Wyzwanie czytelnicze LC

Mooncop

Tłumaczenie: Wojciech Szot
Wydawnictwo: Wydawnictwo Komiksowe
7,37 (73 ocen i 14 opinii) Zobacz oceny
10
1
9
11
8
21
7
26
6
9
5
5
4
0
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Mooncop
data wydania
ISBN
9788380694385
liczba stron
96
słowa kluczowe
księżyc, sci-fi, astronauta,
kategoria
komiksy
język
polski
dodał
kendo777

Życie na księżycu? Kto z nas nie marzył o nim w dzieciństwie. Księżycową kolonię odwiedzamy w jej ostatnich dniach - wszyscy wracają na Ziemię, tylko nie on - bohaterski policjant, który mimo zamierającego dookoła życia próbuje wykonywać swoje rutynowe obowiązki. Tom Gauld w komiksie o ostatnim policjancie na Księżycu na wpół ironicznie rozważa możliwe konsekwencje robotyzacji naszego...

Życie na księżycu? Kto z nas nie marzył o nim w dzieciństwie.
Księżycową kolonię odwiedzamy w jej ostatnich dniach - wszyscy wracają na Ziemię, tylko nie on - bohaterski policjant, który mimo zamierającego dookoła życia próbuje wykonywać swoje rutynowe obowiązki.
Tom Gauld w komiksie o ostatnim policjancie na Księżycu na wpół ironicznie rozważa możliwe konsekwencje robotyzacji naszego codziennego życia. Mooncop to science-fiction bez wybuchów i wielkich odkryć, a świat przedstawiony przez Gaulda jest melancholijny i przyjmowany przez bohatera z niezwykłym wręcz stoicyzmem. W ten sposób udało się opowiedzieć coś nowego o ludzkości.
Tom Gauld jest znany polskiemu czytelnikowi jako autor rewelacyjnie przyjętego Goliata (wyd. Centrala) a jego ironiczne paski komiksowe dla Guardiana przyniosły mu światową sławę.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Komiksowe 2016

źródło okładki: http://www.wydawnictwokomiksowe.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Oficjalna recenzja
Sylwia książek: 927

My, lunatycy

Dostojny, srebrny, enigmatyczny i przez to kuszący. Niezbadany do końca, dlatego przyciągający uwagę. Obecny w naszym życiu, ale niedostępny. Drażni wyobraźnię, bo jest jednocześnie taki bliski, a jednocześnie taki daleki. Powstają o nim filmy, książki, piosenki, sonaty. Powstał również komiks zatytułowany Mooncop, którego akcja dzieje się właśnie tam - na Księżycu, gdzie ludzi zaprowadziła zarówno ciekawość i mądrość, jak również buńczuczność i naiwność. Tom Gauld opowiada swoim czytelnikom historię niezwykle prostą, do tego utkaną z nieskomplikowanych środków wyrazu, ale jakże poruszającą i intensywną pod względem emocji.

Choć komiks jest niezwykle minimalistyczny i zarówno grafikę, jak i tekst, zaliczyć można do tych oszczędnych, autorowi, lawirując między wierszami - czy raczej: kadrami - udaje się sporo przekazać nam o świecie przedstawionym. Dowiadujemy się więc, że mniej więcej kilkadziesiąt lat temu na Księżycu zaczęły powstawać pierwsze kolonie i wkrótce jego powierzchnia została zaludniona. Stworzono odpowiadającą klimatowi architekturę, zbudowano maszyny, które miały pomagać człowiekowi w codziennym życiu - dokładnie tak, jak na Ziemi. Nie wszystko jednak udało się zrealizować według planów. Miały powstać piękne parki, urokliwe miejsca, które nigdy nie ujrzały światła… księżyca. Czy jednak było to potrzebne, skoro widok z okna był tak unikatowy? Skoro spacer przy świetle księżyca nabrał zupełnie nowego znaczenia, a widok na oddaloną Ziemię z początku cieszył...

