7,08 (12 ocen i 10 opinii) Zobacz oceny
10
1
9
2
8
2
7
5
6
0
5
0
4
1
3
0
2
1
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Puzzle
data wydania
ISBN
9788365419095
liczba stron
204
kategoria
Literatura piękna
język
polski
dodała
Anna

Puzzle poruszają aktualny temat współczesnej emigracji Polaków. To pierwsza część losów Marii, kobiety w średnim wieku, która musi zacząć wszystko na nowo, daleko od kraju, w jakim spędziła swoje dotychczasowe życie.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Dygresje, 2016

źródło okładki: inbook.pl

Brak materiałów.
książek: 442
kuzo | 2017-07-22
Na półkach: Uwaga, gniot!, Przeczytane
Przeczytana: 22 lipca 2017

Z gory uprzedzam, ze jestem emigrantka z 30-letnim stazem w tzw. "starej Europie", co bez watpienia ma wplyw na to, jak te ksiazke odebralam. Byc moze, gdybym miala za soba 2-5 lat pobytu zagranica, inaczej odbieralabym ten tekst. W miedzyczasie nie mam az tak negatywnego obrazu zycia na emigracji, jak autorka, byc moze dlatego, ze bardzo dobrze znam jezyk i ludzi i znalazlam tu swoje miejsce.

Najpierw uwagi formalne.

1.Na pierwszych stronach ksiazki autorka uzywa zdan z jezyka niemieckiego, niestety blednie. W usta wyksztalconego niemieckiego menadzera wklada niegramatyczne zdania, w tlumaczeniu na polski sa powazne bledy, bo w niemieckim bardzo wazna jest forma, w jakiej zwracam sie do drugiej osoby - czy przez "ty" czy oficjalnie przez "Pan, Pani". Pomieszanie tych form, takze w tlumaczeniu na polski, gdzie uzyta niewlasciwie forma "Pani" tlumaczona jest jako "ty", jest po prostu jezykowym niechlujstwem. Jezeli autorka tego nie zauwazyla, byc moze z braku znajomosci jezyka, to powinna to zauwazyc i poprawic korekta redakcyjna. Poza tym konsekwentnie do konca ksiazki mylne jest imie niemieckiego kochanka bohaterki - nie Uve, tylko Uwe - takie imie istnieje w jezyku niemieckim. Student drugiego roku germanistyki bylby w stanie te bledy poprawic. Zakladanie, ze polscy czytelnicy w dzisiejszych czasach nie znaja jezykow, wiec wszystko jedno, co sie tam klepnie, jest bledem.
2. Nielogicznosc w uzywaniu imienia glownej bohaterki - w jednym zdaniu pisze autorka "Marysia", a zaraz potem w drugim zdaniu - pewnie, zeby sie nie powtarzac - Maria. W pierwszej chwili pomyslalam, ze to sa moze dwie zupelnie rozne osoby, noszace to samo imie, ale - nie! I tak konsekwentnie do konca ksiazki z bledem! Zeby to chociaz sytuacja to usprawiedliwiala - czy bardziej prywatna, intymna czy tez oficjalna, ale - nie! Ten brak konsekwencji w imieniu glownej bohaterki w narracji (nie w dialogu) po prostu razi. Tu tez zawinila korekta moim zdaniem.
3. Tytul "Puzzle" odnosze osobiscie do warsztatu ksiazki - krotkie rozdzialy jak pojedyncze obrazki, ktore jednak dla mnie nie skladaja sie w logiczna calosc. Brak spisu tresci z tytulami rozdzialow utrudnia polapanie sie w kolejnosci wydarzen. Jeden z rozdzialow ma tytul "Retrospekcja", i rzeczywiscie autorka wraca w nim do wydarzen z niedawnej przeszlosci. Ok, zostalam ostrzezona. Niestety, i nastepne rozdzialy, juz bez zapowiedzi, rozgrywaja sie wczesniej. Brak mi logicznej czasowo kolejnosci. Uwazam, ze wyszloby to ksiazce na dobre, gdyby zostala zachowana chronologia wydarzen.
4.Okladke zaprojektowala corka autorki. Dla mnie nie ma ona zwiazku ani z trescia ani z puzzlem. Osobiscie (ale gusta sa rozne) uwazam ja za nieciekawa, tak samo jak rozne kroje pisma na okladce i kolory, jakich uzyto- ta ksiazka nie przyciagnela by mojej uwagi na wystawie.

