Dołącz do nas! To proste.
» Własna biblioteczka
» System rekomendacji
» Zobacz, co czytają znajomi
» 100 tys. zarejestrowanych użytkowników
» 139 tys. książek
» Ponad 229 tys. recenzji
Stwórz własną internetową biblioteczkę,
pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!

Ulica tysiąca kwiatów

Autor:

więcej informacji
tłumaczenie: Małgorzata Grabowska
tytuł oryginału: Street of a thousand blossoms
wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: 2009 (data przybliżona)
ISBN: 9788324709816
liczba stron: 464
słowa kluczowe: Japonia, siostry
język: polski
typ: papier
6.8 (202 ocen i 33 opinie)
 
Kup książkę
Cena od 23,90 zł
Kup ebooka
Legimi
Cena: 27,90 zł
Kup audiobooka
Audioteka
Cena: 23,90 zł

Powieść obyczajowa: saga rodzinna z życia w Japonii, obejmująca ponad trzydzieści lat. Subtelna opowieść o dwóch braciach przyszłym sportowcu i twórcy masek teatralnych wychowujących się w przedwojenn... Powieść obyczajowa: saga rodzinna z życia w Japonii, obejmująca ponad trzydzieści lat. Subtelna opowieść o dwóch braciach przyszłym sportowcu i twórcy masek teatralnych wychowujących się w przedwojennym Tokio. W innej dzielnicy mieszkają dwie siostry, Haru i Aki. Tragedia Pearl Harbour i zniszczenie kraju przez straszne bomby krzyżują i zmieniają ich losy, doprowadzone do lat 1960. Pełna szczegółów z japońskiej tradycji i codzienności, rzecz o wojnie, pokoju, pracy i miłości. Refleksyjny ton, antywojenny wydźwięk. pokaż więcej.


źródło opisu: okładka

źródło okładki: zdjęcie własne



Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Moja ocena:
loading
Opinie znajomych
Sprawdź czy twoi znajomi napisali opinie lub dodali książkę do biblioteczki. Zaloguj się
Dyskusje o książce
 (3)

Opinie czytelników
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2012
Przeczytana: 13 marca, 2012

Książka ta jest wielobarwna i wielowątkowa... Znakomicie osadzona przez autorkę w realiach kraju kwitnącej wiśni...

Opowiada historię dwóch osieroconych we wczesnym dzieciństwie braci, których wychowują dziadkowie...

Hiroshi i Kenji diametralnie się od siebie różnią. Starszy jest odważny i waleczny; od dziecka fascynuje go sumo i marzy o tym, by kiedyś zostać wielkim sumoką...

Młodszy natomiast jest spokojny i raczej wycofany, z biegiem czasu jednak coraz bardziej odkrywa swoje zamiłowanie i talent artystyczny w kierunku rzeźbienia teatralnych masek...

Jeśli chcecie dokładniej poznać koleje losu braci Matsumoto ich dziadków oraz nieco później ich własnych rodzin sięgnijcie po tę niezwykłą opowieść o codziennym życiu wraz z jego troskami i radościami oraz o niezachwianej wierze w spełnienie marzeń...

Przemierzcie wraz bohaterami szlak ku samospełnieniu, naznaczony wieloma tragicznymi wydarzeniami... Zobaczcie ich oczyma miasteczko i cały kraj podnoszący się niczym feniks z popiołów po wojnie amerykańsko-japońskiej...

Gorąco polecam!!!


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 24 listopada, 2010

Magiczna atmosfera kraju Kwitnącej Wiśni na tle zawirowań historycznych. Misternie ze sobą splecione dzieje wielu Japończyków, opowieści o ich życiowych dylematach, tragediach, skrywanych marzeniach i bezustannej walce o lepsze jutro, którą nieustannie toczą nieraz upadając, ale za każdym razem się podnosząc.

Akcja książki podzielona jest na trzy części. Pierwsza z nich (lata 1939 - 1945) opisuje dzieciństwo głównych bohaterów, braci Hiroshiego i Kenijego, naznaczone złowieszczym widmem II wojny światowej i zrzuceniem na Japonię bomby atomowej. Część druga (do 1953 roku) to opis lat młodzieńczych obu braci, ich zmagań z głodem i podnoszenia się kraju po klęsce, trzecia natomiast (do 1966 roku) ukazuje czytelnikowi dorosłe życie bohaterów, zawieranie przez nich małżeństw, realizowanie marzeń, które częstokroć niosą za sobą klęski na gruncie prywatnym.