Dostojny, srebrny, enigmatyczny i przez to kuszący. Niezbadany do końca, dlatego przyciągający uwagę. Obecny w naszym życiu, ale niedostępny. Drażni wyobraźnię, bo jest jednocześnie taki bliski, a jednocześnie taki daleki. Powstają o nim filmy, książki, piosenki, sonaty. Powstał również komiks zatytułowany Mooncop, którego akcja dzieje się właśnie tam - na Księżycu, gdzie ludzi zaprowadziła zarówno ciekawość i mądrość, jak również buńczuczność i naiwność. Tom Gauld opowiada swoim czytelnikom historię niezwykle prostą, do tego utkaną z nieskomplikowanych środków wyrazu, ale jakże poruszającą i intensywną pod względem emocji.

Choć komiks jest niezwykle minimalistyczny i zarówno grafikę, jak i tekst, zaliczyć można do tych oszczędnych, autorowi, lawirując między wierszami - czy raczej: kadrami - udaje się sporo przekazać nam o świecie przedstawionym. Dowiadujemy się więc, że mniej więcej kilkadziesiąt lat temu na Księżycu zaczęły powstawać pierwsze kolonie i wkrótce jego powierzchnia została zaludniona. Stworzono odpowiadającą klimatowi architekturę, zbudowano maszyny, które miały pomagać człowiekowi w codziennym życiu - dokładnie tak, jak na Ziemi. Nie wszystko jednak udało się zrealizować według planów. Miały powstać piękne parki, urokliwe miejsca, które nigdy nie ujrzały światła… księżyca. Czy jednak było to potrzebne, skoro widok z okna był tak unikatowy? Skoro spacer przy świetle księżyca nabrał zupełnie nowego znaczenia, a widok na oddaloną Ziemię z początku cieszył tak, jakby udało nam się uciec przed czymś okropnym? Chyba nie było. Chyba nie dla wszystkich. Chyba nie do końca…

Choć maszyny w dużym stopniu zaczęły wyręczać ludzi w wielu czynnościach i w wielu zawodach, jest na Księżycu pewien osobnik, który codziennie wykonuje swoją pracę skrupulatnie, z oddaniem i w sposób nieróżniący się od tego ziemskiego. Mowa o głównym bohaterze, tytułowym policjancie - przemierza księżycowe tereny, zwalczając przestępczość i pomagając obywatelom. Mężczyzna miał kiedyś, kiedy był mały, dwa marzenia - zostać policjantem i polecieć na Księżyc. Jak widać, oba się spełniły. Mimo to jednak nasz bohater nie wydaje się do końca szczęśliwy. Ba!, sprawia wrażenie rozczarowanego, smutnego, przygnębionego i nieusatysfakcjonowanego. Przyczyna takiego stanu rzeczy szybko wychodzi na jaw. Kiedy bowiem jego marzenia się spełniły, zmianie uległy okoliczności, a te nowe przestały mieścić się w sferze gwarantującej zadowolenie z realizacji marzenia. Cóż bowiem z tego, że jest się policjantem i mieszka się na Księżycu, skoro dzień po dniu, sukcesywnie wszyscy inni zaczęli się z niego wynosić? Nie tylko więc nie ma kogo bronić, kogo aresztować, ani przed kim strzec, ale także nie ma do kogo się odezwać, z kim się pośmiać, komu się zwierzyć. Dni naszego bohatera wyglądają tak samo - o 7.30 dzwoni budzik, a po chwili policjant jest już gotowy pełnić swoją służbę. Jeszcze tylko krótki przystanek przy maszynie, dzięki której zaopatrzy się w kawę i pączki i można ruszać w drogę. Jego służba kończy się podobnie - automat, kawa, pączki. A potem pusty dom i sen. Następnie znów budzik o 7.30. I tak dzień za dniem.