Co do stylu, to byc moze mialam zbyt wygorowane oczekiwania w stosunku do autorki, reklamowanej jako poetka. A do tego nauczycielka i i absolwentka Akademii Muzycznej. Nie znam jej wierszy, ale proza mnie rozczarowala. Bardzo prosty styl. Zeby chociaz kazde slowo trafialo w sedno, jak to u poetow, ktorzy w skrocie potrafia wyrazic wiele emocji. Albo jak w stylu reporterskim - krotkie zdania, zawierajace duzo tresci. Ale nie - styl mnie nie wciagnal, za duzo czasownikow, :-)nie moge powiedziec, ze czytalam z przyjemnoscia. Raczej z poczucia obowiazku dotarlam do konca. Ksiazek o emigracji jest w miedzyczasie sporo i od niektorych z nich, pisanych przez amatorow, ktorzy po raz pierwszy siegneli po pioro, nie moglam sie oderwac. Tutaj - nie.

Co do tresci, to generalnie zgadzam sie z autorka - zycie na emigracji nie jest slodkie, Polacy przyjezdzaja z roznych powodow, rzadko sa ze soba solidarni. Nawet ci dobrze wyksztalceni stoja nagle na dole drabiny spolecznej, wykonuja nielubiane ciezkie prace i czesto spotykaja sie z nieprzyjemnym traktowaniem ze strony tubylcow. Tak bylo i jest wszedzie. Czesto tez brak znajomosci jezyka powoduje, ze sie reakcje tubylcow odbiera negatywnie, podczas, gdy w rzeczywistosci wcale takie nie sa. Nie kazdy takie sytuacje dobrze znosi psychicznie. Uwazam jednak, ze autorka maluje ten obraz zbyt czarno. I w Polsce nie wszyscy mnie lubili i chwalili, wiec dlaczego zagranica ma byc inaczej? Sa tubylcy bardzo zyczliwi cudzoziemcom, starajacy sie pomoc, poswiecajacy wlasny czas, a czasem pieniadze i benzyne, zeby pomoc Polakom w zalatwieniu roznych spraw urzedowych. Dobrze jest pokazane, ze bez jezyka ani rusz, ze nalezy sie go uczyc, i zagranica, a najlepiej jeszcze w kraju, przed wyjazdem. Jezeli ta ksiazka chociaz dwoch rodakow skloni do lepszego przygotowania sie do wyjazdu, to juz spelnila swoje zadanie! I do tego, jakie zycie ich czeka na emigracji, jakie trudnosci mieszkaniowe i inne stana im na drodze.
Faze wstydu za pijacych i przeklinajacych publicznie rodakow mam dawno za soba - wszedzie przyznaje sie, ze jestem Polka (zreszta trudno sie nie przyznac, pozostal mi akcent, moj znak rozpoznawczy!), wlasnie po to, zeby tubylcom pokazac, ze nie wszyscy Polacy sa tacy! To nasz obowiazek, pokazac ten wyksztalcony, solidnie pracujacy, niepijacy gatunek Polaka! Bezinteresowna chec pomocy, cieplo, czlowieczenstwo - to jest to, co wynioslam z kraju, a czego ludziom na Zachodzie Europy czesto juz brakuje (nie wszystkim), bo od pomocy sa przeciez odpowiednie instytucje. (Bylam jedyna osoba, nie znajaca wtedy jezyka, ktora zainteresowala sie panem, majacym problemy z sercem - zawal? - ktora spowodowala wezwanie pogotowia przez tubylca, wielu jego rodakow perzechodzilo obojetnie wobec niego)Dlaczego mimo to oceniam ksiazke tak negatywnie i nie wiem, czy siegne po dalsza czesc? Bo okolo setnej strony (cala ksiazka ma 204 strony) trafil mnie przyslowiowy szlag, gdy kolejna osoba zostala z powodu jakiejs wady kompletnie zdegradowana przez tytulowa bohaterke jako czlowiek! W calej ksiazce nie ma ani jednej osoby - oprocz zonatego kochanka, ktory zginal, i mezczyzny poznanego przez portal randkowy pod koniec ksiazki, ktorego glowna bohaterka Marysia zobaczyla by jako czlowieka - wprawdzie nie wolnego od wad (kazdy jakies ma), ale wartosciowego czlowieka, od ktorego moge sie czegos nauczyc w jakiejs dziedzinie, w ktorej ja sama nie jestem najlepsza. Marysia jest bezbledna! Najlepiej gotuje, dokladnie sprzata, wspaniale pracuje, potrafi postawic psychologiczna diagnoze kazdemu emigrantowi (nie wiadomo, co ta Marysia studiowala, moze psychologie?)i przypiac mu przyslowiowa latke, no i nie znajduje partnerow, aby porozmawiac na tym poziomie