Hiroshiego i Kenijego wychowują po śmierci rodziców w katastrofie statku podczas festynu ich dziadkowie, Fumiko i Yoshio Wada. Mieszkają oni na ulicy tysiąca kwiatów, nieopodal świątyni Kyóó-ji, w Yanace, dzielnicy Tokio. Chłopcy, mimo iż w ich żyłach płynie ta sama krew są do siebie zgoła niepodobni: Hiroshi to "dziecko szczęścia", cudem uratowany z topieli, która pochłonęła matkę i ojca; nie boi się wyzwań, dzielnie idzie przez życie, jest pełen werwy, "kierował się w życiu głową". Natomiast Kenij, zwany duchem, to dziecko zamknięte w sobie, nieśmiałe, żyjące w swoim bezpiecznym świecie, "kierujące sie sercem" i nielubiany przez rówieśników znęcających się nad słabszymi. Chłopców łączy jednak silna i nierozerwalna więź, braterska miłość z przewagą troski Hiroshiego w stosunku do Kenijego oraz podziwu dla starszego brata ze strony tego drugiego.

Również ich zainteresowania są zgoła odmienne. Hiroshi od dziecka pasjonuje się walkami sumo, Kenijego natomiast bez reszty pochłania tworzenie masek na sztuki teatru nó, czego uczy się pod okiem Akiry Yshiwary w jego malutkim warsztaciku; jego nieomal Biblią staje się "Księga masek", z której uczy się nie tylko sztuki ich wytwarzania, ale też całej historii teatru. To wlaśnie dzięki pasjom braci autorka pozwala czytelnikowi bliżej przyjrzeć się tym dwóm niezwykle znaczącym w japońskiej kulurze zjawiskom.

"Ulica tysiąca kwiatów" to również cenny zapis obyczajowości i tradycji japońskiej. Z wielu stron książki wyziera niepowtarzalna japońska dusza. Pasjonująca jest np. juz sama symbolika, jaką obudowane są ślubne ceremonie: krasnorosty to znak płodności, wachlarz wróży wzrost i przyszłe bogactwo, a nić lnu wspólną starość. Haru bierze udział w Festiwalu gwiazd; jest to święto utworzone wokół starej legendy o zakazanej miłości i rozdzieleniu kochanków na wieki. Opisane są tu też obrzędy i wierzenia dotyczące wielu płaszczyzn życia, między innymi stosunku do sfery pozaziemskiej. Duchy ukochanych zmarłych krążą wokół żywych tworząc niesamowitą aurę tajemniczości i subtelnej obietnicy, iż mimo że wszystko przemija, to nic się nie kończy.

"Ulica tysiąca kwiatów" to piękna, delikatna, ale też nieraz przejmująca opowieść o człowieku. O upadaniu i podnoszeniu się, o pogoni za marzeniami, które często dają tylko złudne szczęście. Autorka ukazuje życie człowieka, jako proces, w którym wszystko nieustannie przemija, ale nic nie odchodzi w zapomnienie, nic nie ginie. Przeszłość wraca pod postacią wspomnień, analogicznych sytuacji czy wreszcie ludzi, którzy ją tworzyli. Owszem, nie da się ukryć, iż książka nie jest pozbawiona pewnych wad i niedociągnięć - tłumacz odnajduje niezgodności ze źródłami, mnie udało się znaleźć pomyłkę polegającą na pomyleniu imion bohaterek; natrętna i irytująca jest też tendencja autorki do przesadnej idealizacji głównego bohatera (kobieta nie może mianowicie się nijak pogodzić, iż sumo Hiroshi siłą rzeczy musi być otyły i mieć wylewający się brzuch; wmawiając sobie i czytelnikowi, iż tak nie jest ociera się wg. mnie o kicz). Ale to jest wszystko, co można książce zarzucić. Poza tym mogę przyznać, iż przeczytałam wspaniałe i wartościowe dzieło.


Na półkach: Przeczytane, E-book, Recenzyjnie
Przeczytana: 04 listopada, 2011

„Pamiętajcie (...) każdego dnia życia bądźcie zawsze pewni, o co walczycie."*

Historie Japończyków, są to dzieje ich tragedii, marzeń, życiowych dylematach oraz bezustannej walce w nadziei o lepsze jutro. Walczą mimo upadków, po każdym trzeba się podnieść i iść dalej, trzeba wierzyć i się nie poddawać.

„Ulica tysiąca kwiatów” jest podzielona na trzy części. Pierwsza część to lata od 1939 do 1945, opisane są tu losy braci Hiroshiego i Kenijego. Losy tych braci są naznaczone świadomością zbliżającej się wojny oraz zrzuceniem bomby na Japonię, następna część czyli lata do 1953 roku jest opisem młodości braci tego jak radzili sobie z głodem, trzecia to czasy do 1966 roku - to już historia dorosłych braci jak układają sobie życie.
Po śmierci rodziców bracia są wychowywani przez dziadków mieszkającej przy ulicy tysiąca kwiatów. Chłopcy mimo wspólnych genów oraz bardzo silnej braterskiej miłości bardzo się od siebie różnią. Kenij jest nie lubiany przez silniejszych chłopaków, cichy, zamknięty w sobie, uwielbia tworzenie masek na sztuki teatru nó, drugi z braci jest za to pełen pozytywnych myśli, nie boi się wyzwań i przeszkód, które napotyka, śmiało brnie do przodu, jego pasją są walki sumo.
Jest to też zapis tradycji i obyczajów japońskich. Opisy ślubnych ceremonii (krasnorosty to znak płodności, wachlarz wróży wzrost i przyszłe bogactwo, a nić lnu wspólną starość). W Japonii wierzą też, że wierzenia dotyczące wielu płaszczyzn życia, między innymi stosunku do sfery pozaziemskiej. duchy ukochanych zmarłych krążą wokół żywych tworząc niesamowitą aurę tajemniczości i subtelnej obietnicy, iż mimo że wszystko przemija, to nic się nie kończy. To dwa z wielu obyczajów w tym kraju