Kiedy ostatni mieszkańcy pakują się i wracają na Ziemię (co zresztą przypomina poniekąd dziecięcą fascynację nową zabawką lub pasją, które szybko zostają zastąpione przez coś nowego lub powrót do poprzednich rozrywek), policjant również postanawia zrezygnować ze swojego marzenia o życiu na Księżycu. W otoczeniu samych maszyn nie ma ono bowiem dla niego większego sensu. Pisze więc do przełożonych prośbę o przeniesienie, lecz szybko okazuje się, że nie ma nikogo na jego miejsce, w związku z czym petycja zostaje odrzucona. Co robić samemu na Księżycu? Jak walczyć z przestępczością, której nie ma? Co dzieje się na odległej Ziemi, którą tak pięknie widać z Księżyca? Na tym zaludnionym globie, na którym na pewno roi się od starszych i młodszych, na której panuje gwar, przyjemny chaos i… życie. W otoczeniu bezdusznych, do tego zawodnych i ostatecznie i tak zdanych na łaskę człowieka maszyn, mężczyzna będzie musiał jakoś przetrwać nieokreśloną liczbę godzin, dni, a może lat, w oczekiwaniu na zmianę decyzji, na jakiś cud, na coś, co osłodzi jego życie i zatrze poczucie bycia niepotrzebnym.

Mooncop to przede wszystkim lapidarna, ale intensywna i treściwa opowieść o samotności. Nie jest to interpretacja oryginalna, ale też każda inna byłaby kłamstwem lub nadużyciem. Dojmujący ból osamotnienia został przez Toma Gaulda wyrysowany perfekcyjnie, odczuwa się go z każdym kadrem i z każdym krokiem policjanta, z każdym wzruszeniem ramion i spuszczeniem głowy. Samotność po prostu wyziera z kolejnych stron, wylewa się i wnika także do umysłu i duszy czytelnika. Brzmi górnolotnie? Patetycznie? Możliwe, ale na pewno nie bardziej niż marzenia i mrzonki dotyczące zasiedlenia Księżyca. Artysta perfekcyjnie oddał, przy pomocy tak niewielu środków - jakby ufając czytelnikowi i wierząc w jego zdolność do współodczuwania - wiele emocjonalnych aspektów życia mężczyzny. Wgląd w pisane przez niego raporty pozwala nam zrozumieć bezcelowość, jaka wkradła się do jego życia. Owszem, wszem i wobec może się chwalić, że jego skuteczność w niwelowaniu przestępczości wynosi 100%, ale po pierwsze - ów wynik jest wynikiem braku przestępczości, a po drugie - owo “wszem i wobec” kurczy się tak szybko, że nawet te teoretycznie zgodne z prawdą, choć tak bardzo odbiegające od rzeczywistości przechwałki, już za chwilę nie będą miały racji bytu. Samotność, brak jakiegokolwiek celu i obserwacja tego, jak pielęgnowane niegdyś marzenia gniją i kruszeją, choć przecież ich spełnienie stało się faktem, to główne problemy, z jakimi mierzy się policjant. Pozostaje mu jedynie niezmienne piękno księżycowego krajobrazu i widok na Ziemię, na którą - paradoksalnie - wypadałoby przenieść teraz wszystkie swoje pragnienia i plany.

Tom Gauld tworząc Mooncop, posłużył się absolutnie nieskomplikowaną i prostą grafiką. Szare i granatowe barwy wpisują się w księżycowy klimat, a miękkie, obłe kontury postaci stoją w kontraście do kanciastych, kwadratowych budowli. Twórca Goliata nie przywiązał wagi do szczegółów, twarze wyposażone zostały jedynie w odstające nosy i oczy - ciemne kropki. A mimo wszystko czytelnik potrafi odczytać emocje kryjące się za przezroczystym hełmem zapewniającym dopływ tlenu. Pomocna w tym okazuje się postawa - lekkie przygarbienie, zwieszenie ramion, bezwładnie opuszczone nogi, nos na kwintę. Warto też zwrócić uwagę na to, że Gauld ani razu nie pozwala nam spojrzeć na twarz żadnej z postaci frontalnie. Każdorazowo rysuje bohaterów z profilu, co jeszcze bardziej podkreśla zarówno nierealność sytuacji, jak i samotność, która jej towarzyszy. Można odnieść także wrażenie, że ta samotność, będąca kwintesencją komiksu, jest zbyt wielka, zbyt dojmująca, abyśmy mogli spojrzeć jej w twarz. A może to bohaterowie nie patrzą w twarz czytelnikowi, bo wstydzą się tego, iż sądzili, że będą mogli bezkarnie i szczęśliwie żyć na Księżycu? Jedna z ostatnich mieszkanek Księżyca reflektuje się przecież:

