Słonecznik

Tłumaczenie: Dorota Kaczor
Wydawnictwo: Sonia Draga
7,35 (792 ocen i 145 opinii) Zobacz oceny
10
102
9
93
8
156
7
228
6
122
5
57
4
17
3
7
2
7
1
3
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The sunflower
data wydania
ISBN
9788389779809
liczba stron
327
słowa kluczowe
miłość,
kategoria
Literatura piękna
język
polski

Książka wydana także p.t. "Bliżej słońca". Na tydzień przed planowaną datą ślubu, w dniu kiedy miał odbyć się panieński wieczór Christiny, jej narzeczony odwołuje ślub. Suknia ślubna prababci wysadzana perłami i kryształkami wraz z nadziejami i marzeniami wędruje do szafy. Jessica, jej najlepsza przyjaciółka, chce pomóc w tak trudnych chwilach i zgłasza obie do udziału w misji humanitarnej...

Książka wydana także p.t. "Bliżej słońca".

Na tydzień przed planowaną datą ślubu, w dniu kiedy miał odbyć się panieński wieczór Christiny, jej narzeczony odwołuje ślub. Suknia ślubna prababci wysadzana perłami i kryształkami wraz z nadziejami i marzeniami wędruje do szafy.

Jessica, jej najlepsza przyjaciółka, chce pomóc w tak trudnych chwilach i zgłasza obie do udziału w misji humanitarnej w Peru, gdzie mają pracować w wioskach na rzecz opuszczonych biednych dzieci, a w wolnym czasie zwiedzać kraj. Mają pracować w sierocińcu o nazwie „Słonecznik”
Christina poznaje tam Paula Cooka, cieszącego się ogromnym szacunkiem i niezwykłym zaufaniem dzieci charyzmatycznego amerykańskiego lekarza, który uciekł ze Stanów utraciwszy wszystko, co w życiu ważne – karierę, wiarę oraz ukochaną kobietę. W charytatywnej pracy z dziećmi odnalazł spełnienie. Tak przynajmniej mu się wydaje…
Nieoczekiwane zdarzenie prowadzi Paula i Christinę do mrocznej amazońskiej dżungli, gdzie Christina musi stawić czoła aligatorom, pająkom i poważnej chorobie. Obydwoje od nowa uczą się ufać i kochać.

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 642
Inez | 2017-04-03
Na półkach: Przeczytane, 2017

„Nie szukaj swego przeznaczenia, bo to ono szuka ciebie.” (s. 19)

Znacie historię odnalezienia Machu Picchu? Według źródeł Zaginione Miasto, jedno z najpiękniejszych świętych miast założonych przez Inków tysiące lat temu, zostało odnalezione przy pomocy tubylczej ludności dopiero w 1911 roku przez amerykańskiego badacza i wykładowcę uniwersytetu w Yale, Hirama Binghama. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że celem wyprawy było odszukanie Vilcabamby, ostatniego bastionu królestwa Inków w walce z Hiszpanami, a o istnieniu Machu Picchu Bingham i jego współtowarzysze zapewne nawet nie wiedzieli! Można wręcz powiedzieć, że to miejsce odnalazło ich, a nie odwrotnie. Niejednokrotnie jest tak, że czasem znajdujemy nie to, czego początkowo szukamy, a nasze odkrycie przekracza swą wartością nasz pierwotny cel. Nawet jeśli cały nasz plan legnie w gruzach, nie oznacza to, że okres poszukiwań będzie czasem straconym. Nawet, gdy zawsze staramy się żyć ściśle według planu, to zwykle wszystkie przełomowe momenty w naszym życiu są wynikiem czystego przypadku…

„Wszyscy nosimy w głowie obraz tego, jak powinno wyglądać nasze życie, namalowany pędzlem naszych pragnień i celów. Tymczasem w ostatecznym rozrachunku okazuje się, że ono nigdy nie wygląda tak, jak sobie wyobrażaliśmy. W tym tkwi tajemnica człowieczeństwa. Choć wolimy w to nie wierzyć, życie w znacznej części jest tylko reakcją na okoliczności.” (s. 262)

Wyruszając w głąb dżungli żadne z głównych bohaterów „Słonecznika” Evansa nie myślało o zabawie, poszukiwaniu miłości, bliskości, budowaniu jakichkolwiek związków damsko-męskich. Paul i Christine chcieli po prostu doświadczyć błogiego stanu niepamięci w związku z wiszącym samotnie w szafie ślubnym welonem czy tragicznej bożonarodzeniowej nocy na szpitalnym oddziale ratunkowym, wyleczyć się z ran przeszłości i spróbować odnaleźć siebie poprzez zatracanie się w służeniu innym, którzy bardziej potrzebują wsparcia. To, co ostatecznie odnaleźli przerosło ich oczekiwania, otworzyło szeroko oczy na świat, przywróciło nadzieję na lepsze jutro. Evans ponownie daje czytelnikom podszytą odrobiną naiwności otuchę, że kiedy miłość jest prawdziwa, sprawy same się układają, choć nie zawsze tak, jak byśmy się tego spodziewali…

„Całe życie stawiamy coraz wyższe płoty, montujemy mocniejsze zamki, tymczasem największe zagrożenia tkwią już w środku.” (s. 310)