Jestem zauroczona tą powieścią. Losy dwóch braci to pokaz Japonii, prawdziwej Japonii. Zainteresowania braci sumo i i tworzenie masek przybliża nam dwa bardzo ważne dla tego kraju zjawiska. Ale oprócz obyczajów jest to również opowieść człowieku, o pogoni za marzeniami. Życie nieustanne przemijanie, nie da się go zapomnieć, wraca pod postacią wspomnień, podobnych zdarzeń czy też widokiem ludzi. Książka ma też wady takie jak na przykład idealizowanie głównego bohatera, czy niezgodności ze źródłami.
Bohaterowie są bardzo interesujący i posiadają ciekawe charaktery, różnią się jak noc i dzień. Ma się wrażenie, że się ich zna. Z ciekawością i wiarą poznajemy ich dalsze losy.
„Ulicę tysiąca kwiatów” czyta się przyjemnie. Autorka w niesamowity sposób przedstawia nam sagę rodziny i opis kraju kwitnącej wiśni. Powieść napisana jest przystępnym i łatwo przyswajalnym językiem. Polecam.

* cytat pochodzi z książki


Na półkach: Przeczytane, Ulubione
Przeczytana: 28 sierpnia, 2011

"Pamiętajcie (...) każdego dnia życia bądźcie zawsze pewni, o co walczycie."

Japonia lat 1939 - 1966 w pigułce...

Dzięki autorce zgłębimy historię Japonii, odnajdziemy tu:

* wspomnienia o wielkim trzęsieniu ziemi w regionie Kanto w 1923 roku;
* wspomnienia wojny rosyjsko-japońskiej w Mukdenie;
* legendę o powstaniu narodu japońskiego;
* obraz II wojny światowej:

śmierć (np. poruszająca historia Mariko), zniszczenie,spustoszenie, ludzkie dramaty - straty bliskich, straty dobytków i wszechogarniający głód (znajdziemy tu nawet krótki rozdział poświęcony temu problemowi - brak jedzenia i różne sposoby na zdobycie pożywności - od handlu wymiennego, przez wyobrażanie sobie smacznych potraw po kradzież);

* okres okupacji.

Na podstawie tej książki możemy stworzyć własny mini-słowniczek wyrazów i zwrotów japońskich, znajdzie się w nim ponad sto słówek, głównie z takich dziedzin jak: sport (sumo), sztuka (teatr), kulinaria,nazwy relacji rodzinnych (brat, babcia itd.), przedmioty codziennego użytku, rzemiosło artystyczne (wyrób masek) itd.
Poznamy również obyczaje i tradycje dawnej Japonii.

Dzięki głównym bohaterom - krańcowo różniącym się braciom pisarka przybliża nam dwie sfery życia, bardzo ważne dla mieszkańców Kraju Wschodzącego Słońca: sport (sumo) i sztuka (teatr nō).
Hiroshi - "W wieku jedenastu lat był najlepszym zapaśnikiem w klasie, a może nawet w całej szkole";
"Gdyby życie brata stanowiło kanwę sztuki nō, Hiroshi byłby Ayakashi, wojownikiem, który powraca na ziemię, żeby pomścić rodzinę i obronić jej dobre imię. Tak, Hiroshi to mściciel."

Kenji - marzyciel, romantyk, zakochany w maskach, dzięki uprzejmości pana Yoshiwary uczy się rzemiosła, by w przyszłości zastąpić mistrza.

Obydwaj bracia spełniają swoje marzenia - Hiroshi zostaje wielkim mistrzem sumo, Kenji jest najlepszym twórcą masek, mają piękne i mądre żony. Ale w cieniu sukcesów czają się groźne cienie. Obydwaj bracia zostają okrutnie doświadczeni przez los. Nie tylko oni. Wydaje się, że każdy z bohaterów, jakich odnajdujemy na kartach "Ulicy tysiąca kwiatów" kończy swą historię jako osoba nieszczęśliwa (każda postać przeżyła osobisty dramat). Przed czym pisarka nas chce ostrzec? Że każdy sukces musi być okupiony niewymowną stratą? Że w życiu są ważniejsze sprawy niż nasze ambicje i dążenie do nich za wszelką cenę? Że trzeba brać odpowiedzialność za każdą swoją decyzję i ponosić jej (czasem bardzo bolesne) konsekwencje?