Życie na Księżycu. Co myśmy sobie myśleli? Dzisiaj to się wydaje takie naiwne.

Jednak nieważne, gdzie będziemy żyć - na Ziemi, na Księżycu czy na innej planecie, zawsze będziemy tylko lunatykami, jeśli będzie nas otaczała pustka i samotność. Będziemy żyć i trwać - czasem nawet szczęśliwie - ale to wciąż nie będzie do końca ani snem, ani jawą. Lunatykując, nie należymy bowiem do żadnego ze świata, zbyt martwi dla żywych i zbyt żywi dla umarłych. To nie musi być miłość. To nie musi być nawet przyjaźń. Ważne, aby otaczała nas przynajmniej świadomość, że wychodząc z domu, spotkamy innych ludzi. A jednak coraz częściej sami odgradzamy się od świata i drugiego człowieka. My, lunatycy, jak z utworu Republiki:

coraz więcej lunatyków
pośród nas
my lunatycy - każdy własny wulkan
na Księżycu ma
tabletki na sen to komunia święta
dla każdego z nas
my lunatycy - coraz więcej lunatyków
pośród nas

Komiks Toma Gaulda to niezwykle emocjonująca wędrówka, podczas której towarzyszy nam przejmujący smutek. Może wydawać się to dziwne, kiedy patrzymy na te proste, wydawałoby się, że niewymagające od autora wysiłku rysunki, a także kiedy czytamy tych kilka krótkich dialogów. Ale ta prostota wyostrza wszystkie zmysły i emocje, czyni nas wrażliwszymi i sprawia, że nasz nastrój i ten z komiksu przenikają się nawzajem. Mooncop jest w swej treści i przekazie taki, jak pod względem wydania, tym czysto technicznym. Twardy na zewnątrz, ze swoimi szorstkimi, pożółkłymi stronicami w środku, które przecież są jednocześnie tak delikatne i czułe na każdy dotyk. Jak człowiek, któremu nie jest pisana samotność. Jak ludzkość, której miejsce jest na Ziemi.  

Sylwia Sekret

pokaż więcej

Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (136)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 5257
Wkp | 2016-09-20
Przeczytana: 20 września 2016

KSIĘŻYCOWA SAMOTNOŚĆ

Nie od dziś wiadomo, że brytyjscy twórcy komiksowi to nietuzinkowe persony z wielkim talentem. Nawet, kiedy ich twórczość nacechowana jest minimalizmem. Tak właśnie dzieje się w przypadku Toma Gaulda, którego drugi wydany po polsku komiks trafił właśnie na sklepowe półki.

Co się w nim znajduje? Bohaterem „Mooncopa” jest tytułowy księżycowy policjant. Ludzie skolonizowali już naturalną satelitę Ziemi, zbudowali infrastrukturę – ubogą, bo ubogą, ale jednak – i wiodą leniwe, proste życie. Takie samo jest życie policjanta. Na księżycu nie zdarzają się przestępstwa, a wykroczeń, do których zalicza się sporadyczne zapuszczenie się kogoś na niewłaściwie tereny, nawet nie zgłasza. Nie mając zgłoszeń, może pochwalić się stuprocentową skutecznością w swojej samotnie wykonywanej pracy. Jednakże to nie jedyna samotność, jaka czeka go na księżycu. Kiedy coraz więcej mieszkańców opuszcza srebrny glob, policjant zaczyna poddawać w wątpliwość sens swojej pracy w tym właśnie...