intelektualnym, na jakim sama jest! Osoba bez wad, jedyna taka w tej ksiazce.. az mnie mdli taka ilosc doskonalosci naraz. Prosze mnie nie zrozumiec zle, sama mam z Polski dyplom uniwersytecki, do tego dwa dyplomy fachowe z drugiego zawodu, zupelnie niezwiazanego z tym pierwszym, tylko z moimi zamilowaniami, ktore to zdobylam w kraju obecnego zamieszkania. Moje zamilowania muzyczne kraza nie wokol klasyki (ktora znam niezle, w liceum bylismy ciagani do filharmonii i cos mi w glowie pozostalo), tylko wokol solidnego rocka, jestem molem ksiazkowym i przyznaje, ze czasem nielatwo znalezc mi osobe, z ktora moglabym porozmawiac o moich zainteresowaniach. To jest na emigracji trudne! Moje przyjaznie w Polsce ksztaltowaly sie przez dziesieciolecia i trwaja nadal. Technika - Bogu dzieki - to ulatwia! (skype!). Nie moge tych przyjazni porownywac ze znajomosciami tutaj, czasowo krotszymi, bo jeszcze sie kilka razy przeprowadzalam. Pierwsze lata zeszly mi na nieznajomosci jezyka (znalam perfekcyjnie angielski, ale nie jezyk kraju, w ktorym wyladowalam) Ale dzieli mnie od glownej bohaterki zasadnicza roznica - nie oceniam ludzi wedlug dyplomow (ilez poznalam w zyciu utytulowanych kanalii, z wyzszymi tytulami niz moj magister) ani wg poziomu IQ-ani wedlug ich wad - oceniam ich wedlug charakteru. Duzo podrozowalam w zyciu po swiecie, mialam tez jeszcze w Polsce pod swoja opieka studentow ekonomii z roznych krajow i jednego mnie te doswiadczenia nauczyly - ze granice przebiegaja miedzy ludzmi, nie miedzy narodami. Ze jeden jest chetny do pomocy, zyczliwy, a drugi zawistny o byle co, wredny, zawodzacy na kazdym kroku. Ale kazdy ma jakies dobre strony- nawet kryminalisci takimi sie nie rodza, jakies doswiadczenia zyciowe takimi ich uczynily. W najciezszych chwilach mojego zycia w Polsce najbardziej pomogli mi prostytutka najtanszego sortu, tzw. bramowka, ktora umyla za mnie schody w czasach, kiedy mydlo bylo niedostepne, a ja musialam leciec po pracy do szpitala onkologicznego, gdzie lezala moja ciezko chora mama, i kryminalista pseudo bandzior, ktory pomogl mi honorowo po naglej smierci mojego ojca w zalatwieniu mi miejsca na cmentarzu dla ojca. Ci ludzie z marginesu sa bardziej sklonni do pomocy niz wysoko utytulowani z willa i mercedesem, bo oni wiedza. jak czuje sie czlowiek. ktory wyladowal na dnie i nie daje rady sam wstac. Inny przyklad - znajoma doznala wylewu na dworcu w Szczecinie, przewrocila sie na wysokich pod niebo metalowych schodach i belkotala o pomoc, bo juz nie byla w stanie mowic wyraznie. Kto jej pomogl? Normalni öudzie ja omijali, jak sie upila, niech lezy! Pijaczkowie z dworca jej pomogli. Uznali, ze sie upila, zebrali jej bagaz (nie okradli!), wsadzili w taksowke i tak dojechala do kolezanki, ktora natychmiast wezwala pogotowie, bo wiedziala, ze jej kolezanka nie pije i przyczyna musi byc inna niz alkohol. Do czego zmierzam? Ta idealna Marysia wsrod tych wszystkich falszywych, zdradzieckich ludzi denerwuje, tych ludzi, ktorych jedna wada przekresla wszystkie ich zalety! Czy naprawde wysoko wyksztalcona, z ekskluzywnymi zainteresowaniami (muzyka powazna) Marysia nie jest w stanie niczego sie nauczyc od prostych ludzi, bez takich zainteresowan intelektualnych? Czy naprawde nic nie jest w stanie od nich przyjac? Wspolczuje jej. I dlatego nie wiem, czy mam ochote siegnac po nastepna ksiazke autorki. Bo to nie jest moj swiat i moje ocenianie ludzi. Dlatego taka niska ocena.
Ale - niech kazdy sam osadzi.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Nawałnica mieczy: Stal i śnieg

„Nawałnica Mieczy: Stal i Śnieg” to pierwsza część trzeciego tomu Pieśni Lodu i Ognia. „Starcie Królów” pozostawiło mi po sobie bardzo dobre wrażenie....

zgłoś błąd zgłoś błąd