Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Dziecię boże

Tłumaczenie: Anna Kołyszko
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
6,74 (715 ocen i 87 opinii) Zobacz oceny
10
29
9
66
8
110
7
231
6
147
5
75
4
26
3
19
2
6
1
6
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Child of God
data wydania
ISBN
9788308043332
liczba stron
224
słowa kluczowe
literatura amerykańska
język
polski

Prowadziła go zła gwiazda… Stał na rozstaju dróg, poza społeczeństwem, ponad prawem, ponad moralnością. Niekochany, niechciany. Mordował, przekroczył próg zła, odkrył w sobie bestię. Lester Ballard w peruce z wyschłego skalpu ludzkiego, ubrany w bieliznę należącą do swych ofiar. Lester Ballard, „dziecię boże, stworzone na wzór i podobieństwo twoje”. Powieść dla osób o mocnych nerwach. Tylko...

Prowadziła go zła gwiazda… Stał na rozstaju dróg, poza społeczeństwem, ponad prawem, ponad moralnością. Niekochany, niechciany. Mordował, przekroczył próg zła, odkrył w sobie bestię. Lester Ballard w peruce z wyschłego skalpu ludzkiego, ubrany w bieliznę należącą do swych ofiar. Lester Ballard, „dziecię boże, stworzone na wzór i podobieństwo twoje”. Powieść dla osób o mocnych nerwach. Tylko dla dorosłych.

 

źródło opisu: www.wydawnictwoliterackie.pl

źródło okładki: www.wydawnictwoliterackie.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1313
alien | 2012-06-17
Na półkach: 2012
Przeczytana: 17 czerwca 2012

Oscar Wilde we wstępie do "Portretu Doriana Graya" napisał: "W rzeczywistości sztuka odzwierciedla widza, nie życie." To chyba z powodu tej prawdy tak trudno mi ocenić "Dziecię boże" Cormaca McCarthy'ego. Wychowałam się na wsi, co, dla mnie akurat, jest czymś, co pozytywnie wyróżnia z grona wilków miejskich. Ale dzięki temu dobrze znam problemy, z którymi zmaga się tożsamość wielu polskich wsi, znam też, co może akurat teraz istotniejsze, strukturę takiego małego skupiska ludzkiego. Wiem, jakie piękno na co dzień oferuje przyroda tej garści ludzi, którzy znają pięć słów na krzyż i przetapiają psy na smalec. Znałam "panów", o których każdy, szczycący się zadbanym ogródkiem mieszkaniec mówił z lekkim skrzywieniem ust. Znałam rodziny, bogate jedynie w dzieci. Znałam też, i to nawet dość blisko, mężczyznę, który przez pewien czas żył jak Lester Ballard - po ludziach, w opuszczonych szopach itp. Pamiętam, jak wielki szacunek miałam dla jego umiejętności przeżycia i wiedzy o lesie. Swoją drogą, zabawne, w jaki sposób teraz zapewniam mu nieśmiertelność - bo facet nie żyje już od kilku lat, powiesił się, gdy poważnie zachorował, gdy stało się jasne, że cały i zdrowy z tego nie wyjdzie. Mogę jedynie powiedzieć, że na tę nieśmiertelność zasługuje.
Teraz do rzeczy.
"Dziecię boże" to mieszanka piękna, oniryzmu i pewnego rodzaju romantyzmu z brudną rzeczywistością, w której niezbędne do przeżycia czynności wykonuje się machinalnie, a smród i mróz są do tego stopnia przy tym nieodłączne, że nie zwraca się na nie uwagi. Kontrast jest na tyle duży, że większość ludzi opisuje tę książkę, jako wstrząsającą, a głównego bohatera jako odrażającego. Na pewno jest w tym prawda, ale mam wrazenie, że takie spojrzenie przyćmiewa powody, z jakich Ballard postępuje, jak postępuje. Wielu ludzi miało takie wrażenie przede mną, stąd drugie spojrzenie na książkę: obraz zrodzonego przez społeczeństwo potwora.
Oczywiście, widzę tu potwora i boję się go, czuję niesmak, gdy czytam o tym, co robił, widzę też wyraźnie całe jego otoczenie i to, jaki miało, a raczej jakiego nie miało udziału w tym wszystkim. I właśnie dlatego, że nie jest mi obcy syndrom bitego psa, o mało się nie popłakałam pod koniec. Z żalu nad tym człowiekiem. Chętnie napisałabym więcej, ale nie chcę przez nieuwagę popsuć komuś czytania. Sam fakt, jak bardzo podziałały na mnie losy Ballarda, zmusił mnie do zapytania samej siebie, czy aby na pewno wszystko pod sufitem równiutkie. Chyba nie chcę znać odpowiedzi.
Strona techniczna wydała mi się bez zarzutu, chociaż do sławnej "Drogi" jej daleko. Autor wplótł pod koniec do tekstu trochę moralizatorstwa, które przy całej jego poetyckiej oszczędności wydało mi się nachalne i nie na miejscu. Losy Ballarda poprowadzone w miarę wiarygodnie, plus za poszerzenie wiedzy o życiu w kilku konkretnych aspektach.
Muszę się poważnie zastanowić, komu to polecić. Najchętniej napisałabym 'nikomu', ale nie dlatego, że książka jest słaba, tylko z obawy o to, jak zostanie zrozumiana. Z drugiej strony, czy mam na to jakikolwiek wpływ?
Napiszę, komu nie polecam: osobom wrażliwym, nastawionym na rozrywkę i przyjemność, szukającym czegoś na poprawę humoru.
O, wiem, komu polecam. Inteligentnym.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Gwiazda spadająca za dnia 3

"Ale trochę.. chociaż przez chwilę... chciałem samym muśnięciem warg przekazać jej, co czuję naprawdę." I chyba więcej nic nie muszę dodawa...

zgłoś błąd zgłoś błąd