książek: 1080
PolishPopkulturę | 2016-10-13
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 13 października 2016

W sumie temat przewałkowany już na milion najróżniejszych sposobów (vide -> chociażby ostatni film z Harrym Potterem pt. "Swiss Army Man") - treść tej pozycji to taka oczywista oczywistość, stąd też ani mnie to nie wzruszyło, ani nie skłoniło do refleksji; ot, przeczytałem, zaraz zapomnę. Pięć gwiazdek chyba tylko dlatego, że podczas lektury dwa razy uśmiechnąłem się pod nosem - a to już coś.

Więcej o komiksach piszę na fb.com/polishpopkulture

książek: 162
xan4 | 2016-10-07
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 07 października 2016

Kosmiczna, melancholijna miniatura

Gdy przeglądałem zapowiedzi Wydawnictwa Komiksowego na wrzesień, już wiedziałem, że koniecznie muszę mieć dwa komiksy - Mooncop i Codzienną walkę. Ta druga pozycja została przesunięta na koniec listopada, więc mam jeszcze dłuższą chwilę, żeby przeczytać i Wam omówić. A dzisiaj z chęcią omówię Mooncop Toma Gaulda.

Rewelacja! Jeżeli miałbym podsumować ten komiks jednym słowem, to pasuje tutaj tylko: rewelacja! Świetny komiks. A co otrzymujemy konkretnie? Niewiele. Treści jest tyle, co kot napłakał. Oprócz tego granatowo bure rysunki jak ze szkolnego zeszytu, statyczne, proste, jakby ktoś testował, czy jest w stanie cokolwiek narysować. Są proste postaci, które niewiele robią i niewiele mówią. Ale jakie to jest rewelacyjne! Dawno nie czytałem tak dobrego komiksu, odjechanego komiksu, prostego, melancholijnego, nostalgicznego.

Pewnie już zauważyliście, że komiks bardzo mi się spodobał. Oznajmiłem Wam to jeszcze przed jego opisaniem. Czasami tak...

książek: 1552
kendo777 | 2016-09-29
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, Komiksy
Przeczytana: 28 września 2016

Najbardziej pierwotna, melancholijna, zimna i depresyjna rzecz od czasu, kiedy Tove Jansson napisała Dolinę Muminków w listopadzie. Do Mooncopa powinni dodawać w zestawie sznur, żeby po lekturze od razu się powiesić. Albumik cacuszko. Mooncop oprócz bycia świetnym komiksem jest również przepięknym przedmiotem. Świetny papier, znakomita kompozycja plansz, bardzo dobre kolory - piękno uderza z każdej strony. Niby nic się nie tam nie dzieje, a dzieje się tak dużo. Jakże przepiękny może być smutek.

książek: 221
Paweł Panfil | 2016-10-08
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 05 października 2016

Jest sobie taki pan, nazywa się Tom Gauld. Rysuje stripy dla Guardiana, w Polsce znany jest głównie z komiksu "Goliat", będącym nowatorskim spojrzeniem na biblijną postać filistyńskiego giganta.

W "Mooncopie", który dopiero co ukazał się na naszym rynku Gauld zabiera nas na Księżyc. Tam, pośród rozbudowanej infrastruktury, inteligentnych robotów i skalistych pejzaży towarzyszymy tytułowemu bohaterowi w jego codzienności. "Mooncop" to opowieść niezwykle spokojna, kameralna, ale także zabawna i chwytająca ludzką zwyczajność. Gauld odkrywa jakąś prawdę o nas jako cywilizacji, a klimat w jakim osadza opowieść sprawia, że do tej historii chce się wracać. Ja przeżyłem ją już dwa razy w ciągu tygodnia i czuję, że na tym nie koniec.

książek: 760
Superchrupka | 2017-01-03
Na półkach: Przeczytane

Jak cierpieć na depresję to tylko z Tomem Gauldem. Komiks dla nadwrażliwców, samotników, marzycieli i kontemplatorów dna codziennego. Komiksowa melancholia z iskierką ciepełka. I najfajniejsza historia policyjna w kosmosie.