Oprócz fantastycznego obrazu Japonii, dużym plusem jest tu kreacja bohaterów (zwłaszcza drugoplanowych). Fantastyczne małe historie każdej postaci.
Książka smutna, refleksyjna, z której płyną łzy...

(http://dajprzeczytac.blogspot.com/)


Na półkach: Przeczytane, Moje !

Ksiazka pozytywnie mnie zaskoczyla.
Dostalam ja w prezencie i bylam nieco sceptyczna co do tematyki.
Myslalam - Sumo??- to nie dla mnie.
Jednak historia okazala sie na tyle fascynujaca, ze nawet tematyka sumo zrobila sie ciekawa.
Poczatkowo irytowaly mnie japonskie zwroty, uzyte w tej ksiazce, jednak szybko staly sie one jej nierozerwalna czescia.
Do tego spodobalo mi sie w jaki sposob autor polaczyl ze soba losy roznych bohaterow.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: listopad, 2009

Jedna z najpiękniejszych książek o Japonii, jakie dotychczas przeczytałam. Piękna narracja, ciekawie narysowane wielowarstwowe postacie bohaterów, emocjonujące opisy wydarzeń historycznych (szczególnie bombardowanie Tokio w czasie II wojny światowej), pięknie zapisane wątki antropologiczno-kulturowe Japonii.
Dla mnie osobiście najciekawsze jest umieszczenie w całej tej historii dwóch elementów kultury japońskiej: starożytnej sztuki walki sumo oraz sztuki tworzenia masek tradycyjnego teatru no. Warto, zanim rozpocznie się czytanie powieści, zapoznać się z tematem sumo i teatrem no (w sensie historycznym i antropologicznym). Pozwoli to dużo lepiej zrozumieć bohaterów i ich psychologiczny portret.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione
Przeczytana: 04 maja, 2011

Co ja miałam z tą książką... Wypożyczyłam ją w styczniu, zostawiłam na sam koniec spośród wszystkich pozycji, jak ją wreszcie ruszyłam, to czytałam powolutku, praktycznie po jednym-dwóch podrozdziałach. A kiedy wydarzył się kataklizm w Japonii, to z serduchem ściśniętym bólem odłożyłam ją na półkę, bo po prostu nie byłam w stanie jej czytać. Dzisiaj wróciłam... i w przeczytałam całą w jeden dzień.

Urzekła mnie. Urzekła mnie całkowicie i już teraz czuję, że będę do niej wracać. Ten niesamowity klimat Japonii sprzed lat, powracającej do świetności po klęsce II Wojny Światowej, w towarzystwie wszechobecnego zapachu kwitnącej wiśni... A na tym tle kilka ludzkich losów, tak różnych, a jednak splatających się ze sobą i tworzących jedną niesamowitą opowieść. Czas przestał dla mnie istnieć na czas lektury, a kiedy dotarłam do końca ostatniej strony wcale nie wróciłam do rzeczywistości, lecz dalej tkwiłam pod drzewem sakury, zastanawiając się, jak potoczą się dalsze losy bohaterów. Niesamowita książka, chylę czoła i polecam każdemu, kto podobnie jak ja kocha ten specyficzny japoński klimat i chętnie pozwoli mu się uwieść.


Przeczytana: 27 sierpnia, 2010

Podobała mi się spokojna narracja zastosowana w książce - powściągliwa, kojarząca się właśnie przez to z powściągliwością Japończyków. Można wyczuć tu trochę klimatu Japonii, Japonii zwykłej rodziny z miasta. Przybliża trochę, choć niewiele, sport sumo oraz teatr no - sądzę jednak, że może jedynie rozbudzić zainteresowanie nimi niż, jak to było ujęte w innych opiniach, opowiedzieć o nich. Fabuła wciąga, chociaż nie można o niej napisać, że należy do wartkich, co jednak zaliczyłabym na plus książce. Sama wojna została tu przedstawiona łagodnie, nie można powiedzieć, żeby brutalna rzeczywistość wojenna była w tej książce obecna. Kilka postaci ginie, przedstawiony jest głód, który panował w tym czasie w Japonii, bezlitosność policji kempeitai. Najbardziej wstrząsająca scena była związana właśnie z tymi ostatnimi.
Kilka z postaci ginie już po wojnie, tu nachodzi mnie refleksja, że chyba zbyt wiele śmierci nie z powodu starości było w tej jednej rodzinie. Mimo to każdy miłośnik Japonii powinien z przyjemnością ją przeczytać.

Być może przez to, że umarli są zawsze z nami.