Evans jedną z osi swojej powieści ustanowił złożoność niestałej natury ludzkiej. Bohaterowie odczuwają lęki przed odrzuceniem, przed życiem w samotności, albo wręcz przeciwnie przed życiem „z kimś”. Dźwigają swoje życiowe rozczarowania, których wspomnienia są dla nich źródłem bólu i cierpienia. Ujawniają pragnienia, których nie mają siły i odwagi zrealizować. Żyją z konsekwencjami złych wyborów z przeszłości, noszą brzemię dawnych deklaracji, a niejednokrotnie oszukują samego siebie, że chcą osiągnąć coś innego, niż to, co naprawdę im jest potrzebne… Evans sprawił, że są bliscy czytelnikom, bo w miniaturze przedstawiają ich samych. Bo czyż nie jest tak, że próbując usilnie zapełnić różne odcienie rodzącej się w naszych sercu pustki niejednokrotnie posługujemy się niewłaściwymi „wypełniaczami”. Bezmyślnie chwytamy się wszystkiego, co znajdujemy w zasięgu naszych dłoni i nieumiejętnie łatamy te strzępy tego, co z nas zostało. Ślepo bierzemy z życia coraz więcej i więcej, i więcej… Odrzucając od siebie opcję, że zamiast brać niejednokrotnie lepiej jest dawać.

„(…) każdy związek to podróż, a podróż bez ryzyka nie istnieje. A więc najlepsze, co możemy zrobić, to znaleźć sobie towarzysza, z którym chciałoby się ją odbyć.” (s. 320)

Każdy dźwiga jakiś bagaż doświadczeń, którego nie może, albo po prostu nie potrafi zrzucić ze swoich barków. Tak było z Paulem, tak było z Christine, tak jest z niejednym z czytelników Evansa. Męczy się z tym niemiłosiernym ciężarem w pojedynkę do czasu, aż spotka kogoś, kto pomoże mu go nieść. Kogoś, kto niestrudzenie nie spocznie, gdy podróż prowadzić będzie przez najeżoną przeciwnościami, wyboista drogę. A może właśnie dopiero wtedy w pełni uświadomimy sobie jak ważna dla nas jest obecność tego cichego towarzysza. Szczególnie jeśli podróż prowadzi przez wiele posępnych i nieprzewidywalnych miejsc, podobnych do upalnej i pełnej niebezpieczeństw peruwiańskiej dżungli.

W swej powieści Evans odmalowuje barwny obraz Peru. Umieszcza akcję w małych miasteczkach z historyczną zabudową, gdzie na każdym kroku widać dziedzictwo Inków, które sprzyja rozwojowi turystyki. Przysmakiem regionalnej kuchni tego południowoamerykańskiego kraju jest smażona świnka morska, a peruwiańskie tradycyjne zespoły folklorystyczne grają do późna na ulicy, która nocą przemienia się w nocny, wypełniony gwarem i muzyką targ. Tutaj czas biegnie inaczej, całe miesiące przemijają zanim człowiek się obejrzy, a własne problemy wydają się mniejsze, kiedy zestawi się je w opozycji do tych, które doświadcza tutejsza ludność. Bo Peru to państwo pełne kontrastów. Obok egzotycznej ferii barw ma ono także swoje ciemne strony: obdarte dzieci masowo żebrzą na ulicach, matki porzucają z powodu biedy swe potomstwo, kwitnie handel narkotykami i pośrednictwo pedofilskich usług seksualnych, a dzieci wychowuje ulica, która niejednokrotnie stawia ich przed koniecznością głodu, kradzieży, prostytucji.

Posługując się prostymi zdarzeniami, niezawiłym językiem i skomplikowaną historią zaledwie kilku bohaterów, Evans ponownie uświadamia czytelnikom, że istnieją uczucia silniejsze od bólu, niewyspania, niewygód i własnych lęków. Jedyne, czego nam tak naprawdę potrzeba to miłość, w każdych jej odcieniach i smakach. Gdy zestawimy własne, niejednokrotnie sztucznie rozdmuchiwane porażki i zmartwienia z niesprawiedliwością, cierpieniami i problemami innych osób, uświadamiamy sobie, jak małe w rzeczywistości one są. Kontakt z tymi, którzy utracili wszystko, co naprawdę w życiu cenne pozwala spojrzeć na nasze własne życie z innej perspektywy. Powinniśmy tak jak Paul, mieć świadomość, że nasze czyny nie naprawią całego świata, ale dzięki naszym usilnym staraniom odmienią posępną szarość życia choćby niewielkiej grupy osób - nadadzą mu barw, wpuszczą promień słońca w ich życie i sprawią, że niczym słoneczniki odruchowo zwrócą się ku blasku słońca, które ich przepełni nadzieją. Już sama nazwa sierocińca sugeruje motyw metaforycznego skierowania się w stronę słońca, które nie tylko jest czynnikiem warunkującym życie, ale także powodem nadziei na zadowalający plon.

PS. Obserwując w jednym z rozdziałów powieści nocne polowanie na krokodyle można stwierdzić, że pochodzące z „Zemsty” Fredry słowa: „Jeśli nie chcesz mojej zguby/ Krrrokodyla daj mi luby” nabierają nowego, bardziej dosłownego znaczenia :)

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Myszy i ludzie

Lektura opowiada o dwójce przyjaciół:George'u i Lenni'm. Mężczyżni udają się do Saledad w Kalifornii, aby dostać pracę na farmie. George pomaga załatw...

zgłoś błąd zgłoś błąd