książek: 594
GrzesiekLepianka | 2017-02-02
Na półkach: Przeczytane

Mały komiks a cieszy. Prościutko narysowany. Trochę uroczy, trochę naiwny. Napisany niewielką ilością chmurek dialogowych, ale z olbrzymią tęsknotą za drugim człowiekiem, relacją, rozmową. A to, co najbardziej tu uderza, to poddanie w wątpliwość tego, czym my wszyscy teraz tak bardzo żyjemy: wszelkich nowoczesnych technologii, komputeryzacji, naukowych odkryć oraz mechanicznych zapośredniczeń, które bez kontroli przez pierwiastek ludzki nie tylko są zawodne, ale po prostu nie mają sensu. I nigdy nie zastąpią drugiego człowieka.

książek: 305
Adawar | 2017-04-21
Na półkach: Przeczytane

Ciekawa koncepcja , z minimalistyczną grafiką ( oraz równie minimalistycznymi dialogami) oraz całkiem fajnym melancholijnym klimatem ...szkoda tylko że można ją przeczytać w jakieś 10-20 minut... ale nawet tak nie wiele starczy by została na stałe w pamięci .

książek: 508
Przemek Skoczyński | 2016-10-03
Na półkach: Przeczytane, Komiks
Przeczytana: 03 października 2016

"Goliat" opierał się na znanym micie, bawił się z czytelnikiem, w jakimś sensie odwoływał do jego erudycji i otwierał sporą przestrzeń do interpretacji zdarzeń, które przecież wydawały się już dawno zinterpretowane. "Mooncop" jest inny. Tutaj nie sposób nie wychwycić "smaczków" czy aluzji, bo ich prawie nie ma. Jest uniwersalne przesłanie o tym jak bardzo jesteśmy samotni w świecie, w którym wszystko powoli staje się zautomatyzowane, wybory decydentów są niezrozumiałe (stworzenie restauracji dla jednej osoby) i nie mamy wpływu na własny los (wniosek o przeniesienie zakończony odmową). Klimat dosyć depresyjny, atmosfera ucieczki z tonącego okrętu. Marzenia - nasza siła napędowa - spełniają się (zamieszkaliśmy na Księżycu), co paradoksalnie staje się początkiem rozczarowań. Nie jest to komiks dobry na poprawę nastroju, ale jest pod wieloma względami doskonały. Jedna z tych pozycji, w których to co nienarysowane jest równie istotne jak to co oglądamy w...

książek: 1711
giera | 2016-12-12

„Mooncop” to drugi komiks Toma Gaulda, który ukazał się w Polsce.

Mam wrażenie, że oba albumy mają ze sobą wiele wspólnego. I nie chodzi mi tylko o wyraźne graficzne podobieństwo, a paralelę jaka zachodzi między głównymi bohaterami komiksów. Obaj stanowią jedynie mały trybik w politycznej machinie wywierania wpływu (Goliat) lub machinie podtrzymywania ładu społecznego (Mooncop).

Protagonista omawianej pozycji, zgodnie z tytułem, jest policjantem, który pełni służbę na Księżycu. Początkowo ludzka kolonia jest nawet całkiem spora. Widać stojące tu i ówdzie kilkupiętrowe bloki czy inne budynki mieszkalne. Jednak z dnia na dzień kolonistów ubywa. Sukcesywnie wracają na Ziemię, jakby znudziło im się harmonijne i spokojne życie na Księżycu. Mimo że nie bardzo jest kogo chronić, to gliniarz wciąż codziennie odbywa loty patrolowe, a wypełniając kwartalny formularz dotyczących wykrywania przestępczości uzyskuje 100% skuteczności. Bezduszna matematyka, bo ilość zgłoszonych przestępstw:...

zobacz kolejne z 126 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
Inne książki autora
więcej książek tego autora
zgłoś błąd zgłoś błąd