Przeczytana: 27 maja, 2011

Na temat tej książki mam mieszane uczucia. Po przeczytaniu kilkunastu stron miałam ochotę ją odłożyć, bo stwierdziłam, że nie jest zdecydowanie w moim stylu. Drażnił mnie styl narracji prowadzonej przez autorkę - taki spokojny, delikatny. Poza tym bohaterowi są moim zdaniem zbyt "przesłodzeni", co niestety odbiera im wiele z autentyczności. Jednak dałam tej powieści szansę i dobrnęłam do końca. Są momenty lepsze i gorsze, a powieść ogólnie dobra, ale bez rewelacji.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione

jedna z najlepszych książek jakie czytałam


Przeczytana: 18 stycznia, 2012

Nigdy dotąd nie czułam większego zainteresowania kulturą japońską, która ostatnimi czasy stała się szczególnie modna wśród młodzieży, jednak gdy moje spojrzenie padło na uroczą okładkę "Ulicy Tysiąca Kwiatów", poczułam momentalnie atmosferę odległej cywilizacji, słynącej z subtelnych ogrodów, przypominających płatki śniegu kwiatów kwitnącej wiśni, odurzającej sake, wielobarwnych kimon czy też uwodzicielskich gejszy. Coś w tej książce urzekło mnie na samym początku. I choć przygoda z powieścią Gail Tsukiyamy płynęła raczej niespiesznie i leniwie, przyniosła mi wiele różnorodnych odczuć, poszerzyła szczątkową dotąd wiedzę o Japonii, a także sprawiła, iż z żalem czytałam ostatnią stronę. Po prawie pięciuset stronach wcale nie miałam ochoty pożegnać się z bohaterami, którzy w pewien sposób stali mi się bliscy.
"Ulica Tysiąca Kwiatów" to pięknie i z dużym wyczuciem napisana historia rodzinna, przedstawiająca trzydzieści lat z życia głównych bohaterów - braci Hiroshiego i Kenjiego, osieroconych we wczesnym dzieciństwie i wychowywanych przez dziadków, sióstr Aki i Haru, których ojciec zajmuje się szkoleniem mistrzów sumo, a gdzieś na drugim planie ukazująca także losy wybitnego wytwórcy masek teatralnych, Akiry Yoshiwary. Każda z postaci jest inna, ma odmienne plany, marzenia, a jednak ich życie nieodwołalnie splątuje się ze sobą. Mamy okazję poznać ich poczynania od najmłodszych lat: okres dzieciństwa przerwany brutalną II wojną światową, zrzucenie bomb na Hiroshimę i Nagasaki, czas głodu, biedy, stacjonowania amerykańskich żołnierzy na ulicach Tokio, uparte poszukiwanie normalności, spokoju i stabilizacji... Później pierwsze miłości, a także realizowanie swoich zawodowych celów. Pomimo licznych chwil radości, w życiu bohaterów wciąż pojawia się znaczący odsetek niepowodzeń i bolesnych strat. Przeżywszy wojnę, nigdy nie jest się człowiekiem zupełnie beztroskim. Uraz pozostaje na zawsze. Tym trudniej przychodzi postaciom wykreowanym przez Gail Tsukiyamę pogodzić się ze śmiercią najbliższych, którzy odchodzą z tego świata w najmniej spodziewanych momentach, pozostawiając po sobie pustkę, której nikt ani nic nie może wypełnić.
Ta historia jest w dużej mierze także niezwykle pasjonującym przewodnikiem po Japonii. W nienachalny, aczkolwiek szczegółowy sposób przemyca na karty powieści całe mnóstwo elementów składających się na kulturę Kraju Kwitnącej Wiśni. Obrazowe opisy przenoszą nas w świat aromatycznych krakersów sembei, barów, do których mężczyźni udają się, by posłuchać relacji z walk sumo, ukochanego sportu narodowego, małych sklepików położonych przy malowniczych uliczkach, a także szeregu tradycji kultywowanych przez kolejne pokolenia.
Wielowątkowość powieści nie pozwala mi na opisanie każdego aspektu godnego uwagi z osobna, mogę jednak z czystym sercem stwierdzić, że "Ulica Tysiąca Kwiatów" jest wspaniałą lekturą, w którą najlepiej zagłębiać się spokojnie, ale i z dużym oddaniem. A kiedy już poczuje się ducha egzotycznej Japonii, można z zapałem śledzić losy bohaterów, którzy z każdą przewróconą stroną stają się nam coraz bliżsi. Dla mnie czas spędzony na czytaniu tej książki był na swój sposób wyjątkowy. Czasem zdarzało mi się uśmiechnąć pod nosem, a czasem wstrzymać na chwilę oddech, by łza nie zakręciła się w oku. Można wiele mówić, ale sądzę, że najlepszą oceną będzie stwierdzenie, iż chciałabym napotkać więcej takich książek w swoim życiu. Dlatego i wy oderwijcie się od tak rozpowszechnionego dziś zachodniego świata i pozwólcie sobie na długi spacer po japońskim ogrodzie. Jestem przekonana, że nie będziecie żałować.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 15 czerwca, 2011

