Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Barbarzyńca w ogrodzie

Wydawnictwo: Zeszyty Literackie
7,67 (779 ocen i 69 opinii) Zobacz oceny
10
76
9
178
8
169
7
237
6
62
5
28
4
9
3
15
2
2
1
3
Darmowe dodatki Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788391797990
liczba stron
223
język
polski

Inne wydania

Czym jest ta książka? Zbiorem szkiców. Sprawozdaniem z podróży. Pierwsza podróż realna po miastach, muzeach i ruinach. Druga poprzez książki dotyczące widzianych miejsc. Te dwa widzenia, czy dwie metody, przeplatają się ze sobą.

 

książek: 383
Agnieszka | 2015-08-18
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 16 sierpnia 2015

Gdy czytałam te eseje zastanawiałam się, czy dałoby się zmierzyć jak bardzo Herbert zwiększył w Polsce uwielbienie dla Pierra della Francesci albo ilość polskich turystów w Orvieto. Bo z pewnością obie te liczby są imponujące.
To co tu napiszę to trochę przemyśleń, i więcej niż trochę cytatów. Moja technika zapamiętywania ;-)
Herbert dużo pisze o znaczeniu tradycji. Cytuje Eliota, ja powtórzę za obydwoma "Nie można jej (tradycji) odziedziczyć; kto jej pragnie musi ją wypracować ogromnym wysiłkiem. Po pierwsze wymaga poczucia historycznego, które uznać należy za niemal konieczne dla każdego, kto chciałby nadal być poetą po przekroczeniu 25 lat życia.(...)całokształt literatury Europy od Homera(...) istnieje równocześnie i tworzy równoczesny porządek." Zaryzykowałabym stwierdzenie że to przykazanie nie tylko dla twórców, ale także dla odbiorców sztuki. Mimo że przyjemność z oglądania obrazów, czy czytania książek jest w dużej mierze intuicyjna, pierwotna, człowiek to zwierzę myślące i dopiero gdy do instynktów dodaje intelekt osiąga w tej przyjemności pełnię.
Herbert pomaga nam w tym prowadząc nas przez malowidła w Lascaux, Arles, Paestum, Sienę, katedrę w Orvieto, gotyk Ile de France. Jego osądy są odważne. Uwodzą:
"Na koniec trzeba wyrzucić z siebie to bluźnierstwo(...): freski w Orvieto robią znacznie większe wrażenie niż freski Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej."
W zachwycie dla Łukasza Signorelli: "Fresk "Potępieni" parzy naszą skórę, układa na języku płaty popiołu i napełnia nozdrza żółtą wonią siarki."
I jeszcze to: "Fresk jest techniką starą i szlachetną.(...) Podlega prawu istot żyjących: toczy go starość."
O teorii malarstwa toskańskiego renesansu: : "Obraz powstający w oku jest kombinacja promieni, które jak nici idą od przedmiotu do widza, konstruując piramidę. Malarstwo to cięcie owej wizualnej piramidy." Po takim tłumaczeniu sama zaczynam widzieć w Pierze della Francesco prapradziada kubistów. I z Herbertem nazywam Matisse'a ostatnim sieneńczykiem.
Opiewając posągowość postaci Pierra Herbert znowu cytuje Eliota "nieobecność ekspresji psychologicznej pozwala odbierać lepiej walory czysto artystyczne, tkwiące w formie, w ruchu brył, w świetle". A potem słowami Berensona przekłada to na praktykę; "Wyraz twarzy jest rzeczą tak niepotrzebną i często do tego stopnia żenującą, że wolę często statuę bez głowy." Przezabawne i prawdziwe, co chyba musi przyznać każdy kto patrzył w Luwrze na Nike z Samotraki.
Za własne mam też ochotę uznać inne spostrzeżenie Herberta; że każdy kto choć raz oglądał twarze kobiet Botticelliego i twarze kobiet della Francesci nie pomyli ich już z żadnymi innymi.
Razem z Herbertem, choć ja tylko w albumie, oglądamy Giotta i Duccia. Poeta pisze tak "Tylko w bezpłciowych podręcznikach historii sztuki obaj ci malarze traktowani są na równi. Krytyk o określonych gustach musi wybierać." "Duccio (...) cofa się w głąb, do korzeni kultur. Nie jest, jak Giotto, odkrywcą nowych lądów, ale eksploratorem zatopionych wysp."
Tu jest mi trochę szkoda bo tego tak nie czuję, nie widzę tego konfliktu, ale może z czasem, może gdy zobaczę obydwu w naturze.
"Po Ducciu nie należy oglądać niczego więcej, aby zachować jak najdłużej w oczach blask tego arcydzieła."
Natomiast w trochę inny sposób zafrapował mnie esej o malowidłach w Lascaux. "Paleta kolorystyczna da się sprowadzić do czerwieni i jej pochodnych oraz czerni i bieli. Wydaje się, że człowiek prehistoryczny nie był wrażliwy na inne kolory, podobnie jak dzisiaj Murzyni z plemienia Bantu." Nie spotkałam się dotąd z taką teorią, zakładałbym, że paletę kolorystyczną ograniczał brak barwników, nie ewolucję zakresu widzenia przez człowieka barw.
Pełen pasji jest artykuł o katarach. A jako wniosek:
"Można zatem śmiało mówić, że na południu obecnej Francji istniała cywilizacja odrębna i wyprawa krzyżowa przeciwko albigensom była starciem dwóch kultur. Klęska która spotkała hrabstwo Tuluzy, jest jedną z katastrof takich, jak zagłada cywilizacji kreteńskiej czy Majów."
Śmiała teza. I tak pełna uroku, tak romantyczna że nic tylko uwierzyć.
No i jeszcze cały czas chodzi mi po głowie sieneńska dziewczyna, która "uśmiecha się po etrusku".
Przyłączam się do zauważonego gdzieś apelu. Niech poeci jak najczęściej piszą przewodniki.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Nieznajoma w domu

„Nieznajoma w domu” to trzymający w napięciu thriller, który stopniuje emocje, by ostatecznie zaskoczyć nieprzewidywalnym finałem. Wydarzenia i postac...

zgłoś błąd zgłoś błąd