?). Do niczego to nie prowadzi i kończy się też nijak. Kto mi odda kilka godzin życia, spędzonych na przebijaniu się przez ten szajs? :(

Pozostałe 116 stron zajmuje opko o tatarskim (pardon, keczeńskim) charakterniku, Szorkaanie i jego "miłości", Algare (to babka jest, jakby coś;). Słodziak ów w drodze powrotnej z palenia osad łapie na stepie panią młodą i piękną, przywłaszcza sobie ją - wiadomo. Pani jednak przywłaszczona i macana być nie chce, przy pierwszej dobrej okazji daje w długą. Pan wkurza się, że jego własność oddaliła się bez zezwolenia, więc odprawia do domu kolegów zbójców i rusza w pościg. Nie będzie mu jakaś laska fikała! Ściga ją, ściga, ściga... przez lasy, wioski, miasteczka, lew skalny go prawie zjada, ale tak naprawdę to pan zjada jego. Brak tylko opisu, jak stepowy Rambo łapie strzały w locie zębami (gdyby mieli broń palną, pewnie łapałby pociski) i oddechem gasi gwiazdy. Potem Rambo ujawnia się, dołącza do drużyny swej (wy)branki i jadą na wyprawę. Nad jeziorem pan oświadcza się pani, ale pani nie chce ślubu, więc pan wraca do swojej wioski. The End. Cóż za epicki rozmach, jakież emocje, publika szaleje (hej, publiko, nie chrap tak głośno) prawie jak w transmisji z zawodów szachistów.
P.S. Minus za nieustanne powtarzanie frazy "joene hana". Po dwudziestym powtórzeniu sama zaczęłam mamrotać frazę, zdecydowanie jednak swojskiej proweniencji, ale nie będę się cytować, bo to nieobyczajna fraza była.

I po co było pisać i drukować takie niemożebne NUDY bez fabuły? Nic się nie dzieje, nie ma zwrotów akcji, postacie przemieszczają się, trochę gadają i tyle. O, ta książka to tak, jakbyśmy obserwowali liście, które wiatr przegania w te i nazad. Ruszają się, nie stoją w miejscu, szeleszczą, ale fascynujące to nie jest.

Nawiązując małodusznie do życiorysu autorki, o którym wspominałam na początku - może pierwotny wybór drogi życiowej był lepszy? Może lepiej skupić się na łapaniu kwarków za ogon, bo do pisania książek to pani doktor Bochenek bożej iskry niestety nie ma.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Ucho Igielne

Najbardziej uniwersalna literatura górnej półki. Myśliwski pisze to co ludzie chcą czytać. Różni ludzie w różnym celu. Ci co chcą sobie przypominać i...

zgłoś błąd zgłoś błąd