Oszczędna w słowach, spokojna, kojąca, dająca nadzieję – to jedne z pierwszych określeń jakie cisną mi się na usta po przewróceniu ostatniej kartki „Ulicy tysiąca kwiatów”. Gdzieś pomiędzy kolejnymi zaliczeniami zanurzałam się w odrobinę baśniowy i inny świat tej powieści. Przeniosłam się do Japonii targanej trudnościami II wojny światowej. Zwróciłam uwagę, że autorka Tsukiyama Gail opisując ten trudny dla wielu narodów temat był bardzo obiektywna. Nie próbowała idealizować żadnej ze stron. Skupiła się na opisie życia w ogarniętym głodem i strachem Tokio. Dla mnie najbardziej wstrząsającym był akapit dotyczący wybuchu bomby atomowej:

„Głosy opowiadające, co stało się po tym, jak spadły bomby atomowe, brzmiały jak szepty duchów. Możecie sobie wyobrazić wiatr tak silny, że zrywa człowiekowi twarz? Możecie sobie wyobrazić eksplodujące organy wewnętrzne, ubrania i ciała buchające płomieniem i rozpadające się w okamgnieniu? Możecie sobie wyobrazić chmurę w kształcie grzyba, powstałą z dymu i szczątków, widoczną gołym okiem z odległości wielu kilometrów, a potem spadający czarny deszcz, nazwany czarnymi łzami, i szerzące się w ślad za nim promieniowanie? Ci, którzy zginęli, byli szczęściarzami - ciągnęły głosy. Ci, którzy przeżyli, nigdy nie będą tacy sami.” [ strona 154]

Centralnymi postaciami wokół których koncentruje się akcja są bracia – silny, odważny Hiroshi oraz Kenji - jego istne przeciwieństwo . Osieroceni i wychowywani przez kochających dziadków walczą o własną tożsamość, spełnienie marzeń. Hiroshi pragnie zostać sumoką, wojna początkowo krzyżuje plany chłopca, jednak w myśl zasady co się odwlecze to nie uciecze, w końcu udaje się dostać do stajni – szkoły dla przyszłych mistrzów sumo. Czytelnik ma możliwość poznać trudy tego często niezrozumianego przez europejczyków sportu. Nigdy nie pomyślałabym, że arkany tego sportu będą dla mnie tak interesujące.

Na przeciwwadze Kenji, do którego w dzieciństwie przylgnęło określenie duch. Małomówny, wycofany, zakochany w maskach teatru no trafia pod opiekę słynnego wytwórcy masek. I tu przetaczająca się wojna odkłada realizację marzeń w czasie.

Jestem zauroczona dziadkami Hiroshego i Kenjiego – państwem Fumiko i Yoshio Wada, który są oddanym , ciepłym małżeństwem. Wspierają się, wspólnie walczą z przeciwnościami losu, kochając się miłością mądrą i pełną zrozumienia dla drugiej osoby.

W książce podobało mi się absolutnie wszystko. Niespieszna ale nienużąca akcja, celebrowanie spędzonych razem chwil, ukłony, tradycje, ciekawe postacie drugoplanowe.

Sądzę, że warto było zatrzymać się nad tą książką, odrobinę inną od tych które zwykle czytam.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 16 października, 2011

Lubię powieści, nad którymi unosi się echo przeszłości. Bez wątpienia subtelność języka Gail Tsukiyamy potęguje to przyjemne wrażenie. Wrażenie cofania się w czasie wraz z pomocą wspomnień bohaterów. Kiedy początek zdaje się końcem, a zarazem wszystko jeszcze przed nami. Pisząc tę opinię starałam się zebrać skrawki myśli, napływających do mnie tuż po przeczytaniu powieści. Tak wielu pytań...

„Ulica Tysiąca Kwiatów” to historia rodzin naznaczonych piętnem wojny i ich wewnętrznego upadku. Zbyt szybkiego kresu dzieciństwa, które cechować powinna beztroska, konieczność szybkiego uczenia się życia i woli przetrwania, a także podnoszenia się z upadku i uwalniania z kajdan okrutnej przeszłości.

Hiroshi i Kenji – dwaj bracia tak bardzo różniący się od siebie, z odmiennymi celami i marzeniami, których mimo okrutnej wojny nie chcą w sobie pogrzebać.
Aki i Haru – dwie siostry z brzemieniem zbyt ciężkim by je udźwignąć, a mimo to dzielnie stawiających każdy krok.
To co zdaje się zbyt odległym, by wyciągnąć ku niemu rękę, pozostaje gdzieś na dnie świadomości wraz z tlącą się w nich jeszcze nadzieją na lepsze jutro.

Oczami bohaterów oglądamy podnoszący się z ruin kraj naznaczony piętnem śmierci, której widmo nieprzerwanie unosi się nad bohaterami. To niezwykły obraz walki z nieodgadnionymi ścieżkami losu, które doprowadzają ich do szeregu wyzwań, swoistych prób charakteru, które muszą przejść pomyślnie, by podnieść się z popiołów i zacząć żyć w oddaleniu od duchów przeszłości. Trudna walka, którą przyjdzie im podjąć zarówno z nią, jak i własnymi słabościami czy błędami, doprowadzi ich na krawędź własnego istnienia. Od silnej woli zależeć będzie przyszłość. Zarówno ich własna, jak i tych, których pokochali. Do nich należeć będzie decyzja czy krok, który zrobią, zaprowadzi ich do wyzwolenia, czy też pułapki, z której nie odnajdą wyjścia. Pułapki własnej osobowości, dumy i poczucia winy, od którego ukojenie przynieść może jedynie śmierć.

Powieść Gail Tsukiyamy jest jak powiew mroźnego powietrza w słoneczny, jesienny dzień. Rzuca światło na rany jakie zadaje wojna nie tylko poległym, ale przede wszystkim tym, którzy przeżyli. Tym, którzy zmagać się muszą z własnym piekłem, które jej wydarzenia pozostawiły w nich niczym piętno.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 03 listopada, 2010

Pozycja, którą zaczęłam czytać przypadkowo (wygrałam ją wysyłając smsa z hasłem krzyżówki z gazety) i utknęłam w niej na dobre kilkanaście dób (trochę tych stron jest). Jest to saga rodzinna dwóch rodów, gdzie głównymi bohaterami jest dwóch braci (ród nr 1) oraz dwie siostry (ród nr 2). Akcja rozpoczyna się na kilkanaście lat przed II wojną światową, biegnie dalej poprzez tragiczne wojenne wydarzenia i kończy się już w czasach pokoju. Najbardziej zatrważającą (a i najdłuższą) częścią jest opowieść o wojnie. O wojnie inaczej - bo ja przynajmniej nigdy się nie interesowałam tym, w jaki sposób na wojnę patrzyli Japończycy - ci, którzy cierpieli głód, bo wszystko zmuszeni byli oddawać na wojsko, ci, których miasta spłonęły doszczętnie, ci, na oczach których płonęli ich bliscy. Książka podzielona jest wyraźnie na trzy okresy - przed, w trakcie i po wojnie, a każda z nich przedstawia Japonię i życie tamtejszych w inny sposób. Przed wojną był ład i porządek, spokój, harmonia, ogólnie panujące szczęście i ciepło rodzinne. Wojna to czas próby - sił i wytrzymałości, odporności psychicznej na upokorzenia, czas walki o godność, bezpieczeństwo i o samo życie, po wojnie natomiast następuje czas, w którym uporczywie próbuje się powrócić do zamierzchłej już (przez tragiczne wydarzenia) przeszłości - bez wymiernych skutków niestety.
Książka napisana ciepłym i spokojnym językiem. W sposób przystępny przedstawiająca tradycję Japonii (niestety zbyt wiele określeń zapisano w polskim wydaniu w j. japońskim - ale ok. 300 strony człowiek zaczyna kojarzyć, co jest czym). I nie chce się kończyć czytania.


Jak dla mnie niewypał. Książka bardzo słaba pod względem stylistycznym (momentami wręcz infantylna), dość dopracowana, jeśli chodzi o realia (nieprzyjemnie odczuwa się jednak trud autorki, aby jak najwięcej o owych realiach na siłę upchnąć). Sama fabuła - niezbyt porywająca. Aż nie chce mi się wierzyć, że autorka miała cokolwiek wspólnego z wykładaniem Creative Writing (tak mnie to szokuje, że zastanawiam się, czy przypadkiem tłumacz nie miał w zepsuciu stylistyki książki swego niechlubnego udziału). Jedna z tych nieszczęsnych powieści, które czyta się głównie ze względu na czas i miejsce akcji (XX-wieczna Japonia), chociaż i tę motywację można sobie w tym przypadku odpuścić.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 07 listopada, 2011

Okładka jest bardzo myląca. Nie byłam przygotowana na dramat wojenny. Jednakże bardzo mnie urzekł. Książka jest wciągająca i skłania do przemyśleń.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 2011 rok

Sukces to ciężka praca. Piękna książa.


O tej książce można powiedzieć naprawdę dużo. Zacznę od ogólnego stwierdzenia, że uważam ją za dobrą. Postaci są nakreślone wiarygodnie i budzą sympatię. Uważam, że autorka dobrze rozumie ludzką psychikę i potrafiła oddać to, co się z nią dzieje w obliczu tragedii. W swojej powieści pokazuje upadek tych, których wojna zniszczyła, ale także odrodzenie tych, których uczyniła silniejszymi. Przyznam, że książka zaskakuje. Jest dużo smutniejsza, dużo poważniejsza, niż można by oczekiwać. Tsukiyama pięknie pokazała w niej jak wielka potrafi być wola przetrwania i że po nawet największym nieszczęściu można się podnieść. Zrobiła to w sposób wyjątkowo subtelny. Nie ma tu żadnego słodzenia, żadnych epickich, dobrych zakończeń w stylu Hollywoodzkim. Tam, gdzie kończy się książka, życie dalej się toczy a bohaterowie dalej starają się po prostu przetrwać. Pozostawiamy ich z nadzieją, że jednak się uda.

„Ulica…” podobała mi się także ze względu na japoński klimat, który – jak sądzę – został oddany bardzo dobrze. Po mimo tego uważam, że autorka mogła jednak trochę przesadzić. Zbyt wiele tu stereotypu japońskości; mam na myśli dobór profesji bohaterów. Mamy więc ważny wątek, związany z sumo i jeden z głównych bohaterów jest sumoką. Drugi brat jest z kolei wytwórcą masek teatru No, mamy też oczywiście gejszę – matkę Aki i Haru. Chyba gejsza, sumoka i rzemieślnik robiący maski do teatru No w jednej książce, to jednak zbyt duży zbieg okoliczności; oczywiście w Japonii uprawiane są wszystkie te zawody, ale nie sądzę, aby były aż tak częste, żeby można było ‘upchać’ je w jednej rodzinie i udawać, że jest to naturalne.

Pewne podejrzenia, co do realności wydarzeń, wywołała także u mnie ilości tragedii, jakie spotykają naszych bohaterów. Życie nie jest proste, to prawda, czasem dzieje się wiele złych rzeczy na raz. Ale dochodząc do końca „Ulicy…” nie mogłam się jednak oprzeć wrażeniu, że ta konkretna rodzina oraz jej najbliżsi przyjaciele, ma wyjątkowego pecha. Jest to pewne nagięcie ze strony autorki i przyznam, że jest zbyt grubymi nićmi szyte.

Ostatnią rzeczą, na jaką chcę narzekać, jest użycie japońskiego. To, co napiszę, może wydać się zbyt okrutną krytyka, ale przypomina mi ono trochę użycie tego języka w kiepskich fan-fikach pisanych przez fanów anime. Czasami bohaterowie mówią ‘tak’ a czasami ‘hai’. Czasami mówią ‘dziękuje bardzo’ a czasami ‘domo arigato’. Czemu? Denerwuje mnie to, ponieważ jest zbędne i wygląda trochę tak, jakby autorka chciała się pochwalić znajomością nowych słówek. Akcja rozgrywa się w Japonii, czyż nie? Tak więc chyba każdy czytelnik z góry zakłada, że dialogi są mówione po japońsku, nie ma potrzeby wstawiania od czasu do czasu obcych słówek, żeby nam o tym przypomnieć.

Mimo tych wad książka wychodzi na plus.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 29 czerwca, 2010

uż od dłuższego czasu planowałam przeczytanie Ulicy tysiąca kwiatów. Ostatecznie zdecydowałam, że sięgnę po nią dopiero we wakacje, kiedy to już będę mogła zapoznać się z nią na spokojnie, nigdzie się nie spiesząc i nie myśląc o szkole.
Odkąd pierwszy raz ją zobaczyłam, zanim jeszcze ją kupiłam, byłam przekonana, iż powieść ta na pewno przypadnie mi do gustu. Potem zaczęłam się obawiać, że będzie zupełnie odwrotnie i się rozczaruję.

Moje pierwsze wrażenie, gdy zaczęłam czytać Ulicę tysiąca kwiatów było jednak pozytywne i moje obawy szybko się rozwiały. Od początku czytało mi się lekko i przyjemnie, ale do czasu, kiedy wybuchła wojna. Książek, których akcja toczy się w tym właśnie czasie po prostu nie da się czytać przyjemnie.

Głównymi bohaterami byli bracia: Hiroshi i Kenji oraz siostry: Haru i Aki. Bracia byli wychowywani przez swoich dziadków. Matka dziewczynek zginęła podczas wojny. Został im, więc tylko ojciec. Spełnienie marzeń Hiroshi'ego i Kenji'ego stało pod znakiem zapytania. Zainteresowaniem tego pierwszego było sumo, a drugiego tworzenie masek teatralnych. Wojna jednak bardzo im to utrudniła. Ale nie tylko to. Trudności mieli także m.in ze zdobyciem pożywienia.
Autorka ukazała przerażającą rzeczywistość tamtych czasów. Śmierć wielu niewinnych ludzi i inne zniszczenia, powstałe w wyniku wojny.

Gail Tsukiyama napisała Ulicę tysiąca kwiatów językiem, który może i mnie szczególnie nie zachwycił, ale na pewno przypadł do gustu.
Z początku czytanie utrudniały mi tylko zastosowane w książce wyrazy z języka japońskiego. Niekiedy ciężko było domyślić się ich znaczenia, ale zazwyczaj udawało mi się to. Z czasem w ogóle przestało mi to przeszkadzać.

Nie mogę nie wspomnieć o pięknej szacie graficznej. Właśnie dzięki tym kwiatom na okładce w odcieniu czerwieni, zwróciłam uwagę na Ulicę tysiąca kwiatów i postanowiłam ją przeczytać.

Polecam osobom, których interesują powieści o Japonii oraz o wojnie. Nie zawiedziecie się.